Salon24 nasila cenzurę. Blokada informacji w polskim internecie.

Salon24 cenzura knebel

Ciekawym przyczynkiem do cenzury na Salon24 jest przygoda jednego z kolporterów Polskiej Myśli Narodowej. Ponieważ „głównonurtowe” / „oficjalne” portale stosują agresywną cenzurę, dotarcie do czytelnika z linkami do tekstów na PMN jest coraz trudniejsze w tamtej „opiniotwórczej” części internetu. Działanie propagujące PMN na salon24 z konta połączonego z blogiem mija się z celem – nakład pracy włożony w dodawanie artykułów może być w każdej chwili zniweczony przez zarządców tego pastwiska informacyjnego dla polskiego bydła. W związku z tym problemem Niklot zaproponował, że będzie dodawał linki w gotowych, ładnie sformatowanych komentarzach z konta przeznaczonego wyłącznie do komentowania. Bardzo szybko natrafił na „niewidzialny mur”. Jego przygoda świadczy o nie tylko nadzwyczajnym zaostrzeniu cenzury, ale też i o tym, że pastuchy polskiego bydła na salon24 mając do dyspozycji sankcję ukrycia konta, decydują się raczej na uniemożliwienie czytelnikom dotarcia do linków prowadzących do PMN. Nauka, jaka płynie z tego zdarzenia jest dość ponura. Ktokolwiek zechce łamać blokadę informacyjną musi szybko zmieniać konta po kilku wypowiedziach, aby nie narażać już dodanych komentarzy na hurtowe usunięcie. Taki tryb partyzanckiej walki jest niestety bardzo czasochłonny (ciągła zmiana adresów email i kont na s24), a korzyści z niego stają się – jak się przekonał Niklot – krótkotrwałe.
Przygoda ta jest jednak bardzo ważnym źródłem wiedzy o rzeczywistości, jaka nas otacza.

Poniższy list pokazuje, czym kończą się próby docierania z prawdą do czytelników salon24:

From: niklot@***.com
To: palmer_eldritch_1984@***
Sent: 15:02 Monday, 10. December 2012
Subject: Re: Szablony

Sława!
Dzięki za szablony komentarzy. Długo nie podziałałem. Przy próbie logowania na s24 miałem komunikat „błąd logowania”. Po kilku logowaniach sprawdziłem http://niklot.salon24.pl/ . Usunęli całe konto, razem ze wszystkimi komentarzami. Szokujące, bo zdążyłem skomentować szablonami 4 teksty. Raz „Pokłosie” i trzy razy Powstanie Listopadowe. Żadnych ostrzeżeń, żadnego ukrywania, po prostu usunięcie całości. Jeśli chcesz zrobić o tym tekst, pośpiesz się, póki coś jest w pamięci google. Czytałem o takich akcjach s24, ale żeby rzucać się na konto z paroma komentarzami? Im już chyba odbiło.
Linki (2 komentarze, późniejszych nie ma w keszu):
http://webcache.googleusercontent.com/search?hl=pl&tbo=d&output=search&sclient=psy-ab&q=cache:2MHuYIqBL0UJ:http://niklot.salon24.pl/comments/%2Bksi%C4%85%C5%BC%C4%99+niklot+site:salon24.pl&gbv=1&ct=clnk
http://webcache.googleusercontent.com/search?hl=pl&tbo=d&output=search&sclient=psy-ab&q=cache:PBB_zRS67VcJ:http://wnuki.salon24.pl/468322,dzisiaj-rocznica-wybuchu-powstania-listopadowego%2Bksi%C4%85%C5%BC%C4%99+niklot+site:salon24.pl&gbv=1&ct=clnk

Pzdr.
Niklot

Oto zrzuty ekranowe, w archiwum google były tylko 2 posty:
cenzura_salon24_niklot001.png
cenzura_salon24_niklot002.png
Która z wypowiedzi spowodowała skasowanie konta?

Teksty powiązane
Knebel na Salon24, czyli rzecz o wypasie dezinformacyjnym polskiego bydła internetowego
Fora fałszywych prawd i z góry zaplanowanych autorytetów

Polsko-żydowskie „braterstwo” broni

Judeopolonia według "katolika" i "konserwatysty"

Judeopolonia według „katolika” i „konserwatysty”

Marek Szmidt, piszący jako Stefan Detko zabrał na naszeblogi.pl głos w kwestii polskiego udziału w wojnach Izraela i USA na Bliskim Wschodzie: Polskie gwarancje dla Izraela (?). Przyznam, że tekst ten mnie poraził na tyle, że pozwalam sobie skomentować go obszernie, aby pokazać kompleksowo błędy w myśleniu zapewne dużej grupy Polaków zwiedzionych najwyraźniej propagandą judeokonserwatywną i judeokatolicką, jako że do tych dwóch filarów Stefan Detko odwołuje się w swoim tekście.
UWAGA: Publikacja niniejszego tekstu zaowocowała kampanią oszczerstw prowadzoną przez Szmidta za pomocą portali, których właściciele zablokowali moje konta: niepoprawni.pl i nowyekran.pl (aktualizacja: moje konto na nowyekran.pl zostało odblokowane po kilku miesiącach przez administratora ds. informatycznych, widać doszło tam do przesileń, natomiast na naszeblogi.pl Szmidt wymusił zablokowanie mojego konta). Czytelników odsyłam do tekstu, w którym kłamstwa Szmidta na mój temat i redakcji Polskiej Myśli Narodowej zostały zdemaskowane – oraz wskazane zostały antypolskie, już otwarcie syjonistyczne tezy Szmidta: Marek Stefan Szmit: niebezpieczny oszczerca nabierający Polaków „katolicyzmem” na filosemityzm i Judeopolonię.

M.S. Szmidt vel Stefan Detko napisał:
Co do Izraela. Polska, konserwatywna i katolicka opinia publiczna, jest skłonna (…) także i co więcej udzielić Izraelowi gwarancji przyjęcia ewentualnych uchodźców cywilnych, zagrożonych ostrzałem broni konwencjonalnych i – nie daj B*że – jądrowych.

Szanowny Panie Szmidt, cieszę się, że wie Pan, co myśli „polska” konserwatywna i katolicka opinia publiczna, niemniej polska opinia publiczna powinna zdawać sobie sprawę, że przyjmowanie Żydów do Polski skończyło się kiedyś tak: Judeopolonia – żydowskie państwo w państwie polskim. Czy tak bardzo to dziś Polakom i Polkom potrzebne – pozwolę sobie wątpić. Jeśli na Bliskim Wschodzie dojdzie do wojny, będzie to wojna sprowokowana i wywołana przez Izrael, a nie Iran – i Polacy nie mają powodu do jakiegokolwiek solidaryzmu z nacją agresora. Dziwi mnie, że nie nawołuje Pan do przyjęcia ewentualnych uchodźców cywilnych z Iranu, zagrożonych, jak Pan to trafnie ujął „ostrzałem broni konwencjonalnych i – nie daj B*że – jądrowych”. Polski gest byłby tym bardziej usprawiedliwiony, że Irańczycy przyjęli polskich uchodźców z ZSRR (wraz z masą syjonistów i żydowskich oficerów, którzy potem urządzili jatki Palestyńczykom na dzisiejszych terenach Izraela).

M.S. Szmidt vel Stefan Detko napisał:
Powyższa opinia jest natury politycznej i wynika z wielowiekowej tradycji historycznej, udzielania przez Rzeczypospolitą schronienia Izraelowi, na Jej ziemiach.

