Jak dyżurni pseudopatrioci szczują na narodowców. Ślepa uliczka hagiografii Powstania Warszawskiego.

Pseudopatrioci i pseudonarodowcy, czy agentura i zdrajcy?

Jak dyżurni pseudopatrioci szczują na narodowców. Ślepa uliczka hagiografii Powstania Warszawskiego – czyli: Trujący Grzyb pseudopatriotyzmu podle atakuje narodowców.

Przez internet przetacza się ofensywa PiSowskego chowu pseudopatriotów i różnych „narodowców” pokroju Stanisława Michalkiewicza („Epigoni celebrują rocznicę”), którzy krytyków Powstania Warszawskiego określają jako moskiewskich „gawnojedów” z endokomuny, „sowieciarzy”, „komuchów”, „czcicieli knuta” etc., wrogich „niepodległościowym postawom”. Tworzone jest wrażenie, że druga strona wyśmiewa żołnierzy AK i drwi sobie z jakichś świętości oraz chce niewolić Polskę jeśli nie poprzez UE, to już na pewno poprzez „Moskwę”. Tymczasem ci „nasi” „patrioci” są rzekomo jedynymi szafarzami „myśli niepodległościowej” i „tradycji powstańczej”.

Czego brakuje w wypowiedziach opisywanych środowisk – to szacunku dla życia Polaków oraz realizmu politycznego i militarnego. Spustoszenie w świadomości i postawach współczesnych Polaków dokonuje się za sprawą afirmacji szastania życiem własnym i innych już nawet nie w imię korzyści narodowych, lecz – „okazania sprzeciwu wobec próby zniewolenia”! Ilu Polaków można posłać w bój bez broni, na pewną śmierć i pewną klęskę w imię „tradycji powstańczej”? Skąd się mają brać racjonalni politycy realizujący realpolitik, jeśli wyborcy są wychowani (przez WIADOMO KOGO) na postawach surrealizmu politycznego i na zdrowych psychicznie polityków nie zagłosują?

Przyjrzyjmy się jeszcze tekstowi Stanisława Michalkiewicza:

Michalkiewicz napisał: Polska obchodzi 68 rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego. Ale nie cała. Rocznicę tę wspominają z pietyzmem spadkobiercy tradycji powstańczej, tradycji niepodległościowej, gotowi ponosić ofiary nie tylko dla niepodległości, ale również – a może nawet przede wszystkim – by dzięki niepodległości móc zażywać wolności we własnym państwie. Ale już tak zwani „realiści”, czyli mówiąc inaczej – czciciele knuta – spoglądają na celebrujących rocznicę wybuchu Powstania z ostentacyjnym lekceważeniem, a nawet pogardą. Nie tyle może nimi gardzą, chociaż nimi oczywiście też – co niepodległościowymi ideałami, do których tamci nawiązują. Dla czcicieli knuta tamten ideał jest po pierwsze – niepojęty, a po drugie – niepokojący, bo wywołuje pytanie o osobistą odwagę.

Michalkiewicz tym sprytnie napisanym akapitem pompuje balon PiSwskiego pseudopatriotyzmu – i deprecjonuje wszelką krytykę. Krytyka PW’44 może być zasadna lub nie – tymczasem „narodowiec” Michalkiewicz koncentruje się nie na opinii, lecz dezawuuje ją głoszących, bez wnikania kto i dlaczego jest „realistą”. Przemilcza drobny fakt, że PW’44 nijak się do żadnej „niepodległości” przyczynić nie mogło. Jeśli ktoś może je czcić – to jako katastrofę narodową. Skutek jest prosty – Michalkiewicz zawczasu, prewencyjnie szczuje swoich czytelników na każdego krytyka. Po jednej stronie, „my”, polakobójczy pseudopatrioci, „niepodległościowcy”, a po drugiej „une” – michnikowszczyzna i ubecja. W ten sprytny sposób nasz naczelny „patriota” III RP wrzucił narodową krytykę powstańczego obłędu (Dmowski był przeciwnikiem opiewanej przez „narodowca” Michalkiewicza jako wzorzec dla Polaków „tradycji powstańczej” – i każdy, kto szanuje polską krew – a narodowcy mają tak w zwyczaju – podziela opinię Dmowskiego) do jednego wora z michnikowszczyzną. No i teraz Polak może pytać PO CO „narodowiec” Stanisław Michalkiewicz to zrobił? Na pytanie odpowiedzi nie udzielam z premedytacją – czytelnik ma kwestię przemyśleć samodzielnie.

