Naród polski na rozdrożu myśli narodowej i czynu, czyli krajobraz po Marszu Niepodległości

Dokąd i dla kogo maszeruje Marsz Niepodległości?

Dokąd i dla kogo maszeruje Marsz Niepodległości?

W związku z zakłóceniem porządku i narażeniem życia i zdrowia uczestników oraz służb porządkowych (poszkodowani policjanci, zaatakowany squat przy ul. Skorupki, spalenie tęczy na pl. Zbawiciela i podpalenie 2 samochodów przy ul. Skorupki), a tym samym utracenie przez demonstrację pokojowego charakteru, na wyraźne żądanie policji, decyzją Urzędu m.st. Warszawy Marsz Niepodległości został rozwiązany o godz. 16.42.

Do czego ugrupowaniom politycznym służą demonstracje i jak sobie z nimi radzić?

Zanim zajmiemy się przebiegiem tegorocznego Marszu Niepodległości, musimy sobie odpowiedzieć na pytanie, po co on w ogóle jest organizowany. Celem dowolnych demonstracji nie jest maszerowanie z flagami i transparentami i pokrzykiwanie („Precz z komuną”, „Precz z unijną okupacją” czy co tam jeszcze). Celem demonstracji jest przebicie się do opinii publicznej ze swoim przekazem politycznym i ekonomicznym, ze swoimi postulatami i ideami. Demonstracja, która nie zdołała zrealizować tych celów w epoce, w której świadomość społeczeństwa jest kształtowana przez przekaz telewizyjny, musi zostać uznana za klęskę organizatorów. Można się szczycić liczbą uczestników, osiągnięciami organizacyjnymi, ale to nie zmieni stanu rzeczy, że taka demonstracja okazała się działaniem nieskutecznym.

Uniemożliwienie przebicia się z przekazem politycznym , ekonomicznym i ideowym do świadomości społeczeństwa może zostać osiągnięte przez władze na wiele sposobów. Można je osiągnąć poprzez kompletne przemilczenie w mediach określonej demonstracji, można to osiągnąć poprzez tak dalekie zmarginalizowanie przekazu, że parada kilkunastoosobowej grupy klaunów demonstrujących radość ze status quo okaże się zdarzeniem o wiele donioślejszym niż słuszny protest kilkudziesięciu tysięcy zgnojonych ludzi. Można położyć nacisk na najmniej istotną bądź najbardziej kuriozalną część przesłania – i przemilczeć tą, godzącą w interesy „grupy trzymającej władzę”. Można wreszcie wykreować takie incydenty związane z określoną demonstracją, że przekaz i intencje jej organizatorów staną się nieistotne. Omówiliśmy tu tylko wycinek sprawy, obejmujący „wojnę informacyjną”.

Co zrobiono z „Marszem Niepodległości” – a czego nie zrobiono – i z jakich powodów?

Jak widać władze, chcąc zrealizować swoje cele informacyjne, mogły do Marszu Niepodległości podejść na przynajmniej dwa sposoby. Po pierwsze – mogły go w ogóle zignorować – zarówno od strony prowokacji policyjnych, jak i – sprawozdań w mediach. Uczestnicy zamiast brać udział w „walce o Polskę”, stać się „kombatantami” i męczennikami „nowej sprawy”, staliby się uczestnikami mało emocjonującej demonstracji, kompletnie zamilczanej przez media. Pierwsze rozwiązanie ma tą zaletę z punktu widzenia socjotechniki, że nie wzmacnia zachowania, bo aktywność uczestników nie napotyka na żadną reakcję otoczenia, dodatkowo jest przemilczana. Działanie to jest więc odcięciem demonstrantom jakiejkolwiek nagrody i stymulacji. To są działania skierowane na wygaszanie pewnych postaw i form aktywności, na pozwolenie, by „para” spokojnie, w sposób kontrolowany, „szła w gwizdek”. Jak widzimy, władze nie zdecydowały się na ten wariant. Zdecydowano się dostarczyć manifestantom pewnego bodźca. Do sprawy wrócimy za chwilę.

Władze zdecydowały się na wariant konfrontacyjny – sprowokowano (bądź przeprowadzono przy użyciu sił specjalnych po cywilnemu) zamieszki i inne incydenty, po to by móc przedstawić Marsz jako demonstracje niebezpiecznej, agresywnej tłuszczy, przed którą trzeba chronić spokojnych obywateli. Takie rozwiązanie ma kilka skutków. Po pierwsze – odciąga uwagę opinii publicznej od tego, co organizatorzy mają do powiedzenia w sprawach politycznych i gospodarczych, kierując ją na atrakcyjne medialnie „sprawozdania z pola bitwy”. Po drugie – dzięki temu, jak napisałem powyżej, cele polityczne demonstracji nie mogą zostać zrealizowane. Pojawia się jeszcze kłopotliwe „po trzecie”. Otóż zamiast pozwolić „ujść parze w gwizdek”, zdecydowano się „zwiększyć ciśnienie w kotle”. Skutki są wielorakie – kontrakcją wzmocniono zwalczane zachowanie. Marsz dorobił się swojej „martyrologii”, swojego wizerunku „zwalczanej, niepokornej opozycji”. Uwiarygodnił się przed środowiskami wykluczonej w III RP młodzieży, młodzieży planowo wypędzanej z Polski bezrobociem, głodowymi pensjami nie pozwalającymi na zapewnienie sobie mieszkania, założenie rodziny i wychowanie dzieci oraz brakiem stabilności zatrudnienia (por. „Wojna demograficzna: warunki bytowe, katastrofa demograficzna i emigracja Polaków z ziem polskich” i „Katastrofa demograficzna III RP – wolny rynek nie działa”). Uczestnicy marszu zyskali przeświadczenie, że ich działania faktycznie zagrażają władzy, że są zwalczani, ponieważ mogą swoimi działaniami (czyli maszerowaniem) coś zmienić. Będą więc maszerować i w kolejnych latach, tworząc tłum za plecami organizatorów marszu, będą uwiarygadniać ich ugrupowania i ich linię. Czy jest to linia prowadząca do jakichkolwiek realnych zmian – można się zastanawiać, ponieważ ideologicznie i retorycznie organizatorzy Marszu wydają się bliźniaczo podobni do pewnej partii, będącej elementem kreowania „równowagi politycznej” w III RP (por. Ruch “Narodowy” – uwagi krytyczne przed “Marszem Niepodległości”). Co ta partia ma do zaoferowania narodowi polskiemu, poza likwidacją polskiej suwerenności przy użyciu np. Traktatu Lizbońskiego, wysyłaniem polskich żołnierzy na wojny USA i Izraela, uniemożliwieniem przeprowadzenia rzetelnego śledztwa w sprawie Jedwabnego, urządzaniem Hanuki w Belwederze i wysługiwaniem się USA – nie bardzo wiadomo. Nie bardzo więc wiadomo, co można zaoferować narodowi polskiemu powielając ideologię i retorykę tej partii w takim stopniu, że w praktyce formuje się jej przyszły elektorat, przedłużając jej „politykę historyczną” i sentymenty międzynarodowe.

Obróbka medialna

Oczywiście przyjęcie określonej strategii wobec Marszu musiało wiązać się z określonym sposobem przedstawiania zdarzeń. Oto przeciwstawiono spokojne, piknikowe demonstracje ugrupowań „republiki okrągłego stołu”, biegi, festyny, defilady i marsze – zadymie, rozwrzeszczanemu, agresywnemu tłumowi. Tłumowi podpalającemu samochody i „dzieła sztuki nowoczesnej” (pod postacią „tęczy”, która z jakichś powodów musi stać w centrum stolicy, by symbolizować siłę przebicia środowisk LGBT). Takie działanie jest oczywiście nieprzypadkowe. Społeczeństwo otrzymało jasny sygnał – nacjonalizm, postawy narodowe – to burdy, podpalenia, przemoc na ulicach. To destabilizacja. To nieudolni, nieodpowiedzialni, nie panujący nad sytuacją organizatorzy (niezdolni do dotrzymania własnych obietnic!) – jak więc można dopuścić ich do decydowania o losach państwa? Jednocześnie ugrupowania „okrągłego stołu” to stabilizacja, bezpieczeństwo i spokój (także na ulicach). W reportażach serwisów informacyjnych „nacjonalistycznym zadymom” przeciwstawiano nie tylko demonstracje środowisk PO, ale i … PiS-u. Po co to zrobiono? Aby pokazać, że opozycyjną, „bezpieczną” alternatywą dla nacjonalistycznych chuliganów jest stanowczy, grzmiący przeciw „wewnętrznemu zagrożeniu suwerenności Polski” Jarosław Kaczyński (którego brat, za jego przyzwoleniem, pogrzebał tą suwerenność podpisując Traktat Lizboński). Z tego punktu widzenia można powiedzieć, że PiS zrealizował swoje cele polityczne zarówno kosztem Marszu Niepodległości … jak i dzięki temuż Marszowi. Tego organizatorzy Marszu raczej w swoich rachubach nie zakładali (o ile są nieszkodliwymi dla systemu pożytecznymi „naiwniakami”, a nie – grupą skierowaną na odcinek „narodowy” z konkretnymi zadaniami).

Podsumowanie: czy coś się przez rok zmieniło?

Rok temu pisałem po Marszu, w komentarzu na blogu Andrzeja Szuberta tak (link):

Andrzej Szubert napisał: Przede wszystkim zaś w kraju zniewolonym, podporządkowanym Brukseli, Waszyngtonowi, Tel Awiwowi i banksterskiej sitwie świętowanie niepodległości jest żałosną farsą. Powinniśmy domagać się odzyskania niepodległości – a nie ją świętować.

Trafił Pan w “dziesiątkę”. Z ww. przyczyn 7-go XI Polacy powinni wywieszać czarne flagi (jako symbol żałoby narodowej [a nie kaczosmoleńskożałoby czy anarchii]). Tymczasem młodzi puszczają parę w gwizdek, a ustawieni policyjni zadymiarze “dorabiają gębę” polskim ruchom narodowym. W dzisiejszych sprawozdaniach z marszów uderza, że “wiadomości” w 1 programie TVP o 19.30 przedstawiły jako “równorzędne” marsz judeookupacyjny komorowsko – gronkowalcowsko – kopaczowski, marsz 1000 komuchów nieznanego autoramentu, marsz dzieci judeoarystokracji III RP i polskich przygłupów z Antify, spacer Jarosława Kaczyńskiego i jego kilku przybocznych (kto wie, czy znacznej części tłumu nie “robił” BOR) – i kilkunastotysięczny marsz zdezorientowanej młodzieży patriotycznej przedstawianej jako “prawica”. Brylował (od pewnego czasu lansowany) znany fan homoseksualistów poseł Kalisz. Jaki jest sens angażowania tych młodych ludzi w Marsz? Żaden. Parę minut relacji w TV, która posłuży do promowania z góry założonego przekazu i “przystawek”. Okres manifestacji się skończył kilkadziesiąt lat temu. W dobie masowego dostępu do mediów rządzi nie ten, kto maszeruje, tylko ten kto o marszu zdaje sprawę społeczeństwu (a dokładniej – ten, kto kontroluje tą sprawozdawczość). Jedyną metodą walki z tym systemem jest informowanie i organizowanie zapasowego systemu obiegu informacji. A happeningi są dla durniów.

