Pakt Ribbentrop-Beck Zychowicza raz jeszcze

Polemika z tekstem Piotra Zychowicza Spierajmy się używając argumentów.

Piotr Zychowicz napisał:
„Moje poglądy i stawiane w książce tezy są w karykaturalny sposób wykrzywiane”

Tezy są same w sobie karykaturalne. Założenie ceteris paribus i zwykłe chciejstwo. Stalin i Churchill czekają na swoją kolej, aż Pan ich pokona w wyobraźni, robiąc to, co im Pan każe. Nie ma Pan wiedzy z historii wojskowości, która pozwalałaby Panu snuć wizje kampanii niemiecko-francuskiej bądź niemiecko-rosyjskiej przy warunkach początkowych, które Pan zadał.

Piotr Zychowicz napisał:
pisząc książkę „Pakt Ribbentrop-Beck” miałem nadzieję, że wywoła ona poważną, merytoryczną debatę o tragicznej sytuacji, w jakiej znalazła się nasza ojczyzna w przededniu II wojny światowej. Debatę na temat błędów, jakie w obliczu śmiertelnego zagrożenia Polski i Polaków, popełniła ostatnia ekipa rządząca II RP. Niestety część polemistów zareagowała w sposób histeryczny i egzaltowany.

Trzeba było napisać książkę o wcześniejszym i autentycznym błędzie Becka i spółki – współszabrowaniu Czechosłowacji z Hitlerem. W ten sposób II RP pozbawiła się jedynego potencjalnego sojusznika, który miał jakieś praktyczne znaczenie dla losów potencjalnej kampanii w sytuacji, kiedy Anglia i Francja by się ociągały z udzieleniem pomocy.
Beck stawiając na sojusz w Anglią i Francją po tym, jak swoją głupią polityką doprowadził do tego, że został sam na sam z Hitlerem – w półokrążeniu, postąpił nie najgłupiej. Miał do wyboru sojusz ze słabym Hitlerem – słabszym nawet od lądowych sił samej Francji, nie mówiąc o sojuszu polsko-angielsko-francuskim, albo z ww. mocarstwami. Sojusz z Hitlerem Beck rozumiał jako pożeranie Polski przez Niemcy plasterek po plasterku, do momentu, kiedy nie da się połknąć Polski w całości bądź zwasalizować. To, co Hitler mówił w danym momencie nie miało żadnej wartości, bo w kolejnym momencie robił coś zupełnie innego, vide Monachium i zajęcie całych Czech plus wasalizacja Słowacji (mimo, że chciał ponoć wyłącznie Sudetów). A Pan, Panie Zychowicz się wybierasz z Hitlerem na ZSRR, boś Pan Mein Kampf nie doczytał – ani historii germanizacji polskich ziem.
Czytaj więcej

Reklamy

Pakt Michalkiewicz-Zychowicz. Fałszywa obrona książki „Pakt Ribbentrop-Beck”

Polemika z tekstem Stanisława Michalkiewicza Masturbacja geopolityczna. Tekst pierwotnie opublikowany pod tytułem Pakt Michalkiewicz-Zychowicz. Fałszywa obrona książki “Pakt Ribbentrop-Beck” na blogu palmereldritch1984.wordpress.com

Trudno dyskutować z czymś, co nie zawiera konkretów. Pan Stanisław Michalkiewicz doskonale zdaje sobie z tego sprawę. Za kiepskimi podśmiechujkami, które zadowolą może wiernych acz niezbyt spostrzegawczych wielbicieli nie kryje się niestety wiedza pana Michalkiewicza. Raczej – ignorancja. Po cóż więc się wypowiadać, gdy kompetencji brak? Wierszówka?

Aby przebić się przez pustą formę do czegoś co można uznać za treść trzeba pewnego wysiłku – ze względu na bełkotliwy sposób formułowania myśli. Odcedźmy więc tezy od ozdobników:

Stanisław Michalkiewicz stawia tezę jakoby przeciwnicy tez pana Zychowicza bronili „prawd na zawsze ustalonych” – czyli dogmatów („Ładnie byśmy wyglądali, gdyby tak każdy dyskutował o „wszystkim” – jakby nie było prawd raz na zawsze ustalonych i podanych do wierzenia.”). Oczywiście przeciwnicy pana Zychowicza nie mogą się opierać na rzetelnej wiedzy. Przynajmniej należy to tępemu czytelnikowi zasugerować.