Wracając do kampanii oszczerstw pod adresem „czcicieli knuta” – nigdy żaden z narodowców nie krytykował żołnierzy AK za ich heroiczną walkę, bo nawet największy dureń wie, że wypełnili swój obowiązek wobec narodu. Krytyka dotyczy wyboru momentu rozpoczęcia powstania – i oceny zasadności w (geo)politycznych warunkach, w jakich wybuchło. O ile dowódcy AK nie mieli pełnej wiedzy o sytuacji geopolitycznej, o tyle rząd londyński dość szeroką wiedzę posiadał. O ile rząd londyński nie miał pojęcia o sytuacji militarnej w kraju, to wedle wszelkiego prawdopodobieństwa dowódcy powstania mieli świadomość, że moment wybuchu nie jest odpowiedni z militarnego punktu widzenia. Krytyka Powstania Warszawskiego była od początku prowadzona przez trzy środowiska – narodowe, profesjonalistów wojskowych (np. gen. Anders, gen.-prof.J. M. Kirchmayer) i komunistów. Tylko ostatni typ krytyki był propagandą (czerpiącą na dodatek garściami z dorobku intelektualnego dwóch pozostałych środowisk krytycznych). Hagiografia Powstania Warszawskiego to domena piłsudczyków i ich politycznych spadkobierców – oraz pewej liczby antypolskich mącicieli. Nie każda obrona Powstania jest uzasadniona (vide publicystyka Seawolfa) – i nie każda krytyka Powstania jest nieuzasadniona.
Zapraszam do lektury tekstu, w którym czytelnik znajdzie parę nowych dla niego informacji:
PIERWOTNE PLANY OPERACYJNE AK, które w ostatniej chwili porzucili, w niewyjaśnionych do dziś okolicznościach, Leopold Okulicki, Tadeusz Komorowski, Grzegorz Pełczyński i Antoni Chruściel.

_________________________

Polskie wybory: chory psychicznie pseudopatriota kontra racjonalny zdrajca

To swoisty paradoks polskiej sceny politycznej. Niby-patrioci chowu PiSowskiego (i „narodowcy” pokroju S. Michalkiewicza) opiewają wzorce patriotyzmu polegające na wrzucaniu Polaków w maszynkę do mielenia mięsa (znamienne, jak odległe są te postawy od tego co o powstaniu mówili i pisali – nawet tuż po wybuchu powstania – narodowcy, co o powstaniach pisał Dmowski). Ci, którzy pełnią współcześnie (w „polskim trójkącie bermudzkim”) funkcje dyżurnych zdrajców Polski (PO, michnikowszczyzna, palikociarnia, libertariański klaun Mikke, SLD) formułują oceny bliższe racjonalnej postawie endeków z 1944!
Normalny, zdrowy na umyśle Polak może tylko szczerze nienawidzić obu stron udających konflikt w tej szopce – żadna z nich nie może zaoferować programu ani postawy, która nie odrzuca – albo zdradą narodową, albo – piramidalną głupotą swojej „historiozofii”. W ten sposób na scenie politycznej narodowiec musi wybierać pomiędzy pseudopatriotycznym, histerycznym obłędem podszytym mistycyzmem („Polska Chrystusem narodów, żeby nie Powstanie, Stalin dotarłby do Renu, ocaliliśmy Europę”) – albo racjonalnymi w ocenie rzezi narodowych zdrajcami.

Pora na wnioski: mit Powstania Warszawskiego jest drugim (co jest pierwszym – nie chcę pisać) kluczem socjotechniki, która zamyka Polakom drogę do racjonalnych postaw narodowych, jest tym, co gwarantuje, że od PiSowskiego „patriotyzmu” nie da się przejść do postaw nacjonalistycznych.

Racjonalne postawy wobec afirmacji samobójczego obłędu (którą, w połączeniu z histeryczną rusofobią, uwiarygadnia się przed Polakami PiS niczym Kuroń z Michnikiem w 1968 na dejmkowskich „Dziadach” – ciekawe dlaczego oni zawsze muszą się uwiarygadniać tym samym?) w końcu zwyciężą. Nawet obecnie są na tyle groźne, że osoby je głoszące są niszczone i oczerniane przez „uną” agenturę, dbającą o to, by Polacy nie dorobili się świadomości narodowej. Jako naród goim Polacy mają wiecznie krążyć w labiryncie pseudopatriotycznych jasełek organizowanych przez „starszych i mądrzejszych” co w ornatach na mszę za Polskę ogonem podzwaniają. Groźny dla „unych” jest również prewencyjnie opluty panslawizm, bo jest naturalną konsekwencją poglądów narodowych. Panslawizm to proste przeniesienie logiki myśli narodowej na poziom rodziny narodów. Słowian dzielą kultury, ale łączy wspólne pochodzenie i wspólny los niewolników. I jeden rabujący ich wróg.

Generalnie nadjordańskich agentów najłatwiej rozpoznaje się właśnie po wrogości wobec panslawizmu i atakowaniu polskich narodowców, którzy próbowali działać jawnie w warunkach PRL (PAX, Grunwald). Dlaczego tak jest? Ośmieszanie panslawizmu to składnik działań zmierzających do politycznej izolacji Polski – i zdania jej na łaskę obecnych „okupantów” oraz ich sojuszników – którzy przecież dużym wysiłkiem doprowadzili Polskę do obecnego stanu. Co do ataku na „endokomunę” – to jednocześnie walka z niebezpiecznymi wzorcami i odreagowanie traumy. Jedynie te organizacje (PAX, Grunwald) stanowiły realne zagrożenie dla władzy „starszych i mądrzejszych”, tylko one kultywowały świadomość narodową i mogły zdobyć masowe poparcie, mogły jawnie głosić swoje poglądy. I głosiły, demaskowały środowisko KOR. Jakże znienawidzony jest dziś i wyśmiany Albin Siwak, jak opluty Bolesław Piasecki, jak sponiewierani są Poręba i Filipski. Dziwne tylko, że jednym głosem woła tu PiSowski „patriota” i Michnik. Niech czytelnik zgadnie, czy to o „Moskwę” się tu rozchodzi, czy o coś innego. Gdyby „Grunwald”, PAX lub inna organizacja narodowa zdobyła społeczne poparcie, to nawet jeśli okrągły stół by przebiegał wewnątrz plemienia, Polacy mogliby wygrać w demokratycznych wyborach po 1989. Niestety pewien prestidigitator ukołysał naród tak, że do dziś się Polacy nie obudzili, mimo, że ręka od dawna w nocniku.

