Jak „Ruskie” „zdradzili” Powstanie Warszawskie

Co roku pewne środowiska pseudopatriotyczne starają się szczuć Polaków na Rosjan pod pretekstem nieudzielenia przez tych drugich pomocy Powstaniu Warszawskiemu. Przypomnijmy – o udzieleniu pomocy decydowali nie Rosjanie, tylko tow. Stalin. Mamy pretensje do ludojada, że jest ludojadem, a jednocześnie uzależniamy sukces naszej operacji od tego, że ludojad zachowa się jak nie-ludojad, mimo, że nasza operacja jest wymierzona w interesy ludojada – i nawet nie próbowaliśmy z ludojadem czegokolwiek uzgadniać? A „patrioci” jak zwykle wieszają Cygana za winy kowala. Te działania propagandowe służą nie tylko doraźnym celom politycznym (uwiarygadnianie się „patriotów” przed Polakami przy użyciu antyrusycyzmu, tak jak w 1968), ale i pozwalają zdjąć odium hańby z inicjatorów i decydentów powstania:

„W WARSZAWIE MURY BĘDĄ SIĘ WALIĆ I KREW POLEJE SIĘ STRUMIENIAMI, AŻ OPINIA ŚWIATOWA WYMUSI NA RZĄDACH TRZECH MOCARSTW ZMIANĘ DECYZJI Z TEHERANU”
Gen. Leopold Okulicki – wypowiedź na naradzie Komendy Głównej AK
w lipcu 1944 (według zachowanych stenogramów)

WSZYSCY KTÓRZY ROZPOCZĘLI WALKĘ WIEDZIELI, ŻE IDĄ NA PEWNĄ ŚMIERĆ, POZOSTALI ZAZDROŚCILI POLEGLYM. NADZIEMSKA SIŁA ROZPROMIENIAŁA SERCA.
Antoni Chruściel „Monter”
Londyn, dnia 20 sierpnia 1945

O wstydliwych kulisach podejmowania decyzji o rozpoczęciu powstania traktuje (niedokończony, opublikowany we fragmencie) tekst „Powstanie Warszawskie oczami narodowca”.
Zagadnieniem nieudzielana pomocy chciałem się zająć na poważnie w tym roku, lecz niestety nie zdążyłem przed rocznicą. Mój tekst w obszarze rosyjskiej bierności pod Warszawą chciałem oprzeć o artykuł Norberta Bączyka pt. „Zatrzymany front?” z Poligonu 4 (27) / 2011, str. 13. Tekst ten wygrzebał jeden z użytkowników portalu dws.org.pl (http://www.dws.org.pl/viewtopic.php?f=20&t=128879#p1542833) . W skrócie – do zatrzymania ofensywy przez Armię Czerwoną nie doszło.

Norbert Bączyk, „Zatrzymany Front?”, Poligon 4/2011

Polecam tekst z „Poligonu” (można go kupić przez internet tu: Poligon 4/2011) oraz dyskusję na dws.org.pl, bo wiedza historyczna i wojskowa niektórych uczestników tamtej dyskusji jest o kilka poziomów wyższa niż w większości „bijatyk” o zatrzymanie frontu – można się sporo nauczyć.

(…)(Czy) Powstanie Warszawskie miało wpływ na zatrzymanie się ofensywy 1. Frontu Białoruskiego? Analiza dokumentów obu stron, w tym map dziennych z ruchami wojsk oraz meldunków o położeniu dywizji, raporty strat czy zużycia amunicji – analiza kompletna a nie wyrwane z kontekstu pojedyncze meldunki – na nic takiego nie wskazują. W sierpniu 1944 roku na południe i północny-wschód od Warszawy Wehrmacht i Armia Czerwona zwarły się w śmiertelnym boju. Niemcy najwyższym wysiłkiem nie dali się odepchnąć od Wisły, zablokowując swą 9. Armią lewe skrzydło 1. FB na przyczółkach pod Warką i Puławami. Na skrzydle prawym Frontu, dzięki udanemu odwrotowi spod Brześcia, dysponowali zaś zwartymi wojskami 2. Armii, które choć krok po kroku spychane na zachód, nie dały się rozbić. Jeszcze przed decyzją z 29 sierpnia zdano sobie sprawę w SWGK (STAWKA, przyp. mój, kimeciu), że dalsza kontynuacja ofensywy na berlińskim kierunku strategicznym wymagać będzie zebrania tu znacznie potężniejszych sił, niż aktualnie posiadał Rokossowski. Przykładowo nakazano, że gdy tylko 2. i 3. Front Ukraiński uzyskają trwałe wtargnięcie do Rumunii mają natychmiast … oddać kilka armii – SWGK kierowała je do Polski (w pierwszej kolejności, jeszcze w sierpniu, zaczęto wycofywać z Rumunii 5. Armię Uderzeniową i 52. Armię).Tak właśnie działała logika postępujących po sobie serii uderzeń strategicznych. Tam gdzie Armia Czerwona właśnie dokonała przełamania i pobiła wroga, do pościgu mogła już iść skromniejszymi siłami. Reszta wojsk była potrzebna tam, gdzie przeciwnik nie był jeszcze pobity. To mogło się zemścić w drugiej fazie operacji, ale paradoksalnie nie miało już większego znaczenia. Celem strategicznych operacji wojsk radzieckich było bowiem krok po kroku niszczenie potencjału bojowego nieprzyjaciela oraz jego systematyczne spychanie na zachód. Nikt w Moskwie nie miał złudzeń, że walcząc z Wehrmachtem można było dłużej na jednym kierunku strategicznym prowadzić działania pościgowe. Niemcy mieli jeszcze na tyle sił, że odtwarzali potencjał. Dlatego kluczowe cele ofensywy w Polsce zostały zrealizowane, a dyrektywa z 29 sierpnia oznaczała czasową pauzę w działaniach. Należało zaplanować nowy cios i zebrać do niego stosowne wojska. Do grudnia 1944 roku siły 1. Frontu Białoruskiego podwojono.
Pod względem wojskowym Powstanie Warszawskie było dla SWGK zjawiskiem marginalnym i pozbawionym większego znaczenia. W szerszym wymiarze [1.]miasto i tak planowano zająć manewrem dwustronnych kleszczy (p.e.1984: por. Operacja oskrzydlenia Warszawy, ofensywa zimowa 1945), więc kluczowe było nie wtargnięcie do Warszawy, ale podważenie obrony Niemców na Wiśle i Narwi. [2.]Wprawdzie miasto próbowano zdobyć z marszu na przełomie lipca i sierpnia 1944 roku, ale niemieckie przeciwuderzenie powstrzymało ten zamiar. Potem wkroczyły uwarunkowania polityczne i Warszawa musiała zejść z listy najbliższych celów. Był to już pewien problem operacyjny, ale dotyczył on tylko Warszawy-Pragi. Natarcie 47. Armii, wspieranej brygadami wydzielonymi 2. APanc w kierunku ujścia Bugu, musiało się bowiem odbywać nie trzema, a dwoma korpusami strzeleckimi, przez co wraz z postępami jej lewa flanka nadmiernie się rozciągała. [3.]Gdyby na Warszawę-Pragę uderzono już 10 sierpnia, ułatwiłoby to wojskom centrum i lewego skrzydła Frontu marsz ku Modlinowi i Pułtuskowi, a zatem realizację wyznaczonych celów operacyjnych. Nie oznaczało to jednak, że zdobywcy Pragi znaleźliby się szybko na zachodnim brzegu Wisły. Utrata Pragi ściągnąć musiała do Warszawy regularne dywizje niemieckie (tak też się stało we wrześniu). [4.]Oznaczałoby to bitwę o kolejny przyczółek, tyle że w centrum wielkiego miasta. Skoro 1. Front Białoruski miał już przyczółki na Wiśle, na których rozgrywała się wówczas mordercza bitwa, a teraz dążył do zdobycia takich na Narwi, to angażowanie się w bitwę o kolejny przyczółek na Wiśle, w centrum docelowego ugrupowania własnych wojsk, byłoby szkodliwym rozproszeniem wysiłku. Warto o tym pamiętać – tak jak w sierpniu brak uderzenia na Warszawę-Pragę był decyzją polityczną, również wrześniowy desant wojsk polskich z Pragi przez Wisłę nosił takie znamiona.W wymiarze wojskowym nie był bowiem 1. Frontowi Białoruskiemu do niczego potrzebny. Miał jednak wielką wagę polityczną.
Nie jest też prawdą opinia, że Stalin zaniechał działań zaczepnych nad Wisłą, skupiając się na kierunku bałkańskim. W rzeczywistości taki osąd wynika z braku zrozumienia systemu planowania operacji zaczepnych SWGK. Ostateczną decyzję o wykonaniu strategicznego uderzenia na Bałkany podjęto w czasie narad SWGK w dniach 27-29 lipca, a zatwierdzono formalną dyrektywą z dnia 2 sierpnia 1944 roku. W tym czasie ofensywa na terenie Polski miała jeszcze charakter pościgu, a zatem zabierano z tego obszaru wojska. Wojska do uderzenia na Rumunię komasowano. Jednak jeszcze w sierpniu pościg w Polsce się załamał, a zaczął na Bałkanach. W tej sytuacji SWGK zaczęła zabierać wojska z południa i przerzucać na inne kierunki.
[5.]Gdyby Stalin nie nakazał odseparować Warszawy od działań Frontu, zapewne w połowie sierpnia 1944 roku 47. Armia zdobyłaby warszawską Pragę. [6.]Pomoc lotnicza wsparłaby stronę powstańczą w Warszawie. Niemcy nie mogliby zaś wycofać z tego obszaru dowództwa XXXIX KPanc, 4. DPanc oraz stanęli przed koniecznością ściągnięcia z Rzeszy dalszych posiłków. Walki o polską stolicę rozgorzałby ze znacznie większą siłą, na powstańców ruszyły zaś regularne oddziały Wehrmachtu. Zdobycie Warszawy-Pragi mogło pomóc Armii Czerwonej na prawym skrzydle Frontu, ale nad samą Wisłą zmieniało niewiele. 1. Armia Polska z przyczółka magnuszewskiego i tak nie mogła ruszyć na Warszawę, bo w drugiej połowie sierpnia nad Pilicę przybyła Grupa Korpuśna „E” ta sama, która pod koniec lipca jako ostatnia wychodziła z Brześcia. Ta improwizowana dywizja składała się w weteranów różnych związków taktycznych i przez Niemców uważana była za doborową, co zresztą pokazała we wcześniejszych walkach. Uporządkowana po odwrocie spod Brześcia, znów weszła do akcji, po raz kolejny pokazując, jak wielkim błędem 1. FB było pozwolenie na odejście 2. A z „kotła" nad Bugiem. To był przeciwnik, jakiego w obronie niedoświadczone polskie dywizje, dowodzone przez rosyjskich oficerów, nie byłyby w stanie pokonać W styczniu 1945 roku nie potrafiła tego zresztą cała radziecka 61. Armia. W sierpniu 1944 roku 1. Armia Polska nie zaatakowała na północ. 8. AGw nie mogła przedrzeć się na Radom, więc plan zwinięcia frontu niemieckiego na Wiśle opracowany przez Żukowa okazał się nierealny. Ataki przez Pilicę byłby w takich warunkach tylko wytracaniem życia żołnierzy polskich dywizji.
Stalin nie zatrzymał Frontu z powodu Powstania Warszawskiego. Front, związek dziewięciu armii, wyczerpał możliwość natarcia na przełomie lipca i sierpnia, potem podciągnął zaopatrzenie, przegrupował się i wkrótce mozolnie nacierał dalej. Głównodowodzący RKKA powstrzymał tylko skromną część sił od realizacji działań o charakterze operacyjnym, jeśli nie zaledwie taktycznym. To wystarczyło, by osamotnić Warszawę. Później, we wrześniu, nakazał podjąć równie ograniczone działania zaczepne, aby na arenie międzynarodowej przedstawić się w roli powstańczego sojusznika. W rzeczywistości klęska Powstania Warszawskiego była wielkim tryumfem Stalina. Z wojskowego punktu widzenia i tak siła uderzeniowa 1. Frontu Białoruskiego w aktualnie prowadzonej operacji wyczerpała się na Wiśle, ale co ważne, zdobyto przyczółki do dalszych działań. Dlatego Armia Czerwona nic nie straciła na powstaniu. Politycznie klęska AK przetrąciła kręgosłup patriotycznym organizacjom podziemnym i uświadomiła polskiemu społeczeństwu, że Polska leży w strefie interesów ZSRR, którą to strefę zachodnie mocarstwa będą respektować. W takich warunkach podporządkowanie sobie Polski było już znacznie łatwiejsze.
N. Bączyk, op.cit, str. 15