Pan Michalkiewicz stawia tezę, że pojednanie polsko-rosyjskie jest dokładnie tym samym co „przyjaźń polsko-radziecka” – i stara się przypiąć tą „przyjaźń” już nawet nie głosicielom pojednania, tylko … krytykom Zychowicza. Byłoby to może i żałosne, gdyby nie rzesze głupców, które bardzo chcą się na ten trik dać nabrać. Na czym pan Stanisław Michalkiewicz nie od dziś żeruje.

Stanisław Michalkiewicz stawia tezę jakoby sprzeciw wobec historical fiction pana Zychowicza był umotywowany polityką pojednania z Rosjanami, zarządzoną z resztą „wiadomo gdzie i przez kogo” ((…) I właśnie teraz, kiedy za sprawą wiekopomnego „Przesłania” do narodów polskiego i rosyjskiego, żeby się „pojednały”, odwieczna przyjaźń (…) polsko-rosyjska zyskuje pozór sankcji nadprzyrodzonej – że to niby, kto jest przeciwko przyjaźni (…) polsko-rosyjskiej, ten jest przeciwko Chrystusowi (…) – redaktor Piotr Zychowicz wyskakuje z prowokacyjną książką o pakcie Ribbentrop-Beck, rozwijając jakieś fantasmagorie, że gdyby tak, zamiast wojować z „nazistami”, Polska przyjęła ich warunki i 40 polskich dywizji wzięło udział w operacji „Barbarossa”, to być może losy wojny potoczyłyby się odmiennie. (…) No i po co pisać takie książki, po co rozwijać takie perwersyjne myśli akurat teraz, kiedy przecież jest rozkaz że odwrotnie – że pod przewodnictwem Rosji będziemy bronić już nie tylko naszego nieszczęśliwego kraju przed zgnilizną, jaka z Zachodu płynęła i płynie, ale całego wolnego świata? ).
A ten sprzeciw niekoniecznie wynika z momentu historycznego, bo stosunki polsko-rosyjskie do najcieplejszych nie należą, ale za to Polska jest nieubłaganie wchłaniana politycznie i gospodarczo (a nawet demograficznie -emigracja!) przez Niemcy. Pan Michalkiewicz wygodnie ignoruje to, że publikacja pana Zychowicza może służyć popularyzacji akceptacji dla polskiej roli satelity niemieckiego.

W dalszej części felietonu pan Michalkiewicz, po porcji pustej błazenady („Kozacy na Polach Elizejskich” itp.) stara się przedstawić krytyków jako piewców tezy o niezwyciężoności Rosji/Związku Radzieckiego (mały drobiazg – w którym momencie i przez kogo panu Michalkiewiczowi wygodnie umyka) ((…) dywagacje red. Zychowicza zasługują na wieczne potępienie (…) przede wszystkim dlatego, że są bałamutne. A są bałamutne dlatego, że przecież wiadomo, iż Związek Radziec… to znaczy oczywiście Rosja – jest niezwyciężona. ).
Pan Michalkiewicz ignoruje zarówno różnice liczebności, wyposażenia Armii Czerwonej i Wermachtu w scenariuszu Zychowicza, jak również dwa „drobiazgi” – po pierwsze – przebywanie RKKA na pozycjach opartych o Linię Stalina – i w stanie bliższym alarmowi bojowemu niż paraliżowi wywołanemu osławionym rozkazem o „nieuleganiu niemieckim prowokacjom”. Po drugie – interesy geostrategiczne USA i Wielkiej Brytanii, polegające na … podtrzymaniu niezwyciężoności ZSRR w razie, gdyby się ta niezwyciężoność zaczęła chwiać. Prawdopodobnie gdyby front polsko-niemiecki zaczął się za szybko chwiać w konfrontacji z Armią Czerwoną – III Rzesza otrzymałaby pewne wsparcie od Anglii i USA (o ile Hitler przed inwazją na ZSRR nie pokonałby Francji i Anglii). Tak więc jeśli prawidłowo rozumieć sytuację militarną i geopolityczną, ta niezwyciężoność ZSRR zaczyna bardziej wiarygodnie wyglądać, niż się panom Michalkiewiczowi i Zychowiczowi zdaje.