Czy w tym roku mogę coś dodać? Może tyle, że małe, lokalne grupki młodzieży poszukującej swojej drogi do autentycznie narodowych poglądów zrobiły kolejny krok w zakresie scalania swoich środowisk, zgrywania się organizacyjnego. To ważne i cenne. Może kiedyś w ten kształtujący się organizm zostanie tchnięta prawdziwie polska myśl narodowa, zbudowana od nowa na fundamencie dostarczonym przez Ligę Narodową, oczyszczonym z błędów wprowadzonych przez Jędrzeja Giertycha i Romana Dmowskiego (por. Dmowski kontra myśl konserwatywna i regres polskiej myśli narodowej). Błędów, które rzuciły polską myśl narodową i polski ruch narodowy na kolana, z których do dziś nie zdołał się podnieść. Przed Polakami myślącymi narodowo widzę olbrzymią pracę do wykonania – pracę intelektualną i pracę polegającą na wyłamaniu się z kolein ideologicznych wydeptanych przez pokolenia, które pobłądziły bądź dały się oszukać.Pracę polegającą na przepędzeniu fałszywych proroków i fałszywych autorytetów. Pracę polegającą na daniu w myśli prymatu rozumowi, a nie – sercu i konstruktom metafizycznym. Bo jako naród spaja nas nie – metafizyka – lecz wspólnota losów. Wspólnota interesów politycznych i ekonomicznych. Spaja nas wspólne zagrożenie zewnętrzne i wewnętrzne, któremu tylko jako cały naród – świadomy i zjednoczony – damy radę się przeciwstawić. W obszarze interesów ekonomicznych i politycznych nie ma między Polakami prawdziwych różnic. Tu jesteśmy monolitem – odartymi z majątku narodowego nędzarzami, parobkami u obcego posiadacza. Skazanymi we własnej ojczyźnie na głodowe pensje, niewolniczą pracę, bezrobocie bądź emigrację (por. Jak zniszczono polski przemysł, pozbawiono Polaków pracy i wygnano ich z Polski). O naszej uśpionej sile doskonale wiedzą nasi gnębiciele:

Jarosław Kaczyński o naprawie Rzeczypospolitej

„W 2002 roku radykałowie otrzymali w wyborach przeszło 30 procent.
W tej chwili ich notowania są nieco mniejsze.
Ale jeżeli w Polsce dojdzie do sytuacji, w której połączą swoje siły, nie w jakiejś rewolucji, nie w wystąpieniach ulicznych, w wielkich strajkach, tylko przy urnie wyborczej, całkowicie wykluczeni z częściowo wykluczonymi, dwie wielkie grupy społeczeństwa, to będziemy mieli rządy Samoobrony, być może LPR-u (to też formacja radykalna) i rozwścieczonych swoim losem postkomunistów.”
________________
Źródło: Wykład wygłoszony przez Jarosława Kaczyńskiego w Fundacji im. Stefana Batorego w dniu 14.02.2005, polecam cały tekst Józefa Bizonia (link)

Dlatego będą naród dzielić i tumanić przy użyciu wszelkich możliwych środków. Będą starać się zawężać bazę ruchu narodowego – wypaczając ideologię narodową tak, by odpowiadała jak najmniejszej liczbie fanatyków, a jednocześnie odcinała się od żywotnych potrzeb narodu (przykłady – w ONR imigranci z UPR przeforsowali ortodoksję libertatiańską jako program ekonomiczny, w każdym ugrupowaniu mieniącym się narodowym mamy forsowanie ostentacyjnej dewocji, agresywnego fanatyzmu religijnego, który ma za zadanie przepędzić trzeźwych Polaków z ugrupowań narodowych i zniechęcić społeczeństwo do wszystkiego, co będzie określane jako „narodowe”). Walka o ocalenie narodu polskiego, o odtworzenie idei narodowej w takim kształcie, który pozwoli przebudzić Polaków i scalić wokół ich żywotnych interesów, a nie – podsuwanych im mrzonek, ułud i fatamorgan – ta walka dopiero się zaczyna. I tej walki nie wolno nam przegrać, bo stawką już nie jest nasz dobrobyt, tylko nasz byt biologiczny.

Reklamy

Ruch „Narodowy” – uwagi krytyczne przed „Marszem Niepodległości”

Ruch Narodowy - dokąd maszeruje z retoryką 'Wodzu prowadź na Lwów i Wilno'?

Retoryka Ruchu „Narodowego” to nie tyle kuriozum, co raczej planowe mącenie w głowach młodym, niedoedukowanym patriotom

Pisząc komentarz pod tekstem prof. Wielomskiego Czy Marsz Niepodległości się skurczy? stwierdziłem, że zebrałem tyle kwestii i wątpliwości związanych z niedookreśloną narodowością Ruchu „Narodowego”, że warto je zamieścić jako odrębny wPiS na moim prywatnym blogu. Czy Ruch „Narodowy” to emanacja polskości i myślenia narodowego, czy tylko kolejna odsłona PiS-owskiego myślenia – taka wersja radykalna PiS dla zbuntowanej i mocno zdezorientowanej młodzieży? Życzę lektury obfitującej w refleksje.

Dubitacjusz: (Ja bym się nie cieszył mniemanym snem obozu narodowego,) gdyż cały marsz może zostać przejęty przez Kaczyńskiego i Sakiewicza. (I wtedy impreza będzie służyła ich celom, utrwalaniu wizji PiSu i GaPola jako jedynych „patriotów”.)

KrzysztofM: Już próbowali. Nie da się. Tak, jak nie da się być trochę w ciąży. Albo się jest za Dmowskim, albo za Józkiem.

Pana odpowiedź sugeruje, że środowiska „maszerujące”, czyli głównie ONR, NOP, MW i trochę przystawek „są za Dmowskim” (uwaga: nie wszystkie współtworzą Ruch Narodowy). To niezwykle ciekawe spostrzeżenie, dla którego jak dotąd nie znalazłem żadnego potwierdzenia.

Główne postulaty maszerujących to:

Walka z nieistniejącą „komuną” – jeśli ktoś nie wie, dlaczego to idiotyzm, odsyłam do tekstu NARÓD OGŁUPIONY ANTYKOMUNIZMEM czyli: Dokąd maszeruje PiS ramię w ramię z młodymi “narodowcami” i prawicowcami wyhodowanymi przez żydoprawicę – nie widzę tu żadnej różnicy między PiS a Ruchem „Narodowym”; odsyłanie debaty publicznej w środowiskach narodowych na manowce zaplanowane przez „układ okrągłostołowy” (PiS, SLD, PO, PSL)

Rewizjonizm kresowy (dlaczego jest on idiotyzmem – można poczytać w moim szkicu „Patriotyzm Kalego”), komentarze do wypowiedzi Zawiszy (tej: Artur ZAWISZA MARSZ NIEPODLEGŁOŚCI 2012 i kolejnych) nie pozostawiają wątpliwości, że nie chodzi o „obronę polskiej mniejszości”, tylko o rewizjonizm: A. Wielomski: „Zawisza, Wilno i Lwów”, L. Skurzak: „O co chodzi Arturowi Zawiszy i Robertowi Winnickiemu?” – te pomysły są emanacją „piłsudczyzny” – znów żadnej różnicy między PiS a R”N” nie widzę

Głupawa „antyruskość” maskowana „antysowieckością” – vide np. Kompromitacja NOP i KNP w Wałczu – znów nie ma tu żadnej różnicy między PiS a R”N”

Orientacja na NATO i USA (naturalna konsekwencja „antyruskości”, kreowanej w Polin właśnie w celu betonowania takiej orientacji), patrz Polska, Smoleńsk, Rosja – Winnickiemu i Zawiszy odpowiedź pisana na kolanie (sugeruję też rzucić okiem na tekst Rosja obrońcą wolnego świata, czy krajem trzeciego świata? Modele geopolityczne dla Polski. ); polecam jeszcze uwadze czytelników tekst Oksfordczycy kontra friedmanowcy, czyli ruch w Ruchu (dawniej Narodowym) – znów nie ma tu żadnej różnicy między PiS a R”N”

Kreowanie romantycznego, insurekcyjnego pseudopatriotyzmu na „narodowość” i polskość (jak to robi stajnia PiS i po co: Komu służy ten cały “powstańczy front”?, dodajmy jeszcze dwa teksty traktujące o roli mitów powstańczych w kastrowaniu intelektualnym polskiej sceny politycznej: Powstanie Listopadowe – kult błędów politycznych, fałszywych bohaterów i jego skutki i Powstanie Styczniowe – chybiony patriotyzm i spustoszenia w świadomości narodowej współczesnych Polaków); w jaki sposób R”N” uczestniczy tu w linii PiS? Głównie przez włączenie się w PiSowską propagandę mitu żołnierzy „wyklętych”. W jaki sposób jest to działanie szkodliwe, nie dotrze do ludzi wojujących z „komuną” i „ruskimi” (/”sowietami”) zbyt łatwo. Niemniej „wyklęci” to kroplówka emocjonalna podłączona przez socjotechników (PiSożytów i „żytoprawicę”) zdychającej z racji anachronizmu „antykomunie” – plus metoda zohydzania PRL (prosty zabieg socjotechniczny – zastępowanie analizy porównawczej PRL-III RP emocjami). Deprecjacja osiągnięć społecznych i ekonomicznych PRL jest przeszkodą w prawidłowym postrzeganiu katastrofy demograficzno-ekonomicznej III RP, o co chodzi „układowi okrągłostołowemu” – narzędziem ogłupiania jest tu m.in. IPN (bez docenienia dużej części osiągnięć PRL nie ma mowy o jakiejkolwiek postawie/świadomości nacjonalistycznej). Trochę więcej o wykorzystywaniu „wyklętych” na potrzeby ustawiania sceny politycznej: Kto usiłuje eksploatować politycznie tragedię “wyklętych” – i dlaczego pytania o to nie podobają się Stanisławowi Michalkiewiczowi – ponownie, między R”N” a PiS brak jakiejkolwiek różnicy

Inną zabawną cechą R”N” jest praktyczny brak w jego „programie” (który udają luźne wypowiedzi wodzów R”N”) zaadresowania kwestii forsowanego w Polsce multikulturalizmu (patrz Multikulti metodą destrukcji państwa narodowego i Chybione wyobrażenia profesury KUL o naturze multikulturalizmu i jego propagatorach). Bardzo ciekawych rzeczy można się dowiedzieć od Mariana Kowalskiego, który chce „otwartej rzeczypospolitej”, w której każdy (Turek, Arab, Murzyn i Żyd?) może znaleźć swój dom i „być Polakiem”:

Kowalski, rzecznik ONR: Polakiem jest każdy kto chce

Kowalski, rzecznik ONR: jaką Polskę chcemy budować

Tymczasem Francuzi pod przewodem pani Le Pen patrzą na multikulti bardziej sceptycznie niż polski narodowiec(?!?) pan Marian Kowalski. Oni otwarcie mówią, to, co mówią nawet chadecy w Niemczech. Precz z polityką i ideologią multikulti.