[1.] Tego oczekiwałem. Dojście do ujścia Bugonarwi, oczyszczenie prawej flanki do linii Narwi, opcjonalnie dodatkowy przyczółek na północ od Warszawy – i dopiero można rozpocząć operację warszawską silnym uderzeniem z przyczółka Warecko – Manguszewskiego.
[2.] Nie znalazłem w tekście niczego na poparcie tej tezy. "Miasto", czyli Pragę? Bo chyba nie lewobrzeżną Warszawę?!?
[3.] Czy na pewno zdobycie Pragi było możliwe 10 sierpnia? Czytałem artykuł i nie jestem przekonany – czy walki o Pragę mogły się przerodzić w dłuższą bitwę miejską, czy nie?
[4.] Po co komu taki przyczółek, z którego nie da się rozwinąć natarcia?!?
[5.] Czyli – od 10 VIII do 15 VIII miałaby zostać zdobyta Praga? Lublin zdobywano 2 dni, ale Lublin to były po stronie niemieckiej działania opóźniające.
[6.] Po co? Kto by się miał na to zgodzić? Stalin?
Źródło: http://www.dws.org.pl/viewtopic.php?f=20&t=128879&st=0&sk=t&sd=a#p1542833 , część wyróżnień rekstu oryginalna z dws.org.pl, część dodana przez p.e.1984

Więcej o Powstaniu Warszawskim:

Jak Churchill nie nauczył Polaków realpolitikJak “Ruskie” “zdradzili” Powstanie WarszawskiePW’44 bez broni – meldunki kontrwywiadu AK i przebieg walkPowstanie Warszawskie oczami narodowcaPierwotne plany operacyjne AKJaką pomoc dowództwo Powstania Warszawskiego zagwarantowało swoim podkomendnym i ludności cywilnej Warszawy?Jak narodowcy-uczestnicy powstania oceniali je w dniu kapitulacji?Czy można było wcześniej przerwać powstanie? Propozycje kapitulacji składane przez von dem Bacha Borowi.Jak dyżurni pseudopatrioci szczują na narodowców. Ślepa uliczka hagiografii Powstania Warszawskiego.

Poniżej zamieszczam inny tekst, który większość zagadnień związanych z tym nieudzieleniem pomocy przedstawia zgodnie z faktami.
Czytaj więcej

Reklamy

PW’44 bez broni – meldunki kontrwywiadu AK i przebieg walk

Stan uzbrojenia oddziałów AK stał się znany zaprzysiężonym w momencie ogłoszenia pogotowia przez A. Chruściela („Montera”) (27 lipca 1944 płk Chruściel około godziny 19 samowolnie, bez pozwolenia swego dowódcy gen Bora, i bez porozumienia z Komendą Główna AK wydał rozkaz mobilizacji zakonspirowanych żołnierzy AK w Warszawie, co według ustalonego regulaminu wojskowego oznaczało powstanie, patrz Jan Kurdwanowski – Dekonspiracja warszawskich oddziałów AK przed Powstaniem). Ogółem na 36500 żołnierzy AK przypadało do 7000 egzemplarzy jakiejkolwiek broni palnej. Znaczna cześć tej broni pozostawała w magazynach, których zasobów jeszcze nie rozdzielono, więc to, z czym zetknęła się większość oddziałów musiało zrobić znacznie gorsze wrażenie, niż jeden egzemplarz broni palnej na pięć osób (w oddziałach, którym przydzielono zadania zaczepne!). W tej sytuacji można postawić dwa pytania: – jak to, co zobaczyli żołnierze wpłynęło na ich morale, na gotowość do wystąpienia oddziałów przeciw Niemcom samorzutnie, bez rozkazów (pod wpływem sławetnej i co roku podnoszonej agitacji przez PKWN-owką rozgłośnię im T. Kościuszki)?
– jak stan uzbrojenia wpłynął na zdolność realizacji działań i straty osobowe wśród oddziałów szturmowych?
Oczywiście odpowiedź na te pytania znajduje się w obszernej literaturze przedmiotu. Poniżej przedstawiam dwie relacje – pierwsza – naocznego świadka, druga – relacja wnuka naocznego świadka. Obie pozwolą czytelnikowi wyrobić sobie opinię o tym, jak sytuację postrzegali (niektórzy) uczestnicy Powstania.

