Jak zniszczono polski przemysł, pozbawiono Polaków pracy i wygnano ich z Polski

Deindustrializacja Polski: Jak zniszczono polski przemysł, pozbawiono Polaków pracy i wygnano ich z Polski. Anna Walentynowicz w ruinach Stoczni Gdańskiej: czy sądzić tą walkę po ideałach, czy skutkach?

Anna Walentynowicz w ruinach Stoczni Gdańskiej: czy sądzić tą walkę po ideałach, czy po skutkach?

Jako motto zamieszczam cytat ze znakomitego tekstu Konrada Rękasa. Cytat nieco przydługi jak na motto, ale nie każdą myśl da się ująć krótko, zachowując jednocześnie jej siłę rażenia.

(…) Na parę słów prawdy zasługują też sami uczestnicy wydarzeń sprzed lat trzydziestu. 13. grudnia niemal na każdej z imprez można było zobaczyć takich samych ludzi o zmęczonych twarzach, w szarych paletkach. W ’81 strajkowali na mrozie, a dziś nie mają emerytur, bo ZUS nie uznaje im pracy w zlikwidowanych już za „Solidarności” zakładach. Nie zostali ministrami, prezesami ani dyrektorami. Dziś łażą po tych manifestacjach, konferencjach i rekonstrukcjach, patrzą młodym w oczy i proszą samymi spojrzeniami: „powiedzcie, że było warto…”, „prawda, że mieliśmy rację?”

Jarosław Kaczyński, ale niestety na swój sposób także Artur Zawisza, czy Robert Winnicki oszukują tych ludzi. Mówią im: „tak, wszystko ok, dobrze chcieliście, tylko wykonanie nie wyszło, jeszcze trochę wysiłku, jeszcze raz się sprężcie i wyjdzie”. Oszustwo, oszustwo, oszustwo.

Trzeba tym ludziom powiedzieć prawdę:
NIE, NIE MIELIŚCIE RACJI. NIE, NIE STALIŚCIE PO WŁAŚCIWEJ STRONIE. WSZYSTKO, CO SIĘ ZDARZYŁO POTEM – Z POLSKĄ, Z WAMI, Z WASZYMI ZAKŁADAMI PRACY – TO TAKŻE WASZA WINA. DALIŚCIE SIĘ WYKORZYSTAĆ, WYKONALIŚCIE ZADANIE, JAK TO SZABESGOJE. A JAK BĘDZIECIE POPIERAĆ KOLEJNYCH OSZUSTÓW, OD PONAD 30 LAT OPOWIADAJĄCYCH TE SAME GŁODNE KAWAŁKI – TO WY W KOŃCU ZDECHNIECIE Z GŁODU, WASZE WNUKI NIE BĘDĄ MIAŁY ŻADNEJ PRZYSZŁOŚCI, A URATOWAĆ POLSKĘ BĘDZIE CORAZ TRUDNIEJ. I to akurat były bardzo dobre dni, żebyście to sobie uzmysłowili. (…)

Źródło: Konrad Rękas, „Siabadaba …”, prawica.net, 19.XII.2012, hiperłącza wstawione w tekście: Palmer.Eldritch.1984
Anna Walentynowicz w ruinach Stoczni Gdańskiej: czy sądzić tą walkę po ideach, czy skutkach?

Ruiny Stoczni Gdańskiej, ruiny Polski
Anna Walentynowicz w ruinach Stoczni Gdańskiej: czy sądzić tą walkę po ideach, czy skutkach?