Ponownie zapytam, czy chodzi o tą „wielowiekową tradycję historyczną”, o której pisze L. Szcześniak: Judeopolonia – żydowskie państwo w państwie polskim?

M.S. Szmidt vel Stefan Detko napisał:
Tak więc, mając w pamięci, iż w pokoleniach poprzednich Izrael wywiązywał się ze swych obowiązków ochranianego i pod wspólny dach przyjętego, zraszając krwią swoją ziemie Rzeczypospolitej w Jej obronie oraz przyczynił się bezsprzecznie do wspólnego rozwoju materialnego i kulturowego, dając z siebie wielu wybitnych Polaków, tak w pokoleniach ostatnich, aktywnych od roku 1939-go do dnia dzisiejszego, dał wiele przykładów niewdzięczności (…)

Szanowny Autorze, pozwolę sobie zapytać, czy Autorowi nieznane są zdarzenia, które miały miejsce przed rokiem 1939, a opisane tu: Żydzi a Powstanie Styczniowe i jego planowo antypolski wymiar i tu: Powstanie Listopadowe a Żydzi, jak również tu: Tadeusz Gluziński (pseud. Henryk Rolicki), Zmierzch Izraela: Frankiści i mniejszość żydowska a geneza powstania listopadowego?
Czytaj więcej

Polska, Smoleńsk, Rosja – Winnickiemu i Zawiszy odpowiedź pisana na kolanie

Pisana naprędce polemika z tekstem http://prawica.net/32369

Ruch narodowy, czy atrapa rodem z kultu cargo?

Ruch narodowy, czy atrapa rodem z kultu cargo?

Polski ruch narodowy może i kiedyś powstanie. Może i kiedyś stanie się polski i narodowy. Do tego wciąż nam, Polakom jeszcze bardzo daleko. Polską scenę narodową zasiedlają głupcy i agenci, osoby, które z ideą narodową nie mają nic wspólnego, niekiedy nawet nie potrafią tworzyć jej atrap – tylko wręcz wynoszą na piedestał postawy i czyny, które narodowcy końca XIX (i co trzeźwiejsi z okresu poźniejszego) by potępili.
Polski ruch narodowy nie dźwignie się, póki będzie miał takich przywódców – i póki będzie krążył wokół pojęć, które ci „przywódcy” umieszczają w centrum „narodowej” „debaty”.

My, narodowcy, zdecydowanie się pod taką oceną Lecha Kaczyńskiego nie podpisujemy, choć zaznacza, że niewątpliwie jego prezydentura pozytywnie odznaczyła się na tle Jaruzelskiego, Kwaśniewskiego, Wałęsy i Komorowskiego. Artur Zawisza podsumowuje: nie uważamy, aby historia Polski zaczęła się lub skończyła w Smoleńsku.

No tak, prezydent likwidujący Traktatem Lizbońskim polską suwerenność jest lepszy od Jaruzelskiego, Wałęsy czy Komorowskiego. A tu mamy Lecha Kaczyńskiego, jak tłumaczy Żydom, że polscy żołnierze bronią w Iraku i Afganistanie interesów Izraela – i tylko dlatego tam są:
http://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=x9o9m08F5AE

L.K. nie był ani lepszy ani gorszy od innych Eskimosów. Jest za to jedynym Eskimosem, który za likwidację państwa polskiego i zdradę stanu trafił na Wawel, przy poklasku mas polskich goim z SS* i nie tylko.

Od klęski jednak musimy przejść do zwycięstwa i dlatego pisał Robert Winnicki w drugą rocznicę Smoleńska: nie do końca ufam patriotyzmowi opartemu wyłącznie na sentymentalnych przeżyciach. Bo jeśli to są wyłącznie uczucia, a nie twarda, życiowa postawa, jeśli przyjdą inne, równie silne wstrząsy, tylko o przeciwnym, antypatriotycznym wektorze, to co stanie się wtedy ze wszystkimi „wzruszonymi” i „przeżywającymi”?

Patriotyzm = idiotyzm. Nie za każdą „ojczyznę” Polak ma umierać i nie każdej „ojczyźnie” ma poświęcać życie. „Ojczyzną” mogła być monarchia austrowęgierska. „Ojczyzną” mogły być Prusy czy matuszka Rosja. „Ojczyzną” może być bandycki reżim kolonialno-kompradorski okupujący obecnie jako III RP dawne polskie terytorium.
Obowiązki ma się wobec narodu i państwa narodowego na gruncie świadomości narodowej i świadomości etnicznych źródeł tych powinności.

Czy trafne jest przypuszczenie radykalnego Piotra Lisiewicza, że za wszystkim stoi Rosja? Artur Zawisza nazajutrz po Marszu Niepodległości mówił dla Polskiego Radia: dzisiaj problemy Polski są między Moskwą a Berlinem. Mamy z jednej strony rosyjski neoimperializm, z drugiej strony niemiecką eurohegemonię, gdzie kanclerz federalna występuje w roli nowego führera i decyduje o tym, na co idą polski podatki.

Dzisiaj problemy Polski są między Berlinem, Waszyngtonem a Tel Avivem.
Dowód 1: gdyby Polska miała problem z Rosją, a nie na odwrót, to przez Polskę biegłby do tej pory Jamał II i Jamał III.
Dowód 2: wystąpienie L. Kaczyńskiego (powyżej) – i jego wyjaśnienie obecności polskich wojsk w krajach arabskich
Dowód 3: gospodarcza wasalizacja Polski względem Niemiec (kapitałowa i handlowa)
Dowód 4: Polska kupiła F-16, a nie Grippeny, nie mówiąc o MiG-ach czy Su

Natomiast w wywiadzie dla Najwyższego Czas!-u pytany o kwestie niepodległościowe Artur Zawisza odpowiada: suwerennie, a więc poza kontrolą ze Wschodu, Bliskiego Wschodu, Wielkiego Wschodu oraz zdegenerowanego Zachodu. To nie oznacza antyokcydentalizmu, bo chrześcijański Zachód trzeba odbudowywać w duchu cywilizacji łacińskiej.

Odbudujcie Polskę w polskim duchu narodowym (narodowym, nie – katolickim, bo Polska jest dobrem całego narodu i służyć ma wszystkim Polakom, a nie konkretnemu wyznaniu). A co do odbudowywania czegokolwiek poza Polską – Polska ma na gruncie etnicznym obowiązki wobec Słowiańszczyzny, a nie „Zachodu”, „cywilizacji łacińskiej” czy innych fatamorgan. Tylko ścisła kooperacja państw słowiańskich, współdzielących dziś los niewolników odartych z majątku narodowego i planowo wyniszczanych demograficznie może dać Polsce szansę na wyrwanie się z podporządkowania Waszyngtonowi, Tel Avivowi i Berlinowi.

Piotr Lisiewicz zarzuca Robertowi Winnickiemu pełne poparcie dla pojednania polskiego Kościoła i rosyjskiej Cerkwi. Ubolewa, iż prezes Młodzieży Wszechpolskiej pisał na swoim blogu: podpisanie dokumentu ocenić należy pozytywnie (…) dla polskiej prawicy jest zaś dobrym przypomnieniem, co stanowi główne zagrożenie dla kultury i cywilizacji, dla Polski i Polaków: nie jest nim Moskwa, a demoliberalizm, laicyzm i konsumpcjonizm.