Stan uzbrojenia a morale oddziałów AK w oczach szefa kontrwywiadu KG AK por/ppłk Bernarda Zakrzewskiego („Oskar” ,”Hipolit”)
Jednym z najczęściej spotykanych w dyskusjach o PW’44 argumentów jest stwierdzenie że gdyby nie rozkaz KG AK to powstanie warszawskie rozpoczęliby oddolnie/samorzutnie szeregowi AK-owcy albo sama ludność cywilna .
A jak sytuację i nastroje w konspiracyjnych szeregach oceniał wówczas kontrwywiad AK na podstawie danych dostarczonych przez swoich oficerów i informatorów tkwiących w pododdziałach AK ?

1 sierpnia o godzinie 9 rano szef kontrwywiadu KG AK por/ppłk Bernard Zakrzewski „Oskar” ,”Hipolit” skierował do KG AK swój ostatni przedpowstaniowy meldunek:

„Na podstawie obserwacji i zebranych wiadomości ,dotyczących obecnej sytuacji,poczuwam się w obowiązku zameldować,że wewnętrzna nasza sytuacja jest niepomyślna.Komenda Okręgu AK zarządziła stan czujności.Pewna nerwowość ludzi objętych tą akcją daje się zrozumieć,niemniej jednak stale zmieniane rozkazy,niekiedy zupełnie ze sobą sprzeczne,wywołują wśród wojska AK zrozumiałe zdziwienie ,a nawet niepewność co do celowości rozkazów i planów KG.Entuzjazm i zapał ludzi słabnie.Wojsko widzi bezcelowość koncentracji i czynnego wystąpienia wobec braku dostatecznej ilości broni i amunicji co jest wiadomością powszechnie znaną.Broń dla żołnierza stanowi o jego sile,jest jedynym oparciem gwarantującym powodzenie jego wystąpienia.Trudno się wobec tego dziwić żołnierzowi,ofiarnemu do najwyższych poświęceń,który ma możność sam stwierdzić siłę uzbrojenia przeciwnika.Słyszało się o dużych magazynach broni,uparcie wmawiano że będzie ona w dostatecznej ilości zrzucona.Nadzieja pomocy z tej strony zgasła.Wiara w zbiorowe desanty naszych kadr z londyńskich z powietrza ,konieczna z punktu widzenia wojskowego,choćby w opanowaniu lotniska ,gdzie osłonę stanowi około 5000 ludzi,uzbrojonych w działka na stanowiskach broń ciężką i lekką maszynową-wydaje się być mrzonką.Złośliwi porównują obecną sytuację do 1939 r. w którym wszyscy wierzyli w pomoc. Również zaobserwować można podział poglądów co do wystąpienia.Niektórzy twierdzą,że będzie ono pomocą tym bolszewikom,którzy w Wilnie,Łukowie i innych miejscowościach rozbroili AK i gdzieś wysłali.Z drugiej strony stwierdzono przypadki,gdzie przedwczesne wystąpienie AK spowodowało całkowite rozbicie tych oddziałów przez siłę niemiecką.Położenie jest bardzo ciężkie.O tym wszystkim zbyt głośno się mówi,zbyt szeroko te sprawy są analizowane.Niemniej jednak zważywszy na powyższe stwierdzić należy,że o ile nie nastąpią zmiany ,to nastrój o takim podłożu,ze względu na morale jest dla walki niekorzystny.Precyzuję powody następujące:
a)brak broni
b)niepewność co do celowości wystąpienia
c)nieskoordynowanie rozkazów „.

Z dokumentu tego wynika, że o tym iż godzinę „W” zarządzono na 17 tego dnia o 9 nie wiedział jeszcze szef Kontrwywiadu KG AK. To prawdopodobnie skutek skrócenia mobilizacji i roznoszenia rozkazu o godzinie „W” dopiero po godzinie 7 rano 1 sierpnia.
Źródło: 1 VIII 44 nastroje żołnierzy AK wedle kontrwywiadu KG AK

POWSTANIE WARSZAWSKIE BEZ NIEDOMÓWIEŃ

Znam tylko Powstanie Warszawskie z opowieści mojego śp dziadka, który jako żołnierz AK w stopniu kaprala walczył na Ochocie. Nie zdążył z drużyną na koncentrację swojego oddziału – zgrupowanie „Garłuch” mającego zdobyć lotnisko Okęcie być może dzięki temu przeżył, bo większość jego kolegów ten zryw przypłaciła życiem. 1-go sierpnia drużyna w której się znajdował(dlatego, że mieli własną broń) została dołączona do kompanii WSOP-u dzięki czemu około 60 ludzi zostało uzbrojonych w 1 karabin z 10 pociskami, 1 pistolet z 1 magazynkiem i trzy granaty. Porucznik „Gustaw” wydał rozkaz zdobycia koszar na Placu Narutowicza i cała ta masa ludzi w ogromnej większości nieuzbrojona ruszyła na rzeż. Nigdy nie dotarli nawet do połowy odległości jaka dzieliła ich od budynku koszar. Zostali zmasakrowani w taki sposób, że w przeciągu 2-3 minut Pl. Narutowicza wraz z ulicami do niego dochodzących pokrył się ciałami ponad 300 osób, żołnierzy, ochotników z WSOP-u i ludności cywilnej jaka się tam znalazła. Niemcy wystrzelali wszystkich którzy się tam znajdowali, nie oszczędzając nawet swoich żołnierzy.
W nocy udało się im zdobyć (choć tak naprawdę to zająć) kilka samochodów z zaopatrzeniem jakie wjechały i stanęły przy ulicy Barskiej (była tam stołówka i kasyno dla żołnierzy a nie jak głosi tablica umieszczona na głazie – koszary) a kierowcy uciekli do budynku koszar po drugiej stronie Pl. Narutowicza. Samochody te zresztą zostały przez Niemców spalone wraz całą zawartością jaka na nich pozostała tejże nocy. Z oddziału liczącego 60 osób – szumnie nazywanej kompanią zostało 4 osoby. Reszta w ogromnej większości zginęła. Ciała jakie usiłowali ściągnąć nie przypominały nawet sit. To były krwawe kawałki mięsa przemieszane z odzieżą bez rąk, nóg, głów niepodobne do tego, że były kiedyś istotami ludzkimi.
Przez następne dwa dni siedzieli w budynku przy ul.Kaliskiej i czekali na dalsze rozkazy i amunicję, tylko że już żaden rozkaz do nich nie dotarł. Docierali tylko ludzie, którzy mieli zapał do walki i wielką nienawiść do Niemców. Do momentu natarcia w dniach 4-5 sierpnia przez ukraińców czekano z niecierpliwością na oddziały powstańcze ze Śródmieścia, i przede wszystkim na broń i amunicję której brakowało. Nikt nie znał i nie wiedział w jakim są położeniu. W nocy kiedy do natarcia ruszyli Niemcy (dziadek uważał ich za Ukraińców i Kozaków) wszystko się rozsypało. Powstańcy uciekli – zresztą jak można się bronić przed czołgiem czy armatą która zamienia domy w gruzy i której nikt nie dosięgnie bo nie ma czym. Można też czekać na śmierć ale wtedy najbardziej chce się żyć i niewielu pragnie umrzeć w walce w której jest się bezsilnym i czeka na swoją kolejkę umierania.
Ukraińcy i kozacy podpalali dom po domu, (Niemcy zazwyczaj wcześniej wynosili z niego najbardziej wartościowe rzeczy) zabijali wszystkich którzy się tam znajdowali Barska – Kaliska – Grójecka – Wawelska pokryte były stosami trupów. Żandarmi niemieccy zabijali Ukraińców i kozaków za to że byli zbyt pijani by zabijać lub za to, że zbyt szybko podpalili dom, który można było jeszcze ograbić.
Poznałem te 11 dni życia mojego dziadka (dla jednych tylko jedenaście), niemal każdą minutę i miejsce wyrwane z tego koszmaru. Po jedenastu dniach wyszedł wraz z pozostałą ludnością Ochoty (po prostu nie sposób jest zabić wszytskich naraz, Niemcy też się kiedyś męczą zabijaniem i potrzebują odpoczynku) i do końca wojny „odpoczywał” w Dachau. Po wojnie spotkał tylko kilka osób, które walczyły na Kaliskiej i Barskiej (z oddziału liczącego około 120 ludzi).