Z kolei brak akcentów „judeosceptycznych” w oficjalnej propagandzie R”N” daje się wytłumaczyć taktyką polityczną. Pytanie tylko, jak długo można funkcjonować nie nazywając największego wroga po imieniu i jaką świadomość narodową można w ten sposób formować? Tu z kolei odsyłam do tekstu Z jakim “antysemityzmem” i dlaczego wojuje Jarosław Kaczyński razem z PiSem i “kwiatem” “prawicowych” publicystów?. Czyżby ponownie R”N” wPiSywał się w rolę, jaką mu wytycza PiS?

Gdzie więc jest to „bycie za Dmowskim” Ruchu „Narodowego”, Panie Krzysztofie M?

Uwadze czytelników polecam stowarzyszenie „Wierni Polsce Suwerennej”, oni przynajmniej są wyraziści programowo, kontynuują intelektualne tradycje Ligi Narodowej – i pewnie dlatego mało kto z czytelników o nich słyszał w oficjalnych mediach.

Przepraszam Żydów za Polaków, którzy ich ratowali – czyli: „Unsere Mütter, unsere Väter” i kolejna odsłona walki z „polskim antysemityzmem”

Odwieczna przyjaźń niemiecko-żydowska: znowu razem ... przeciw Polakom. Przepraszam Żydów za Polaków, którzy ich ratowali – czyli: “Unsere Mütter, unsere Väter” i kolejna odsłona walki z “polskim antysemityzmem

Odwieczna przyjaźń niemiecko-żydowska: znowu razem … przeciw Polakom

Antypolska hucpa1

W istocie nie o walkę z „polskim antysemityzmem”5 tu chodzi. Zacznijmy jednak od początku. Serial Unsere Mütter, unsere Väter został wyemitowany w trybie „uderzeniowym” przez TVP1, w ciągu kilku kolejnych dni, aby zmaksymalizować widownię. Następnie zaoferowano polskiemu motłochowi dyskusję, w której „polskich” racji bronił … Szewach Weiss. Dlaczego akurat panu Weissowi wyznaczono rolę „sprawiedliwego wśród Żydów świata”? Po to, by polski motłoch zobaczył, że oto Żyd jest po jego stronie w konflikcie z Niemcami fałszującymi historię. Ale jak się za chwilę okaże nawet to niemieckie fałszowanie historii jest … żydowskie.

Przed jakiego rodzaju atakiem „broni” polskiego honoru pan Weiss? Serial ZDF ma być w przekonaniu prowadzącego „debatę” pana Kraśki (nota bene – rodaka pana Weissa) z TVP „kontrowersyjny” dla Polaków, ponieważ portretuje on ich jako „krwiożerczych antysemitów”, zaś Niemców, jako rozdartych pomiędzy antysemityzmem a humanizmem. Dla tych, którzy nie widzieli serialu, oraz dla porządku przypomnę, czego o Polakach możemy się dowiedzieć z produkcji ZDF:

  • Polacy z AK rozpoznawali Żydów po smrodzie,
  • chcieli ich „topić jak koty”,
  • polscy chłopi pytali dowódców oddziałów AK, czy przypadkiem nie ma wśród podwładnych jakichś Żydów, uzależniając sprzedaż żywności od nieobecności Żydów,
  • kiedy polski oddział zobaczył, że w zatrzymanym pociągu do Auschwitz są transportowani Żydzi, natychmiast z odrazą zamykał drzwi wagonów,
  • jeśli okazało się, że przyjęty do oddziału AK to Żyd, a nie Niemiec (sic!), to Żyda mordowano (bo puszczenie wolno Żyda przez dowódcę oddziału AK miało być wg autorów Unsere Mütter, unsere Väter nadzwyczajnym humanitarnym gestem).

Taki obraz Polaków w filmie mógłby się wydać przypadkowym lapsusem, gdyby nie to, że film ZDF był konsultowany naukowo z „jednym z najbardziej szanowanych” w Niemczech historyków, profesorem Juliusem H. Schoepsem. Mamy więc plugawe i zamierzone oszczerstwo, wypichcone przez Niemców? Bynajmniej. Pan profesor Schoeps w wywiadzie udzielonym TVP1, a emitowanym podczas „poserialowej” dyskusji 19.VI.2013 kilkakrotnie podkreślił, że jest … Żydem (19m 20s debaty, chętny może obejrzeć debatę w tym miejscu, wywiad od 15-tej do 20-tej minuty). Jednocześnie podtrzymał swoje tezy odnośnie polskiego antysemityzmu, który jego zdaniem został zaprezentowany w filmie w sposób zgodny z rzeczywistością. Gdyby w filmie zaprezentowano oddział NSZ-ZJ (niescalona z AK część NSZ), można by uznać, że takie postawy w oddziale mogły występować. Mielibyśmy do czynienia z manipulacją polegającą na przypisaniu siłom zbrojnym polskiego państwa podziemnego czynów i postaw marginalnych ugrupowań. Niemieckojęzyczny Żyd Schoeps zdecydował się jednak nie na w miarę subtelną manipulację, lecz na skrajnie bezczelne (hutzpach) kłamstwo. AK narażając (wbrew polskiemu interesowi narodowemu, który w czasie wojny polegał na oszczędzaniu polskiej krwi) życie wielu tysięcy Polaków zajmowała się ratowaniem Żydów poprzez działania „Żegoty”. Dodatkowo AK musiała walczyć żydowskimi renegatami – szmalcownikami i agenturą gestapo (Leszno 13 i „Żagiew” – Żydzi jako zdrajcy, mordercy i szmalcownicy (→), patrz również Żydzi na usługach Hitlera: żydowscy agenci Gestapo (→) i Jak Żydzi zdradzili Żydów: “Niewiniątka” z Judenratów (→)). Dlatego zaprezentowanie AK jako bandy antysemitów jest ze strony Żydów konsultujących „naukowo” niemiecki serial czynem wyjątkowo podłym i bezczelnym. Nie wziął się jednak ten czyn profesora Juliusa H. Schoepsa znikąd. Polacy zwykle niewiele wiedzą o żydowskim antypolonizmie. Jego korzenie sięgają wiele bardzo głęboko w przeszłość, ale najbardziej kuriozalne mogą się wydawać tuż po II Wojnie Światowej. Tymczasem w liście do Jerzego Borejszy z października 1947 r. Żyd Ludwik Hirszfeld pisał: „nacjonaliści żydowscy nienawidzą Polaków więcej niż Niemców, i że świadomie idą w kierunku proniemieckim, tak jak zresztą to przewidziałem w mojej książce (…) nie podkreślam tych spraw publicznie (…) by Żydom nie szkodzić i nie pogłębiać przepaści, którą kopie nacjonalizm żydowski pomiędzy Żydami i Polakami” (Źródło: B. Fijałkowska: “Borejsza i Różański. Przyczynek do dziejów stalinizmu w Polsce”, Olsztyn 1995, s. 139). Można się tylko zastanawiać, na ile żydowski antypolonizm wpłynął na działalność żydowskich „oddziałów partyzanckich”, rabujących i wyrzynających polskie wsie podczas II Wojny Światowej (odsyłam do tekstu Zbrodnie żydowskich “partyzantów” na polskiej ludności – Koniuchy i Naliboki (→)). Żydowscy bandyci i mordercy, grasujący po wsiach i lasach obok żydowskiej agentury na usługach Gestapo mogli być przyczyną, dla której postawa polskiej ludności wiejskiej w wielu rejonach Polski mogła być dalece nieprzychylna wobec Żydów. Tyle, że w niemieckim serialu nie dowiadujemy się ani o Judenratach, „Żagwi” ani o wyczynach braci Bielskich i Zorina .

Fałszywi przyjaciele, czyli tresowanie polskich gojów

Dyskusja, która odbyła się w TVP1 19.VI.2013 po zakończeniu emisji dostarczyła polskiemu motłochowi dość ciekawych informacji. Oto polski motłoch mógł się dowiedzieć od pana Weissa (bez reakcji ze strony innych uczestników dyskusji, w szczególności – prof. Tomasza Szaroty z Instytutu Historii Polskiej Polskiej Akademii Nauk), że antysemicki to on był, wprawdzie nie aż tak, jak Niemcy, ale przecież mordował w Jedwabnem (jeśli ktoś nie wie , kto mordował w Jedwabnem, odsyłam do wywiadu z Jerzym Laudańskim, jednym z Polaków skazanych za rzekome mordowanie Żydów w Jedwabnem (→) oraz tekstów “Pogrom” w Jedwabnem – niech Niemcy przepraszają Żydów za swoją zbrodnię! (→), „Prawda o „pogromie” w Jedwabnem: Mordowali Niemcy, a nie – Polacy” (→) oraz „Jedwabne oszczerstwo i haniebne przeprosiny” (→)). Pan Szewach Weiss przypomniał również Polakom o rzekomym pogromie w Kielcach (→) (patrz też „Dwa pogromy – jedno kłamstwo” (→)), w rzeczywistości prowokacji Żydów z UB i NKWD, mającej na celu zwiększenie strumienia emigracji żydowskiej do powstającego państwa Izrael) i marcu’68 (czyli operacji przeprowadzonej przez polskojęzyczną bezpiekę, a mającej kilka celów – m. in. wysyłkę do Izraela oficerów LWP – Żydów, w związku z „wojną na wyniszczenie” prowadzoną z państwami arabskimi, dodatkowo – był to swoisty „drenaż mózgów”).