Polska „prawica” – i „prawica” w ogóle to twór absurdalny. Poglądy polityczne można mieć narodowe albo antynarodowe. Jeśli dla kogoś ważniejsze są generowane sztucznie, dla zajęcia wyborczego bydła, konflikty w sprawach drugo- i trzeciorzędnych – zostaje „prawicowcem” albo „lewicowcem”. Udział w tej walce godzi w interesy narodowe przez odrywanie debaty publicznej od spraw narodowych. Cała „polityka” zorganizowana dla polskiego bydła w kompradorskiej III RP obraca się wokół kwestii nieistotnych. Jednocześnie kwestie istotne są zamilczane. Rozgrabiany jest za psi pieniądz majątek narodowy, który miał dać uczciwą pracę i szansę rozwoju zawodowego przyszłych pokoleń Polaków. Polacy są wyniszczani materialnie, pozbawiani pracy i zmuszani do emigracji, pozbawiani dostępu do opieki medycznej (kolejki, kontrakty NFZ wyczerpane już we wrześniu), pozbawiani możliwości zakupu mieszkania i założenia rodziny. To nie „laicyzm” jest „cywilizacją śmierci” – to panujący w III RP ustrój ekonomiczny – kapitalizm kompradorski jest „ustrojem planowej eksterminacji”. Rozprzężenie obyczajów to przy rzezi dokonywanej na narodzie polskim przez sługi „mechanizmu rynkowego” problem niewart dyskusji.
Polacy pełnią rolę mięsa armatniego w niepolskich wojnach. W tym samym czasie paru zawodowych ogłupiaczy kieruje uwagę polskiego bydła na (starannie wyreżyserowane) „konflikty”. Ostatnie przykłady – „krzyżacy” i „multipleks”. Żeby się młodzież wyszalała – organizowane są happenigi, na których agentura „narodowa” ma się uwiarygodnić przed zdezorientowaną polską hołotą przed telewizorami.

Dobrze, że publicysta niepodległościowego tygodnika i dziennika przywołuje wątek Narodowych Sił Zbrojnych. Tak się składa, że młodzi wszechpolacy i narodowi radykałowie stanowią dzisiaj narybek Związku Żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych, którego wiceprezesem został Artur Zawisza „na rozkaz” głównego założyciela i honorowego prezesa Związku dr. Bohdana Szuckiego. Dzięki aktywności młodego pokolenia sędziwi kombatanci mogli ostatnio cieszyć się hucznymi obchodami 70-lecia NSZ i uchwała sejmową w tej sprawie, choć zakłóconą haniebnymi słowami postkomunistycznego aparatczyka jakoby żołnierze narodowej konspiracji byli „sojusznikami Hitlera”. Tymczasem klip filmowy będący historyczną syntezą wykonany na zlecenie ZŻ NSZ pokazuje sceny walki z Niemcami i Sowietami traktowanymi równorzędnie jako „dwaj wrogowie Polski”.

Powojenne działanie NSZ było zwykłą bezcelową, pozbawioną szans na osiągnięcie czegokolwiek głupotą narodową. Taką samą, jak Powstanie Styczniowe (polecam szczególnie tekst „Powstanie Styczniowe – chybiony patriotyzm i spustoszenia w świadomości narodowej współczesnych Polaków”) czy Powstanie Listopadowe (choć ze względu na stosunek sił bliższą temu pierwszemu). Za dopuszczenie do tej głupoty narodowej odpowiada rząd londyński, dowództwo AK, przywództwo polityczne władz podziemnych (dla części scalonej NSZ) i przywództwo NSZ (dla „Związku Jaszczurczego”). Co trzeźwiejsi Polacy potrafili zdiagnozować bezsens podziemia zbrojnego po 1945 od razu (np. B. Piasecki i gen. E. Fieldorf „Nil”).

Trzeba o tym wspomnieć, bo to wcale nie znaczy, że można odmawiać narodowych i szlachetnych inspiracji np. twórcom powojennego Instytut Zachodniego wywodzącym się ze Stronnictwa Narodowego albo walorów kulturotwórczych książkom wydawanym przez Instytut PAX współzarządzany przez żołnierzy wojennej Konfederacji Narodu. Patrzymy na wszystko realistycznie i zdroworozsądkowo (tak, panie Piotrze, zdroworozsądkowo), ale jednocześnie uważamy, że bardzo gorzkim imieniem realizmu lat czterdziestych było imię „żołnierzy wyklętych” i doprawdy prosimy nie pouczać nas w tej kwestii.

Panowie budujecie postawy patriotyczne polskiej młodzieży wokół surrealizmu politycznego – i skutków polskiej głupoty politycznej, którą pięknie obrazują stenogramy ze spotkań Mikołajczyk-Churchill oraz depesze krążące między rządem londyńskim a dowództwem AK i rządem podziemnym w Warszawie. W apogeum ekonomicznej agresji na naród polski, dokonywanej przy użyciu metod kapitalistycznych, panowie walczycie z „komunizmem”, po którym nie został ślad. Osoby nazywane przez was „komunistami” to najzwyklejsi w świecie eskimoscy karierowicze, którzy dziś są „dobrymi kapitalistami” i „wolnorynkowcami”, a nie żadnymi „komunistami”. Nie uderzacie nawet w elity kompradorskie, neomagnaterię uwłaszczoną na majątku narodowym. Dla was jest ważniejsza zakurzona legitymacja partyjna niż pałac świeżo wybudowany za pieniądze zagrabione polskiemu państwu i polskim robotnikom.
Czas, przez jaki będziecie mącić w głowach polskiej młodzieży poszukującej drogi do poglądów narodowych jest policzony głupotą i antypolskością waszych działań i wypowiedzi – oraz waszym brakiem wizji.
______________
* Sekty Smoleńskiej

Ślepy zaułek polskiej polityki – Piasecki i Nil a „wyklęci”

Fragmenty polemiki pod tekstem „Księża patrioci: http://niepoprawni.pl/blog/3081/ksieza-patrioci-1#comment-312691

Na tle „złego” duchowieństwa współpracującego z podziemiem, jaśniała w prasie coraz mocniej grupa „księży patriotów”, budowana na wzór czeski, a obecna coraz częściej w prasie komunistycznej od lata 1949 roku. Grupa ta wywodziła się przede wszystkim ze środowiska duszpasterstwa wojskowego, będącego w konflikcie z hierarchami a także spośród byłych więźniów obozów hitlerowskich oraz złamanych psychicznie duchownych, głównie ze Śląska.

Jasne, popieranie samobójstwa narodowego, sankcjonowanie rozlewu krwi patriotów w beznadziejnej walce to był szczyt patriotyzmu, a sprzeciwianie się jej przez księdza to była zdrada narodowa. Brawo. Nie dziwne, że duszpasterze wojskowi sprzeciwiali się partyzantce i „podziemiu”. Oni wiedzieli dobrze, jaki musi być finał walki zbrojnej.

A gen. Fieldorf patrzył na porywanie się z motyką na słońce (kiedy wrócił z zesłania) zupełnie inaczej:
Gen. Fieldorf „Nil” nie był „żołnierzem wyklętym”

Podczas obchodów Dnia Żołnierzy Wyklętych bardzo często posługiwano się nazwiskiem legendarnego gen. Augusta Emila Fieldorfa „Nila” (1895-1953), szefa Kedywu KG AK i organizacji „Nie”. Stawiano go w jednym szeregu np. z Józefem Kurasiem „Ogniem” czy innymi kontrowersyjnymi dowódcami oddziałów zbrojnych po 1945 roku.

Jest to jawne nadużycie i fałszowanie historii. Tak jak praktycznie wszyscy wysocy rangą oficerowie AK, „Nil” zdecydowanym przeciwnikiem kontynuowania walki w lesie przez byłych członków konspiracji. Uważał to za karygodne i bezcelowe, przynoszące umęczonemu narodowi dodatkowe ofiary.