I teraz rzecz najciekawsza, im więcej lat mijało, tym coraz więcej znajdowało się powstańców którzy walczyli na Ochocie a zwłaszcza na Kaliskiej. Jak pewnego dnia policzył mój dziadek to mu wyszło prawie 600 osób, jakie rościło sobie pretensje do tego by stać się Powstańcem. Przez te kilkadziesiąt lat ludzie, którzy sami nie brali udziału w tej rzezi – sami tworzyli legendę i dorabiali mity o Powstaniu które dla jednych było koszmarem, dla innych tylko grą o dusze pokoleń. Słuchano tylko tych osób które chciano słuchać, tych którzy starali się podejść w sposób obiektywny pomijano milczeniem lub wybiórczo przedstawiano relacje dorabiając do nich własne mity i legendy, jakie miały dotrzeć do ludzi. Dorobiono też Powstańców ( ludzi pozbawionych własnej godności, mitomanów, takich co mówili tak jak im kazano – którzy nigdy nie walczyli i nie mieli odwagi trzymać za karabin i umrzeć za Polskę ). Potrafili jedynie upiększać historię i tworzyć własne legendy, których miło się słucha.
Poznałem już Powstanie Warszawskie takie jakie było opisywane w książkach pełne glorii i chwały, pompatycznych haseł i takie jakie widział je mój dziadek oraz jego koledzy Powstańcy, pełne krwi, tragedii i nieszczęść. Przed swoją śmiercią powiedział, że żeby mógł to najpierw zdegradowałby, a później powiesił Bora-Komorowskiego i tą całą jego „bandę” (nie zasłużyli nawet na rozstrzelanie) za to, że skazali na śmierć całe pokolenie młodych ludzi i zniszczyli miasto oraz za to jak „wspaniale” dowodzili na Ochocie i Okęciu.
Źródło: http://www.powstanie.pl/

Więcej o Powstaniu Warszawskim:

Jak Churchill nie nauczył Polaków realpolitikJak “Ruskie” “zdradzili” Powstanie WarszawskiePW’44 bez broni – meldunki kontrwywiadu AK i przebieg walkPowstanie Warszawskie oczami narodowcaPierwotne plany operacyjne AKJaką pomoc dowództwo Powstania Warszawskiego zagwarantowało swoim podkomendnym i ludności cywilnej Warszawy?Jak narodowcy-uczestnicy powstania oceniali je w dniu kapitulacji?Czy można było wcześniej przerwać powstanie? Propozycje kapitulacji składane przez von dem Bacha Borowi.Jak dyżurni pseudopatrioci szczują na narodowców. Ślepa uliczka hagiografii Powstania Warszawskiego.

Jak dyżurni pseudopatrioci szczują na narodowców. Ślepa uliczka hagiografii Powstania Warszawskiego.

Pseudopatrioci i pseudonarodowcy, czy agentura i zdrajcy?

Jak dyżurni pseudopatrioci szczują na narodowców. Ślepa uliczka hagiografii Powstania Warszawskiego – czyli: Trujący Grzyb pseudopatriotyzmu podle atakuje narodowców.

Przez internet przetacza się ofensywa PiSowskego chowu pseudopatriotów i różnych „narodowców” pokroju Stanisława Michalkiewicza („Epigoni celebrują rocznicę”), którzy krytyków Powstania Warszawskiego określają jako moskiewskich „gawnojedów” z endokomuny, „sowieciarzy”, „komuchów”, „czcicieli knuta” etc., wrogich „niepodległościowym postawom”. Tworzone jest wrażenie, że druga strona wyśmiewa żołnierzy AK i drwi sobie z jakichś świętości oraz chce niewolić Polskę jeśli nie poprzez UE, to już na pewno poprzez „Moskwę”. Tymczasem ci „nasi” „patrioci” są rzekomo jedynymi szafarzami „myśli niepodległościowej” i „tradycji powstańczej”.

Czego brakuje w wypowiedziach opisywanych środowisk – to szacunku dla życia Polaków oraz realizmu politycznego i militarnego. Spustoszenie w świadomości i postawach współczesnych Polaków dokonuje się za sprawą afirmacji szastania życiem własnym i innych już nawet nie w imię korzyści narodowych, lecz – „okazania sprzeciwu wobec próby zniewolenia”! Ilu Polaków można posłać w bój bez broni, na pewną śmierć i pewną klęskę w imię „tradycji powstańczej”? Skąd się mają brać racjonalni politycy realizujący realpolitik, jeśli wyborcy są wychowani (przez WIADOMO KOGO) na postawach surrealizmu politycznego i na zdrowych psychicznie polityków nie zagłosują?

Przyjrzyjmy się jeszcze tekstowi Stanisława Michalkiewicza:

Michalkiewicz napisał: Polska obchodzi 68 rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego. Ale nie cała. Rocznicę tę wspominają z pietyzmem spadkobiercy tradycji powstańczej, tradycji niepodległościowej, gotowi ponosić ofiary nie tylko dla niepodległości, ale również – a może nawet przede wszystkim – by dzięki niepodległości móc zażywać wolności we własnym państwie. Ale już tak zwani „realiści”, czyli mówiąc inaczej – czciciele knuta – spoglądają na celebrujących rocznicę wybuchu Powstania z ostentacyjnym lekceważeniem, a nawet pogardą. Nie tyle może nimi gardzą, chociaż nimi oczywiście też – co niepodległościowymi ideałami, do których tamci nawiązują. Dla czcicieli knuta tamten ideał jest po pierwsze – niepojęty, a po drugie – niepokojący, bo wywołuje pytanie o osobistą odwagę.

Michalkiewicz tym sprytnie napisanym akapitem pompuje balon PiSwskiego pseudopatriotyzmu – i deprecjonuje wszelką krytykę. Krytyka PW’44 może być zasadna lub nie – tymczasem „narodowiec” Michalkiewicz koncentruje się nie na opinii, lecz dezawuuje ją głoszących, bez wnikania kto i dlaczego jest „realistą”. Przemilcza drobny fakt, że PW’44 nijak się do żadnej „niepodległości” przyczynić nie mogło. Jeśli ktoś może je czcić – to jako katastrofę narodową. Skutek jest prosty – Michalkiewicz zawczasu, prewencyjnie szczuje swoich czytelników na każdego krytyka. Po jednej stronie, „my”, polakobójczy pseudopatrioci, „niepodległościowcy”, a po drugiej „une” – michnikowszczyzna i ubecja. W ten sprytny sposób nasz naczelny „patriota” III RP wrzucił narodową krytykę powstańczego obłędu (Dmowski był przeciwnikiem opiewanej przez „narodowca” Michalkiewicza jako wzorzec dla Polaków „tradycji powstańczej” – i każdy, kto szanuje polską krew – a narodowcy mają tak w zwyczaju – podziela opinię Dmowskiego) do jednego wora z michnikowszczyzną. No i teraz Polak może pytać PO CO „narodowiec” Stanisław Michalkiewicz to zrobił? Na pytanie odpowiedzi nie udzielam z premedytacją – czytelnik ma kwestię przemyśleć samodzielnie.

Wracając do kampanii oszczerstw pod adresem „czcicieli knuta” – nigdy żaden z narodowców nie krytykował żołnierzy AK za ich heroiczną walkę, bo nawet największy dureń wie, że wypełnili swój obowiązek wobec narodu. Krytyka dotyczy wyboru momentu rozpoczęcia powstania – i oceny zasadności w (geo)politycznych warunkach, w jakich wybuchło. O ile dowódcy AK nie mieli pełnej wiedzy o sytuacji geopolitycznej, o tyle rząd londyński dość szeroką wiedzę posiadał. O ile rząd londyński nie miał pojęcia o sytuacji militarnej w kraju, to wedle wszelkiego prawdopodobieństwa dowódcy powstania mieli świadomość, że moment wybuchu nie jest odpowiedni z militarnego punktu widzenia. Krytyka Powstania Warszawskiego była od początku prowadzona przez trzy środowiska – narodowe, profesjonalistów wojskowych (np. gen. Anders, gen.-prof.J. M. Kirchmayer) i komunistów. Tylko ostatni typ krytyki był propagandą (czerpiącą na dodatek garściami z dorobku intelektualnego dwóch pozostałych środowisk krytycznych). Hagiografia Powstania Warszawskiego to domena piłsudczyków i ich politycznych spadkobierców – oraz pewej liczby antypolskich mącicieli. Nie każda obrona Powstania jest uzasadniona (vide publicystyka Seawolfa) – i nie każda krytyka Powstania jest nieuzasadniona.
Zapraszam do lektury tekstu, w którym czytelnik znajdzie parę nowych dla niego informacji:
PIERWOTNE PLANY OPERACYJNE AK, które w ostatniej chwili porzucili, w niewyjaśnionych do dziś okolicznościach, Leopold Okulicki, Tadeusz Komorowski, Grzegorz Pełczyński i Antoni Chruściel.