Kłamliwy niemiecki serial wykorzystano sprytnie do szczepienia Polakom poczucia winy za niepopełnione zbrodnie. Wyimaginowany pogrom w Jedwabnem stał się w polskojęzycznych mediach bezdyskusyjnym faktem (powielanym nawet przez takich „judeosceptyków” jak prof. K. Jasiewicz2). Pozorna obrona polskich interesów i polskiego dobrego imienia stała się kolejną odsłoną prania Polakom mózgów, w ostatnich latach coraz bardziej natarczywego i bezczelnego. „Praczki”, z pełną pogardą dla faktów, korzystają z technik tak „wyrafinowanych” jak np. „Pokłosie” (omówione odrębnie w tekście „“Pokłosie” Pasikowskiego jako narzędzie prania mózgów w polskich szkołach” (→)). W kwestii powracającego jak bumerang Jedwabnego mamy do czynienia z permanentnym, skoordynowanym programem pacyfikowania Polaków przy użyciu psychotechniki i socjotechniki wypracowanej przez „przemysł Holocaustu”3– „pedagogiki winy”/ „pedagogiki wstydu”. Ten program jest silnie wspierany w internecie działaniami hasbary (→) – ogólnoświatowej scentralizowanej organizacji żydowskich aktywistów propagandowych . Ogólnie – każda forma hasbarskich bajek (także tych rozpowszechnianych przez prof. Jasiewicza2) zawiera element agresji Polaków. Aby ułatwić przyznanie się przez Polaków do tej niemieckiej zbrodni raz wykorzystywana jest metoda „na szumowiny” (czyli daje się Polakom furtkę pozwalającą na zdystansowanie się od sprawców, a jednocześnie ułatwia akceptację tej zmyślonej wersji – to wariant dla „wykształciuchów” – zaspokaja się ich potrzebę „etycznej wyższości” nad „polskim marginesem z Jedwabnego”), raz – na „słuszny odwet” (to wariant dla Polaków znających (także za sprawą publikacji prof. Jasiewicza4) wyczyny Żydów po 17.IX.1939, Polaków niechętnych Żydom, ale nie znających prawdy o Jedwabnem (→) – ten wariant hasbary bazuje na uzasadnionej niechęci do Żydów, by Polacy kierowani tymi emocjami sami chętnie podpisali się pod niemiecką zbrodnią!). Polacy łatwo dają się nabrać, bo nie wiedzą, co się faktycznie wydarzyło w Jedwabnem 10.VII.1941 (→).

Jakie było główne przesłanie dyskusji, to które polski motłoch miał sobie przyswoić? Takie, że „antysemityzm (→)5 jest paskudny i należy się go wstydzić. Nawet wtedy, kiedy przypisywane Polakom przejawy „antysemityzmu” są groteskowymi wymysłami bądź bezczelnymi kłamstwami, włączając te, które w usta (i filmy) Niemców wkładają sami Żydzi. Polski motłoch, w ramach obowiązujących wzorców, ma licytować się między sobą na anty-antysemityzm, ma kajać się za jakikolwiek przejaw braku miłości do „narodu wybranego” i niedostateczny entuzjazm w zakresie ratowania Żydów i kładzenia głowy pod niemiecki topór za to ratowanie (a że polskie głowy toczyły się często i hurtowo można zobaczyć choćby w filmie Krzysztofa Wojciechowskiego „Spalone wsie za Żydów” (→) [cz. 1/2]). Bydło goim ma być posłuszne rasie panów i ma obowiązek poświęcać swoje nic nie warte życie kiedy tylko zajdzie konieczność ratowania Żydów. O tym, że rabini przez tysiące lat nauczali Żydów (i nauczają do dziś), że nie wolno im ratować gojów, polski motłoch nie dowie się z TVP. Odsyłam do książki Izraela Szahaka „Żydowskie dzieje i religia”, na zachętę przytoczę fragment rozdziału „Ratowanie życia”: Sam Talmud (15) wyraża to w maksymie „gojów nie należy wyciągać [ze studni] ani [do niej] wrzucać”. Majmonides tak to objaśnia(16):
„Jeśli chodzi o gojów, z którymi nie jesteśmy w stanie wojny… nie wolno powodować ich śmierci, lecz równocześnie zabronione jest ich ratowanie wówczas, gdy w jakiś sposób zagrożone jest ich życie.(…)
6

Strategia Polaków wobec żydowskich praktyk propagandowych

Opisany powyżej incydent wraz z jego reżyserowaną medialną otoczką są tylko przejawami pewnego procesu. Procesu nie tyle niszczenia polskiej świadomości historycznej bądź opluwania polskiego narodu, co raczej profilaktycznego dyskredytowania pewnych kierunków myślenia politycznego. „Antysemityzmem”5 jest wszystko, co niedogodne politycznie (historycznie / ekonomicznie) dla Żydów. W szczególności – jakikolwiek przejaw odróżniania Polaków od Żydów – i uznawania, że w Polsce Polacy mają mieć większe prawa niż Żydzi, ze względu na to, że Żydzi są w państwie polskim mniejszością, na dodatek – posiadającą własne państwo, o interesach częstokroć skonfliktowanych z interesami narodu polskiego (choćby w zakresie suwerenności politycznej narodu polskiego w jego własnym kraju, przejawiającej się ograniczeniem reprezentacji niepolaków we władzach stosownie do struktury etnicznej państwa polskiego). Mniejszością, która setki razy dowiodła swojej nielojalności wobec narodu polskiego i jego państwa (wiele przykładów opisał dr L. Szcześniak w książce „Judeopolonia – żydowskie państwo w państwie polskim” (→) ). Pedagogika wstydu, której elementem jest transmisja „Unsere Mütter, unsere Väter” w TVP1 w najlepszym czasie antenowym jest tu tylko ilustracją perfidii. Oto mamy się oburzać na oszczerstwa pod adresem AK, mamy oburzać się na dość obelżywe (szczególnie w kontekście dokumentu „Spalone wsie za Żydów” (→)) sportretowanie polskiej wsi – i jednocześnie mamy się odżegnywać od jakiejkolwiek niechęci wobec Żydów. Dajemy z siebie robić durniów, bo akurat w przypadku Polaków niechęć wobec Żydów jest doskonale uzasadniona – nie tylko ich dywersją polityczną, gospodarczą i demograficzną, prowadzoną od 1989r, nie tylko żydostalinizmem (→), ale i stuleciami żydowskich intryg wymierzonych w naród polski. Żydzi od stuleci chcieli doprowadzić do przekształcenia ziem polskich w państwo polsko-żydowskie, którego elitą intelektualną i polityczną będzie „naród wybrany”7. Niebywała ekspansja demograficzna Żydów na ziemiach polskich (→) łączyła się z akumulowaniem przez Żydów majątku – bądź za pomocą lichwy, bądź za pomocą intryg politycznych. Pora Polakom zacząć przypominać o żydowskich prowokacjach, które doprowadziły do wybuchu antypolskich politycznie i ekonomicznie powstań – Powstania Listopadowego (→) (patrz również S. Didier, Powstanie Listopadowe a Żydzi (→)) i Powstania Styczniowego (→) (patrz również „Zagadka L. Kronnenberga” (→) i „Żydzi a Powstanie Styczniowe …” (→)). Pora przypomnieć Polakom, że Żydzi bardzo intensywnie kolaborowali z każdym wrogiem Polski – od Prus, Rosji i Austrii zaczynając, a na Związku Radzieckim (nie zapominajmy i o … Trzeciej Rzeszy) kończąc. Pora przypomnieć Polakom, że Żydzi byli przeciwni odrodzeniu państwa polskiego w 1918 roku (→). Ktoś, kto domaga się od Polaków wyrzeczenia się przez nich idei samostanowienia i prymatu politycznego w Polsce, ktoś, kto chce tworzyć w Polsce społeczeństwo „obywateli” równych w prawach politycznych bez względu na pochodzenie etniczne (oraz wynikające stąd zobowiązania wobec obcych Polakom państw i narodów) każe Polakom złożyć bezwarunkowo ostatnią broń przed obcą supremacją w Polsce – „ksenofobię” (→). Każe Polakom zapomnieć o wiekach doświadczeń nabytych wskutek goszczenia podstępnego i zawziętego wroga na własnych ziemiach. Każe Polakom przestać marzyć o byciu narodem i gospodarzem. Każe Polakom stać się – z właścicieli państwa i suwerenów na własnej ziemi – szybko wynaradawiającą się ciemną masą, której ziemie są planowo kolonizowane przez różne mniejszości etniczne w ramach przebudowy ich kraju z państwa narodowego w tygiel etniczny wzorowany na Stanach Zjednoczonych (→) (patrz też Chybione wyobrażenia profesury KUL o naturze multikulturalizmu i jego propagatorach (→)).

Aby z takim przeciwnikiem walczyć należy przestać pozwalać mu na narzucanie reguł gry. Gra według jego reguł kończy się nieodmiennie skamleniem, że „nie jesteśmy antysemitami” i „ratowaliśmy Żydów lepiej niż inni goje, byliśmy dobrymi niewolnikami, za cóż więc Raso Panów nas tak opluwasz?”. Aby wyzwolić się spod dyktatu należy zacząć być świadomym i asertywnym Polakiem (stąd „niepoprawny politycznie” tytuł niniejszego tekstu). Należy odpowiadać Żydom, że polski „antysemityzm” był od zawsze wyłącznie obroną narodu zaatakowanego demograficznie (→), ekonomicznie i politycznie na ziemiach praojców przez podstępnych, zdradzieckich i agresywnych przybłędów. Należy odpowiadać Żydom, że ze strony Polaków spotkało ich zupełnie niezasłużenie o wiele za dużo dobrego – i że każdy, kto odczuwa dziś do Żydów niechęć, ma po temu bardzo solidne podstawy, wynikające z wielowiekowej historii stosunków polsko-żydowskich. Żydzi swoją „anty-antysemicką” kampanią propagandową usiłują prewencyjnie dyskredytować najbardziej wartościowych Polaków, Polaków posiadających niezafałszowaną wiedzę historyczną – i świadomych roli Żydów w polskich dziejach. Wrogowie narodu polskiego bazują przy tym na ignorancji mas, którą zagwarantowali sobie, od wielu dziesięcioleci kontrolując zarówno programy nauczania historii w polskich szkołach, jak i – kontrolując większość mediów i rynku wydawniczego w Polsce. Przebudzenie narodowe Polaków w końcu musi nastąpić (w przeciwnym razie znikniemy z powierzchni Ziemi jako naród – zarówno demograficznie, jak i politycznie – co bardzo wyraźnie zarysowuje się, jeśli spojrzeć na trendy demograficzne w Polsce (→) i skutki członkostwa w Unii Europejskiej dla polskiej suwerenności politycznej oraz gospodarczej (→)). Zwycięstwo w tej wojnie propagandowej, uświadomienie i przebudzenie polskich mas wymaga tytanicznej pracy garstki przebudzonych i świadomych Polaków. Pora przestać zadowalać się przeczytaniem ważnego tekstu. Należy zacząć ten tekst propagować wśród znajomych – i wśród nieznajomych, jak Internet długi i szeroki.