„Nil” nie był obecny w Polsce w okresie największego nasilenia walki podziemnej w latach 1945-1947. Po powrocie z zsyłki, i zapoznaniu się z sytuacją – zajął jednoznaczne stanowisko. Jak wynika z dokumentów znajdujących się obecnie w IPN i wykorzystanych w pracy Marii Fieldorf i Leszka Zachuty pt. „Generał Fieldorf „Nil” – fakty, dokumenty, relacje” (Warszawa, 2006), „Nil” miał pretensję do swoich kolegów z Komendy Głównej AK. W raporcie agenturalnym niejakiego „Żukowskiego”, czytamy:

„Za winę Radosława [płk. Jana Mazurkiewicza] i [płk Jana] Rzepeckiego uważa utrzymywanie oddziałów leśnych po wyzwoleniu, co określa jako zbrodnicze i niezgodne z projektami. Akcję ujawniania powinien był podjąć Rzepecki. Władze Bezpieczeństwa były w tym czasie skłonne pójść na dalekie ustępstwa. Radosław nie umiał tego momentu wykorzystać i wyrządził tym szkodę. Rzepeckiego wina w tym, że powinien był sam sprawę rozwiązania AK i ujawnienia omawiać z władzami Bezpieczeństwa”.

Ponadto autorzy książki dodają: „Negatywny stosunek „Nila” do kontynuowania działalności konspiracyjnej znajduje potwierdzenie i w innych źródłach. Stanisława Wierzbicka „Chinka” przekazała GZI WP informację, że Fieldorf w czasie rozmowy na temat dawnej konspiracji „wyraził się, że potępia każdą obecną działalność podziemia i uważa, że najwyższy czas pozytywnie pracować dla kraju” (IPN w Warszawie, sygn. 0259/586, K. 51)”.

Taką ocenę sformułował mimo znanych mu faktów nie przestrzegania (choć nie zawsze) przez UB układów z dowódcami AK. Dlaczego „Nil” zajął takie stanowisko? Wyjaśnia to dalszy ciąg donosu „Żukowskiego”:

„Co myśli o sprawie podziemia i jego działania. N[il] uważa, że istnieje konflikt między ZSRR i Ameryką i że my Polacy nie mamy tu nic do powiedzenia. Raczej powinno się myśleć o pozostawaniu na uboczu. Mówi, że gdyby na przykład istniała teoretyczna możliwość powstania zbrojnego całego narodu, to rezultatem tego byłoby tylko zmniejszenie ludności o 25%. Związek Radziecki jest w stanie każdy ruch zbrojny zlikwidować”.

Na jakiej więc podstawie gen. „Nil” uznany jest przez organizatorów obchodów za niemal patrona i symbol Dnia Żołnierzy Wyklętych? Może dlatego, że potrzebne jest jakieś znane i szanowane nazwisko? Może chodzi o postawienie znaku równości między AK a „żołnierzami wyklętymi”? Tak czy inaczej, jest to manipulacja faktami i zakłamywanie prawdy historycznej. Oficerowie Komendy Głównej AK, jeszcze w 1945 roku, jasno stwierdzili, że takiego związku nie ma i powoływanie się przez odziały leśne na AK lub używanie jej nazwy jest bezprawne.

Przy tej okazji prezentowane są opinie, że dalsze losy gen. „Nila” (skazanie na śmierć w 1953 roku) są dowodem na to, że walka podziemna „wyklętych” była słuszna. Jest to opinia nie do przyjęcia. „Nil” postępował wedle zasady, że nadrzędny jest los całego narodu, a nie los jednostek. Nawet gdyby przewidział co go może czekać, nie zmieniłby zdania, bo jego troską była przyszłość umęczonego wojną narodu. Być może wtedy zdecydowałby się na emigrację, ale na pewno nie rzuciłby hasła: „walczymy dalej do upadłego, do końca”.

„Nil” był ofiarą terroru stalinowskiego, a nie „żołnierzem wyklętym”. Łączenie jego nazwiska z ideologią i historiozofią, która towarzyszy obchodom Dnia Żołnierzy Wyklętych – jest nie do przyjęcia. Ale to nie znaczy, żeby tego dnia nie oddawać Mu hołdu, co niniejszym czynię. Jemu, ideowemu piłsudczykowi, który wykazał się w tym dramatycznym momencie polskiej historii wielkim poczuciem odpowiedzialności, dając przykład prawdziwej postawy patriotycznej i heroicznej niejednemu powołującemu się, tak wtedy jaki i dziś, na spuściznę polityczną Romana Dmowskiego.

Jan Engelgard
http://sol.myslpolska.pl/

Czyżby „Nilowi” brakło patriotyzmu i odwagi – czy może miał za dużo rozumu?

Jak patrzył na sprawę „podziemia” jeden z najwybitniejszych polityków narodowych w tamtym okresie, Bolesłw Piasecki?

Dziwny to kompromis, w którym jedna ze stron rzucona jest na kolana. Jaki kompromis może zawrzeć ofiara z katem? Faktem jest, że Piasecki zrozumiał w porę, że jedyną szansą przeżycia jest zwrócić na siebie uwagę. Nie ukrywał więc w śledztwie, że był Komendantem Głównym Konfederacji Narodu.

Piasecki rozumował: Nie będzie żadnej trzeciej wojny. Nie należy liczyć na Anglosasów, którym tak bardzo ufali żołnierze AK i NSZ. Kraj jest na granicy biologicznego wyniszczenia, a zatem trzeba skończyć z walką partyzancką. Partyzantka może stać się pretekstem do gigantycznych represji. Jeśli Polacy nie zaadaptują się do nowej rzeczywistości, dla Rosjan nie będzie problemem wywieźć następne dwa, trzy, pięć milionów. Świat nie kiwnie palcem.

– Zbrojnej walce z komunizmem Piasecki jako pierwszy powiedział „nie”. Dopiero w PIĘĆ lat potem „nie” powiedział Episkopat i w OSIEM lat później – po aferze Bergu – emigracja. [Afera Bergu: emigracyjna Rada Polityczna porozumiała się z wywiadem amerykańskim w sprawie szkolenia kurierów i przerzucania ich do Polski w zamian za finansową pomoc dla emigracji; tymczasem okazało się, że kanały kontaktowe z krajem kontrolowane były przez UB, co spowodowało kompromitację tego typu działalności].
Źródło: Jarosław KURSKI, Bolesław Piasecki: portret Wodza, „MAGAZYN” nr 28, dodatek do Gazety Wyborczej nr 163, wydanie z dnia 15/07/1994, str. 6

(…)

Użytkownik napisał:Tak jest. Bolesław Piasecki, jeden z najwybitniejszych polityków narodowych w tamtym okresie. Po „dagaworze” z Sierowem. Na gruncie narodowym. Oczywiście.

Rozgrywka z NKWD toczyła się nie tylko o życie. Piasecki próbował wcisnąć się pomiędzy żydokomunistyczną ekipę PKWNowską a Stalina – i gdyby odniósł sukces historia PRL potoczyłaby się zupełnie inaczej. Sukcesu nie odniósł, bo Polacy – zarówno klasa polityczna (londyńska i krajowa) jaki i dowództwo AK i postakowskich “zaplutych karłów reakcji” – byli zbyt tępi, by zorientować się, jak należy postępować wobec zagrożenia żydokomunistycznego. Piasecki poprzez postawę lojalistyczną wobec Moskwy dawał Polakom szansę na odzyskanie władzy w (formalnie) polskim państwie.