Ruiny Stoczni Gdańskiej, ruiny Polski

Przejście od PRL do III RP wiązało się z przekazaniem władzy ośrodkom pozbawionym więzi z interesem narodu polskiego, marzącym, by, na potrzeby realizowanej polityki, zrzucić ze swoich barków odpowiedzialność za każdą sferę życia narodu – gospodarczą, polityczną, demograficzną, kulturalną czy obyczajową. Po wstępnym zniszczeniu polskiego przemysłu i rolnictwa za pomocą zniesienia barier celnych, nadwartościowego złotego i pułapki zadłużeniowej (tzw. „plan Balcerowicza”, w rzeczywistości – plan Sachsa) włodarze masy upadłościowej po PRL i nieświadomych niczego mas polskich zdecydowali się zagonić Polaków do Unii Europejskiej, czyli niemiecko-francuskiego superpaństwa, dla polskich neokolonialnych rubieży znacznie bardziej niemieckiego niż francuskiego.
Unia Europejska uniemożliwiła, na mocy swoich „praw” i „przepisów”, niezbyt zresztą chętnym ekipom zarządzającym Polską, prowadzenie jakiejkolwiek polityki gospodarczej. W szczególności – dała pretekst do umycia rąk, gdy można było uratować przemysły motoryzacyjny, lotniczy, stoczniowy i dziesiątki innych. Doszło do niespotykanej w dziejach deindustrializacji Polski – zamknięcia tysięcy zakładów pracy i eliminacji milionów miejsc pracy. Zniszczono tysiące przedsiębiorstw wraz z ich zapleczem technologicznym, badawczo-rozwojowym i podwykonawcami, w taki sposób, że odtworzenie ich jest praktycznie niemożliwe. Przykład Eltry wykupionej przez Siemensa wyłącznie w celu zgruzowania i rozpędzenia załogi na cztery wiatry może być uznany za wzorcowy dla polskiej „transformacji” (patrz też np. sprawa „Zapel”-u (→)). Dramatów tysięcy społeczności małych miasteczek nikt nie opisze.
Nowoczesny przemysł stoczniowy, z którego Polska słynęła (i który był solą w oku stoczniowców niemieckich) padł niekoniecznie sam z siebie – był niszczony konsekwentnie przez całe lata. Polski rząd nie zrobił nic, bo ponoć „Unia zakazała”. Rząd niemiecki kpił sobie z „unijnych” zakazów, gdy mu to było na rękę. W polityce gospodarczej to nie leseferyzm i otwartość są najważniejsze – tylko zdolność do stosowania rozwiązań protekcjonistycznych i interwencjonistycznych tam, gdzie to jest potrzebne. Interwencjonizm i protekcjonizm stworzyły potęgę Azji Południowowschodniej, dwóch generacji „tygrysów”. Polska jest miażdżącym dowodem na totalną klęskę neoliberalnej myśli ekonomicznej (→). Mimo to wciąż trzeba Polakom wyjaśniać najprostsze sprawy. Dlaczego Polsce nie wolno przyjąć Euro? Dlaczego przystąpienie do Unii Europejskiej zaszkodziło Polsce? (→) Kto potrafi sensownie odpowiedzieć? Proponuję zapisać przemyślenia na kartce A5. A potem przeczytać linkowane tu teksty.

Dziś już nikt nie może mieć wątpliwości, że wejście do Unii Europejskiej było dla narodu polskiego katastrofą (→). Za garść paciorków, poklepywanie po plecach i puste słowa oddaliśmy (my, głupi przed szkodą i po szkodzie, póki jeszcze tylko komornik do domu nie puka [ile do tego jeszcze zostało?] naród polski) przemysł, który nabywcy w znacznej części zamknęli, generując kolosalne bezrobocie (→), a w znacznej części przerobili na plantacje bawełny zorientowane na transfer zysku i wyzysk polskich Murzynów. Trzeźwa dyskusja nad tym „skokiem cywilizacyjnym”, jakim mają być „transformacja ustrojowa” i „akcesja do UE” w Polsce jest jednak niemożliwa. Na argument, że wyprzedano za bezcen tysiące zakładów pracy (→) wraz z całym zapleczem dostawców i podwykonawców, odpowiedzą nam wychowankowie Gazety Wyborczej, Balcerowicza i Mikkego: „ale za to w sklepach nie ma kolejek, a zamiast octu i kolejek – są banany, a każdy w nowej rzeczywistości ma to, na co sam zasłużył” (o tym, że te kolejki to efekt masowych strajków i absurdalnych żądań płacowych nie pamięta nikt, nikt nie odpowie, czym zawinili górnicy z zamkniętych [niekiedy – ledwo parę lat po uruchomieniu!] kopalń). Na argument, że Polska została pozbawiona przemysłu, odpowiedzą nam, że ten przemysł brudził i niszczył przyrodę więc tylko należy się cieszyć. Jednocześnie ze strachu przed „Ruskimi” (tym Polaka można od paru stuleci zmusić, by strzelił sobie w stopę) będą forsować najbrudniejszy i najbardziej szkodliwy dla środowiska przemysł wydobywczy – eksploatację gazu łupkowego (z eksploatacji złóż skorzysta polska populacja mniej więcej tak, jak korzystała wenezuelska zanim rządy objął Chavez – ale dodatkowo „otrzymamy” zatrucie wód gruntowych i podziemnych zbiorników wodnych – na terenach z deficytem wody już dziś – plus zanieczyszczenie gleby na terenach, które są głównymi areałami uprawnymi Polski! [patrz też „Gaz łupkowy – szokujące fakty i mity” (→)]). Ale oczywiście trzeba przyjąć, że Polska uczyniła skok cywilizacyjny. Jaki? Mniej więcej taki sam, jak ludy afrykańskie przy spotkaniu z kolonizatorami, gdy za garść potłuczonego szkła oddawały do niewolniczej pracy swoich współziomków, tudzież jakieś zabrudzone kawałki skały, które były bryłkami złota, diamentami bądź szmaragdami.