Aktualizacja 13.08.2012 – S. Michalkiewicz gromi panslawistów i „endokomunę” niczym Michnik

Z dużą przyjemnością zauważyłem, że niniejszy tekst został uznany przez S. Michalkiewicza za tak groźny, że raczył poświęcić mu ostatni akapit swojego kolejnego felietonu. Jakości felietonu nie skomentuję (niech czytelnik sam oceni, linkuję poniżej), natomiast ostatni – doklejony na siłę akapit zamieszczę tu w całości, ze względu na to, że demaskuje S. Michalkiewicza:

(..)I dopiero na tym tle lepiej rozumiem falę krytyki, jaka pod moim adresem podniosła się ze strony „prawdziwych patriotów”. No dobrze – ale jak właściwie odróżnić prawdziwego patriotę od fałszywego? Na szczęście jeden prawdziwy patriota się wygadał, że po stosunku do panslawizmu i Albina Siwaka. Kto nie popiera panslawizmu i nie uważa Albina Siwaka za jasnego idola, nie jest prawdziwym patriotą, żeby tam nie wiem co. Jest w tym pewna ciągłość, bo w latach 60-tych na Rakowieckiej od panslawistów zaroiło się do tego stopnia, że nie można było splunąć, żeby w jakiegoś nie trafić. Zachwyty nad Albinem Siwakiem pojawiły się później, w ramach odpowiedzi zdrowej części klasy robotniczej na „Solidarność”. Dzięki temu już wiemy, gdzie mieści się kuźnia prawdziwego patriotyzmu.
Źródło: Realismus wszechsłowiański w Parszawie

Warto na wstępie zauważyć, że określony stosunek do „endokomuny” i panslawizmu był uznany za symptom przynależności do grupy zgoła innej niż „prawdziwi patrioci” (no, chyba, że nie polscy; to łatwo sprawdzić rzucając okiem kilka akapitów wyżej). O obowiązku występowania określonego stosunku do „endokomuny” i panslawizmu u narodowców zgoła niczego tam nie napisano.
Ponadto wygląda na to, że pan Stanisław nie odróżnia wciąż przywoływanych „prawdziwych patriotów” od narodowców. Dziwne, bo jest krytykowany z pozycji narodowych, a nie „patriotycznych”, o czym czytelnik powinien w tym miejscu tekstu wiedzieć. O roli panslawizmu w wyciągnięciu Polski z bagna, w jakim się znajduje napisałem tu zbyt mało, spróbuję ten brak uzupełnić w następnych tygodniach. W skrócie – wyrwanie się spod okupacji niemiecko-francusko-„międzynarodowej” wymaga oparcia w sile gwarantującej, że Polska nie stanie się drugą Libią. Taką siłą może być federacja słowiańska. Bez Rosji taka federacja może być zbyt słaba politycznie i militarnie. Dodatkowo – potrzebny jest dostatecznie duży rynek wewnętrzny potencjalnej słowiańskiej alternatywy dla Unii Europejskiej. Czy taka alternatywa jest potrzebna Polakom? Jak dotąd Unia Europejska oznacza dla Polaków katastrofę demograficzną, likwidację przemysłu, bezrobocie, masową emigrację i utratę suwerenności ocierającą się o likwidację państwa polskiego. Wnioski?

Oczywiście spłycenie przez S. Michalkiewicza kwestii „endokomuny” (PAX, „Grunwald”) do A. Siwaka jest kpiną z czytelnika. Niemniej – o Albinie Siwaku najłatwiej wyrobić sobie zdanie, czytając jego książki. Ponieważ nikt nie kupi książki, o której czegoś nie wie, oto kilka próbek:

  1. Albin Siwak o Doladzie Tusku – szokujące wspomnienie; 13.06.1992 (Tusk) Przedstawił (…) swój program pełnej autonomii dla Pomorza (Kaszub), które powinno posiadać, nie tylko własny rząd, ale własne wojsko i własne pieniądze.
  2. Albin Siwak o haniebnych zachowaniach Żydów w czasie okupacji i bezpośrednio po wojnie.
  3. Słowo wstępne do książki „Bez Strachu” Albina Siwaka
  4. Albin Siwak, marszałek Marek Borowski i … nieznane mechanizmy funkcjonowania rzeczywistości polityczno-wydawniczej III RP

No i na koniec można pokusić się o taką refleksję – z perspektywy czasu „zachwyty (, które) nad Albinem Siwakiem pojawiły się później, w ramach odpowiedzi zdrowej części klasy robotniczej na „Solidarność”” wydają się coraz bardziej na miejscu. Bo czym była „Solidarnosć”, komu służyła i jakie dała owoce? Przecież nie te, o których „autorytety” opowiadają w mediach. Czy postawa Siwaka wobec „Solidarności” jest godna zachwytów? Nie wiem. Na pewno – warta refleksji.
_________________________

Poniższe rozważania nie należą do tematu artykułu – służą przedstawieniu odbioru pewnych tekstów w polskiej blogosferze przez … administratorów platform blogerskich. Jak więc wygląda nakładanie kagańca na różnych platformach?