Knebel na Salon24, czyli rzecz o wypasie dezinformacyjnym polskiego bydła internetowego

Salon24 cenzura knebel

Ten tekst jest elementem przewodnika po piramidalnym oszustwie czytelników i autentycznie niezależnych publicystów, jakim jest polskojęzyczny internet. Naiwniakom może się wydawać, że „debata publiczna” tocząca się na onet.pl. wp.pl, salon24.pl i w wielu innych miejscach jest autentyczna. Nic bardziej błędnego. Czytelnik widzi to, co dla niego zaplanowano – żyje w wyreżyserowanym internetowym „Matrix-ie”. Komentarze poruszające kwestie „drażliwe” są tam dopuszczalne wyłącznie, jeśli zawierają błędy / wulgaryzmy kompromitujące przekazywane informacje. Często za takimi wypowiedziami kryje się opłacany agent, który ma robić idiotów z ludzi głoszących dane poglądy. W całym niemal polskojęzycznym internecie trwa systematyczne i planowe pranie mózgów Polaków. W nonsensownej, celowo przesyconej emocjami debacie mają marnować swoją energię i czas, nie czyniąc niczego dla Polski i nie dowiadując się niczego istotnego. Debata składa się ze starannie zaplanowanego „menu”, które ma byc „przeżuwane” przez „polskie bydło” w danym dniu. Uważny czytelnik znajdzie w tekście poniżej link do takiego „dętego” tematu dnia, kreowanego przez „tuzy” „polskiego” „dziennikarstwa”.

Salon24, „niezależne forum publicystów” nie jest miejscem przesadnie gościnnym dla publicysty narodowego. Jak każde „forum fałszywych prawd i z góry zaplanowanych autorytetów”, salon24 dopuszcza do głosu z góry założoną grupę osób (pisujących często pod kilkoma pseudonimami) – plus z rzadka osoby przypadkowe, jeśli akurat ich teksty są potrzebne do podtrzymania wrażenia, że istnieje Hyde Park. Debata ma z założenia przebiegać w obrębie z góry zadanych pojęć. Salon24 stosuje, obok kasowania całych blogów metodę hurtowego ukrywania wszelkich wypowiedzi (komentarzy i notek) użytkowników, których chce się pozbyć. Ostatnio dodano opcję „odkrywania” ukrytych blogów i komentarzy, ale zrobiono to tak, że użytkownik, który nie wyłączy filtra w ogóle nie zdaje sobie sprawy, że coś jest przed nim ukrywane, a każdy komentarz musi „odkrywać” oddzielnie. Podobnie poukrywane „niesłuszne” wpisy na listach tekstów dopuszczonych do publicznego obiegu. Ta praktyka jest cenzurą odwołującą się do lenistwa czytelnika – i jest zapewne przetestowana statystycznie. Efekty są dla zarządców Salonu24 dokładnie takie, jakich oczekują – niepokorni komentatorzy opuszczają to „niezależne” forum „publicystów”, zniechęceni spadkiem liczby wizyt na ich ukrytych blogach i spadkiem liczby reakcji na ich komentarze (jest on bardzo drastyczny). A czytelnicze bydełko dalej biega po z góry zaplanowanym pastwisku, nieświadome nawet, że nad jego bezpieczeństwem informacyjnym czuwa „elektryczny pastuch”.
Czytaj więcej

Dziennik Gajowego Maruchy, czyli: „patriotyzm Kalego” kłamstwem i chamstwem podszyty

Struktura narodowościowa II RP w 1937 r.
Struktura narodowościowa II RP w 1931 r.

Wśród Polaków pokutuje przeświadczenie, że wielce patriotyczną postawą jest zgłaszanie roszczeń terytorialnych pod adresem swoich sąsiadów ze wschodu, uznawanie ich za narody mniej zasługujące na miano narodów oraz głoszenie przekonań, jakoby najlepsze, co te narody mogło w ich historii spotkać to jak najszybsze zrezygnowanie z własnej tożsamości i polonizacja. Niewątpliwie kolonizowanie nowych terytoriów i przerabianie innych nacji na swoich obywateli zdaje się atrakcyjna opcją, niekiedy jednak kończy się powstaniami narodowymi, buntami i oporem biernym, które Polacy pamiętać powinni z własnego okresu przebywania pod zaborami. Właśnie polska historia powinna wpajać w Polaków większą empatię wobec narodów pozbawionych państwowości, których terytoria są kolonizowane (por. Komisja Kolonizacyjna) a ludność wynaradawiana (Kulturkampf, germanizacja, rusyfikacja). Niestety u niektórych Polaków z empatią krucho, gdy idzie o majaczone polskie nabytki terytorialne na wschodzie, mimo, że wycierają sobie usta „słowiańszczyzną”, „panslawizmem” i „antyimperializmem” oraz potępiają osadnictwo żydowskie na ziemiach palestyńskich na każdym kroku. Jeśli ktoś chce się mienić polskim patriotą i narodowcem nie może opierać swojej postawy na kłamstwie i hipokryzji w takich kwestiach, jak prawo innych narodów do samostanowienia na ich etnicznych terytoriach. Szczególnie – prawo bratnich narodów słowiańskich.
Oświadczenie autora:
Ponieważ ten tekst mógłby zostać wykorzystany do oszukiwania naiwnych, jakobym chciał relatywizować bądź usprawiedliwiać zbrodnie, jakich dopuściły się oddziały OUN-UPA na ludności polskiej na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej informuję w tym miejscu (mimo, że to oczywiste i nie związane z tekstem), że te zbrodnie z całą stanowczością potępiam, wraz z ich dzisiejszymi apologetami, którzy ze zbrodniarzy usiłują robić ukraińskich bohaterów narodowych. Polskim obowiązkiem patriotycznym jest jednak formowanie takich postaw Polaków, które będą pozbawiały szowinistów ukraińskich zwolenników, a nie – napędzały im ich i zaogniały niechęć Ukraińców do Polaków. Z tego powodu kreowanie rewizjonizmu kresowego na polski patriotyzm i ostentacyjne ignorowanie krzywd wyrządzonych przez Polaków Ukraińcom jest wyjątkowo szkodliwe dla polskiego interesu narodowego. W polskim interesie leży przeformułowanie ukraińskiego nacjonalizmu z prymitywnego szowinizmu, który wykreowali w Ukraińcach Niemcy z Austrowęgier, Prus i III Rzeszy w nacjonalizm zbudowany wokół idei słowiańskiej. Droga do odebrania postbanderowcom zwolenników nie wiedzie jednak przez zgłaszanie roszczeń terytorialnych pod adresem Ukrainy, głoszenie Ukraińcom jakoby byli „sztucznym tworem masonerii” i zakłamywanie polskich przewin wobec Ukraińców (nie umywających się do wołyńskiej rzezi, ale faktycznych).
Czytaj więcej

Pakt Ribbentrop-Beck Zychowicza raz jeszcze

Polemika z tekstem Piotra Zychowicza Spierajmy się używając argumentów.

Piotr Zychowicz napisał:
„Moje poglądy i stawiane w książce tezy są w karykaturalny sposób wykrzywiane”

Tezy są same w sobie karykaturalne. Założenie ceteris paribus i zwykłe chciejstwo. Stalin i Churchill czekają na swoją kolej, aż Pan ich pokona w wyobraźni, robiąc to, co im Pan każe. Nie ma Pan wiedzy z historii wojskowości, która pozwalałaby Panu snuć wizje kampanii niemiecko-francuskiej bądź niemiecko-rosyjskiej przy warunkach początkowych, które Pan zadał.