Efekty wstąpienia do Unii Europejskiej to zniszczenie suwerenności Polski, utrata możliwości prowadzenia samodzielnej pronarodowej polityki gospodarczej, depopulacja Polski: katastrofa demograficzna (→) i masowa emigracja Polaków (→).

Obecnie w ramach ostatniego etapu niszczenia polskiej suwerenności forsowane jest EURO (→), tymczasowo jako ERM-2. Innym elementem niszczenia polskiej suwerenności jest forsowany „pakt fiskalny”.
W istocie te kroki to przymiarki do ostatecznego zniszczenia, już tylko formalnych, resztek suwerenności polskiej polityki gospodarczej.

Równolegle do destrukcji polskiego przemysłu i suwerenności polskiej polityki ekonomicznej rozgrywają się małe dramaty milionów Polaków. Efektem tych dramatów, wywołanych brakiem pracy i szans na mieszkanie jest katastrofa demograficzna (→). „Genialni” „ekonomiści” prześcigają się na łamach gazet i w sieci w wymyślaniu księżycowych projektów ratunkowych. A to ulgi podatkowe (dla firm!), a to stypendia demograficzne. To istotnie pomysł arcyidiotyczny w kraju, w którym kilka(naście) milionów osób nie ma od 23 lat żadnej pracy, a liczba corocznie oddawanych do użytku mieszkań stanowi 50% tego, co rok w rok budował Jaruzelski (i 1/3 tego, co w szczytowym punkcie oddawał do użytku Gierek). O tych sprawach można poczytać tu:
Wojna demograficzna: warunki bytowe, katastrofa demograficzna i emigracja Polaków z ziem polskich (→)
Dla tych, którzy nie chcą się przebijać przez rys historyczny daję link bezpośredni do paru ciekawych wykresów:
Co wygania Polaków z III RP? (→).
Czy jałmużny i ulgi podatkowe mogą w Polsce w czymkolwiek pomóc? Proszę mnie nie rozśmieszać. To jest przekładanie z niemal pustej kieszeni do dziurawej. W III RP problemem jest brak jakiejkolwiek pracy dla milionów Polaków. Brak perspektyw na pracę – i brak szans zakupu mieszkania przez miliony nędznie opłacanych (jeszcze) pracujących. Problemem w III RP jest to, że taki stan rzeczy wymusza wielomilionową emigrację (→). Przekłada się to na zapaść ZUS (→) i jeszcze bardziej napędza katastrofę demograficzną (→). Masowo uciekający z Polski i wymierający Polacy robią w Polsce miejsce swoim następcom. Przyroda nie znosi próżni. Kto więc przybędzie, by „czynić tą ziemię sobie poddaną”?

