Polsko-żydowskie „braterstwo” broni

Judeopolonia według "katolika" i "konserwatysty"

Judeopolonia według „katolika” i „konserwatysty”

Marek Szmidt, piszący jako Stefan Detko zabrał na naszeblogi.pl głos w kwestii polskiego udziału w wojnach Izraela i USA na Bliskim Wschodzie: Polskie gwarancje dla Izraela (?). Przyznam, że tekst ten mnie poraził na tyle, że pozwalam sobie skomentować go obszernie, aby pokazać kompleksowo błędy w myśleniu zapewne dużej grupy Polaków zwiedzionych najwyraźniej propagandą judeokonserwatywną i judeokatolicką, jako że do tych dwóch filarów Stefan Detko odwołuje się w swoim tekście.
UWAGA: Publikacja niniejszego tekstu zaowocowała kampanią oszczerstw prowadzoną przez Szmidta za pomocą portali, których właściciele zablokowali moje konta: niepoprawni.pl i nowyekran.pl (aktualizacja: moje konto na nowyekran.pl zostało odblokowane po kilku miesiącach przez administratora ds. informatycznych, widać doszło tam do przesileń, natomiast na naszeblogi.pl Szmidt wymusił zablokowanie mojego konta). Czytelników odsyłam do tekstu, w którym kłamstwa Szmidta na mój temat i redakcji Polskiej Myśli Narodowej zostały zdemaskowane – oraz wskazane zostały antypolskie, już otwarcie syjonistyczne tezy Szmidta: Marek Stefan Szmit: niebezpieczny oszczerca nabierający Polaków „katolicyzmem” na filosemityzm i Judeopolonię.

M.S. Szmidt vel Stefan Detko napisał:
Co do Izraela. Polska, konserwatywna i katolicka opinia publiczna, jest skłonna (…) także i co więcej udzielić Izraelowi gwarancji przyjęcia ewentualnych uchodźców cywilnych, zagrożonych ostrzałem broni konwencjonalnych i – nie daj B*że – jądrowych.

Szanowny Panie Szmidt, cieszę się, że wie Pan, co myśli „polska” konserwatywna i katolicka opinia publiczna, niemniej polska opinia publiczna powinna zdawać sobie sprawę, że przyjmowanie Żydów do Polski skończyło się kiedyś tak: Judeopolonia – żydowskie państwo w państwie polskim. Czy tak bardzo to dziś Polakom i Polkom potrzebne – pozwolę sobie wątpić. Jeśli na Bliskim Wschodzie dojdzie do wojny, będzie to wojna sprowokowana i wywołana przez Izrael, a nie Iran – i Polacy nie mają powodu do jakiegokolwiek solidaryzmu z nacją agresora. Dziwi mnie, że nie nawołuje Pan do przyjęcia ewentualnych uchodźców cywilnych z Iranu, zagrożonych, jak Pan to trafnie ujął „ostrzałem broni konwencjonalnych i – nie daj B*że – jądrowych”. Polski gest byłby tym bardziej usprawiedliwiony, że Irańczycy przyjęli polskich uchodźców z ZSRR (wraz z masą syjonistów i żydowskich oficerów, którzy potem urządzili jatki Palestyńczykom na dzisiejszych terenach Izraela).

M.S. Szmidt vel Stefan Detko napisał:
Powyższa opinia jest natury politycznej i wynika z wielowiekowej tradycji historycznej, udzielania przez Rzeczypospolitą schronienia Izraelowi, na Jej ziemiach.

Ponownie zapytam, czy chodzi o tą „wielowiekową tradycję historyczną”, o której pisze L. Szcześniak: Judeopolonia – żydowskie państwo w państwie polskim?