Piotr Zychowicz napisał:
pisząc książkę „Pakt Ribbentrop-Beck” miałem nadzieję, że wywoła ona poważną, merytoryczną debatę o tragicznej sytuacji, w jakiej znalazła się nasza ojczyzna w przededniu II wojny światowej. Debatę na temat błędów, jakie w obliczu śmiertelnego zagrożenia Polski i Polaków, popełniła ostatnia ekipa rządząca II RP. Niestety część polemistów zareagowała w sposób histeryczny i egzaltowany.

Trzeba było napisać książkę o wcześniejszym i autentycznym błędzie Becka i spółki – współszabrowaniu Czechosłowacji z Hitlerem. W ten sposób II RP pozbawiła się jedynego potencjalnego sojusznika, który miał jakieś praktyczne znaczenie dla losów potencjalnej kampanii w sytuacji, kiedy Anglia i Francja by się ociągały z udzieleniem pomocy.
Beck stawiając na sojusz w Anglią i Francją po tym, jak swoją głupią polityką doprowadził do tego, że został sam na sam z Hitlerem – w półokrążeniu, postąpił nie najgłupiej. Miał do wyboru sojusz ze słabym Hitlerem – słabszym nawet od lądowych sił samej Francji, nie mówiąc o sojuszu polsko-angielsko-francuskim, albo z ww. mocarstwami. Sojusz z Hitlerem Beck rozumiał jako pożeranie Polski przez Niemcy plasterek po plasterku, do momentu, kiedy nie da się połknąć Polski w całości bądź zwasalizować. To, co Hitler mówił w danym momencie nie miało żadnej wartości, bo w kolejnym momencie robił coś zupełnie innego, vide Monachium i zajęcie całych Czech plus wasalizacja Słowacji (mimo, że chciał ponoć wyłącznie Sudetów). A Pan, Panie Zychowicz się wybierasz z Hitlerem na ZSRR, boś Pan Mein Kampf nie doczytał – ani historii germanizacji polskich ziem.
Czytaj więcej

Antypolskie i antynarodowe „mądrości” dyżurnych pseudopatriotów

Piotr Lewandowski Gadający Grzyb pseudopatriotyzmu

Na portalach i platformach „blogerskich” (czemuż nie z polska – „pamiętnikarskich”/”dziennikowych”?) opiniotwórczych w kręgach tzw. „prawicy patriotycznej” bądź „niepodległościowej” pojawiają się systematycznie szkodliwe teksty, klecone przez dość wąską grupę osób. Teksty te mają nadawać ton i formować postawy ludzi zdezorientowanych i nie silących się na własną analizę zjawisk. Bezkrytyczne wchłanianie przez niewyrobionego czytelnika wytwarzanej przez to środowisko propagandy jest ułatwiane przez etatowo towarzyszący publikacjom kolejnych „objawień” chór potakiewiczów (por. eksperymenty Milgrama i Asha, społeczny dowód słuszności).
Tak sobie czytam kolejne wynurzenia niejakiego Piotra Lewandowskiego vel Gadającego Grzyba (poprzednie skomentowałem w tekście Jak dyżurni pseudopatrioci szczują na narodowców …) i zastanawiam się, czy dyktuje je rozpacz i poczucie zagrożenia, bo „brazylijski serial już nie cieszy (wyborcy) jak kiedyś” – i nadciągają przemiany w świadomości Polaków, kończące pewien zaplanowany układ

Gadający Grzyb:
Przede wszystkim należy stwierdzić, że jeśli Rosja faktycznie zechce zmontować u nas wasalną, „prywislańską prawicę”, by zdezintegrować „obóz niepodległościowy”, to taka partia z pewnością powstanie.

Podejrzewam, że gdyby Rosja taką partię zmontować chciała, to w ciągu ostatnich 23 lat taka partia by powstała. A minimum – w okresie panowania prezydenta/premiera/prezydenta Putina. Zauważmy, że Izrael i USA zdołały się dorobić swojej wspólnej „antyruskiej” partii w polskim parlamencie – a i Niemcy mają swoją partię lokajów, która pod wpływem berlińskich ukazów łagodzi kurs, mimo, że niegdyś symbolicznie leżała na tym samym antyrusko-antykomunistycznym styropianie co i jej funkcyjna oponentka.

W tym miejscu warto rzucić okiem na to, czym jest i czemu służy na polskiej scenie politycznej tzw. „obóz niepodległościowy”:

Dość charakterystyczną cechą niepolskich patriotów zrzuconych na spadochronach w celu tłoczenia w Polaków pseudopatriotyzmu i formowania absurdalno-samobójczo-niekonstruktywnych postaw, jest zapiekła wrogość wobec słowiańszczyzny i idei panslawistycznych. Wrogość ta narzuca się niejako sama – ponieważ ostentacyjna i irracjonalna/absurdalnie zapiekła wrogość wobec Rosji i Rosjan jest podstawową metodą uwiarygadniania się „patriotów” niepolskiego chowu już od stuleci (1830, w przededniu powstania z 1863 dopracowano schemat judzenia Polaków, a ostatnio przećwiczono go w 1968 [kiedy urządzono hucpę na „Dziadach” Dejmka, żeby wylansować „patriotów” takich jak Michnik czy Szlajfer] i 1981 [kiedy to niejakiemu Rulewskiemu marzyło się posłanie polskich robotników przeciw sowieckim czołgom, dzięki czemu „kremlowskie kuranty miały zagrać Mazurka Dąbrowskiego”]). Historycznie „niepolscy patrioci” pracowali przeciw Polakom (i Rosji – bo polskie mięso armatnie zręcznie poszczute oprócz popełnienia samobójstwa dodatkowo osłabiało cesarstwo rosyjskie) na żołdzie pruskim. Komu obecnie służą ci luminarze polskiej „tradycji niepodległościowej” niech się czytelnik głęboko zastanowi.

Gadający Grzyb:
Powielając dziewiętnastowieczne jeszcze, panslawistyczne kalki i bredząc o jakiejś mitycznej „słowiańskiej wspólnocie”, której naturalnym liderem miałaby być Rosja, uporczywie ignorują zaborcze tradycje bandyckiego imperium, postulując zaś „realizm” bardzo starają się by nie widzieć, iż Rosja „realistycznie” postępuje jedynie z tymi, których uważa za równych sobie, od pozostałych oczekując podporządkowania.

Co się tyczy sytuacji Rosji i Rosjan, to jest ona dość zbliżona do sytuacji Polski i Polaków. Oba kraje znajdują się w stanie likwidacji – zarówno demograficznej, jak i ekonomicznej. Rosji udaje się na razie unikać likwidacji politycznej, niestety nie przekłada się to na na zmiany sytuacji ekonomicznej – system kompradorskich elit utworzony za czasów Jelcyna trwa. Rosją współczesną trudno się bezkrytycznie zachwycać:
Rosja obrońcą wolnego świata, czy krajem trzeciego świata? Modele geopolityczne dla Polski.
Należy jednak pamiętać, że jeśli Polska chce się wydobyć ze stanu państwa kolonialnego międzynarodowych koncernów, jeśli nie chce podzielić losu osamotnionej i niszczonej bandyckimi i niesprowokowanymi nalotami NATO Serbii, to musi być członkiem większego bloku politycznego, gospodarczego i militarnego. Wizja federacji słowiańskiej jest tu rozwiązaniem, które narzuca się samo – ponieważ wszystkie kraje słowiańskie – plus Węgry, Mołdawia i Rumunia – dzielą wspólny los – narodów niewolniczych, wyzutych z własności środków produkcji i pozbawionych kontroli nad własnymi systemami finansowymi. O sile Rosji w takiej federacji przesądzi siła koalicji pozostałych państw.