Podobnie jak Zychowicz ignoruje Michalkiewicz taki drobiazg jak zniszczenie Czechosłowacji i rolę II RP (i Becka) w tym katastrofalnym dla Polski zdarzeniu. Więc obok podpisywania volkslist ((…) „bronić” ministra Becka. Wprawdzie sprośne sanacyjne przesądy nie pozwoliły mu podjąć jedynie słusznej decyzji podpisania Volkslisty rosyjskiej, ale niemieckiej Volkslisty też nie podpisał.(…) Po co walczyć z kimkolwiek, skoro wszystko sprowadza się do tego, jaką w razie czego podpisać Volkslistę?) była jeszcze opcja uratowania własnej i czechosłowackiej skóry. Dodatkowo historia pokazała, że Czechom i Słowakom podpisanie „rosyjskiej” „volkslisty” (co ciekawe – w pewnym sensie równolegle z niemiecką) wyszło raczej na zdrowie. Ale widać Stanisławowi Michalkiewiczowi jakoś nigdy nie w smak to, co Polakom może wyjść na zdrowie.

Piotr Zychowicz: Pakt Ribbentrop-Beck. Ofensywa propagandowa agentury niemieckiej czy niewinne fantazjowanie?

Publikacja Piotra Zychowicza „Pakt Ribbentrop-Beck, czyli jak Polacy mogli u boku III Rzeszy pokonać Związek Sowiecki” wywołała ożywioną dyskusję w kręgach prawicowo-patriotycznych. Niejeden „niepodległościowy” „ułan” i najpatriotyczniejszy z patriotycznych antybolszewików już oczyma duszy zobaczył dzielnych polskich orłów defilujących obok bohaterskich SS-manów na Placu Czerwonym przy akompaniamencie „Heidi, heido, heida”. Gdzieś hen na zapleczu frontu Sonderkomanda Himmlera hurtowo mordują podludzi staroniemieckimi metodami paląc ich żywcem w zabudowaniach lub nowoniemieckimi – rozstrzeliwując na krawędzi uprzednio wykopanych dołów lub obrzucając zapędzonych do dołów granatami (wszak ktoś ten Lebensraum dla rasy panów musi utworzyć swym zniknięciem). Oczywiście o Śląsku, Pomorzu i innych „pragermańskich” ziemiach już Hitler nigdy Polakom nie przypomni. Wizje z Mein Kampf i Generalplan Ost pozostaną tylko wstydliwie usuwanymi w niepamięć grzeszkami dobrotliwego zwycięzcy Adolfa. Będzie nam Polakom dobrze razem z hitlerowską III Rzeszą jak nie przemierzając w Unii Europejskiej Narodu Niemieckiego. Prawda, że to wizja porywająca niczym zwycięstwo pod Kłuszynem?

Takich publikacji, jak ta Piotra Zychowicza będzie coraz więcej. Czy przypadkiem? Czy to takie całkiem niewinne wizje alternatywne, czy raczej – zwykła agitka niemieckiej agentury? Do czego się sprowadza przekaz Zychowicza, co ma zostawić czytelnikom w głowie? Czy przypadkiem nie następującą myśl: „Polacy lepiej by wyszli grając z Niemcami w jednej drużynie”? Pan Zychowicz ignoruje takie niewygodne drobiazgi, jak Hakata, Komisja Kolonizacyjna, Kulturkampf, stulecia niszczenia przez Niemców polskości wszelkimi metodami, prowokacje wywiadu pruskiego (i jego żydowskiej agentury – 1830, 1863).

Wielkie Niemcy (Großdeutschland). Lebensraum – Pomorze, Śląsk, Kujawy i Wielkopolska, czy ziemie ZSRR?

Zapomina o Mein Kampf (Lebensraum na wschodzie – po trupach podludzi-Słowian), Generalnym Planie Wschodnim (Generalplan Ost), wizji Wielkich Niemiec (Grossdeutschland). Ignoruje również, że Hitlera mogła Polska powstrzymać wchodząc w sojusz z Czechosłowacją – zdrada w Monachium była (obok polityki kredytowej) jasną wskazówką, co warte jest poleganie na Anglii i Francji jako gwarantach granic w Europie Środkowowschodniej – i należało wesprzeć Czechosłowację we własnym interesie – odrzucając monachijski dyktat (niestety jest to jasne dopiero współcześnie). Potem – znając wiarołomność Hitlera – i bardzo silną wrogość Niemców wobec Polaków – po sojuszu z III Rzeszą nie wolno było się spodziewać niczego dobrego. Polskie społeczeństwo zdawało sobie z tego sprawę w 1939 lepiej niż Piotr Zychowicz – i wielu innych współcześnie kolaborujących lokajów niemieckich.