  1. Na marginesie tych rozważań – kiedy na niepoprawnych chciałem skomentować tekst Seawolfa , pt. „Powstanie – alternatywa?” , moje uwagi były natychmiast usuwane przez moderatora, mimo, że nie zawierały treści obraźliwych bądź naruszających regulamin. Następnie (w ciągu kilku minut) odebrano mi uprawnienia blogera i możliwość komentowania – bez ostrzeżenia lub komentarza ze strony administracji. Ukryto kilka innych moich wpisów o Powstaniu Warszawskim – również bez podania przyczyn. Praktyki na niepoprawni.pl są szkodliwe, ponieważ wypowiedzi mijające się z prawdą historyczną (mity powstańcze) cenzurowane na tym portalu nie są, a wielu poszukujących „wartości” i „patriotyzmu” czytelników pod wpływem „autorytetu” blogerów o nikłej wiedzy historycznej oprze swoje poglądy i postawy o brednie. Notka Seawolfa to panteon najbardziej kłamliwych stereotypów i mitów powstańczych, jakie występują w mitologii tej narodowej katastrofy. Znamienne jest, że podstawowym narzędziem „polemiki” środowisk „patriotycznych”, które od pewnego czasu pluły pod zamieszczanymi przeze mnie tekstami było zgłaszanie każdej mojej wypowiedzi do moderacji.
  2. Niniejszy tekst, po opublikowaniu na niepoprawni.pl został – zwyczajowo w przypadku moich notek ostatnio – usunięty z listy wyświetlanych nowo dodanych artykułów. Chwała administracji niepoprawni.pl, że ogranicza się do „miękkich represji” (salon24 ukrył hurtowo wszystkie moje wpisy i komentarze, a o działaniu na Nowym Ekranie – piszę poniżej). Postawę administracji niepoprawni.pl (ograniczanie się do „miękkiej cenzury” – czyli umiar w represjach) szanuję o tyle, że niniejszy tekst zasadnie krytykuje stanowisko środowisk, z którymi administracja niepoprawni.pl jest związana i łatwo się domyśić, z jakim trudem go toleruje.
  3. Na drugim marginesie tych rozważań: powyższy tekst został skasowany przez administrację Nowego Ekranu, moje konto na tej platformie blogerskiej zostało zablokowane, a komentarze – skasowane. Od administracji portalu otrzymałem następujące wyjaśnienie:

    Von: Administracja NowyEkran.pl
    An: Palmer Eldritch
    Gesendet: 22:58 Dienstag, 14.August 2012
    Betreff: Re: Formularz kontaktowy: Chcę prowadzić bloga, proszę o alfanumeryczny kod z zaproszenia

    Witam

    jak już we wcześniejszej korespondencji prosiliśmy :
    > Administracja NowyEkran.pl
    > 13.08 (1 dzień temu)

    > do p.e.1984
    > Witam
    > Prosimy o przesłanie kilku swoich tekstów z poprzednich blogów.
    > Pozdrawiam

    nie otrzymaliśmy on Pana tekstów do oceny tematyki, jaką chce Pan poruszać na blogu. Po Pańskiej publikacji, która nie tylko nie licuje z linią naszego portalu, ale na dodatek jeszcze jest atakiem na jednego z naszych blogerów, co stanowi naruszenie regulaminu w punkcie 4 zasad publikowania. Po przejrzeniu innych tekstów na Pańskim blogu na WordPressie utwierdziliśmy się tylko w przekonaniu, iż nie jesteśmy zainteresowani Pańskimi publikacjami.Wobec tego administracja podjęła decyzję o skasowaniu bloga.

    Pozdrawiam
    Agnieszka O***** (Ciri http://cirilla.nowyekran.pl/)
    Redaktor & Administrator

    To nie zamyka tej historii. Oto na Nowym Ekranie pojawiło się pytanie o zamknięcie mojego bloga na tamtej platformie – na które Łażący Łazarz odpowiada dość kłamliwie (lub dezinformująco):

    Kowal napisał:
    Bardzo ważne pytanie do administracji NE. O co chodzi ? cytuję :

    No to sobie popisałem na Nowym Ekranie. Za publikację tekstu „Jak dyżurni pseudopatrioci szczują na narodowców. Ślepa uliczka hagiografii Powstania Warszawskiego.” zablokowano mi konto i usunięto wszystkie wypowiedzi, nawet te sprzed pół roku, które dotąd nikomu nie wadziły. (…)