Przeczytaj również

Z dyskusji na 3obieg.pl

  1. Tomasz Parol Tomasz Parol pisze:

    3obieg.pl/jak-zniszczono-polski-przemysl-pozbawiono-polakow-pracy-wygnano-ich-z-polski#comment-129133

    Interesujące spostrzeżenia, no może za wyjatkiem tych “kolejek z powodu strajków”. Widać autor nie pamięta kolejek w latach 1982-85 gdy strajków nie było. Ani tym bardziej tych w latach 79-80 jeszcze przed strajkami. Ta akurat teza jest bzdurą piramidalną. Ale reszta warta czytania i dyskusji.

    • p.e.1984 pisze:

      3obieg.pl/jak-zniszczono-polski-przemysl-pozbawiono-polakow-pracy-wygnano-ich-z-polski#comment-129258
      (p.e.1984: formę i słownictwo odpowiedzi, po uwagach czytelnika koryguję tak, by forma nie szkodziła treści)

      Oczywiście, że za puste półki odpowiadały strajki i to na kilka sposobów

      1. zamiast produkować – sabotowano produkcję (w 1980 i 1981 co parę tygodni stawał cały przemysł, od zakładów produkcji komponentów po zakłady wytwarzające dobra konsumpcyjne) – efekt oczywisty – brak produktów
      2. żądano wynagrodzeń za czas, kiedy nie produkowano – co zwiększało rozziew między masą pieniądza na rynku a ilością towarów
      3. koszty kredytów – odsetki trzeba było spłacać niezależnie od tego, czy podburzony przez agenturę CIA i Watykanu zdezorientowany lud strajkował, niszcząc własne państwo (przejściowo tylko zarządzane przez niepolako-komunistów) czy nie – a ponieważ Bożyk zaciągnął kredyty o oprocentowaniu zmiennym, to raty były lichwiarskie, dzięki manewrom FED pod kierownictwem P. Volckera („międzynarodowca”):
      http://chartingtheeconomy.com/wp-content/uploads/2009/03/book9_24036_image001.gif
      To się ciągnęło i za Jaruzelskim oczywiście, bo niespłacone (z powodu strajków wyreżyserowanych przez “wiadome siły”) odsetki były kapitalizowane – dług rósł do absurdalnych poziomów mimo zarzynania państwa spłatami.
      4. festiwal strajków zakończył się usprawiedliwioną reakcją W. Jaruzelskiego, czyli stanem wojennym (szkoda tylko, że nie rozstrzelano polskojęzycznej opozycji, ale ponieważ po stronie Jaruzelskiego też rządzili niepolacy, więc trudno się dziwić, że zamiast plutonu i dołu z piachem „opozycjoniści” – zdrajcy narodu polskiego – mieli Arłamowa i inne ośrodki wczasowe) – niestety stan wojenny został wykorzystany przez kukiełki „międzynarodowego” kapitału w osobach Reagana i Tatcher, do wprowadzenia sankcji gospodarczych – padł import pasz, koniecznych do produkcji żywca wieprzowego, zablokowano import masy komponentów potrzebnych polskiemu przemysłowi (np. wiązki do Odry), jednocześnie żądając spłat odsetek – i blokując polski eksport węgla (korporacje z USA przejęły wtedy polskie rynki zbytu)!!!
      Jak więc widać pisząc o tym, że za brak towarów w polskich sklepach odpowiadali omamieni i zdezorientowani strajkujący Polacy mam 100% racji. Polski lud podbechtany przez polskojęzyczną agenturę rozłożył trwale rynek wewnętrzny, który po “festiwalu Solidurności” musiał być stale drenowany w celu obsługi zadłużenia, mimo, że Polacy wrócił do maszyn, oberwawszy pałą po grzbiecie czy dobrowolnie – obojętne.