M.S. Szmidt vel Stefan Detko napisał:
Tak więc, mając w pamięci, iż w pokoleniach poprzednich Izrael wywiązywał się ze swych obowiązków ochranianego i pod wspólny dach przyjętego, zraszając krwią swoją ziemie Rzeczypospolitej w Jej obronie oraz przyczynił się bezsprzecznie do wspólnego rozwoju materialnego i kulturowego, dając z siebie wielu wybitnych Polaków, tak w pokoleniach ostatnich, aktywnych od roku 1939-go do dnia dzisiejszego, dał wiele przykładów niewdzięczności (…)

Szanowny Autorze, pozwolę sobie zapytać, czy Autorowi nieznane są zdarzenia, które miały miejsce przed rokiem 1939, a opisane tu: Żydzi a Powstanie Styczniowe i jego planowo antypolski wymiar i tu: Powstanie Listopadowe a Żydzi, jak również tu: Tadeusz Gluziński (pseud. Henryk Rolicki), Zmierzch Izraela: Frankiści i mniejszość żydowska a geneza powstania listopadowego?
Czytaj więcej

Reklamy

Izraelski „humanitaryzm”: wodny apartheid. Jak hasbara zaciera ślady

p.e.1984: UWAGA! Ten post zawiera niedostępną już w sieci wersję dyskusji. Aktywista hasbary, używający pseudonimu „ZGŁOŚ DO USUNIĘCIA” usunął swoje wypowiedzi. Nastąpiło to prawdopodobnie wskutek wykorzystania jego wypowiedzi w artykule demaskującym hasbarę w polskim internecie – na szczęście zachowałem zrzut ekranowy (do pobrania tutaj) i zapisałem stan na 25.04.2012. Zachowanie aktywisty hasbary jest cenną obserwacją – najwyraźniej hasbara nie chce być rozpoznawalna – i chce ukrywać swoje ewidentne dekonspiracje. Oczywiście niejako przy okazji – umniejszając wiarygodność materiału szkoleniowego zawierającego odwołania do usuniętych wypowiedzi. Poniżej zamieszczam wpis wraz z komentarzami – zgodnie ze stanem na 25.04.2012.

Przedruk za http://bliskiwschod.pl/2011/08/drugie-dno-okupacji/
Tekst wcześniej znajdował się na moim, obecnie ocenzurowanym blogu na salon24: Izraelski „humanitaryzm”: wodny apartheid – wersja ocenzurowana i z wyciętymi przez hasbarę komentarzami.

5 lipca rano izraelscy żołnierze weszli wraz z ciężkim sprzętem do palestyńskiej wioski Amniyr. Wojsko zniszczyło dziewięć cystern. Tydzień później żołnierze zniszczyli pompy i studnie w palestyńskich wioskach Doliny Jordanu: Al-Nasarya, Al-Akrabanya i Beit Hassan. W Betlejem brak wody doprowadził do zamieszek w obozach uchodźców.

Nierówny podział zasobów

Okupacja Zachodniego Brzegu Jordanu jest silnie związana z nierównym podziałem wody. Palestyńczycy oraz Izraelczycy dzielą dwa podstawowe rezerwuary wody rejonu: leżący na terenie Zachodniego Brzegu Jordanu (ZBJ) zasilany spływającą z Gór Judzkich podziemny zbiornik wody gruntowej oraz wody Jordanu i jego dopływów. Wody gruntowe  ZBJ stanowią źródło jednej czwartej całości konsumowanej przez Izraelczyków wody oraz około 90 % wody konsumowanej przez Palestyńczyków zamieszkujących ZBJ. Jednocześnie zasoby gruntowe ZBJ są w 80% wykorzystywane przez Izraelczyków a jedynie w 20% przez ludność palestyńską.

Kontrola wody ponadto jest dochodowym choć wątpliwym moralnie interesem; okupowana ludność palestyńska jest zmuszona kupować wodę od Izraelskiego dostawcy i mimo, że zasoby wodne znajdują się na terenach zamieszkanych przez Palestyńczyków muszą oni płacić zawyżone stawki za jej dostawę. Polityka sprzedaży wody jest połączona z surowymi restrykcjami ograniczającymi kopanie studni, co zmusza Palestyńczyków do płacenia dyktowanych przez Izrael stawek. Każda studnia wybudowana bez pozwolenia władz okupacyjnych jest uznawana za nielegalną, co skutkuje jej zasypaniem. Pozwolenia są wydawane rzadko. Problem niszczenia studni dotyka najczęściej mieszkańców, żyjących w pobliżu żydowskich osiedli, ludność wiejską bądź osiadłych beduinów. Warto dodać, że główne kierunki żydowskiego osadnictwa to obszary dzięki wodnym zasobom urodzajne, a sami osadnicy za wodę płacą symboliczną opłatę.