    Moje pytanie brzmi ,czy to prawda ,że usuneliście mu komentarze i wpis ?
    (link: http://dziennikarze.nowyekran.pl/post/71537,pozar-hotelu-w-ruscu-pod-warszawa#comment_581518)

    Łażący Łazarz napisał:
    @kowal 23:26:59
    Poszło o zasady. Przy przydziale kodów weryfikujemy blogerów (staramy się unikać troli). Koleś obiecał, że przysle linki do swoich tekstów a admini, że jak weryfikacja pójdzie ok. to kod dostanie.
    Koleś postapił jednak inaczej, skontaktował sie ze mna i nic nie mówiąc o ustaleniach z adminami wyłudził kod do założenia bloga. Gdy w ten sposób sie dostał do NE i zaczął publikować – wyleciał za nieuczciwość i manipulację. Oczywiście nie musi byc to na stałe, ale NE nie lubi takiego cwaniakowania.
    (link: http://dziennikarze.nowyekran.pl/post/71537,pozar-hotelu-w-ruscu-pod-warszawa#comment_581571)

    W kwestii kodów – wysłałem kilka podań w ciągu kilku minut, istotnie otrzymałem prośbę od Ciri o linki do publikacji, ale po tej prośbie Łażący Łazarz przesłał mi kod. Uznałem, że sprawę załatwiła administracja między sobą – i że wymogi pokazania publikacji są mało istotne, skoro Łażący Łazarz bez żadnych pytań o publikacje wysyła kod komuś, kogo publikacje łatwo znaleźć wpisując jego pseudonim na NE do wyszukiwarki. No i po co kłamać, że „obiecywałem przesłać linki”, skoro nic takiego nie miało miejsca (gdybym obiecał, to bym przesłał, co niczego by nie zmieniło, jak się za chwilę okaże)?
    Doprawdy więc panie Łażący Łazarzu poszło o „zasady”? Jak pani Ciri pisze:

    (…)Po Pańskiej publikacji, która nie tylko nie licuje z linią naszego portalu
    (…)Po przejrzeniu innych tekstów na Pańskim blogu na WordPressie utwierdziliśmy się tylko w przekonaniu, iż nie jesteśmy zainteresowani Pańskimi publikacjami

    to chodzi jej o „zasady”, czy o cenzurę prewencyjną? Można robić idiotów z czytelników, bo po zablokowaniu konta Panie Łażący Łazaru – nie odpowiem. Dodajmy jeszcze, że zasadna krytyka S. Michalkiewicza owszem jest atakiem, ale pan Michalkiewicz nie jest świętą krową, a wszystko, co o jego wypowiedzi i roli piszę – jest prawdą, widać niewygodną (jak i reszta moich publikacji) dla właścicieli Nowego Ekranu.

    Po raz kolejny potwierdzają się obserwacje zawarte w tekście Fora fałszywych prawd – i z góry zaplanowanych autorytetów.

Przeczytaj również:
Jeszcze raz o antypolskim pseudopatriotyzmie i jego piewcach

Czytaj więcej

Reklamy

Bajędy Seawolfa o Powstaniu Warszawskim

Niemiecka ulotka zrzucana nad Warszawą

Niemiecka ulotka zrzucana nad Warszawą

Polemika z bardzo kiepskim tekstem znanego „oszołoma, jaskiniowego antykomucha” Seawolfa. Komentowany tekst, pt. „Powstanie – alternatywa?”, opublikowany został na Niepoprawnych. Za opublikowanie tej polemiki blog autora na niepoprawnych został usunięty bez ostrzeżenia lub komentarza ze strony administratora. Kilka innych wpisów autora zostało bez podania przyczyn ukrytych przed czytelnikami platformy blogerskiej niepoprawni.pl. Te praktyki są szkodliwe, ponieważ wypowiedzi mijające się z prawdą historyczną (mity powstańcze) cenzurowane na tym portalu nie są, a wielu poszukujących „wartości” i „patriotyzmu” czytelników pod wpływem „autorytetu” blogerów o nikłej wiedzy historycznej oprze swoje poglądy i postawy o brednie. Notka Seawolfa to panteon najbardziej kłamliwych stereotypów i mitów powstańczych, jakie występują w mitologii tej narodowej katastrofy.
Znamienne jest, że podstawowym narzędziem „polemiki” środowisk „patriotycznych”, które od pewnego czasu pluły pod zamieszczanymi przeze mnie tekstami było zgłaszanie każdej mojej wypowiedzi do moderacji.

Przejdźmy jednak do tekstu Seawolfa.

seawolf napisał:
Hitler planował zniszczenie Warszawy jeszcze przed wybuchem powstania. Bodajże w styczniu, czy lutym 44 wyraźnie mówił, że choćby Rzesza miała zginać, to siedlisko polskiej dumy będzie zniszczone.(…) To, co chciał zniszczyć swoja ojczyznę, Rzeszę, a zostawiłby w spokoju Warszawę? Bo AK nie zrobiłoby powstania?