___________________________

1 Hucpa (chutzpah) – skrajna bezczelność, zwykle bezczelne kłamstwo / pomówienie.

2 Z haniebnej wypowiedzi prof. K. Jasiewicza dla pisma „Focus”:

Bo ja głęboko jestem przekonany, ze za zbrodnią w Jedwabnem i innymi pogromami nie stoi chęć zdobycia pierzyn i nocników żydowskich, nawet mniej jest tam odwetu za różne podłości żydowskie (a było ich sporo w latach 1939 -1941 na terenie łomżyńskiego i we wszystkich innych miejscach, gdzie Żydzi mieszkali) – stoi tam wielki strach przed nimi. I ci zdesperowani mordercy być może w duchu mówili sobie: robimy rzecz straszną ale może wnuki nasze będą nam wdzięczne. Myślę, ze jest możliwa taka interpretacja, choć ona ze zbrodni nie rozgrzesza.

Źródło: Wywiad z prof K. Jasiewiczem, „Żydzi byli sami sobie winni?”, Focus Historia Ekstra 2/2013, s. 34 .
Profesor po wywiadzie dla „Focus-a” stracił pracę w PAN, ale nie ze względu na podłe oszczerstwo, które rzucił pod adresem ofiar żydoubecji, wrobionych w niemiecki mord na jedwabneńskich Żydach. Ponownie odsyłam do tekstu „Prawda o „pogromie” w Jedwabnem: Mordowali Niemcy, a nie – Polacy” (→) i wywiadu z Jerzym Laudańskim, jednym z rzekomych sprawców fikcyjnego pogromu Żydów w Jedwabnem (→), skazanym na 15 lat więzienia na podstawie wymuszonych torturami UB zeznań.

3 patrz Norman Finkelstein, The holocaust industry” (→)

4 patrz Krzysztof Jasiewicz, Rzeczywistość sowiecka 1939-1941 w świadectwach polskich Żydów, wyd. Rytm, 2009

5 „antysemityzm” – czytaj: niedostatecznie żywiołowa miłość do Żydów połączona ze zbyt niedaleko posuniętym podeptaniem interesów politycznych i gospodarczych własnego narodu (zobacz również Z jakim “antysemityzmem” i dlaczego wojuje Jarosław Kaczyński razem z PiSem i “kwiatem” “prawicowych” publicystów? (→))

6Izrael Szahak, „Żydowskie dzieje i religia”, Fijorr Publishing Warszawa-Chicago 1997

7Leszek Szcześniak, „Judeopolonia – żydowskie państwo w państwie polskim”, Polwen, 2001

Z jakim „antysemityzmem” i dlaczego wojuje Jarosław Kaczyński razem z PiSem i „kwiatem” „prawicowych” publicystów?

Lech Kaczyński - hanukowa posługa

Lech Kaczyński – hanukowa posługa

Jak wielu osobom powinno być do tej pory wiadomo układ pookrągłostołowy zmierzał do wytworzenia dość specyficznego systemu rządzenia społeczeństwem. Władze miał sprawować wciąż ten sam garnitur ludzi, rozłożony na kilka partii, które mimo medialnej walki będą realizowały wspólny plan. Aby Polacy nie mogli się wyrwać spod władzy układu zdecydowano się stosować socjotechniki angażujące Polaków w fikcyjny konflikt między jedną „frakcją” władców Polski a drugą. Konflikt rozgrywa się wyłącznie w obszarze emocji, ponieważ przy ich użyciu najłatwiej poddanymi manipulować. Nikt nie pyta o programy, różnice istotne dla życia Polaków. Walka toczy się wokół tematów zastępczych i różnych teorii spiskowych. Wrogowie to oczywiście „pachołki Moskwy” i inne „zaprzańce” (mimo rzeczywistej czołobitności wszystkich frakcji wobec Waszyngtonu, Tel-Avivu i Berlina, dowód czytelnik znajdzie tu). Sytuacja nie ma prawa wyrwać się spod kontroli, przynajmniej byłoby to wielce niepożądane:

Jarosław Kaczyński o naprawie Rzeczypospolitej

„W 2002 roku radykałowie otrzymali w wyborach przeszło 30 procent.
W tej chwili ich notowania są nieco mniejsze.
Ale jeżeli w Polsce dojdzie do sytuacji, w której połączą swoje siły, nie w jakiejś rewolucji, nie w wystąpieniach ulicznych, w wielkich strajkach, tylko przy urnie wyborczej, całkowicie wykluczeni z częściowo wykluczonymi, dwie wielkie grupy społeczeństwa, to będziemy mieli rządy Samoobrony, być może LPR-u (to też formacja radykalna) i rozwścieczonych swoim losem postkomunistów.”
________________
Źródło: Wykład wygłoszony przez Jarosława Kaczyńskiego w Fundacji im. Stefana Batorego w dniu 14.02.2005, polecam cały tekst Józefa Bizonia (link)

Oczywiście w kwestii „postkomunistów” idących ramię w ramię z wykluczonymi Polakami Jarosław Kaczyński się pomylił – ci są obecnie „socjaldemokratami” / „lewicą laicką” / „socjalistami liberalnymi”, zajmującymi się nie – sprawami cierpiących pod obecnymi rządami Polaków, katastrofą demograficzną, bezrobociem i nędzą, tylko – obroną praw mniejszości i dewiantów.
Czasy się zmieniają, dorasta nowe pokolenie wykluczonych. To pokolenie jest poważnym zagrożeniem, którego gniew musi być jakoś skanalizowany. Prezes Kaczyński i jego zaplecze już dawno zadbali o nasycenie Internetu stronami dla „niepoprawnych” i „zbuntowanych”, gdzie polskim otumanionym bydełkiem wyborczym sprawnie kręci żydoprawica do spółki z gangami zadaniowanych pseudopatriotów z hasbary (patrz też „Antypolskie i antynarodowe “mądrości” dyżurnych pseudopatriotów”). Te zespoły socjotechników pracowicie formują świadomość Polaków tak, by zbuntowani wykluczeni nie mieli innego obrazu świata, niż … PiS-owski. Polski bunt ma więc stać się kolejną odsłoną tego samego – bo nie zawiera nowych idei i nie buduje polskiej świadomości wokół czegoś innego niż narzucony Polakom obraz świata. Z małym wyjątkiem. Pewien aspekt kontrolowanego odrodzenia „ruchu narodowego” jako klona PiS-u wymknął się spod kontroli, lecz sprawy mają być szybko skorygowane:

J. Kaczyński: Co ważne, nie możemy dopuścić, by jakieś niemądre idee na tym wygrały, by niezadowolenie przejęli ludzie, którzy próbują odświeżać niemądre i szkodliwe dla Polski hasła.
– Chodzi o endecję?
J. Kaczyński.: Nie tyle o endecję, co o antysemityzm. Takie próby w przestrzeni publicznej widać. To bardzo niemądre i szkodliwe dla Polski. Jeśli czegoś nam życzą nasi wrogowie, to właśnie antysemityzmu.
________________
Źródło: W Sieci – „Tygodnik Opinii”, nr 5 (9) , 4 luty 2013

Którym „nam„, kim są „wrogowie” tych „nas” J. Kaczyńskiego? Oto istota problemu.

Czytaj więcej

Komu służy ten cały „powstańczy front”? – Uwagi do tekstu J. Engelgarda „Prof. Andrzej Nowak na pierwszej linii powstańczego frontu”

Artur Grottger, Wojna: Ludzie czy szakale?, Ryciny inspirowane Powstaniem Styczniowym 22.I.1863

Artur Grottger, Wojna: Ludzie czy szakale?, Ryciny inspirowane Powstaniem Styczniowym 22.I.1863

Uwagi do tekstu J. Engelgarda „Prof. Andrzej Nowak na pierwszej linii powstańczego frontu”, prawica.net, 16.01.2013 .

Tekst jest niestety wielce niepełny. J. Engelgard polemizuje wypowiedziami różnych bogoojczyźninych na modłę PiSowsko-pseudopatriotyczną historyków, wskazuje że z ich enuncjacji wynika iż „mamy pierwszą naukę dla ludu – klęski, tragedie i przegrana za przegraną, to jest „istota polskości””, trafnie pisze, że tego typu koncepcja to szaleńczy absurd, teza z gruntu antynarodowa i w dodatku nieprawdziwa.
To jednocześnie i dużo (kubeł zimnej wody na głowy „patryjotów insurekcyjnych”) i o wiele za mało. Bo J. Engelgard nie wspomina o tym, jak ten antypolski i antynarodowy pseudopatriotyzm „niepodległościowy” przekłada się na wybory polityczne współczesnych Polaków. O dochodzeniu do władzy jakich partii i jakich osób przesądza – i jakie postawy i osoby od udziału we władzy i „wielkiej polityce” odsuwa. J.Engelgard pomija to, na co jest poprzez szczepienie pseudopatriotyzmu, przeorientowywana aktywność, która powinna być skierowana na troskę o sprawy narodowe. Nie wolno tych kwestii pomijać, bo to jest istota tego, co się dzieje – to planowe szczepienie dysfunkcjonalnych politycznie postaw udających narodowo-patriotyczne – przez pozorną propolskość te postawy są bardzo trudne do wyperswadowania nabranym na nie masom Polaków. Te kwestie zostały poruszone w tekstach Powstanie Listopadowe – kult błędów politycznych, fałszywych bohaterów i jego skutki (tu mamy analizę skutków pseudopatriotyzmu dla świadomości narodowej) Powstanie Styczniowe – chybiony patriotyzm i spustoszenia w świadomości narodowej współczesnych Polaków (tu mamy zilustrowanie poprzedniego wywodu myślami Balickiego, Dmowskiego i cytatami pracy A. Wrotnowskiego „Porozbiorowe aspiracye polityczne narodu polskiego” oraz nieco przykładowych współczesnych agitacji pseudopatriotycznych ).