W odbiorze Palestyńczyków brak dostępu do wody jest jednym z najbardziej dotkliwych przejawów okupacji.

Dyskryminację obrazują statystyki, limit wody przypadającej na jednego Palestyńczyka to 50l. dziennie, limit przysługujący żydowskiemu osadnikowi to 280 litrów. W niektórych rejonach średnia palestyńska konsumpcja to 20l. – minimum wymagane przez WHO do ogłoszenia konieczności interwencji humanitarnej.

Mimo, że zgodnie z porozumieniami z Oslo (1993), Izrael uznał palestyńskie prawo do dostępu do wody, to realia aplikowanej polityki tenże dostęp uniemożliwiają.Jak podają statystyki około 200 000 mieszkających na Zachodnim Brzegu Palestyńczyków nie jest podłączonych do sieci wodociągowych, a 95% wody w Strefie Gazy nie nadaje się do spożycia. Zgodnie z przeprowadzoną przez Bank Światowy analizą, niedoinwestowanie w zakresie dostępu do wody powoduje daleko idące konsekwencje dla palestyńskiej ekonomii w ogóle. Braki w zasobach wodnych powodują straty w skali makroekonomicznej. Konsekwencją jest utrata dochodu w wysokości prawie 20% rocznego PKB oraz utrata 110 000 miejsc pracy rocznie.

Wodne projekty. Inicjatywy skazane na porażkę?

Problem dostępu do stosunkowo skromnych zasobów wodnych jest powszechnie uważany za jedną z zasadniczych choć nie powszechnie komentowanych przyczyn konfliktu.

Jednocześnie jednak, część środowisk skupionych wokół zagadnienia uważa, że te problemy mogą być przezwyciężone poprzez szereg podejmowanych na terytorium okupowanym pozarządowych inicjatyw rozwojowych.

Zgodnie z ową filozofią podstawą ma być kooperacja pozarządowych aktorów reprezentujących obie strony – wysiłek na rzecz współpracy w ramach tzw. „projektów wodnych” może być podstawą do szerszej kooperacji a w ostateczności do budowania koniecznego dla porozumienia zaufania.

Jak mówił w wywiadzie dla agencji al-Jazeera Nader al-Khateeb, dyrektor palestyńskiej sekcji Friends of the Earth Middle East (FoEME):

Jeśli każda ze stron konfliktu uzna podstawowe dla człowieka prawo do dostępu do wody za uniwersalne będzie to oznaczać rozpoznanie człowieka w konflikcie. Woda może posłużyć jako instrument budowania empatii i zaufania. Niestety, póki co jest wykorzystywana jako narzędzie kary i dyskryminacji.

Głównym obszarem aktywności FoEME w regionie jest projekt nazwany „Good Water Neighbors” – przedsięwzięcie, które angażuje uczestników z Palestyńskiego Terytorium Okupowanego, Izraela i Jordanii. W przeciągu ostatnich pięciu lat projekt uruchomił 29 trans-granicznych inicjatyw.

Zgodnie z informacjami izraelskiej sekcji FoEME wysokość zainwestowanych w ramach projektu środków wyniosła 120 000 000 USD. Większość funduszy pochodzi z donacji USAID, Banku Światowego oraz instytucji Unii Europejskiej. Środki zostały przeznaczone na budowę studni, pomp, oczyszczalni i remonty kanalizacji.

Rozwój wspólnych inicjatyw stał się ponadto katalizatorem efektów politycznych. Znamiennym przykładem jest przypadek współpracy pomiędzy palestyńską wsią Wadi Fuqin a izraelską społecznością Tzur Hassadeh, które pracowały razem w ramach jednego z projektów. Inicjatywa przyniosła wyjątkowy efekt polityczny, kiedy obie społeczności jednym głosem sprzeciwiły się budowie Bariery Separacyjnej, która biegnąc przez terytoria obu wsi miała doprowadzić do oddzielenia mieszkańców, a w konsekwencji położyć kres współpracy.

Jak się jednak wydaje, nawet spektakularne w znaczeniu propagandowym pozarządowe inicjatywy będą wtórne w stosunku do efektu jaki mógłby być wywarty zmianą w polityce samego Izraela.