Również Kraków miał być zniszczony. Został nawet zaminowany. Warszawa w lipcu 1944, poza mostami, zaminowana nie była. Kraków zniszczeniu nie uległ, mimo zaminowania. Warszawa?

seawolf napisał:
Ciekawe, że nikt nie zarzuca powstańcom w Getcie, że swym bezrozumnym oporem doprowadzili do zniszczenia Getta i zagłady Żydów. Byłoby to idiotyzmem, bo zagłada była postanowiona i tak. Problem polegał na tym, czy dać się zabić, jak barany, czy walczyć i zginąć, jak bohaterowie.

Przede wszystkim – Żydzi pomagali do samego końca wysyłać innych Żydów na śmierć. Do powstania doszło, kiedy hitlerowcy złamali umowę – i postanowili zgładzić również Żydów, których obiecali oszczędzić. To nie są fakty szeroko znane w Polsce, pisze o nich Roman Kafel w opracowaniu „Spotwarzona przeszłość”. Czym innym jest obrona w obliczu zagłady już odbywającej się, a czym innym – sprowokowanie zagłady. Żydzi Hitlera nie prowokowali.

seawolf napisał:
Większość ofiar Powstania, to wymordowani mieszkańcy Woli, rozstrzelani bez względu na walki, czy ich brak. Kto odpowiada za zabójstwo, Niemcy, czy AK?

Mieszkańcy Woli nie stanowią większości pomordowanych. Na początku tekstu Powstanie Warszawskie w oczach Polaka (3) pokazuję komunikat TASS i oświadczenie Rządu JKM w sprawie niekoordynowania planów działań przez dowództwo AK ze Stalinem i Churchillem. Mając amunicji na 2 dni walki i broń dla 3,5 tys ludzi należało raczej mieć pewność, że dostatecznie silne wsparcie zostanie udzielone szybko. Doświadczenia oddziału „Hubala”, Wawer, odwetowy mord na 140 więźniach Pawiaka po akcji pod Arsenałem i wiele innych niemieckich mordów terrorystyczno-odwetowych dobitnie pokazały, czego można się po Niemcach spodziewać. Jaką pomoc dowództwo Powstania Warszawskiego zagwarantowało swoim podkomendnym i ludności cywilnej Warszawy? Co zagwarantował rząd Mikołajczyka, dający wolną rękę ośrodkom krajowym w zakresie wyboru momentu wybuchu powstania?

seawolf napisał:
Tak, powstanie było klęską, bo alianci nie pomogli, zresztą, trzeba tu oddać sprawiedliwość, że nie mogli- loty z zaopatrzeniem nad Warszawą miały największe statystyki strat w całej wojnie. Samoloty musiały lecieć przez całą Europę, i zamiast lądować na sowieckich lotniskach kilka kilometrów za frontem, zatankować, opatrzyć rany, naprawić przestrzeliny, musiały wracać tą samą drogą, doskonale znaną Niemcom, bo innej nie było.

Ile ton zaopatrzenia potrzebuje dziennie trzy dywizje piechoty broniące powiedzmy – 200 000 cywilów? Czy zgoda na lądowanie coś by zmieniła? Z jakiej racji Stalin, znając plany dowództwa AK ( http://www.dws.org.pl/viewtopic.php?p=1516375#p1516260 plus http://www.dws.org.pl/viewtopic.php?f=20&t=127923&st=0&sk=t&sd=a&start=350#p1561864 ) miałby takiej zgody udzielić? Jakiej przepustowości lotnisk wymagałby taki most powietrzny? Czy Seawolfowi coś wiadomo o tym, gdzie były lotniska nadające się do przyjmowania bombowców strategicznych? Czy Seawolf uważa, że te bombowce mogły lądować na zwykłych lotniskah polowych (tak, żeby potem jeszcze wystartować)?

seawolf napisał:
Polska Brygada Spadochronowa, która była sformowana właśnie do wspomożenia Armii Krajowej w Polsce, krwawiła zamiast tego pod Arnhem.

SBS to ok. 2000 ludzi. Co taka jednostka, nawet przy założeniu, że by doleciała, mogła zmienić w stosunku sił? Desanty „Kościuszkowców” poniosły straty w zabitych większe niż cała SBS.

seawolf napisał:
I tym większa hańba pada na Sowietów, którzy nie dość, że zatrzymali ofensywę i z niezmąconym spokojem przypatrywali się egzekucji, którą sami by zrobili, ale Hitler ich wyręczył,

Co do zatrzymania ofensywy – walki o utrzymanie przyczółka warecko-magnuszewskiego trwały od kiedy do kiedy? Jak wyglądała kwestia przyczółka sandomierskiego? Kiedy Armia Czerwona osiągnęła linię Narwi? Bo samo zajęcie przedmościa praskiego było opóźniane. Ale co do „zatrzymania ofensywy”, to mit, rozpowszechniany w celu zrzucenia odpowiedzialności za klęskę powstania. Przy zapasach amunicji na 2 dni należało rozpocząć walkę na 2 dni przed zajęciem Warszawy. To zajęcie mogło nastąpić po zajęciu Pragi, osiągnięciu linii Narwi i zdobyciu przyczółka na północ od Warszawy. Gdzie było prawe skrzydło wojsk Rokossowskiego 1.VIII 1944? A 2gi Front Białoruski? Abstrahując od powyższego – przypomnijmy sobie o braku koordynacji planów powstania ze Stalinem – i braku interesu politycznego w ratowaniu AK z opresji, w którą samo się wpakowało. Mamy pretensje do ludojada, że jest ludojadem, a jednocześnie uzależniamy sukces naszej operacji od tego, że ludojad zachowa się jak nie-ludojad, mimo, że nasza operacja jest wymierzona w interesy ludojada – i nawet nie próbowaliśmy z ludojadem czegokolwiek uzgadniać?