_________________________

Polskie wybory: chory psychicznie pseudopatriota kontra racjonalny zdrajca

To swoisty paradoks polskiej sceny politycznej. Niby-patrioci chowu PiSowskiego (i „narodowcy” pokroju S. Michalkiewicza) opiewają wzorce patriotyzmu polegające na wrzucaniu Polaków w maszynkę do mielenia mięsa (znamienne, jak odległe są te postawy od tego co o powstaniu mówili i pisali – nawet tuż po wybuchu powstania – narodowcy, co o powstaniach pisał Dmowski). Ci, którzy pełnią współcześnie (w „polskim trójkącie bermudzkim”) funkcje dyżurnych zdrajców Polski (PO, michnikowszczyzna, palikociarnia, libertariański klaun Mikke, SLD) formułują oceny bliższe racjonalnej postawie endeków z 1944!
Normalny, zdrowy na umyśle Polak może tylko szczerze nienawidzić obu stron udających konflikt w tej szopce – żadna z nich nie może zaoferować programu ani postawy, która nie odrzuca – albo zdradą narodową, albo – piramidalną głupotą swojej „historiozofii”. W ten sposób na scenie politycznej narodowiec musi wybierać pomiędzy pseudopatriotycznym, histerycznym obłędem podszytym mistycyzmem („Polska Chrystusem narodów, żeby nie Powstanie, Stalin dotarłby do Renu, ocaliliśmy Europę”) – albo racjonalnymi w ocenie rzezi narodowych zdrajcami.

Pora na wnioski: mit Powstania Warszawskiego jest drugim (co jest pierwszym – nie chcę pisać) kluczem socjotechniki, która zamyka Polakom drogę do racjonalnych postaw narodowych, jest tym, co gwarantuje, że od PiSowskiego „patriotyzmu” nie da się przejść do postaw nacjonalistycznych.

Racjonalne postawy wobec afirmacji samobójczego obłędu (którą, w połączeniu z histeryczną rusofobią, uwiarygadnia się przed Polakami PiS niczym Kuroń z Michnikiem w 1968 na dejmkowskich „Dziadach” – ciekawe dlaczego oni zawsze muszą się uwiarygadniać tym samym?) w końcu zwyciężą. Nawet obecnie są na tyle groźne, że osoby je głoszące są niszczone i oczerniane przez „uną” agenturę, dbającą o to, by Polacy nie dorobili się świadomości narodowej. Jako naród goim Polacy mają wiecznie krążyć w labiryncie pseudopatriotycznych jasełek organizowanych przez „starszych i mądrzejszych” co w ornatach na mszę za Polskę ogonem podzwaniają. Groźny dla „unych” jest również prewencyjnie opluty panslawizm, bo jest naturalną konsekwencją poglądów narodowych. Panslawizm to proste przeniesienie logiki myśli narodowej na poziom rodziny narodów. Słowian dzielą kultury, ale łączy wspólne pochodzenie i wspólny los niewolników. I jeden rabujący ich wróg.

Generalnie nadjordańskich agentów najłatwiej rozpoznaje się właśnie po wrogości wobec panslawizmu i atakowaniu polskich narodowców, którzy próbowali działać jawnie w warunkach PRL (PAX, Grunwald). Dlaczego tak jest? Ośmieszanie panslawizmu to składnik działań zmierzających do politycznej izolacji Polski – i zdania jej na łaskę obecnych „okupantów” oraz ich sojuszników – którzy przecież dużym wysiłkiem doprowadzili Polskę do obecnego stanu. Co do ataku na „endokomunę” – to jednocześnie walka z niebezpiecznymi wzorcami i odreagowanie traumy. Jedynie te organizacje (PAX, Grunwald) stanowiły realne zagrożenie dla władzy „starszych i mądrzejszych”, tylko one kultywowały świadomość narodową i mogły zdobyć masowe poparcie, mogły jawnie głosić swoje poglądy. I głosiły, demaskowały środowisko KOR. Jakże znienawidzony jest dziś i wyśmiany Albin Siwak, jak opluty Bolesław Piasecki, jak sponiewierani są Poręba i Filipski. Dziwne tylko, że jednym głosem woła tu PiSowski „patriota” i Michnik. Niech czytelnik zgadnie, czy to o „Moskwę” się tu rozchodzi, czy o coś innego. Gdyby „Grunwald”, PAX lub inna organizacja narodowa zdobyła społeczne poparcie, to nawet jeśli okrągły stół by przebiegał wewnątrz plemienia, Polacy mogliby wygrać w demokratycznych wyborach po 1989. Niestety pewien prestidigitator ukołysał naród tak, że do dziś się Polacy nie obudzili, mimo, że ręka od dawna w nocniku.

Aktualizacja 13.08.2012 – S. Michalkiewicz gromi panslawistów i „endokomunę” niczym Michnik

Z dużą przyjemnością zauważyłem, że niniejszy tekst został uznany przez S. Michalkiewicza za tak groźny, że raczył poświęcić mu ostatni akapit swojego kolejnego felietonu. Jakości felietonu nie skomentuję (niech czytelnik sam oceni, linkuję poniżej), natomiast ostatni – doklejony na siłę akapit zamieszczę tu w całości, ze względu na to, że demaskuje S. Michalkiewicza:

(..)I dopiero na tym tle lepiej rozumiem falę krytyki, jaka pod moim adresem podniosła się ze strony „prawdziwych patriotów”. No dobrze – ale jak właściwie odróżnić prawdziwego patriotę od fałszywego? Na szczęście jeden prawdziwy patriota się wygadał, że po stosunku do panslawizmu i Albina Siwaka. Kto nie popiera panslawizmu i nie uważa Albina Siwaka za jasnego idola, nie jest prawdziwym patriotą, żeby tam nie wiem co. Jest w tym pewna ciągłość, bo w latach 60-tych na Rakowieckiej od panslawistów zaroiło się do tego stopnia, że nie można było splunąć, żeby w jakiegoś nie trafić. Zachwyty nad Albinem Siwakiem pojawiły się później, w ramach odpowiedzi zdrowej części klasy robotniczej na „Solidarność”. Dzięki temu już wiemy, gdzie mieści się kuźnia prawdziwego patriotyzmu.
Źródło: Realismus wszechsłowiański w Parszawie

Warto na wstępie zauważyć, że określony stosunek do „endokomuny” i panslawizmu był uznany za symptom przynależności do grupy zgoła innej niż „prawdziwi patrioci” (no, chyba, że nie polscy; to łatwo sprawdzić rzucając okiem kilka akapitów wyżej). O obowiązku występowania określonego stosunku do „endokomuny” i panslawizmu u narodowców zgoła niczego tam nie napisano.
Ponadto wygląda na to, że pan Stanisław nie odróżnia wciąż przywoływanych „prawdziwych patriotów” od narodowców. Dziwne, bo jest krytykowany z pozycji narodowych, a nie „patriotycznych”, o czym czytelnik powinien w tym miejscu tekstu wiedzieć. O roli panslawizmu w wyciągnięciu Polski z bagna, w jakim się znajduje napisałem tu zbyt mało, spróbuję ten brak uzupełnić w następnych tygodniach. W skrócie – wyrwanie się spod okupacji niemiecko-francusko-„międzynarodowej” wymaga oparcia w sile gwarantującej, że Polska nie stanie się drugą Libią. Taką siłą może być federacja słowiańska. Bez Rosji taka federacja może być zbyt słaba politycznie i militarnie. Dodatkowo – potrzebny jest dostatecznie duży rynek wewnętrzny potencjalnej słowiańskiej alternatywy dla Unii Europejskiej. Czy taka alternatywa jest potrzebna Polakom? Jak dotąd Unia Europejska oznacza dla Polaków katastrofę demograficzną, likwidację przemysłu, bezrobocie, masową emigrację i utratę suwerenności ocierającą się o likwidację państwa polskiego. Wnioski?