Agentura niemiecka stara się tumanić młodzież za pomocą pseudonarodowych i pseudopatriotycznych partyjek i organizacji, dla których takie gadzinowe publikacje, jak ta Piotra Zychowicza, są zaplanowanym paliwem ideologicznym. A z drugiej strony działają separatyści w stylu RAŚ, którzy mają identyczne poglądy na współpracę polsko-niemiecką, jak pan Zychowicz.
Nie wolno więc ignorować szkodliwości społecznej książki Zychowicza. To nie jest ot takie sobie political fiction, tylko książka mająca (wraz z wachlarzem innych akcji i publikacji) zmienić świadomość zbiorową narodu polskiego, uformować germanofilskie postawy Polaków (wyimaginowane „braterstwo broni” przeciw demonizowanym przez różne „patriotyczne” środowiska „Ruskim”, „jakże nam by było dobrze walczyć z „‚komunizmem’ u boku Hitlera, jak to źle, że w porę na ‚Ruskich’ nie poszliśmy z Niemcami”) w konkretnej sytuacji geopolitycznej (Polska jest stopniowo pożerana ekonomicznie i politycznie przez Niemcy za parawanem Unii Europejskiej). To nie jest jakiś drobiazg. Książka trafia w antyniemiecki (antyhitlerowski) sentyment Rosjan – i stawia Polaków przeciw Rosjanom obok Niemców (to istotne novum polityczne, ale widać potrzebne na tym etapie scalania Polski z Niemcami w „Neu Grossdeutschland” (patrz mapka)), prowokuje Rosjan przeciw Polakom – i Polaków przeciw Rosjanom. Gdyby w Rosji wyszła książka, w której pisano by, że Stalin powinien Polaków wysiedlić na Syberię i zrobić na byłym terenie II RP enklawę rosyjską – plus nadzielić Białoruś i Ukrainę terenami po Wisłę – ciekaw jestem jaki krzyk świętego oburzenia by się rozległ wśród różnych „patriotów” i „prawicowców”. Książka Zychowicza to dla współczesnych Rosjan dokładnie taka sama prowokacja.

Jeśli mamy ignorować najlepsze rozwiązanie, czyli sojusz polsko-czechosłowacki (pal diabli Węgrów – sojusznik z którym nie mamy wspólnej granicy i wspólnych problemów jest nic nie wart w chwili próby – bo ani nie może pomóc – ani nie ma tego samego noża na gardle) – pozostały jeszcze takie opcje jak:

  • taktycznie ustąpić Hitlerowi nie wchodząc z nim w sojusz – i czekać, aż rozpocznie się wojna z Francją (a wtedy zdecydować co dalej)
  • albo zrealizować wariant wrześniowy, ale skapitulować na rozsądnych warunkach 12-13.IX (Abbeville) – kiedy tylko okaże się, że Francja i Anglia nie wywiązują się z obowiązków sojuszniczych.
  • zawrzeć sojusz obronny z ZSRR – i pozwolić na przemarsz Armii Czerwonej do Niemiec (np. za nadzielenie ziemiami po Odrę i Nysę Łużycką … albo nawet bez tego).

„Polska mogła wygrać II wojnę światową, gdyby został spełniony bardzo specyficzny układ międzynarodowy – gdyby III Rzesza i Związek Sowiecki przegrały wojnę i przestały istnieć. A jedynym sposobem na realizację tego scenariusza było najpierw bicie Sowietów z Niemcami, a potem dokonanie zwrotu antyniemieckiego.”
P. Zychowicz, spotkanie promocyjne „Paktu ..” w Klubie Ronina, 6.IX 2012