seawolf napisał:
ale wręcz wyraźnie zapowiedzieli, że każdy aliancki samolot, który przeleci na ich stronę, będzie traktowany, jak wrogi. To znaczy, powiedzieli, ze niestety nie mogą gwarantować ich bezpieczeństwa. Wstrzymali loty swojego lotnictwa, na lotniskach o kilka minut od Warszawy, by Stukasom nic nie przeszkadzało.

Co robił Mikołajczyk, aby ten stan rzeczy zmienić? Rozmowy w Moskwie zakończyły się niczym, Mikołajczyk nie posłuchał rad ambasadorów UK i USA i oznajmiając swoim współpracownikom, że „Sowieci zmiękną” 10 sierpnia wyleciał z Moskwy. Żadnego porozumienia politycznego nie było. Była próba Mikołajczyka w dniu 9 sierpnia (wyjednano ze strony emigrantów jeszcze jedno nieprzewidywane 3 sierpnia przez pewnego wówczas „sukcesu” Mikołajczyka spotkanie na Kremlu) i potem odwoływania się do sentymentalizmu jako głównego argumentu – bo na żadne konkretne ustępstwa nie chciał iść.

seawolf napisał:
Pod koniec września, gdy prawdopodobne były rokowania w celu kapitulacji, zaczęli zrzuty zaopatrzenia, by podtrzymać złudzenia Powstańców i podtrzymać walkę. I zniszczenie. Temu samemu służył niewielki desant żołnierzy 1 Dywizji Berlinga pod koniec września.

Powstańcy mogli skapitulować już 18 sierpnia – na prawach kombatanckich, czyli bez groźby rozstrzelania żołnierzy AK. Vide http://www.dws.org.pl/viewtopic.php?f=20&t=130552#p1592516. To nie jest bardzo szeroko znany fakt. Swego czasu była o tym dyskusja na forum „historyków”.

seawolf napisał:
Warszawiacy byli od lat gotowi do walki, wspomnienia pokazują wręcz kipiący pod przykrywką kocioł. W przeddzień powstania Niemcy wezwali do kopania rowów 100 tysięcy młodych ludzi. Nikt się nie zgłosił. Nieuchronnie nastąpiłyby represje, wyciągania ludzi z domów, nieuchronnie doszłoby do niekontrolowanych potyczek, strzelanin, ofiar. Pamiętajmy, że wciąż obowiązywała zasada, że Niemcy rozstrzeliwali 100 Polaków za każdego zabitego Niemca. I robili to.

Można wyciągnąć kilka wniosków. Jeśli wzywano do prac fortyfikacyjnych, to raczej potrzebowano ludzi żywych, nie martwych. Dodatkowo do starć i zagrożenia potyczkami przyczyniły się samowolne i katastrofalne w skutkach działania A. Chruściela („Montera”), o czym pisał Jan Kurdwanowski ( tekst „Dekonspiracja warszawskich oddziałów AK przed Powstaniem”)

seawolf napisał:
Zamiast ofiar powstania mielibyśmy ofiary masowych represji, Polaków wyciąganych z domów i mordowanych, jak barany w pokazowych egzekucjach.

Ale czy mielibyśmy takie scenki jak te tutaj – to bardzo wątpliwe. Podobnie jak ostrzał dzielnic przy użyciu artylerii i bombardowania.

seawolf napisał:
Wyszłoby na to samo, z drobną różnicą- hańbą bezradności i bezczynności.

To ja poproszę o uzasadnienie, bo nijak nie widzę, w jaki sposób miałoby „wyjść na to samo”. Czy w Łodzi „wyszło na to samo”? A w Poznaniu? A w Krakowie?

seawolf napisał:
Już widzę, jak ci wszyscy krytycy Powstania wrzeszczeliby o hańbie AK, która, mają zorganizowane oddziały i broń pozwoliła, by Warszawiaków wymordowano, jak barany, a miasto zniszczono zgodnie z rozkazem Hitlera.

Jaką broń? Jakie oddziały? 35 000 zaprzysiężonych i uzbrojenie dla 3500? Z amunicją na 2 dni działań? Garnizon niemiecki liczył 20 000 ludzi, był uzbrojony po zęby, także w broń pancerną i artylerię – i amunicji oszczędzać nie musiał.

seawolf napisał:
Przecież głównym motywem komunistycznej propagandy było rzekome stanie z bronią u nogi, podczas, gdy bohaterska Armia Czerwona krwawiła za pokój i socjalizm i za Stalina, co, oczywiście na to samo wychodzi.