Oczywiście spłycenie przez S. Michalkiewicza kwestii „endokomuny” (PAX, „Grunwald”) do A. Siwaka jest kpiną z czytelnika. Niemniej – o Albinie Siwaku najłatwiej wyrobić sobie zdanie, czytając jego książki. Ponieważ nikt nie kupi książki, o której czegoś nie wie, oto kilka próbek:

  1. Albin Siwak o Doladzie Tusku – szokujące wspomnienie; 13.06.1992 (Tusk) Przedstawił (…) swój program pełnej autonomii dla Pomorza (Kaszub), które powinno posiadać, nie tylko własny rząd, ale własne wojsko i własne pieniądze.
  2. Albin Siwak o haniebnych zachowaniach Żydów w czasie okupacji i bezpośrednio po wojnie.
  3. Słowo wstępne do książki „Bez Strachu” Albina Siwaka
  4. Albin Siwak, marszałek Marek Borowski i … nieznane mechanizmy funkcjonowania rzeczywistości polityczno-wydawniczej III RP

No i na koniec można pokusić się o taką refleksję – z perspektywy czasu „zachwyty (, które) nad Albinem Siwakiem pojawiły się później, w ramach odpowiedzi zdrowej części klasy robotniczej na „Solidarność”” wydają się coraz bardziej na miejscu. Bo czym była „Solidarnosć”, komu służyła i jakie dała owoce? Przecież nie te, o których „autorytety” opowiadają w mediach. Czy postawa Siwaka wobec „Solidarności” jest godna zachwytów? Nie wiem. Na pewno – warta refleksji.
_________________________

Poniższe rozważania nie należą do tematu artykułu – służą przedstawieniu odbioru pewnych tekstów w polskiej blogosferze przez … administratorów platform blogerskich. Jak więc wygląda nakładanie kagańca na różnych platformach?

  1. Na marginesie tych rozważań – kiedy na niepoprawnych chciałem skomentować tekst Seawolfa , pt. „Powstanie – alternatywa?” , moje uwagi były natychmiast usuwane przez moderatora, mimo, że nie zawierały treści obraźliwych bądź naruszających regulamin. Następnie (w ciągu kilku minut) odebrano mi uprawnienia blogera i możliwość komentowania – bez ostrzeżenia lub komentarza ze strony administracji. Ukryto kilka innych moich wpisów o Powstaniu Warszawskim – również bez podania przyczyn. Praktyki na niepoprawni.pl są szkodliwe, ponieważ wypowiedzi mijające się z prawdą historyczną (mity powstańcze) cenzurowane na tym portalu nie są, a wielu poszukujących „wartości” i „patriotyzmu” czytelników pod wpływem „autorytetu” blogerów o nikłej wiedzy historycznej oprze swoje poglądy i postawy o brednie. Notka Seawolfa to panteon najbardziej kłamliwych stereotypów i mitów powstańczych, jakie występują w mitologii tej narodowej katastrofy. Znamienne jest, że podstawowym narzędziem „polemiki” środowisk „patriotycznych”, które od pewnego czasu pluły pod zamieszczanymi przeze mnie tekstami było zgłaszanie każdej mojej wypowiedzi do moderacji.
  2. Niniejszy tekst, po opublikowaniu na niepoprawni.pl został – zwyczajowo w przypadku moich notek ostatnio – usunięty z listy wyświetlanych nowo dodanych artykułów. Chwała administracji niepoprawni.pl, że ogranicza się do „miękkich represji” (salon24 ukrył hurtowo wszystkie moje wpisy i komentarze, a o działaniu na Nowym Ekranie – piszę poniżej). Postawę administracji niepoprawni.pl (ograniczanie się do „miękkiej cenzury” – czyli umiar w represjach) szanuję o tyle, że niniejszy tekst zasadnie krytykuje stanowisko środowisk, z którymi administracja niepoprawni.pl jest związana i łatwo się domyśić, z jakim trudem go toleruje.
  3. Na drugim marginesie tych rozważań: powyższy tekst został skasowany przez administrację Nowego Ekranu, moje konto na tej platformie blogerskiej zostało zablokowane, a komentarze – skasowane. Od administracji portalu otrzymałem następujące wyjaśnienie:

    Von: Administracja NowyEkran.pl
    An: Palmer Eldritch
    Gesendet: 22:58 Dienstag, 14.August 2012
    Betreff: Re: Formularz kontaktowy: Chcę prowadzić bloga, proszę o alfanumeryczny kod z zaproszenia

    Witam

    jak już we wcześniejszej korespondencji prosiliśmy :
    > Administracja NowyEkran.pl
    > 13.08 (1 dzień temu)

    > do p.e.1984
    > Witam
    > Prosimy o przesłanie kilku swoich tekstów z poprzednich blogów.
    > Pozdrawiam

    nie otrzymaliśmy on Pana tekstów do oceny tematyki, jaką chce Pan poruszać na blogu. Po Pańskiej publikacji, która nie tylko nie licuje z linią naszego portalu, ale na dodatek jeszcze jest atakiem na jednego z naszych blogerów, co stanowi naruszenie regulaminu w punkcie 4 zasad publikowania. Po przejrzeniu innych tekstów na Pańskim blogu na WordPressie utwierdziliśmy się tylko w przekonaniu, iż nie jesteśmy zainteresowani Pańskimi publikacjami.Wobec tego administracja podjęła decyzję o skasowaniu bloga.

    Pozdrawiam
    Agnieszka O***** (Ciri http://cirilla.nowyekran.pl/)
    Redaktor & Administrator

    To nie zamyka tej historii. Oto na Nowym Ekranie pojawiło się pytanie o zamknięcie mojego bloga na tamtej platformie – na które Łażący Łazarz odpowiada dość kłamliwie (lub dezinformująco):

    Kowal napisał:
    Bardzo ważne pytanie do administracji NE. O co chodzi ? cytuję :

    No to sobie popisałem na Nowym Ekranie. Za publikację tekstu „Jak dyżurni pseudopatrioci szczują na narodowców. Ślepa uliczka hagiografii Powstania Warszawskiego.” zablokowano mi konto i usunięto wszystkie wypowiedzi, nawet te sprzed pół roku, które dotąd nikomu nie wadziły. (…)

    Moje pytanie brzmi ,czy to prawda ,że usuneliście mu komentarze i wpis ?
    (link: http://dziennikarze.nowyekran.pl/post/71537,pozar-hotelu-w-ruscu-pod-warszawa#comment_581518)

    Łażący Łazarz napisał:
    @kowal 23:26:59
    Poszło o zasady. Przy przydziale kodów weryfikujemy blogerów (staramy się unikać troli). Koleś obiecał, że przysle linki do swoich tekstów a admini, że jak weryfikacja pójdzie ok. to kod dostanie.
    Koleś postapił jednak inaczej, skontaktował sie ze mna i nic nie mówiąc o ustaleniach z adminami wyłudził kod do założenia bloga. Gdy w ten sposób sie dostał do NE i zaczął publikować – wyleciał za nieuczciwość i manipulację. Oczywiście nie musi byc to na stałe, ale NE nie lubi takiego cwaniakowania.
    (link: http://dziennikarze.nowyekran.pl/post/71537,pozar-hotelu-w-ruscu-pod-warszawa#comment_581571)

    W kwestii kodów – wysłałem kilka podań w ciągu kilku minut, istotnie otrzymałem prośbę od Ciri o linki do publikacji, ale po tej prośbie Łażący Łazarz przesłał mi kod. Uznałem, że sprawę załatwiła administracja między sobą – i że wymogi pokazania publikacji są mało istotne, skoro Łażący Łazarz bez żadnych pytań o publikacje wysyła kod komuś, kogo publikacje łatwo znaleźć wpisując jego pseudonim na NE do wyszukiwarki. No i po co kłamać, że „obiecywałem przesłać linki”, skoro nic takiego nie miało miejsca (gdybym obiecał, to bym przesłał, co niczego by nie zmieniło, jak się za chwilę okaże)?
    Doprawdy więc panie Łażący Łazarzu poszło o „zasady”? Jak pani Ciri pisze:

    (…)Po Pańskiej publikacji, która nie tylko nie licuje z linią naszego portalu
    (…)Po przejrzeniu innych tekstów na Pańskim blogu na WordPressie utwierdziliśmy się tylko w przekonaniu, iż nie jesteśmy zainteresowani Pańskimi publikacjami

    to chodzi jej o „zasady”, czy o cenzurę prewencyjną? Można robić idiotów z czytelników, bo po zablokowaniu konta Panie Łażący Łazaru – nie odpowiem. Dodajmy jeszcze, że zasadna krytyka S. Michalkiewicza owszem jest atakiem, ale pan Michalkiewicz nie jest świętą krową, a wszystko, co o jego wypowiedzi i roli piszę – jest prawdą, widać niewygodną (jak i reszta moich publikacji) dla właścicieli Nowego Ekranu.

    Po raz kolejny potwierdzają się obserwacje zawarte w tekście Fora fałszywych prawd – i z góry zaplanowanych autorytetów.