Gdyby Polska przyłączyła się do paktu Antykominternowskiego, doszłoby do szybszego zawarcia porozumienia Anglia-Francja-ZSRR. Alianci staraliby się mieć sojusznika za plecami III Rzeszy. Oczywiście Hitler starałby się powstanie takiego przymierza opóźnić/utrudnić, kupić czas na wschodzie. Jak? Wskazówką może być los Rumunii – która została podzielona między ZSRR a satelitów III Rzeszy w 1940 roku. Mimo sojuszu. Nieosłabiona Polska jako sojusznik III Rzeszy była niepewna. Inwazja na Francję mogłaby zakończyć się polskim ciosem w plecy. A jeśli nie polskim – to (w przypadku przedłużenia się wojny) na pewno radzieckim. Hitler rozumiał, że musi jakoś dogadać się ze Stalinem i nie miałby wobec Polski skrupułów płacąc Stalinowi jej ziemiami.
Powyższe rozumowanie przeprowadził Beck w 1939 roku i zrozumiał, że z punktu widzenia Niemiec, Polska nie ma znaczenia strategicznego – jedynie taktyczne. To że Niemcy nie uważali Polski za jakąś szczególnie istotną w walce z ZSRR potwierdził zresztą Hitler, który powiedział w marcu 1939 roku do swoich generałów, że Polska jest iluzoryczną zaporą przed ZSRR, bo nie ma porównywalnego potencjału.
Pan Zychowicz zapomina, że sojusz polsko-niemiecki oznaczałby, że w chwili potencjalnego ataku na ZSRR Armia Czerwona byłaby rozlokowana defensywnie, a nie ofensywnie, przygotowałaby w oparciu o (nie opuszczoną i nie rozbrojoną, jak w 1941) Linię Stalina solidne i głęboko urzutowane umocnienia – których Wermacht nawet z polską pomocą nie przełamałby tak łatwo (22 czerwca 1941 Armia Czerwona była rozlokowana do ofensywy (a w dużej części – jeszcze w transporcie – czołgiści bez czołgów, artylerzyści bez artylerii, lotnicy bez samolotów, baterie bez obsługi), bez pozycji obronnych, z płytkim urzutowaniem jednostek w pasie przygranicznym – dzięki czemu udało się dokonać oskrzydleń i okrążeń armii, która miała przewagę w czołgach 7(RKKA) do 1(Wermacht i satelici), o przewadze liczebnej nie wspominając). Paradoksalnie – w świetle powyższego -sojusz polsko-niemiecki najprawdopodobniej doprowadziłby do szybszego zwycięstwa ZSRR w konfrontacji z III Rzeszą.
Przyjmijmy jednak, że III Rzesza zaczyna zwyciężać. Jaka będzie reakcja USA? Celem każdego mocarstwa jest nie – ułatwianie zwycięstwa potencjalnemu konkurentowi- lecz – maksymalne wykrwawienie go w wojnie. Taką politykę prowadziła Anglia wobec III Rzeszy i ZSRR – chciała te reżimy rzucić przeciw sobie nawzajem. USA nie przyglądałoby się biernie ekspansji III Rzeszy.

Książka opisuje więc absurdalny, a nie – logiczny (militarnie, politycznie, geostrategicznie) wariant – politycy USA i Anglii wiedzieli, że po klęsce ZSRR wojna byłaby skończona. W efekcie (militarnie niemożliwego tak na prawdę – a przez sojusz II RP z III Rzeszą – paradoksalnie – jeszcze bardziej niemożliwego) zwycięstwa Hitler miałby wolne ręce – i mógł zacząć eksterminację Słowian po Ural. Oczywiście Anglia i USA najprawdopodobniej zainwestowałyby w zwycięstwo ZSRR tak, jak zrobiły to w rzeczywistości – i najprawdopodobnij z analogicznym skutkiem. Polska skończyłaby więc w strefie wpływów ZSRR, albo jak Rumunia – zmieniając front, albo walcząc do końca po stronie Niemiec, jak Węgrzy (co jest bardziej prawdopodobne, ze względu na roszczenia terytorialne ZSRR wobec II RP). Wobec powyższego teza o utrzymaniu „niepodległości” (patrz wywiad poniżej) przez Polskę jest totalną mrzonką dla idiotów. Mamy tylko trzy warianty do wyboru – klęska ZSRR i eksterminacja Polaków albo – klęska III Rzeszy i albo walka do końca przeciw ZSRR albo zmiana strony (kończąca się tak czy owak strefą wpływów ZSRR).

Zachęcam do lektury Abbeville’1939 a wojna obronna II RP – zdrada, czy realizm?.

