Knebel na Salon24, czyli rzecz o wypasie dezinformacyjnym polskiego bydła internetowego

Salon24 cenzura knebel

Ten tekst jest elementem przewodnika po piramidalnym oszustwie czytelników i autentycznie niezależnych publicystów, jakim jest polskojęzyczny internet. Naiwniakom może się wydawać, że „debata publiczna” tocząca się na onet.pl. wp.pl, salon24.pl i w wielu innych miejscach jest autentyczna. Nic bardziej błędnego. Czytelnik widzi to, co dla niego zaplanowano – żyje w wyreżyserowanym internetowym „Matrix-ie”. Komentarze poruszające kwestie „drażliwe” są tam dopuszczalne wyłącznie, jeśli zawierają błędy / wulgaryzmy kompromitujące przekazywane informacje. Często za takimi wypowiedziami kryje się opłacany agent, który ma robić idiotów z ludzi głoszących dane poglądy. W całym niemal polskojęzycznym internecie trwa systematyczne i planowe pranie mózgów Polaków. W nonsensownej, celowo przesyconej emocjami debacie mają marnować swoją energię i czas, nie czyniąc niczego dla Polski i nie dowiadując się niczego istotnego. Debata składa się ze starannie zaplanowanego „menu”, które ma byc „przeżuwane” przez „polskie bydło” w danym dniu. Uważny czytelnik znajdzie w tekście poniżej link do takiego „dętego” tematu dnia, kreowanego przez „tuzy” „polskiego” „dziennikarstwa”.

Salon24, „niezależne forum publicystów” nie jest miejscem przesadnie gościnnym dla publicysty narodowego. Jak każde „forum fałszywych prawd i z góry zaplanowanych autorytetów”, salon24 dopuszcza do głosu z góry założoną grupę osób (pisujących często pod kilkoma pseudonimami) – plus z rzadka osoby przypadkowe, jeśli akurat ich teksty są potrzebne do podtrzymania wrażenia, że istnieje Hyde Park. Debata ma z założenia przebiegać w obrębie z góry zadanych pojęć. Salon24 stosuje, obok kasowania całych blogów metodę hurtowego ukrywania wszelkich wypowiedzi (komentarzy i notek) użytkowników, których chce się pozbyć. Ostatnio dodano opcję „odkrywania” ukrytych blogów i komentarzy, ale zrobiono to tak, że użytkownik, który nie wyłączy filtra w ogóle nie zdaje sobie sprawy, że coś jest przed nim ukrywane, a każdy komentarz musi „odkrywać” oddzielnie. Podobnie poukrywane „niesłuszne” wpisy na listach tekstów dopuszczonych do publicznego obiegu. Ta praktyka jest cenzurą odwołującą się do lenistwa czytelnika – i jest zapewne przetestowana statystycznie. Efekty są dla zarządców Salonu24 dokładnie takie, jakich oczekują – niepokorni komentatorzy opuszczają to „niezależne” forum „publicystów”, zniechęceni spadkiem liczby wizyt na ich ukrytych blogach i spadkiem liczby reakcji na ich komentarze (jest on bardzo drastyczny). A czytelnicze bydełko dalej biega po z góry zaplanowanym pastwisku, nieświadome nawet, że nad jego bezpieczeństwem informacyjnym czuwa „elektryczny pastuch”.
Czytaj więcej

Reklamy