Andrzej Nowak za punkt wyjścia swoich, wyjątkowo, nawet jak na niego, emocjonalnych wynurzeń, czyni rozprawę z „realistami”. Pisze o nich pogardliwie jako nie rozumiejących ducha polskiego zaprzańców. Krótko mówiąc – odmawia im czystych intencji. Widać jednocześnie, że opinie tych „realistów” szalenie go irytują, bo są jednak obecne i przyjmowane. Burzą błogi stan hurrapatriotów, odbierają im poczucie, że tylko oni mają słuszność. Styl, z jakim rozprawia się Nowak z „realistami” nie jest jednak najwyższej próby.

Ofensywa przeciw politycznemu racjonalizmowi trwa od dawna i nigdy wysokiej próby nie była – bo odbiorcy nie są zbyt wymagający. Zajmuje się nią między innymi Stanisław Michalkiewicz (patrz S. Michalkiewicz: obrzydzanie realizmu politycznego) – który swoim zwyczajem załatwia sprawę przy użyciu manipulacji i trików socjotechnicznych (niezbyt lotne umysły niestety przyjmują za dobrą monetę to ewidentne michalkiewiczowskie kuglarstwo).

Powstanie musiało wybuchnąć przeciwko Rosji – przekonuje Nowak – bo to Rosja miała 82 proc. terytorium I Rzeczypospolitej, a Prusy tylko 7 a Austria 11 proc. Musieliśmy więc walczyć przeciwko największemu zaborcy. Problem w tym, że ludność rdzennie polska, katolicka – zamieszkiwała w 90 proc. na zachód od Bugu, a w zaborze pruskim i austriackim to Polacy stanowili prawie całą ich ludność. Argument jest więc wyjątkowo demagogiczny.

Może warto się zastanowić – po co w ogóle to powstanie miało wybuchać? Potrzebowały go niewątpliwie Prusy. Ale jak to możliwe, że na oczywiste szaleństwo porwali się Polacy? A. Wrotnowski przytacza swoją rozmowę z Bobrowskim, jednym z organizatorów powstania, by to wyjaśnić. Okazuje się, że chodziło o wylanie rzeki polskiej krwi i zniszczenie kraju, po to, by Polacy znienawidzili Rosję. To, że w ten sposób zostanie podkopana instytucjonalna baza do odtworzenia polskiej niepodległości, do krzewienia polskiej świadomości narodowej i budowy siły ekonomicznej społeczeństwa polskiego organizatorów spisku nie obchodziło. Dodatkowo nie przyszło im do głowy, jak ich wojna wpisuje się w dążenia narodu polskiego, jakiej polityki polskiej jest przedłużeniem. Bo przedłużeniem jakiej antypolskiej polityki ich działania były wiadomo od dawna. Za plecami tych ewidentnych awanturników stał Otto von Bismarck – choć i udział Żydów jako pruskiej agentury, zbadany przez S. Didiera, był w sprowokowaniu Polaków do samobójczego wystąpienia niebagatelny. Pisanie więc o obszarze i części populacji pod kontrolą Rosji, jako podstawowej bądź nawet istotnej przyczynie aktywności insurekcyjnej w zaborze rosyjskim zakrawa na kpinę i nie wyjaśnia ani pruskiej inspiracji, ani obłędnego celu powstania – doprowadzenia do klęski i utopienia kraju we krwi, byle wzbudzić nienawiść do Rosji.

Nowak, chcąc przerazić czytelnika i przekonać go do swoich tez – maluje straszliwy obraz losu Polaków branych do rosyjskiego wojska. Pisze, że w latach 1832-1873 wcielono do armii rosyjskiej 200 tys. młodych ludzi, z których wróciło do domów tylko 20-25 tys. O ile liczba wcielonych się zgadza (choć jest zawyżona), to nie wiem skąd wzięła się liczba tych, którzy nie wrócili? Stan badań na temat Polaków w armii rosyjskiej postępuje powoli do przodu, ale dotyczy raczej oficerów a nie szeregowych żołnierzy. Zresztą, wywód autora jest nielogiczny – robimy powstanie jako protest przeciwko braniu rekruta, po to, żeby po klęsce wzięto go jeszcze więcej?

No tak, zniszczyć kraj i posłać pokolenie na rzeź, po to by ustrzec się przed poborem do armii rosyjskiej. Ciekawe tylko, czy jakikolwiek pobór mógł tak nadszarpnąć demografię narodu polskiego, jak uczynili to ci dzielni spiskowcy wszczynając z pełną premedytacją samobójczą insurekcję. Warto jednak przypomnieć manipulowanym przez prof. Nowaka Polakom, że osławiona „branka” była reakcją na przygotowania insurekcyjne „czerwonych” spiskowców, miała uniemożliwić powstanie styczniowe. W efekcie – mogła ona co najwyżej zmienić moment wybuchu powstania, a nie – być jego przyczyną.

Podsumowując – J. Engelgard, próbuje wojować na argumenty z przeciwnikiem, który zwalcza linię racjonalistów przy użyciu manipulowania emocjami czytelników. Przeciwnik ten postępuje planowo, z pełnym cynizmem wykorzystując słabość intelektualną czytelników „bogoojczyźnianych”. Oczywiście nawet wśród elit akademickich znajdą się słabsi intelektualnie i łatwi do sterowania przy użyciu emocji profesorowie, którzy będą (w najlepszej wierze!) swoimi nazwiskami firmować antypolskie teksty. Walka z tym zjawiskiem wyłącznie na argumenty historyczne jest jałowa i nonsensowna – bo ta walka toczy się o świadomość narodową Polaków tu i teraz, świadomość wypaczaną i kierowaną przeciw interesom narodowym. Jedyny sposób efektywnego kontrowania antypolskiego przekazu „bogoojczyźnianych” środowisk PiSowskich i im podobnych (głupota udziela się nawet środowiskom głoszącym się narodowymi) to demaskowanie skutków dla życia politycznego narodu polskiego, jakie przynosi forsowanie historycznej głupoty jako istoty polskości i „patriotyzmu”.

Dmowski kontra myśl konserwatywna i regres polskiej myśli narodowej

Roman Dmowski

Roman Dmowski – konserwatysta?

Poniższy tekst jest recenzją i komentarzem do opracowania p. K. Rękasa, opublikowanego p.t. Dmowski ugodowiec na portalu prawica.net

Autorowi należy się szacunek za pracę włożoną w opracowanie tekstu. Wartość opracowania wynika z prezentacji obszernego materiału i trafnego odniesienia do bieżącej sytuacji politycznej. W tym kontekście zadziwia (nie po raz pierwszy w przypadku wartościowego tekstu Autora) niska nota anonimowych oceniających. Nota nie poparta słowem uzasadnienia. Zastanawia, skąd się bierze na dość elitarnym i niszowym portalu grupa osób niezdolnych do prawidłowego wartościowania określonych tekstów. Przypadłość lokalnej społeczności dotyczy bardzo konkretnego spektrum tekstów wartościowych. Akurat tych najbliższych zdrowej, zgodnej z realizmem i politycznym pragmatyzmem, idei narodowej.

Zgodnie z moimi przewidywaniami autor konkluduje, że Dmowski był niedojrzałym konserwatystą, który w porę „dojrzał”. Nie byłbym skłonny do przyznania, że istotnie Dmowskiego i wczesny ruch narodowy od konserwatystów dzieliła jedynie „zawiść i pycha”. Jeśli chodzi o szkoły myślenia, to zbieżność wniosków w wybranych zagadnieniach („konserwatyści nie poczuwający się do tradycji endeckiej, mimowolnie zmuszeni są do obrony dziedzictwa Dmowskiego, a więc i do formułowania ocen i krytyki zgodnej z jego ideą i szkołą myślenia”) nie oznacza jeszcze równoważności idei. Nie oznacza nawet ich bezpośredniego pokrewieństwa. W ramach dowodu służę cytatem:

(…) W tym związku z dawnemi, najdawniejszemi pokoleniami narodu widzę najwyższą sankcyę moralną postępowania w sprawach narodowych, sankcyę, która pozwala się przeciwstawić całemu pokoleniu dzisiejszemu, jeżeli się ono narodowym obowiązkom sprzeniewierza. Ta etyka pozwala zmniejszyć lub nawet zniszczyć dobrobyt, spokój i szczęście dzisiejszego pokolenia, jeżeli poświęcenie go jest potrzebne dla utrzymania ciągłości narodowego bytu, dla ocalenia tego, co nam pozostawiła przeszłość, dla rozwoju tego bytu w przyszłości. Ta etyka nie obowiązuje do myślenia w ten sarn sposób, jak myśleli ojcowie i te lub inne wielkie duchy narodu, ale do myślenia i postępowania tak, jak to jest potrzebne do zachowania i rozwoju i istoty narodowej całości, do przekazania przyszłym pokoleniom tego, co nam zostawili ojcowie, a czego pod grozą utraty lub zachwiania narodowego bytu roztrwonić nie wolno. (…)
R. Dmowski, Myśli nowoczesnego Polaka, Towarzystwo Wydawnicze, Lwów 1907, str. 237, rdz. VIII. PODSTAWY POLITYKI POLSKIEJ., I. PODSTAWY ETYCZNE.

Jeśli ktokolwiek potrafi podobne zalecenia wywieść z myśli konserwatywnej, zostanę konserwatystą. Nie jestem pewien, czy Dmowski „dojrzał” w sensie narodowym. Wydaje się raczej, że realia polityczne zmusiły go do zrezygnowania ze znaczącej części jego własnej idei – i przeróbki idei narodowej na dysfunkcjonalną, miotającą się między uniwersalizmem katolickim a egoistycznym interesem narodowym chadecję. Ten taktyczny kompromis ideologiczny mści się na polskiej szkole myśli narodowej do dziś. Dmowski nie przewidział tego, że kościół i jego dostojnicy mogą mieć interesy sprzeczne z polskim interesem narodowym (w istocie rzadko było inaczej, czego ukoronowaniem było poparcie głowy kościoła dla polskiej akcesji do Unii Europejskiej – czyli przyzwolenie na stopniowy demontaż państwowości polskiej w imię watykańskich mrzonek o „rechrystianizacji Europy”). Nie przewidział, że tożsamość narodowa to co innego niż tożsamość wyznaniowa (mimo, że w okresie międzywojennym istotnie zwykle tak było) – wskutek czego laicyzujące się społeczeństwo ma z ruchem narodowym coraz mniej po drodze – i jest od niego odpędzane przez nadających ton fanatyków katolickich (co ciekawe – zarówno w organizacjach młodzieżowych, jak i tych mocno wiekowych). Z tego zła wyrządzonego polskiej narodowej myśli politycznej naród polski do dziś nie może się podnieść.