Fragmenty wywiadu P. Zychowicza udzielonego pch24.pl: Wrzesień ‘39 szkołą politycznego realizmu

Wywiad (opublikowany tu) przytaczam wyłącznie we fragmentach pokazujących poziom świadomości historyczno-politycznej pana Zychowicza.
Ł. Karpiel: Jak się Pan czuje jako autor książki uznanej już za kontrowersyjną?
P. Zychowicz: Ta książka to moja odpowiedź na pytania, które musi zadawać sobie każdy Polak. Czy II wojna światowa musiała się skończyć dla nas taką katastrofą? Czy musieliśmy utracić połowę terytorium z Wilnem i Lwowem na czele? Stracić niepodległość na pół wieku? Stracić kilka milionów obywateli, w tym naszą elitę wyrżniętą przez obu totalitarnych okupantów? Czy Warszawa musiała być zburzona? Rzetelna próba odpowiedzi na te pytania prowadzi ku wnioskom dla naszej wrażliwości historycznej niezwykle przykrym. Jedyną szansą na uniknięcie tej katastrofy było zawarcie przejściowego sojuszu z Niemcami.
p.e.1984 Doprawdy panie Zychowicz była to jedyna szansa? Co z sojuszem z ZSRR przeciw III Rzeszy? Co z najlepszym dla Polski rozwiązaniem w drugiej połowie lat ’30 XX wieku – sojuszem polsko-czechosłowackim? Co ze sprawami, o których mowa w tekście powyżej?

Ł. K.: Polska mogła w sobie widzieć partnera dla III Rzeszy? Czy po wojnie z Sowietami z naszym udziałem, Polska nie stałaby się jedynie narzędziem niemieckiej polityki?
P. Z.: Polska oczywiście nie mogła być równorzędnym partnerem Niemiec. W ofercie, która została nam złożona 24 października 1938 przez Joachima Ribbentropa, było jasne stwierdzone, że jeśli Niemcy i Polska zawrą sojusz to będą konsultowały swoją politykę zagraniczną. Jest oczywiste, że jako słabszy partner to Polska by konsultowała swoją politykę z Niemcami, a nie odwrotnie. Utracilibyśmy więc w ten sposób część naszej suwerenności. Moim zdaniem utrata części suwerenności jest jednak lepsza od utraty niepodległości na rzecz dwóch najstraszniejszych totalitarnych państw istniejących w ówczesnym świecie. Jest lepsza niż dostanie się pod ludobójczą okupację, która sprowadziła na nasz naród olbrzymie cierpienia.
p.e.1984 Pan Zychowicz sprytnie pomija taki drobiazg, jak to, że Beck nie wiedział, że Anglia i Francja, mogąc niskim kosztem pokonać w 1939 Niemcy – nie zrobią nic. Dlaczego zatem miał się godzić na cesje suwerenności i terytorialne na rzecz III Rzeszy – o wiele słabszej militarnie od sojuszu polsko-francusko-angielskiego? Współcześnie można dostrzegać, że cele polityki angielskiej były inne, że chodziło wyłącznie o dozbrojenie III Rzeszy i skierowanie jej przeciw ZSRR. Beck korzystał z innego zasobu wiadomości – i prawdopodobnie liczył na to, że „alianci” będą, zgodnie z zapewnieniami dyplomacji obu „mocarstw”, dążyli do powstrzymania ekspansji Hitlera.
(…)

Ł. K.: Jak potoczyłaby się taka wojna?
P. Z.: Poważne kampanie toczy się na wiosnę. Gdybyśmy w połowie roku 1939 zawarli sojusz z Niemcami, kampania francuska wybuchłaby więc wiosną 1940, a kampania sowiecka wiosną 1941. Wszelkie analizy militarne przemawiają za tym, że udział 40 polskich bitnych dywizji w walkach na froncie wschodnim przypieczętowałby los imperium Stalina, władza sowiecka by się załamała. Po upadku Związku Sowieckiego II wojna światowa wcale by się jednak nie skończyła.
p.e.1984 Pan Zychowicz abstrahuje od tego, że Wermacht nie natrafiłby na Armię Czerwoną w transporcie i dyslokacji do natarcia na III Rzeszę, na terenach pozbawionych poważniejszych umocnień, tylko – rozlokowaną defensywnie. Armię Czerwoną dysponującą przewagą w siłach lotniczych (liczebną), pancernych (ilościową i jakościową) i sile żywej (zmobilizowanej i w rezerwach) – na umocnieniach Linii Stalina – i fortyfikacjach, którymi by tą linię uzupełniono. O sukcesie Barbarossy zadecydował szczęśliwy zbieg okoliczności.
P. Z.: Dopiero wówczas zaczęłaby się toczyć na wysokich obrotach.
p.e.1984 Przejęcie zasobów surowcowych i przemysłu ZSRR przez III Rzeszę kończyło wojnę – ustanawiało III Rzeszę światowym supermocarstwem. Anglia, gdyby cały potencjał terenów opanowanych przez III Rzeszę został skierowany przeciw niej po klęsce ZSRR musiałaby w ciągu kilku miesiecy skapitulować.
P. Z.: Wiemy, że Hitler planował po pobiciu bolszewików wkroczyć przez Kaukaz na Bliski Wschód i wywołać antybrytyjskie powstanie Arabów. Następnie zamierzał ruszyć na perłę imperium brytyjskiego — Indie. Taka wojna z Anglosasami pochłaniałaby coraz więcej niemieckich sił.
p.e.1984 Ta wojna bardzo szybko by się skończyła – kapitulacją lub całkowitym podbojem wysp brytyjskich. Operacja Seelöwe – tyle, że z innymi zasobami i siłami niemieckimi. Bitwa o Anglię bez limitu czasowego nałożonego na Hitlera przez stalinowskie przygotowania do podboju Europy.