Koordynacja działań z Armią Czerwoną byłaby w tej sytuacji lepszym pomysłem niż improwizacja na własną rękę. Choćby ze względu na życie 120-200 tys cywilów.

seawolf napisał:
W PPRowskich biuletynach pełno jest frazesów o zdrajcach narodu z AK, o mózgach przeżartych zdradą i tchórzostwem, W przeddzień Powstania radiostacja PPR, szczekaczka NKWD, nawoływała ludność Warszawy do walki.Dnia 30 lipca 1944 roku w godzinach; 15.00, 20.55, 21.55, i 23.00 wyemitowała czterokrotnie komunikaty nawołujące ludność Warszawy do powstania przeciw Niemcom.

Żydokomunistyczna radiostacja mogła sobie nawoływać do woli i nikogo to nie obchodziło. Pisał o tym Pobóg-Malinowski dawno temu.

seawolf napisał:
Co czekało Akowców po „wyzwoleniu”, wiemy, wystarcza popatrzeć na Wilno, na Kresy, na obławę Augustowską. Śmierć i łagry czekały na nich niezależnie od tego, co zrobili, bądź nie zrobili. Współpracowali z sowietami, czy też się ukrywali.

Rząd londyński, Naczelny Wódz i dowództwo AK walnie się przyczyniły do zgotowania takiego losu swoim podkomendnym. Żołnierzy AK rzucili do konfrontacji z siłami, z którymi AK zwyciężyć nie miała szans. Życie i zdrowie patriotów narażono na szwank w imię demonstracji politycznej, z której korzyści nie mogło być żadnych. Gdyby Mikołajczyk mógł pójść ścieżka Benesza, nie pojawiłyby się takie preteksty do prześladowań, jak ten mało znany rozkaz i parę innych „epizodów”.

seawolf napisał:
Wszystko jedno. Los był jednakowy, bo i rozkazy były jednakowe.
Uderza analogia z innymi powstaniami, Podnosi się ich koszt, ofiary, zapomina, co było ich alternatywą i dlaczego wybuchły.
Powstanie Listopadowe wybuchło, gdy powstał plan wysłania doborowej armii Królestwa Kongresowego do tłumienia rewolucji belgijskiej, Powstańcy nie mieli alternatywy- krwawić, czy nie krwawić. Alternatywą było, krwawić za Ojczyznę, czy jako okupanci i pacyfikatorzy Belgii.

Polacy w wąwozie Somosierra czy na Haiti … No i pozostaje jeszcze rachunek potencjalnych zysków i strat. Czy tłumienie rewolucji belgilskiej przyniosłoby Królestwu Polskiemu takie straty materialne i ludzkie, jak Powstanie Listopadowe i Wielka Emigracja.

seawolf napisał:
Podobnie Powstanie Styczniowe wybuchło w reakcji na brankę Wielopolskiego. Młodzi ludzie mieli do wyboru- walczyć za Polskę albo odsłużyć 20 lat w armii rosyjskiej gdzieś na Kaukazie.

Branka była próbą powstrzymania wybuchu powstania przez Wielopolskiego, który zdawał sobie sprawę, z tego, jaką katastrofą musi ono się zakończyć – ale nie zdołał z tą wiedzą dotrzeć co „patriotów”, nie potrafiących liczyć.

seawolf napisał:
Powstańcy Warszawscy w istocie mieli do wyboru- walczyć i ginąć z bronią w ręku za Ojczyznę, albo ginąc w dole w wapnem z sowiecką, albo niemiecką kulą w potylicy, albo wysadzeni poniemieckimi minami w jakiejś stodole przez NKWD.

Kto taki wybór im pozostawił, jeśli nie polscy politycy z Londynu?. Benesz potrafił inaczej ułożyć relacje z ludojadem. Nie mógł uniknąć strat, ale je ograniczył. Czesi mają „złotą Pragę”. A Polacy – 200 000 grobów.

seawolf napisał:
(…)Faktem jest, że zniszczenie Warszawy i oddziałów AK było na rękę Sowietom. Z drugiej strony, zatrzymało tychże Sowietów na pół roku, odwróciło kierunek całej ofensywy na południe, Sowieci, zamiast na zachód, poszli na południe, na Słowację, Węgry, Rumunię. Te pół roku zdecydowało, że granica między Zachodem i Wschodem przebiegała na Łabie, a nie na wybrzeżu Atlantyku. Czyli zdecydowała o tym, że w końcu Imperium Zła się zawaliło, a myśmy wygrali. Czyli, w jakimś sensie, Powstańcy wygrali.

Strefy operacyjne i okupacyjne były uzgodnione dużo wcześniej – i alianci zatrzymali się na Łabie, mimo, że mogli dotrzeć do Berlina. Opuścili Czechy. ZSRR wycofał się z Austrii, nie udzielił pomocy partyzantom z ELAS, których wybijali Anglicy. Front zatrzymał się zgodnie z planem (vide tekst N. Bączyka w Poligonie, nawet wycofywano z niego jednostki, które miały wziąć udział w dawno zaplanowanej ofensywie na Bałkanach (tam gromadzono środki zanim jeszcze „Bagration” się skończył pod Warszawą).

Czytaj więcej