Przeczytaj również:
Jeszcze raz o antypolskim pseudopatriotyzmie i jego piewcach

Czytaj więcej

Bajędy Seawolfa o Powstaniu Warszawskim

Niemiecka ulotka zrzucana nad Warszawą

Niemiecka ulotka zrzucana nad Warszawą

Polemika z bardzo kiepskim tekstem znanego „oszołoma, jaskiniowego antykomucha” Seawolfa. Komentowany tekst, pt. „Powstanie – alternatywa?”, opublikowany został na Niepoprawnych. Za opublikowanie tej polemiki blog autora na niepoprawnych został usunięty bez ostrzeżenia lub komentarza ze strony administratora. Kilka innych wpisów autora zostało bez podania przyczyn ukrytych przed czytelnikami platformy blogerskiej niepoprawni.pl. Te praktyki są szkodliwe, ponieważ wypowiedzi mijające się z prawdą historyczną (mity powstańcze) cenzurowane na tym portalu nie są, a wielu poszukujących „wartości” i „patriotyzmu” czytelników pod wpływem „autorytetu” blogerów o nikłej wiedzy historycznej oprze swoje poglądy i postawy o brednie. Notka Seawolfa to panteon najbardziej kłamliwych stereotypów i mitów powstańczych, jakie występują w mitologii tej narodowej katastrofy.
Znamienne jest, że podstawowym narzędziem „polemiki” środowisk „patriotycznych”, które od pewnego czasu pluły pod zamieszczanymi przeze mnie tekstami było zgłaszanie każdej mojej wypowiedzi do moderacji.

Przejdźmy jednak do tekstu Seawolfa.

seawolf napisał:
Hitler planował zniszczenie Warszawy jeszcze przed wybuchem powstania. Bodajże w styczniu, czy lutym 44 wyraźnie mówił, że choćby Rzesza miała zginać, to siedlisko polskiej dumy będzie zniszczone.(…) To, co chciał zniszczyć swoja ojczyznę, Rzeszę, a zostawiłby w spokoju Warszawę? Bo AK nie zrobiłoby powstania?

Również Kraków miał być zniszczony. Został nawet zaminowany. Warszawa w lipcu 1944, poza mostami, zaminowana nie była. Kraków zniszczeniu nie uległ, mimo zaminowania. Warszawa?

seawolf napisał:
Ciekawe, że nikt nie zarzuca powstańcom w Getcie, że swym bezrozumnym oporem doprowadzili do zniszczenia Getta i zagłady Żydów. Byłoby to idiotyzmem, bo zagłada była postanowiona i tak. Problem polegał na tym, czy dać się zabić, jak barany, czy walczyć i zginąć, jak bohaterowie.

Przede wszystkim – Żydzi pomagali do samego końca wysyłać innych Żydów na śmierć. Do powstania doszło, kiedy hitlerowcy złamali umowę – i postanowili zgładzić również Żydów, których obiecali oszczędzić. To nie są fakty szeroko znane w Polsce, pisze o nich Roman Kafel w opracowaniu „Spotwarzona przeszłość”. Czym innym jest obrona w obliczu zagłady już odbywającej się, a czym innym – sprowokowanie zagłady. Żydzi Hitlera nie prowokowali.

seawolf napisał:
Większość ofiar Powstania, to wymordowani mieszkańcy Woli, rozstrzelani bez względu na walki, czy ich brak. Kto odpowiada za zabójstwo, Niemcy, czy AK?

Mieszkańcy Woli nie stanowią większości pomordowanych. Na początku tekstu Powstanie Warszawskie w oczach Polaka (3) pokazuję komunikat TASS i oświadczenie Rządu JKM w sprawie niekoordynowania planów działań przez dowództwo AK ze Stalinem i Churchillem. Mając amunicji na 2 dni walki i broń dla 3,5 tys ludzi należało raczej mieć pewność, że dostatecznie silne wsparcie zostanie udzielone szybko. Doświadczenia oddziału „Hubala”, Wawer, odwetowy mord na 140 więźniach Pawiaka po akcji pod Arsenałem i wiele innych niemieckich mordów terrorystyczno-odwetowych dobitnie pokazały, czego można się po Niemcach spodziewać. Jaką pomoc dowództwo Powstania Warszawskiego zagwarantowało swoim podkomendnym i ludności cywilnej Warszawy? Co zagwarantował rząd Mikołajczyka, dający wolną rękę ośrodkom krajowym w zakresie wyboru momentu wybuchu powstania?

seawolf napisał:
Tak, powstanie było klęską, bo alianci nie pomogli, zresztą, trzeba tu oddać sprawiedliwość, że nie mogli- loty z zaopatrzeniem nad Warszawą miały największe statystyki strat w całej wojnie. Samoloty musiały lecieć przez całą Europę, i zamiast lądować na sowieckich lotniskach kilka kilometrów za frontem, zatankować, opatrzyć rany, naprawić przestrzeliny, musiały wracać tą samą drogą, doskonale znaną Niemcom, bo innej nie było.

Ile ton zaopatrzenia potrzebuje dziennie trzy dywizje piechoty broniące powiedzmy – 200 000 cywilów? Czy zgoda na lądowanie coś by zmieniła? Z jakiej racji Stalin, znając plany dowództwa AK ( http://www.dws.org.pl/viewtopic.php?p=1516375#p1516260 plus http://www.dws.org.pl/viewtopic.php?f=20&t=127923&st=0&sk=t&sd=a&start=350#p1561864 ) miałby takiej zgody udzielić? Jakiej przepustowości lotnisk wymagałby taki most powietrzny? Czy Seawolfowi coś wiadomo o tym, gdzie były lotniska nadające się do przyjmowania bombowców strategicznych? Czy Seawolf uważa, że te bombowce mogły lądować na zwykłych lotniskah polowych (tak, żeby potem jeszcze wystartować)?

seawolf napisał:
Polska Brygada Spadochronowa, która była sformowana właśnie do wspomożenia Armii Krajowej w Polsce, krwawiła zamiast tego pod Arnhem.

SBS to ok. 2000 ludzi. Co taka jednostka, nawet przy założeniu, że by doleciała, mogła zmienić w stosunku sił? Desanty „Kościuszkowców” poniosły straty w zabitych większe niż cała SBS.

seawolf napisał:
I tym większa hańba pada na Sowietów, którzy nie dość, że zatrzymali ofensywę i z niezmąconym spokojem przypatrywali się egzekucji, którą sami by zrobili, ale Hitler ich wyręczył,

Co do zatrzymania ofensywy – walki o utrzymanie przyczółka warecko-magnuszewskiego trwały od kiedy do kiedy? Jak wyglądała kwestia przyczółka sandomierskiego? Kiedy Armia Czerwona osiągnęła linię Narwi? Bo samo zajęcie przedmościa praskiego było opóźniane. Ale co do „zatrzymania ofensywy”, to mit, rozpowszechniany w celu zrzucenia odpowiedzialności za klęskę powstania. Przy zapasach amunicji na 2 dni należało rozpocząć walkę na 2 dni przed zajęciem Warszawy. To zajęcie mogło nastąpić po zajęciu Pragi, osiągnięciu linii Narwi i zdobyciu przyczółka na północ od Warszawy. Gdzie było prawe skrzydło wojsk Rokossowskiego 1.VIII 1944? A 2gi Front Białoruski? Abstrahując od powyższego – przypomnijmy sobie o braku koordynacji planów powstania ze Stalinem – i braku interesu politycznego w ratowaniu AK z opresji, w którą samo się wpakowało. Mamy pretensje do ludojada, że jest ludojadem, a jednocześnie uzależniamy sukces naszej operacji od tego, że ludojad zachowa się jak nie-ludojad, mimo, że nasza operacja jest wymierzona w interesy ludojada – i nawet nie próbowaliśmy z ludojadem czegokolwiek uzgadniać?

seawolf napisał:
ale wręcz wyraźnie zapowiedzieli, że każdy aliancki samolot, który przeleci na ich stronę, będzie traktowany, jak wrogi. To znaczy, powiedzieli, ze niestety nie mogą gwarantować ich bezpieczeństwa. Wstrzymali loty swojego lotnictwa, na lotniskach o kilka minut od Warszawy, by Stukasom nic nie przeszkadzało.

Co robił Mikołajczyk, aby ten stan rzeczy zmienić? Rozmowy w Moskwie zakończyły się niczym, Mikołajczyk nie posłuchał rad ambasadorów UK i USA i oznajmiając swoim współpracownikom, że „Sowieci zmiękną” 10 sierpnia wyleciał z Moskwy. Żadnego porozumienia politycznego nie było. Była próba Mikołajczyka w dniu 9 sierpnia (wyjednano ze strony emigrantów jeszcze jedno nieprzewidywane 3 sierpnia przez pewnego wówczas „sukcesu” Mikołajczyka spotkanie na Kremlu) i potem odwoływania się do sentymentalizmu jako głównego argumentu – bo na żadne konkretne ustępstwa nie chciał iść.

seawolf napisał:
Pod koniec września, gdy prawdopodobne były rokowania w celu kapitulacji, zaczęli zrzuty zaopatrzenia, by podtrzymać złudzenia Powstańców i podtrzymać walkę. I zniszczenie. Temu samemu służył niewielki desant żołnierzy 1 Dywizji Berlinga pod koniec września.