Wróćmy do tekstu Gadającego Grzyba:

Charakteryzuje ich głównie to, że z bogatej spuścizny Narodowej Demokracji przyswoili sobie jedynie tępą rusofilię i żydożerstwo, czyniąc z nich główne wyznaczniki patriotyzmu, dodając do tego obsesyjną nienawiść do „zdegenerowanego Zachodu” ze Stanami Zjednoczonymi na czele, co jak raz współgra z rosyjskimi interesami.

Zastanawia mnie, czy waszyngtonofilia, izraelofilia i berlinofilia są przez kontrast do „tępej” rusofilii wyznacznikami gadająco-grzybowego i „niepodległościowego” poziomu intelektu? Czy jest miejsce na racjonalizm w stosunkach polsko-rosyjskich, czy też przez wzgląd „nie-tępą” rusofobię mamy szkodzić sobie politycznie i ekonomicznie dogadzając USA, Izraelowi i Niemcom, byle tylko dopiec „ruskim” (np. zmuszając ich do budowy omijających Polskę szlaków komunikacyjnych i rurociągów, zamiast … pobierać od Rosji opłaty za tranzyt)? Za cóż naród polski ma kochać zachodnich złodziei i bandytów, którzy po odarciu Polaków z własności środków produkcji (za grosze przejmując dorobek pracy wielu pokoleń) zrobili z Polski kraj kolonialny? Za to, że doprowadzili do 20% bezrobocia w Polsce, katastrofy demograficznej, zmusili 2 miliony Polaków do emigracji za chlebem i jakimikolwiek perspektywami? Czy za to, że wysługują się polskim mięsem armatnim w Afganistanie – i wysługiwali się nim w Iraku? Za co Polacy mają być pozytywnie nastawiani do Żydów? Za powstanie listopadowe? Może za powstanie styczniowe z 1863 r.? Czy za setki lat ekonomicznej eksploatacji narodu polskiego – i ekspansję demograficzną grożącą narodowi polskiemu zagładą? Czy za marginalizację Polaków na uczelniach państwowych i w wybranych zawodach? Może za kłamstwa i oszczerstwa w sprawie niemieckiego mordu w Jedwabnem? A może za usiłowanie wydarcia Polakom majątku narodowego (nie mówiąc o udanych operacjach wydarcia polskiego mienia prawem kaduka)? A może za planowe czynienie z Polski tygla etnicznego, poprzez lokalną agenturę „multikulturalizmu”, który ma doprowadzić do tarć etnicznych w Polsce między Polakami a innymi grupami etnicznymi, innymi niż wiadomo kto?

Czytajmy zatem dalej gadająco-grzybowe mądrości:

Gadający Grzyb:
Widzę tu wielkie pole do popisu szczególnie dla tzw. „realistów”, którzy pod płaszczykiem tegoż „realizmu” kontynuują serwilistyczną postawę odziedziczoną po PAX-ie, kiedy to Bolesław Piasecki z nadania prominentnego czekisty Iwana Sierowa otrzymał w PRL swoistą „koncesję na patriotyzm”, by właśnie z tych patriotycznych i bogoojczyźnianych pozycji umacniać jedynie słuszne sojusze i wspierać wiodącą rolę Partii.

To jest żałosne – Piasecki nie z pobudek serwilistycznych wszedł w układ ze Sierowem. O co chodziło wyłuszczyłem dawno temu:

p.e.1984:
Rozgrywka z NKWD toczyła się nie tylko o życie. Piasecki próbował wcisnąć się pomiędzy żydokomunistyczną ekipę PKWNowską a Stalina – i gdyby odniósł sukces historia PRL potoczyłaby się zupełnie inaczej. Sukcesu nie odniósł, bo Polacy – zarówno klasa polityczna (londyńska i krajowa) jaki i dowództwo AK i postakowskich “zaplutych karłów reakcji” – byli zbyt tępi, by zorientować się, jak należy postępować wobec zagrożenia żydokomunistycznego. Piasecki poprzez postawę lojalistyczną wobec Moskwy dawał Polakom szansę na odzyskanie władzy w (formalnie) polskim państwie.
(to fragment wypowiedzi z dyskusji pod tekstem „Księża patrioci”)

Ataki na Piaseckiego dziwnie się ostatnio nasiliły w środowiskach „niepodległościowych” – ciekawe dlaczego?

5000 szkół na 1048-lecie? Zagłada narodu polskiego metodami ekonomicznymi.

Demografia polska

Tekst opublikowany pierwotnie jako: 5000 szkół na 1050-lecie? Zagłada narodu polskiego metodami ekonomicznymi. na stronie palmereldritch1984.wordpress.com. Poprawiony tytuł nie zaokrągla daty – 5000 szkół przewidziano do zamknięcia w najbliższych dwóch latach, czyli na 1048-lecie polskiej państwowości (w istocie polska państwowość jest starsza, chrzest był jedynie usankcjonowaniem tej państwowości w określonym „klubie państw”, ale zostawmy te dywagacje).

W ramach planowej eksterminacji narodu polskiego metodami ekonomicznymi doprowadzono do katastrofy demograficznej. Jednym z jej przejawów jest masowa likwidacja infrastruktury edukacyjnej, która ma zagwarantować, że powrót do liczebności narodu polskiego notowanej w PRL będzie bardzo kosztowny lub wręcz niemożliwy. Tak oto trwa Neue Generalplan Ost, tylko tym razem nie ma AK, a Polacy sami wywożą się na roboty – i do tego płacą za podróż.

Jeśli ktoś nie wie, do czego pije tytuł – wyjaśniam – otóż do gomułkowskiego hasła "tysiąc szkół na tysiąclecie". III Rzeczypospolita, jako projekt zagłady demograficznej narodu polskiego metodami ekonomicznymi –  w ramach gospodarki neoliberalnej (konsensus waszyngtoński) spełniła swoje zadanie znakomicie. O tym, że wkrótce nie będzie tu komu żyć można przeczytać tu: Wojna demograficzna: warunki bytowe, katastrofa demograficzna i emigracja Polaków z ziem polskich i tu: Katastrofa demograficzna III RP: Wolny Rynek NIE działa . W tekście można przeczytać również o tym, jak to się stało, że w III RP nie będzie komu żyć. Tymczasem, jako że demograficzne młyny mielą powoli – obserwujemy tylko pierwsze objawy. Za katastrofę odpowiedzialne są wszystkie zdradzieckie, antynarodowe rządy po 1989 – PiS-owskich nie wyłączając.
      Wróćmy do objawów katastrofy demograficznej. Dwa lata temu zamknięto 300 szkół, w zeszłym – 800, w tym pod nóż idzie 1500. Neoliberał może skakać pod sufit. Oszczędność dla budżetu. Zamknijmy wszystkie, niech wolny rynek otworzy szkoły tam, gdzie ludzie uznają, że są potrzebne. Mamy jednak mały problem. Wolny rynek nie wyprodukował dzieci. Także tych dzieci, które, po niepójściu do zlikwidowanych szkół nie odkupią od emeryta neoliberalnego, wierzącego w emeryturę kapitałową (a nie – repartycyjne "złodziejstwo"), jego akcji i obligacji. Jak widać – nie ma systemu emerytalnego zdolnego do ucieczki przed demografią. Tymczasem poczytajmy o pierwszych rzucających się w oczy objawach katastrofy.