Droga polskiego ruchu narodowego nie wiedzie, niestety dla wniosków Autora, ścieżką wydeptaną przez pokolenia konserwatystów. Widać to szczególnie wyraźnie dziś, kiedy konserwatyści są bezradni ideowo wobec narastającego kryzysu ekonomicznego i katastrofy demograficznej oraz laicyzacji społeczeństwa. Dodatkowy problem – szybkiego wynaradawiania, niszczenia kultury polskiej wskutek atrakcyjności konsumpcyjnej tandety oferowanej przez „globalną wioskę” również nie może być zażegnany przez konserwatyzm. Nie ma w nim bowiem idei scalającej społeczeństwo (konserwatyzm może jedynie przeciwstawiać się procesom rozkładowym, spowalniać je, ale nie ma siły ideologicznej pozwalającej na odwracanie już dokonanego rozkładu). Dlatego tak łatwo o sojusze konserwatywno – liberalne (a de facto – libertariańskie). Idea narodowa ze swej natury scala społeczeństwo. I dlatego prędzej czy później ruch narodowy będzie musiał się rozprawić z libertariańskimi dywersantami infiltrującymi jego szeregi. Idea libertariańska planowo atomizuje społeczeństwo, niszczy spójność narodową, niszczy więź wynikającą z ogólnonarodowej wspólnoty interesów ekonomicznych:

(…)Tak etyka narodowa jest podstawą etyki międzyludzkiej. W interesie moralnego postępu ludzkości musi być zachowaną i coraz szersze w duszy ludzkiej zdobywać podstawy, coraz większą w postępowaniu jednostki odgrywać rolę. Gdzie ona ginie, całe życie społeczne stopniowo się rozkłada, społeczeństwo się atomizuje, wszelkie węzły moralne się zrywają, wzajemne zobowiązania znikają i staje się homo homini lupus (p.e.1984: Czyli – „‚doskonała’ konkurencja wolnorynkowa”.). Pozbawione jej zbiorowiska ludzkie stają się bezwładnymi, anarchicznymi masami, czekającymi na obcego pana, który ujmie je w nowe karby nie moralnego, ale fizycznego przymusu. (…)
Źródło: Op. cit, str. 241

Podsumowując pozwolę sobie przewrotnie odwrócić wniosek (o ile prawidłowo tenże zidentyfikowałem) Autora. To myśl konserwatywna – mimo swej wiekowości jest niedojrzałą myślą narodową, a nie – narodowa niedojrzałą konserwatywną. Konstatacja to smutna, bo pokazuje regres polskiej myśli narodowej, jaki dokonał się jeszcze za życia jej twórców.

Polska, Smoleńsk, Rosja – Winnickiemu i Zawiszy odpowiedź pisana na kolanie

Pisana naprędce polemika z tekstem http://prawica.net/32369

Ruch narodowy, czy atrapa rodem z kultu cargo?

Ruch narodowy, czy atrapa rodem z kultu cargo?

Polski ruch narodowy może i kiedyś powstanie. Może i kiedyś stanie się polski i narodowy. Do tego wciąż nam, Polakom jeszcze bardzo daleko. Polską scenę narodową zasiedlają głupcy i agenci, osoby, które z ideą narodową nie mają nic wspólnego, niekiedy nawet nie potrafią tworzyć jej atrap – tylko wręcz wynoszą na piedestał postawy i czyny, które narodowcy końca XIX (i co trzeźwiejsi z okresu poźniejszego) by potępili.
Polski ruch narodowy nie dźwignie się, póki będzie miał takich przywódców – i póki będzie krążył wokół pojęć, które ci „przywódcy” umieszczają w centrum „narodowej” „debaty”.

My, narodowcy, zdecydowanie się pod taką oceną Lecha Kaczyńskiego nie podpisujemy, choć zaznacza, że niewątpliwie jego prezydentura pozytywnie odznaczyła się na tle Jaruzelskiego, Kwaśniewskiego, Wałęsy i Komorowskiego. Artur Zawisza podsumowuje: nie uważamy, aby historia Polski zaczęła się lub skończyła w Smoleńsku.

No tak, prezydent likwidujący Traktatem Lizbońskim polską suwerenność jest lepszy od Jaruzelskiego, Wałęsy czy Komorowskiego. A tu mamy Lecha Kaczyńskiego, jak tłumaczy Żydom, że polscy żołnierze bronią w Iraku i Afganistanie interesów Izraela – i tylko dlatego tam są:
http://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=x9o9m08F5AE

L.K. nie był ani lepszy ani gorszy od innych Eskimosów. Jest za to jedynym Eskimosem, który za likwidację państwa polskiego i zdradę stanu trafił na Wawel, przy poklasku mas polskich goim z SS* i nie tylko.

Od klęski jednak musimy przejść do zwycięstwa i dlatego pisał Robert Winnicki w drugą rocznicę Smoleńska: nie do końca ufam patriotyzmowi opartemu wyłącznie na sentymentalnych przeżyciach. Bo jeśli to są wyłącznie uczucia, a nie twarda, życiowa postawa, jeśli przyjdą inne, równie silne wstrząsy, tylko o przeciwnym, antypatriotycznym wektorze, to co stanie się wtedy ze wszystkimi „wzruszonymi” i „przeżywającymi”?

Patriotyzm = idiotyzm. Nie za każdą „ojczyznę” Polak ma umierać i nie każdej „ojczyźnie” ma poświęcać życie. „Ojczyzną” mogła być monarchia austrowęgierska. „Ojczyzną” mogły być Prusy czy matuszka Rosja. „Ojczyzną” może być bandycki reżim kolonialno-kompradorski okupujący obecnie jako III RP dawne polskie terytorium.
Obowiązki ma się wobec narodu i państwa narodowego na gruncie świadomości narodowej i świadomości etnicznych źródeł tych powinności.

Czy trafne jest przypuszczenie radykalnego Piotra Lisiewicza, że za wszystkim stoi Rosja? Artur Zawisza nazajutrz po Marszu Niepodległości mówił dla Polskiego Radia: dzisiaj problemy Polski są między Moskwą a Berlinem. Mamy z jednej strony rosyjski neoimperializm, z drugiej strony niemiecką eurohegemonię, gdzie kanclerz federalna występuje w roli nowego führera i decyduje o tym, na co idą polski podatki.

Dzisiaj problemy Polski są między Berlinem, Waszyngtonem a Tel Avivem.
Dowód 1: gdyby Polska miała problem z Rosją, a nie na odwrót, to przez Polskę biegłby do tej pory Jamał II i Jamał III.
Dowód 2: wystąpienie L. Kaczyńskiego (powyżej) – i jego wyjaśnienie obecności polskich wojsk w krajach arabskich
Dowód 3: gospodarcza wasalizacja Polski względem Niemiec (kapitałowa i handlowa)
Dowód 4: Polska kupiła F-16, a nie Grippeny, nie mówiąc o MiG-ach czy Su

Natomiast w wywiadzie dla Najwyższego Czas!-u pytany o kwestie niepodległościowe Artur Zawisza odpowiada: suwerennie, a więc poza kontrolą ze Wschodu, Bliskiego Wschodu, Wielkiego Wschodu oraz zdegenerowanego Zachodu. To nie oznacza antyokcydentalizmu, bo chrześcijański Zachód trzeba odbudowywać w duchu cywilizacji łacińskiej.

Odbudujcie Polskę w polskim duchu narodowym (narodowym, nie – katolickim, bo Polska jest dobrem całego narodu i służyć ma wszystkim Polakom, a nie konkretnemu wyznaniu). A co do odbudowywania czegokolwiek poza Polską – Polska ma na gruncie etnicznym obowiązki wobec Słowiańszczyzny, a nie „Zachodu”, „cywilizacji łacińskiej” czy innych fatamorgan. Tylko ścisła kooperacja państw słowiańskich, współdzielących dziś los niewolników odartych z majątku narodowego i planowo wyniszczanych demograficznie może dać Polsce szansę na wyrwanie się z podporządkowania Waszyngtonowi, Tel Avivowi i Berlinowi.

Piotr Lisiewicz zarzuca Robertowi Winnickiemu pełne poparcie dla pojednania polskiego Kościoła i rosyjskiej Cerkwi. Ubolewa, iż prezes Młodzieży Wszechpolskiej pisał na swoim blogu: podpisanie dokumentu ocenić należy pozytywnie (…) dla polskiej prawicy jest zaś dobrym przypomnieniem, co stanowi główne zagrożenie dla kultury i cywilizacji, dla Polski i Polaków: nie jest nim Moskwa, a demoliberalizm, laicyzm i konsumpcjonizm.

Polska „prawica” – i „prawica” w ogóle to twór absurdalny. Poglądy polityczne można mieć narodowe albo antynarodowe. Jeśli dla kogoś ważniejsze są generowane sztucznie, dla zajęcia wyborczego bydła, konflikty w sprawach drugo- i trzeciorzędnych – zostaje „prawicowcem” albo „lewicowcem”. Udział w tej walce godzi w interesy narodowe przez odrywanie debaty publicznej od spraw narodowych. Cała „polityka” zorganizowana dla polskiego bydła w kompradorskiej III RP obraca się wokół kwestii nieistotnych. Jednocześnie kwestie istotne są zamilczane. Rozgrabiany jest za psi pieniądz majątek narodowy, który miał dać uczciwą pracę i szansę rozwoju zawodowego przyszłych pokoleń Polaków. Polacy są wyniszczani materialnie, pozbawiani pracy i zmuszani do emigracji, pozbawiani dostępu do opieki medycznej (kolejki, kontrakty NFZ wyczerpane już we wrześniu), pozbawiani możliwości zakupu mieszkania i założenia rodziny. To nie „laicyzm” jest „cywilizacją śmierci” – to panujący w III RP ustrój ekonomiczny – kapitalizm kompradorski jest „ustrojem planowej eksterminacji”. Rozprzężenie obyczajów to przy rzezi dokonywanej na narodzie polskim przez sługi „mechanizmu rynkowego” problem niewart dyskusji.
Polacy pełnią rolę mięsa armatniego w niepolskich wojnach. W tym samym czasie paru zawodowych ogłupiaczy kieruje uwagę polskiego bydła na (starannie wyreżyserowane) „konflikty”. Ostatnie przykłady – „krzyżacy” i „multipleks”. Żeby się młodzież wyszalała – organizowane są happenigi, na których agentura „narodowa” ma się uwiarygodnić przed zdezorientowaną polską hołotą przed telewizorami.