Powstańcy mogli skapitulować już 18 sierpnia – na prawach kombatanckich, czyli bez groźby rozstrzelania żołnierzy AK. Vide http://www.dws.org.pl/viewtopic.php?f=20&t=130552#p1592516. To nie jest bardzo szeroko znany fakt. Swego czasu była o tym dyskusja na forum „historyków”.

seawolf napisał:
Warszawiacy byli od lat gotowi do walki, wspomnienia pokazują wręcz kipiący pod przykrywką kocioł. W przeddzień powstania Niemcy wezwali do kopania rowów 100 tysięcy młodych ludzi. Nikt się nie zgłosił. Nieuchronnie nastąpiłyby represje, wyciągania ludzi z domów, nieuchronnie doszłoby do niekontrolowanych potyczek, strzelanin, ofiar. Pamiętajmy, że wciąż obowiązywała zasada, że Niemcy rozstrzeliwali 100 Polaków za każdego zabitego Niemca. I robili to.

Można wyciągnąć kilka wniosków. Jeśli wzywano do prac fortyfikacyjnych, to raczej potrzebowano ludzi żywych, nie martwych. Dodatkowo do starć i zagrożenia potyczkami przyczyniły się samowolne i katastrofalne w skutkach działania A. Chruściela („Montera”), o czym pisał Jan Kurdwanowski ( tekst „Dekonspiracja warszawskich oddziałów AK przed Powstaniem”)

seawolf napisał:
Zamiast ofiar powstania mielibyśmy ofiary masowych represji, Polaków wyciąganych z domów i mordowanych, jak barany w pokazowych egzekucjach.

Ale czy mielibyśmy takie scenki jak te tutaj – to bardzo wątpliwe. Podobnie jak ostrzał dzielnic przy użyciu artylerii i bombardowania.

seawolf napisał:
Wyszłoby na to samo, z drobną różnicą- hańbą bezradności i bezczynności.

To ja poproszę o uzasadnienie, bo nijak nie widzę, w jaki sposób miałoby „wyjść na to samo”. Czy w Łodzi „wyszło na to samo”? A w Poznaniu? A w Krakowie?

seawolf napisał:
Już widzę, jak ci wszyscy krytycy Powstania wrzeszczeliby o hańbie AK, która, mają zorganizowane oddziały i broń pozwoliła, by Warszawiaków wymordowano, jak barany, a miasto zniszczono zgodnie z rozkazem Hitlera.

Jaką broń? Jakie oddziały? 35 000 zaprzysiężonych i uzbrojenie dla 3500? Z amunicją na 2 dni działań? Garnizon niemiecki liczył 20 000 ludzi, był uzbrojony po zęby, także w broń pancerną i artylerię – i amunicji oszczędzać nie musiał.

seawolf napisał:
Przecież głównym motywem komunistycznej propagandy było rzekome stanie z bronią u nogi, podczas, gdy bohaterska Armia Czerwona krwawiła za pokój i socjalizm i za Stalina, co, oczywiście na to samo wychodzi.

Koordynacja działań z Armią Czerwoną byłaby w tej sytuacji lepszym pomysłem niż improwizacja na własną rękę. Choćby ze względu na życie 120-200 tys cywilów.

seawolf napisał:
W PPRowskich biuletynach pełno jest frazesów o zdrajcach narodu z AK, o mózgach przeżartych zdradą i tchórzostwem, W przeddzień Powstania radiostacja PPR, szczekaczka NKWD, nawoływała ludność Warszawy do walki.Dnia 30 lipca 1944 roku w godzinach; 15.00, 20.55, 21.55, i 23.00 wyemitowała czterokrotnie komunikaty nawołujące ludność Warszawy do powstania przeciw Niemcom.

Żydokomunistyczna radiostacja mogła sobie nawoływać do woli i nikogo to nie obchodziło. Pisał o tym Pobóg-Malinowski dawno temu.

seawolf napisał:
Co czekało Akowców po „wyzwoleniu”, wiemy, wystarcza popatrzeć na Wilno, na Kresy, na obławę Augustowską. Śmierć i łagry czekały na nich niezależnie od tego, co zrobili, bądź nie zrobili. Współpracowali z sowietami, czy też się ukrywali.

Rząd londyński, Naczelny Wódz i dowództwo AK walnie się przyczyniły do zgotowania takiego losu swoim podkomendnym. Żołnierzy AK rzucili do konfrontacji z siłami, z którymi AK zwyciężyć nie miała szans. Życie i zdrowie patriotów narażono na szwank w imię demonstracji politycznej, z której korzyści nie mogło być żadnych. Gdyby Mikołajczyk mógł pójść ścieżka Benesza, nie pojawiłyby się takie preteksty do prześladowań, jak ten mało znany rozkaz i parę innych „epizodów”.

seawolf napisał:
Wszystko jedno. Los był jednakowy, bo i rozkazy były jednakowe.
Uderza analogia z innymi powstaniami, Podnosi się ich koszt, ofiary, zapomina, co było ich alternatywą i dlaczego wybuchły.
Powstanie Listopadowe wybuchło, gdy powstał plan wysłania doborowej armii Królestwa Kongresowego do tłumienia rewolucji belgijskiej, Powstańcy nie mieli alternatywy- krwawić, czy nie krwawić. Alternatywą było, krwawić za Ojczyznę, czy jako okupanci i pacyfikatorzy Belgii.

Polacy w wąwozie Somosierra czy na Haiti … No i pozostaje jeszcze rachunek potencjalnych zysków i strat. Czy tłumienie rewolucji belgilskiej przyniosłoby Królestwu Polskiemu takie straty materialne i ludzkie, jak Powstanie Listopadowe i Wielka Emigracja.

seawolf napisał:
Podobnie Powstanie Styczniowe wybuchło w reakcji na brankę Wielopolskiego. Młodzi ludzie mieli do wyboru- walczyć za Polskę albo odsłużyć 20 lat w armii rosyjskiej gdzieś na Kaukazie.

Branka była próbą powstrzymania wybuchu powstania przez Wielopolskiego, który zdawał sobie sprawę, z tego, jaką katastrofą musi ono się zakończyć – ale nie zdołał z tą wiedzą dotrzeć co „patriotów”, nie potrafiących liczyć.

seawolf napisał:
Powstańcy Warszawscy w istocie mieli do wyboru- walczyć i ginąć z bronią w ręku za Ojczyznę, albo ginąc w dole w wapnem z sowiecką, albo niemiecką kulą w potylicy, albo wysadzeni poniemieckimi minami w jakiejś stodole przez NKWD.

Kto taki wybór im pozostawił, jeśli nie polscy politycy z Londynu?. Benesz potrafił inaczej ułożyć relacje z ludojadem. Nie mógł uniknąć strat, ale je ograniczył. Czesi mają „złotą Pragę”. A Polacy – 200 000 grobów.

seawolf napisał:
(…)Faktem jest, że zniszczenie Warszawy i oddziałów AK było na rękę Sowietom. Z drugiej strony, zatrzymało tychże Sowietów na pół roku, odwróciło kierunek całej ofensywy na południe, Sowieci, zamiast na zachód, poszli na południe, na Słowację, Węgry, Rumunię. Te pół roku zdecydowało, że granica między Zachodem i Wschodem przebiegała na Łabie, a nie na wybrzeżu Atlantyku. Czyli zdecydowała o tym, że w końcu Imperium Zła się zawaliło, a myśmy wygrali. Czyli, w jakimś sensie, Powstańcy wygrali.

Strefy operacyjne i okupacyjne były uzgodnione dużo wcześniej – i alianci zatrzymali się na Łabie, mimo, że mogli dotrzeć do Berlina. Opuścili Czechy. ZSRR wycofał się z Austrii, nie udzielił pomocy partyzantom z ELAS, których wybijali Anglicy. Front zatrzymał się zgodnie z planem (vide tekst N. Bączyka w Poligonie, nawet wycofywano z niego jednostki, które miały wziąć udział w dawno zaplanowanej ofensywie na Bałkanach (tam gromadzono środki zanim jeszcze „Bagration” się skończył pod Warszawą).

Czytaj więcej