Większość osiągnięć okazuje się bowiem mało znaczącymi eksperymentami, których koszta są częstokroć za wysokie. W obliczu konsekwentnej polityki władz okupacyjnych, kontynuujących swoisty „wodny apartheid” międzynarodowe donacje są po prostu marnotrawione.

Jak uważa wielu przedstawicieli palestyńskiej strony problemu, wspólne projekty to nie wszystko. Zasadniczą kwestią nie jest bowiem infrastruktura, ale problem decyzyjności. Dopóki Palestyńczycy pozostaną zależni od dobrej woli Izraela, dopóty problem wody pozostanie aktualny. Zdaniem wielu specjalistów wspólne projekty mają szansę powodzenia tylko wtedy, gdy Palestyńczycy będą sami mogli decydować o swoich zasobach.

Jak komentował problem Amyad Alewi, palestyński ekspert organizacji „House of Water and Environment”:

Wspólna budowa wodociągów czy studni jest ideą piękną, ale nie praktyczną. Palestyńczycy nie chcą rozwiązania, w którym Izrael trzyma rękę na przysłowiowym kurku. Dopóki woda jest narzędziem szantażu, dopóty problem dostępu do niej będzie nierozwiązany.

Z punktu widzenia Alewiego niezależność w dostępie do wodnych zasobów musi być warunkiem wstępnym jakichkolwiek inicjatyw rozwojowych.

Problem wpisuje się w szerszy aspekt polityczny i jest częścią palestyńskiej suwerenności w ogóle. Część proponowanych projektów opiera się o współpracę, która z punku widzenia palestyńskiego jest co najmniej kontrowersyjna. Najbardziej dyskusyjne inicjatywy dotyczą perspektyw kooperacji pomiędzy Palestyńczykami a żydowskimi osadnikami.

Problem obrazuje przypadek palestyńskiej wsi Kafr ‘Ein położonej w pobliżu dużego bloku osadniczego Ariel.

Mieszkańcy Kafr ‘Ein od kilku lat uskarżają się na zanieczyszczenie rzeki nawadniającej kluczowe dla lokalnej społeczności uprawy oliwek. Jak twierdzą Palestyńczycy, źródłem zanieczyszczenia jest znajdująca się w osiedlu fabryka.

W 2009 pojawił się pomysł współpracy w ramach budowy oczyszczalni ścieków, która mogłaby służyć zarówno Żydom jak i Palestyńczykom. Przedstawiciele lokalnych palestyńskich władz w Salfit odmówili argumentując, że kooperacja byłaby pośrednią legitymacją osadnictwa. Z punktu widzenia Palestyńczyków rozwiązaniem powinno być wycofanie osadnictwa w ogóle. Jak argumentują, współpraca z nielegalnym z punktu widzenia prawa międzynarodowego podmiotem nie jest możliwa. Co więcej, w obliczu palestyńskiego stanowiska negocjacyjnego, które bezapelacyjnie domaga się rozwiązania osiedli, jakakolwiek kooperacja byłaby osłabieniem własnej pozycji w ramach rokowań.

Problem osadnictwa, podobnie jak zagadnienie dostępu do wody ma swój kontekst prawny. Wielu Palestyńczyków widzi w międzynarodowych programach pomocowych i rozwojowych instrument wyręczania władz Izraela, który jako okupant jest zobowiązany szeregiem przepisów z kanonu międzynarodowego prawa humanitarnego; w tym, prawa zabraniającego wykorzystywanie czy zabór zasobów naturalnych ludności okupowanej. Problematyka wody jawi się zatem nie tyle jako kwestia ilości i jakości kooperacyjnych projektów czy zaawansowania planów rozwojowych, ale jako jeden z zasadniczych elementów dyskusji poszanowania praw człowieka w ogóle.

Dopóty bowiem państwo Izrael, nie uzna prawa dostępu do wody za prawo przyrodzone przysługujące każdej istocie ludzkiej bez względu na jej narodowość, problem nierównego podziału zasobów wodnych będzie pozostanie aktualny.

Źródła: Palestine Media Centre, CJPME, World Health Organization, +927 Blog, FOEME, electronic intifada, House of Water and Environment, al-Jazeera.

Więcej na temat problemu wody w regionie także w:

Bliski Wschód łaknie wody (03.06.2011)
 

Czytaj więcej