P. Z.: Znając zbrodniczość Hitlera i narodowego-socjalizmu, Niemcy realizowaliby jednocześnie na sowieckich terenach okupowanych swoje obłędne plany kolonizacyjne. Skutkowałoby to powstaniem potężnego ruchu partyzanckiego.
p.e.1984 Ruch partyzancki skończyłby się po pokonaniu Anglii wysłaniem sił regularnych. Takim rezultatem jak partyzantka Hubala. Eliminację partyzantów połączonoby z wybijaniem osad.
P. Z.: Ostatnią rzeczą, którą Hitler w tym wypadku chciałby robić to atakowanie swojego najsilniejszego sojusznika, czyli Polski. Miałby dość kłopotów na głowie.
p.e.1984 Hitler zaatakował ZSRR zanim rozprawił się z Anglią. ZSRR był wówczas jeszcze dość silnym sojusznikiem III Rzeszy …

Ł. K.: Co dalej?
P. Z.: W chwili, w której Niemcy zaczęliby już robić bokami, nastąpiłoby (jak to miało miejsce w rzeczywistości w przypadku większości sojuszników Hitlera) odwrócenie sojuszy. Polska powinna była zadać Niemcom cios w plecy. Nie mam więc do Becka pretensji o to, że bił się z Niemcami. Mam pretensję, że bił się z nimi za wcześnie. Wojnę z Rzeszą należało prowadzić nie w roku 1939, gdy była najsilniejsza. Ale w roku 1945 roku gdy była najsłabsza.
p.e.1984 Mam takie pytanie – skoro zdaniem pana Zychowicza polskie dywizje przesądziły o pokonaniu ZSRR, to właściwie z kim miałaby III Rzesza przegrać w 1945 – skoro Anglia byłaby dawno pokonana? Nie wiem, czy pan Zychowicz zdaje sobie sprawę z tego, kto podczas ofensywy w Ardenach (kiedy III Rzesza „robiła bokami”) błagał Stalina o przyspieszenie ofensywy na kierunku berlińskim? Niech pan Zychowicz zastanowi się, co by się stało, gdyby Hitler mógł przerzucić na front zachodni wszystkie siły, które wiązała Armia Czerwona? Albo – jak przebiegałaby operacja zdobywania Festung Europa, gdyby Wehrmacht i SS nie były związane walką z ZSRR? Ile krwi pozwoliłoby utoczyć z siebie społeczeństwo amerykańskie, zanim zażądałoby zakończenia wojny? Hitler rządził państwem totalitarnym, które mogło utrzymać stabilność polityczną mimo śmierci milionów. Większej liczby milionów niż akceptowalne maksimum dla społeczeństwa USA. No i jeszcze taki drobiazg – w takiej sytuacji Polska jest w samym środku posiadłości III Rzeszy, dużo potężniejszej niż we wrześniu 1939. A wielu Niemcom bardzo się podobają wizje z Mein Kampf, przećwiczone już na terytorium ZSRR …

P. Z.: Beck powinien był po prostu powtórzyć politykę Piłsudskiego z czasów pierwszej wojny światowej. Polska mogłaby bowiem z II wojny światowej wyjść niepodległa tylko i wyłącznie wtedy gdyby przed pokonaniem Trzeciej Rzeszy pokonany został Związek Sowiecki.
p.e.1984 To kto pokonałby wtedy III Rzeszę? I to w zasadzie zamyka dyskusję z panem Zychowiczem i jego „realpolitik”.