      Co do braków towarowych jeszcze przed strajkami – proszę sobie popatrzeć na koszty odsetek … http://chartingtheeconomy.com/wp-content/uploads/2009/03/book9_24036_image001.gif to będzie wiadomo, w czym rzecz.
      Jest jeszcze kilka innych niuansów. Otóż w 1976 doszło do olbrzymich podwyżek płac, które były najprawdopodobniej sabotażem gospodarczym ekipy planistów (niepolaków), chcących poprzez niepokoje społeczne wysadzić Gierka z siodła – pamiętamy Radom, Ursus i powstanie KOR? Otóż to właśnie wtedy, wskutek podwyżek płac nie mających pokrycia w produkcji, przestał się bilansować rynek towarowy w PRL. Niepokoje społeczne były reżyserowane, ale stworzono dla nich podłoże ekonomiczne. W 1979 była zima stulecia, wcześniej przez kilka lat z rzędu wystąpiły nieurodzaje. Cóż, nieszczęścia chodzą parami, a nawet stadami. Mądry naród potrafi przez cięższy czas przejść nie rozwalając swojego państwa i swojej gospodarki, durni Polacy, podbechtani przez polskojęzycznych wrogów narodu polskiego, CIA i Watykan nie dali rady.

      prof. Wacław Wilczyński, list otwarty do doradców i ekspertów „Solidarności”, tygodnik „Polityka”, z 11 lipca 1981 roku:
      „Na bydgoskim spotkaniu z nowo powołanym przewodniczącym Państwowej Komisji Cen profesorem doktorem habilitowanym Zygmuntem Krasińskim w dniu 23 czerwca 1981 roku jeden z Was oświadczył przy aplauzie sali, że »Solidarność« nie odda ani złotówki z podwyżek płac uzyskanych po sierpniu 1980 roku. Oznacza to, że nie ma z Waszej strony zgody na jakiekolwiek podwyżki cen żywności bez pełnej ich rekompensaty w skali globalnej. Teoretycznie możliwe są różne interpretacje Waszego stanowiska.
      Jedna z alternatyw, którą w praktyce wypada natychmiast odrzucić, wynikałaby z ewentualnego negowania przez Was – jako nieprawdziwych – informacji o rozmiarach niedoboru, z jakim ma do czynienia gospodarka narodowa. Niedobór ten w skali rocznej szacowany jest łącznie na około 800 do 1000 miliardów złotych. Oznacza to, że dzienny deficyt gospodarki narodowej sięga 3 miliardów złotych. Dla każdego chyba jest oczywiste, że na to, by niedobór ten pokryć, trzeba nam dodatkowej produkcji o takiej właśnie wartości, lub też zabiegów łączących wzrost produkcji z pewnym obniżeniem siły nabywczej zasobów pieniężnych. Jeden z tych sposobów – przykry wprawdzie na krótką metę, ale niezwykle istotny, jako czynnik racjonalizacji gospodarki w powiązaniu z reformą – a mianowicie podwyżkę cen dla zrównoważenia bilansu pieniężnych dochodów i wydatków ludności – odrzucacie. Innym środkom niezbędnym do uzyskania dodatkowej produkcji dla kraju i na eksport przeciwstawiacie się pośrednio, nie dopuszczając myśli o powrocie do pracy w soboty, a także obwarowując poparcie dla reformy gospodarczej szeregiem niemożliwych do spełnienia żądań.
      Jak pogodzić to stanowisko z Waszą wiedzą, inteligencją i wykształceniem, z poczuciem odpowiedzialności za naszą reputację w świecie? Sądzicie, być może, że koszty stabilizacji gospodarczej (uzyskanie dodatkowych środków na zrównoważenie rynku i pokrycie zobowiązań wobec zagranicy) powinien pokryć ktoś inny aniżeli nasze społeczeństwo, aniżeli nasz naród. Jeśli tak miałoby być istotnie – to prosiłbym o wskazanie sponsora. Dla mnie przynajmniej jest oczywiste, że bolejąc nad błędami, a nawet przestępstwami wobec gospodarki narodowej, popełnionymi zwłaszcza przez ostatnią ekipę kierowniczą sprzed Sierpnia – nie ma co poszukiwać kogoś, kto za nas cokolwiek zrobi czy zapłaci.
      Nie widać Was w pierwszych szeregach walki o reformę systemu gospodarczego, stwarzającą szansę reintegracji ludzi pracy dokoła problemów racjonalnego gospodarowania. Wolicie natomiast pertraktować na najwyższym szczeblu, stawiając żądania ekonomiczne trudne do przyjęcia, usiłując przerzucać na państwo całą odpowiedzialność za wszystko, co dzieje się dziś w kraju. Jednak czas najwyższy odkryć karty. Nie dla was bowiem »taryfa ulgowa« z tytułu zagubienia, dezorientacji czy niedokształcenia. Słowa te kieruje do Was człowiek wielokrotnie krytykowany za rewizjonizm, za propagowanie mechanizmu rynkowego, człowiek, którego nikt nie może posądzić o dogmatyzm”.