Dobrze, że publicysta niepodległościowego tygodnika i dziennika przywołuje wątek Narodowych Sił Zbrojnych. Tak się składa, że młodzi wszechpolacy i narodowi radykałowie stanowią dzisiaj narybek Związku Żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych, którego wiceprezesem został Artur Zawisza „na rozkaz” głównego założyciela i honorowego prezesa Związku dr. Bohdana Szuckiego. Dzięki aktywności młodego pokolenia sędziwi kombatanci mogli ostatnio cieszyć się hucznymi obchodami 70-lecia NSZ i uchwała sejmową w tej sprawie, choć zakłóconą haniebnymi słowami postkomunistycznego aparatczyka jakoby żołnierze narodowej konspiracji byli „sojusznikami Hitlera”. Tymczasem klip filmowy będący historyczną syntezą wykonany na zlecenie ZŻ NSZ pokazuje sceny walki z Niemcami i Sowietami traktowanymi równorzędnie jako „dwaj wrogowie Polski”.

Powojenne działanie NSZ było zwykłą bezcelową, pozbawioną szans na osiągnięcie czegokolwiek głupotą narodową. Taką samą, jak Powstanie Styczniowe (polecam szczególnie tekst „Powstanie Styczniowe – chybiony patriotyzm i spustoszenia w świadomości narodowej współczesnych Polaków”) czy Powstanie Listopadowe (choć ze względu na stosunek sił bliższą temu pierwszemu). Za dopuszczenie do tej głupoty narodowej odpowiada rząd londyński, dowództwo AK, przywództwo polityczne władz podziemnych (dla części scalonej NSZ) i przywództwo NSZ (dla „Związku Jaszczurczego”). Co trzeźwiejsi Polacy potrafili zdiagnozować bezsens podziemia zbrojnego po 1945 od razu (np. B. Piasecki i gen. E. Fieldorf „Nil”).

Trzeba o tym wspomnieć, bo to wcale nie znaczy, że można odmawiać narodowych i szlachetnych inspiracji np. twórcom powojennego Instytut Zachodniego wywodzącym się ze Stronnictwa Narodowego albo walorów kulturotwórczych książkom wydawanym przez Instytut PAX współzarządzany przez żołnierzy wojennej Konfederacji Narodu. Patrzymy na wszystko realistycznie i zdroworozsądkowo (tak, panie Piotrze, zdroworozsądkowo), ale jednocześnie uważamy, że bardzo gorzkim imieniem realizmu lat czterdziestych było imię „żołnierzy wyklętych” i doprawdy prosimy nie pouczać nas w tej kwestii.

Panowie budujecie postawy patriotyczne polskiej młodzieży wokół surrealizmu politycznego – i skutków polskiej głupoty politycznej, którą pięknie obrazują stenogramy ze spotkań Mikołajczyk-Churchill oraz depesze krążące między rządem londyńskim a dowództwem AK i rządem podziemnym w Warszawie. W apogeum ekonomicznej agresji na naród polski, dokonywanej przy użyciu metod kapitalistycznych, panowie walczycie z „komunizmem”, po którym nie został ślad. Osoby nazywane przez was „komunistami” to najzwyklejsi w świecie eskimoscy karierowicze, którzy dziś są „dobrymi kapitalistami” i „wolnorynkowcami”, a nie żadnymi „komunistami”. Nie uderzacie nawet w elity kompradorskie, neomagnaterię uwłaszczoną na majątku narodowym. Dla was jest ważniejsza zakurzona legitymacja partyjna niż pałac świeżo wybudowany za pieniądze zagrabione polskiemu państwu i polskim robotnikom.
Czas, przez jaki będziecie mącić w głowach polskiej młodzieży poszukującej drogi do poglądów narodowych jest policzony głupotą i antypolskością waszych działań i wypowiedzi – oraz waszym brakiem wizji.
______________
* Sekty Smoleńskiej

Rosja obrońcą wolnego świata, czy krajem trzeciego świata? Modele geopolityczne dla Polski.

Współczesne państwa słowiańskie z zaznaczonym podziałem na trzy grupy:

Polemika z tekstem A. Wielomskiego „Rosja obrońcą wolnego świata? Modele geopolityczne dla Polski”

Pan prof. Wielomski napisał dość groteskową obronę Rosji Putina. Przede wszystkim – jeśli na świecie istniałyby tylko dwa reżimy – hitlerowska III Rzesza, z Gestapo, obozami koncentracyjnymi, Einsatzkomandami i Sonderkomandami SS z jednej strony, a z drugiej stalinowski ZSSR, z NKWDo-żydowskimi specjalistami od mordowania i katowania, tysiącami łagrów i Łubianek – to czy przez prostą opozycję wobec III Rzeszy ZSRR stawałby się „obrońcą wolnego świata”? To pokazuje mniej więcej, jaki błąd popełnił prof. Wielomski formułując samą tezę artykułu (streszczoną w metaforze powyżej). Nie znaczy to bynajmniej, że porównuję Rosję z ZSRR lub III Rzeszą. Po prostu inny rodzaj totalitaryzmu mamy w USA, inny w Unii Europejskiej a inny w Rosji, co nie czyni z Rosji oazy wolności tylko ze względu na konflikt z USA.

Co do praktyki polityki zagranicznej Rosji – pan Wielomski raczył zignorować akceptację Rosji dla bandyckiej wojny przeciw Irakowi i sprzedanie rzeźnikom Libii – kraju, który był wg ONZ wzorem przestrzegania praw człowieka. Bardzo powątpiewam, czy czyni to z Rosji putinowskiej „obrońcę wolnego świata”. Bardzo bym chciał, żeby móc o Rosji tak mówić, ale nie widzę żadnych powodów po temu. Jeśli Rosja twardo broni dziś Assada z racji bycia „obrończynią wolności”, dlaczego nie broniła twardo Saddama (którego Irak był najbardziej europejskim państwem regionu!; pamiętajmy – Putin był prezydentem, kiedy niszczono Irak) ani Kadafiego?

Jeszcze w kwestii „wolnego świata” – państwo o gospodarce przejętej przez obcy kapitał (wiadomo jakiej narodowości), w szczególności – w obszarze sektora bankowego, państwo rokrocznie grabione z bogactw naturalnych i owoców pracy swojego narodu przez kastę neomagnaterii i międzynarodowe pijawki pochodzące ze „zniewolonego świata” nie może być uznawane za „wolny świat”. W tym państwie naród został poddany ekonomicznemu holokaustowi znacznie ostrzejszemu niż III RP – a w III RP mówi się o katastrofie demograficznej. Rosja, z racji beznadziei ekonomicznej została dotknięta plagą samobójstw i narkomanii o jakiej Polakom się nie śniło. Rosja to nie jest wolny świat. To jest przykład skondensowania wszelkich patologii, niesprawiedliwości i tyranii, które składają się na to ohydztwo, które nazywamy „wolnym światem”. Nie wiem, na ile Putin chce i może walczyć z tym, co dotknęło jego państwo i jego naród. Wiem, że nie położył kresu systemowi oligarchicznemu, lecz utemperował niewygodnych bandytów-„biznesmenów” – a wygodnych nie mniejszych bandytów pozostawił. Wie Pan, panie profesorze Wielomski, kiedy Rosja będzie wolnym światem? Wtedy, kiedy zrenacjonalizuje swój rozgrabiony majątek narodowy i po wprowadzeniu narodowej gospodarki centralnie planowanej (z NEPowską drobną inicjatywą indywidualną) dopuści cały naród rosyjski do korzystania z bogactw Rosji – każdego wedle wkładu pracy w ogólnonarodowy dobrobyt. Bo gospodarka kapitalistyczna jak dotąd uczyniła z Rosji kraj trzeciego świata – z tą różnicą, że kraje trzeciego świata zwykle nie wymierają, a Rosja w części słowiańskiej – tak.

Czyż mojego sposobu rozumowania nie podzielili ostatnio polscy biskupi, podpisując umowę z patriarchą Cyrylem I? Cel był prosty: oderwać się od „unilateralnego” zachodniego zsekularyzowanego liberalizmu i stworzyć chrześcijański Grossraum z prawosławiem. Czy biskupi też są „agentami wpływu”?

Panie profesorze, co myślą „polscy” biskupi – trudno orzec, natomiast jest pewne, że tych panów nie obchodzi interes Polski i narodu polskiego – a co najwyżej – pewnej rzymskiej frakcji chrześcijaństwa (a może najbardziej JUDEOchrześcijaństwa) – ewentualnie korzyść chrześcijaństwa w ogóle, ostatecznie (z wielkim bólem) także nierzymskiego. Idea tworzenia bloków politycznych w oparciu o religię jest absurdem – religia to czysty irracjonalizm, polityka to racjonalizm w najbrutalniejszej formie – makiaweliczny pragmatyzm. Jedyne idee, które w polityce zwyciężają to idee organizacji interesów wokół grup narodowych. Jedynym racjonalnym przedłużeniem takiej organizacji w obszar ponadnarodowy jest oparcie się o koncepcję superetnosu. Ta koncepcja – panslawizm (na polskiej scenie politycznej głoszony ostatnio jedynie przez Bolesława Tejkowskiego z Polskiej Wspólnoty Narodowej i realizowany przez jego Polski Komitet Słowiański) jest od początku po dziś dzień zwalczana przez Żydów – także tych udających polskich patriotów-„prawicowców” a nawet „narodowców”. Dlaczego? Bo realizacja tej idei grozi stworzeniem bloku zdolnego do przeciwstawienia się Żydom rządzącym tzw. „wolnym światem” za pomocą przemysłu lichwiarskiego, własności środków produkcji i mediów – oraz skorumpowanych kukiełek zwących się politykami.

Z samą mechaniką „lawirowania” państw relatywnie wolnych pomiędzy rywalizującymi o wpływy tyraniami, opisaną w tekście zgadzam się – realizuje ją prawdziwy mistrz realpolitik i prawdziwy mąż stanu – Łukaszenko. Dowód na to że Łukaszenko to mąż stanu? Gdyby Białorusią rządziły prostytutki porównywalne do polskich, nie byłoby już w rękach białoruskich przemysłu, a o polityce wewnętrznej i międzynarodowej decydowano by w Brukseli, Waszyngtonie lub Moskwie. Oczywiście Białoruś także podlega stopniowej pacyfikacji i grabieży, ale proces ten jest powolny – i wymuszany szantażem finansowym – to nie jest ochocze wypinanie zadka praktykowane przez słabo udających Polaków „polityków” znad Wisły.