      Proszę więc ostrożniej z “bzdurami piramidalnymi” – warto uzupełnić wiedzę o “nieznanej historii PRL”, zamiast polegać na propagandzie serwowanej od 1989 przez polskojęzycznych okupantów.

5000 szkół na 1048-lecie? Zagłada narodu polskiego metodami ekonomicznymi.

Demografia polska

Tekst opublikowany pierwotnie jako: 5000 szkół na 1050-lecie? Zagłada narodu polskiego metodami ekonomicznymi. na stronie palmereldritch1984.wordpress.com. Poprawiony tytuł nie zaokrągla daty – 5000 szkół przewidziano do zamknięcia w najbliższych dwóch latach, czyli na 1048-lecie polskiej państwowości (w istocie polska państwowość jest starsza, chrzest był jedynie usankcjonowaniem tej państwowości w określonym „klubie państw”, ale zostawmy te dywagacje).

W ramach planowej eksterminacji narodu polskiego metodami ekonomicznymi doprowadzono do katastrofy demograficznej. Jednym z jej przejawów jest masowa likwidacja infrastruktury edukacyjnej, która ma zagwarantować, że powrót do liczebności narodu polskiego notowanej w PRL będzie bardzo kosztowny lub wręcz niemożliwy. Tak oto trwa Neue Generalplan Ost, tylko tym razem nie ma AK, a Polacy sami wywożą się na roboty – i do tego płacą za podróż.

Jeśli ktoś nie wie, do czego pije tytuł – wyjaśniam – otóż do gomułkowskiego hasła "tysiąc szkół na tysiąclecie". III Rzeczypospolita, jako projekt zagłady demograficznej narodu polskiego metodami ekonomicznymi –  w ramach gospodarki neoliberalnej (konsensus waszyngtoński) spełniła swoje zadanie znakomicie. O tym, że wkrótce nie będzie tu komu żyć można przeczytać tu: Wojna demograficzna: warunki bytowe, katastrofa demograficzna i emigracja Polaków z ziem polskich i tu: Katastrofa demograficzna III RP: Wolny Rynek NIE działa . W tekście można przeczytać również o tym, jak to się stało, że w III RP nie będzie komu żyć. Tymczasem, jako że demograficzne młyny mielą powoli – obserwujemy tylko pierwsze objawy. Za katastrofę odpowiedzialne są wszystkie zdradzieckie, antynarodowe rządy po 1989 – PiS-owskich nie wyłączając.
      Wróćmy do objawów katastrofy demograficznej. Dwa lata temu zamknięto 300 szkół, w zeszłym – 800, w tym pod nóż idzie 1500. Neoliberał może skakać pod sufit. Oszczędność dla budżetu. Zamknijmy wszystkie, niech wolny rynek otworzy szkoły tam, gdzie ludzie uznają, że są potrzebne. Mamy jednak mały problem. Wolny rynek nie wyprodukował dzieci. Także tych dzieci, które, po niepójściu do zlikwidowanych szkół nie odkupią od emeryta neoliberalnego, wierzącego w emeryturę kapitałową (a nie – repartycyjne "złodziejstwo"), jego akcji i obligacji. Jak widać – nie ma systemu emerytalnego zdolnego do ucieczki przed demografią. Tymczasem poczytajmy o pierwszych rzucających się w oczy objawach katastrofy.

Trwa likwidacja szkół

Od września nie ruszyła nauka w 1,5 tys. polskich szkół. To niechlubny rekord! Na tym jednak nie koniec. Do 2014 roku z mapy Polski może zniknąć nawet pięć tysięcy szkół!

– Dane samorządów pokazują, że w ciągu dwóch najbliższych lat likwidacją zagrożone jest aż 5 tys. szkół, w tym 4 tys. to podstawówki i gimnazja w małych miejscowościach – wylicza Alina Kozińska-Bałdyga z Federacji Inicjatyw Oświatowych.

Łącznie w ciągu ostatnich sześciu lat samorządy zamknęły już ponad 4,7 tys. szkół. – Ze wstępnych analiz wynika, że zlikwidowanych zostanie kolejnych około 700 szkół. Nie uwzględniamy w tym tych, które zostały zamknięte w efekcie reformy szkolnictwa zawodowego lub od lat nie prowadziły naboru – wyjaśnia Bożena Skomorowska z biura prasowego MEN.

Eksperci ostrzegają, że grozi nam powtórka z historii. Masowe zamykanie przedszkoli w latach 90. do dziś odbija się nam czkawką. – Nie ma tam miejsc. Podobnie będzie w szkołach i tylko patrzeć, jak dzieci będą się uczyć na dwie zmiany – zapowiada Krystyna Łybacka, była minister edukacji narodowej.

Tak może być już za dwa lata. Wtedy, zgodnie z zapowiedziami rządu, do szkół obowiązkowo trafią sześciolatki. Tyle że, jak np. w województwie opolskim, może dla nich zabraknąć miejsca, bo tam od 2009 roku właśnie zlikwidowano 47 podstawówek.

Samorządy tłumaczą, że likwidacja szkół, chociaż trudna pod względem społecznym, jest dla nich jedynym ratunkiem, żeby chronić własne budżety. Zamykają więc placówki, nawet gdy kuratorzy wydają negatywne opinie.

Za: http://marucha.wordpress.com/2012/09/22/trwa-likwidacja-szkol/

W tym roku zniknie 800 szkół

Padnie niechlubny rekord. Setki szkół pójdzie pod nóż

"Niż demograficzny, rząd nie daje pieniędzy, a gminom kończą się fundusze. Dlatego pod nóż idą szkoły. I to nie tylko w małych miastach. Placówki będą zamykane także w metropoliach.     

W tym roku może przestać działać rekordowa liczba nawet 800 szkół, w zeszłym roku zlikwidowano ich 300 – stwierdza "Rzeczpospolita". Co więcej, tym razem nie chodzi już tylko o małe wiejskie szkoły, ale takie działania planują też duże miasta. Jak podkreśla gazeta, gminy są przyparte do muru trudną sytuacją finansową, brakiem pomocy ze strony rządu i niżem demograficznym. I podejmują trudne decyzje o zamykaniu placówek oświatowych.

Nie stać nas już na dokładanie do oświaty. Budżetowa subwencja jest za niska i nie uwzględnia podwyżek dla nauczycieli, rząd nie deklaruje też zmian w Karcie nauczyciela – wylicza prezydent Poznania Ryszard Grobelny.

Samorządowców rozumieją nawet organizacje pozarządowe walczące o przetrwanie małych wiejskich placówek. Jak mówi Alina Kozińska-Bałdyga z Federacji Inicjatyw Oświatowych, za likwidacjami stoją kłopoty finansowe i Karta nauczyciela nakazująca gminom zatrudniać pedagogów według bardzo sztywnych reguł. Gminy są w sytuacji bez wyjścia – podkreśla.

Kozińska-Bałdyga ocenia, że stwarza to szansę na poprawę jakości oświaty dzięki większemu zaangażowaniu rodziców. Jej zdaniem wiele szkół przejmą stowarzyszenia rodziców. A prowadzą one szkoły taniej, bo mogą zatrudniać nauczycieli na podstawie kodeksu pracy, a nie na podstawie Karty – stwierdza "Rz".

Źródło: http://nauka.dziennik.pl/edukacja/artykuly/375085,w-tym-roku-zniknie-800-szkol.html