Trwa likwidacja szkół

Od września nie ruszyła nauka w 1,5 tys. polskich szkół. To niechlubny rekord! Na tym jednak nie koniec. Do 2014 roku z mapy Polski może zniknąć nawet pięć tysięcy szkół!

– Dane samorządów pokazują, że w ciągu dwóch najbliższych lat likwidacją zagrożone jest aż 5 tys. szkół, w tym 4 tys. to podstawówki i gimnazja w małych miejscowościach – wylicza Alina Kozińska-Bałdyga z Federacji Inicjatyw Oświatowych.

Łącznie w ciągu ostatnich sześciu lat samorządy zamknęły już ponad 4,7 tys. szkół. – Ze wstępnych analiz wynika, że zlikwidowanych zostanie kolejnych około 700 szkół. Nie uwzględniamy w tym tych, które zostały zamknięte w efekcie reformy szkolnictwa zawodowego lub od lat nie prowadziły naboru – wyjaśnia Bożena Skomorowska z biura prasowego MEN.

Eksperci ostrzegają, że grozi nam powtórka z historii. Masowe zamykanie przedszkoli w latach 90. do dziś odbija się nam czkawką. – Nie ma tam miejsc. Podobnie będzie w szkołach i tylko patrzeć, jak dzieci będą się uczyć na dwie zmiany – zapowiada Krystyna Łybacka, była minister edukacji narodowej.

Tak może być już za dwa lata. Wtedy, zgodnie z zapowiedziami rządu, do szkół obowiązkowo trafią sześciolatki. Tyle że, jak np. w województwie opolskim, może dla nich zabraknąć miejsca, bo tam od 2009 roku właśnie zlikwidowano 47 podstawówek.

Samorządy tłumaczą, że likwidacja szkół, chociaż trudna pod względem społecznym, jest dla nich jedynym ratunkiem, żeby chronić własne budżety. Zamykają więc placówki, nawet gdy kuratorzy wydają negatywne opinie.

Za: http://marucha.wordpress.com/2012/09/22/trwa-likwidacja-szkol/

W tym roku zniknie 800 szkół

Padnie niechlubny rekord. Setki szkół pójdzie pod nóż

"Niż demograficzny, rząd nie daje pieniędzy, a gminom kończą się fundusze. Dlatego pod nóż idą szkoły. I to nie tylko w małych miastach. Placówki będą zamykane także w metropoliach.     

W tym roku może przestać działać rekordowa liczba nawet 800 szkół, w zeszłym roku zlikwidowano ich 300 – stwierdza "Rzeczpospolita". Co więcej, tym razem nie chodzi już tylko o małe wiejskie szkoły, ale takie działania planują też duże miasta. Jak podkreśla gazeta, gminy są przyparte do muru trudną sytuacją finansową, brakiem pomocy ze strony rządu i niżem demograficznym. I podejmują trudne decyzje o zamykaniu placówek oświatowych.

Nie stać nas już na dokładanie do oświaty. Budżetowa subwencja jest za niska i nie uwzględnia podwyżek dla nauczycieli, rząd nie deklaruje też zmian w Karcie nauczyciela – wylicza prezydent Poznania Ryszard Grobelny.

Samorządowców rozumieją nawet organizacje pozarządowe walczące o przetrwanie małych wiejskich placówek. Jak mówi Alina Kozińska-Bałdyga z Federacji Inicjatyw Oświatowych, za likwidacjami stoją kłopoty finansowe i Karta nauczyciela nakazująca gminom zatrudniać pedagogów według bardzo sztywnych reguł. Gminy są w sytuacji bez wyjścia – podkreśla.

Kozińska-Bałdyga ocenia, że stwarza to szansę na poprawę jakości oświaty dzięki większemu zaangażowaniu rodziców. Jej zdaniem wiele szkół przejmą stowarzyszenia rodziców. A prowadzą one szkoły taniej, bo mogą zatrudniać nauczycieli na podstawie kodeksu pracy, a nie na podstawie Karty – stwierdza "Rz".

Źródło: http://nauka.dziennik.pl/edukacja/artykuly/375085,w-tym-roku-zniknie-800-szkol.html 

Pakt Michalkiewicz-Zychowicz. Fałszywa obrona książki „Pakt Ribbentrop-Beck”

Polemika z tekstem Stanisława Michalkiewicza Masturbacja geopolityczna. Tekst pierwotnie opublikowany pod tytułem Pakt Michalkiewicz-Zychowicz. Fałszywa obrona książki “Pakt Ribbentrop-Beck” na blogu palmereldritch1984.wordpress.com

Trudno dyskutować z czymś, co nie zawiera konkretów. Pan Stanisław Michalkiewicz doskonale zdaje sobie z tego sprawę. Za kiepskimi podśmiechujkami, które zadowolą może wiernych acz niezbyt spostrzegawczych wielbicieli nie kryje się niestety wiedza pana Michalkiewicza. Raczej – ignorancja. Po cóż więc się wypowiadać, gdy kompetencji brak? Wierszówka?

Aby przebić się przez pustą formę do czegoś co można uznać za treść trzeba pewnego wysiłku – ze względu na bełkotliwy sposób formułowania myśli. Odcedźmy więc tezy od ozdobników:

Stanisław Michalkiewicz stawia tezę jakoby przeciwnicy tez pana Zychowicza bronili „prawd na zawsze ustalonych” – czyli dogmatów („Ładnie byśmy wyglądali, gdyby tak każdy dyskutował o „wszystkim” – jakby nie było prawd raz na zawsze ustalonych i podanych do wierzenia.”). Oczywiście przeciwnicy pana Zychowicza nie mogą się opierać na rzetelnej wiedzy. Przynajmniej należy to tępemu czytelnikowi zasugerować.

Pan Michalkiewicz stawia tezę, że pojednanie polsko-rosyjskie jest dokładnie tym samym co „przyjaźń polsko-radziecka” – i stara się przypiąć tą „przyjaźń” już nawet nie głosicielom pojednania, tylko … krytykom Zychowicza. Byłoby to może i żałosne, gdyby nie rzesze głupców, które bardzo chcą się na ten trik dać nabrać. Na czym pan Stanisław Michalkiewicz nie od dziś żeruje.

Stanisław Michalkiewicz stawia tezę jakoby sprzeciw wobec historical fiction pana Zychowicza był umotywowany polityką pojednania z Rosjanami, zarządzoną z resztą „wiadomo gdzie i przez kogo” ((…) I właśnie teraz, kiedy za sprawą wiekopomnego „Przesłania” do narodów polskiego i rosyjskiego, żeby się „pojednały”, odwieczna przyjaźń (…) polsko-rosyjska zyskuje pozór sankcji nadprzyrodzonej – że to niby, kto jest przeciwko przyjaźni (…) polsko-rosyjskiej, ten jest przeciwko Chrystusowi (…) – redaktor Piotr Zychowicz wyskakuje z prowokacyjną książką o pakcie Ribbentrop-Beck, rozwijając jakieś fantasmagorie, że gdyby tak, zamiast wojować z „nazistami”, Polska przyjęła ich warunki i 40 polskich dywizji wzięło udział w operacji „Barbarossa”, to być może losy wojny potoczyłyby się odmiennie. (…) No i po co pisać takie książki, po co rozwijać takie perwersyjne myśli akurat teraz, kiedy przecież jest rozkaz że odwrotnie – że pod przewodnictwem Rosji będziemy bronić już nie tylko naszego nieszczęśliwego kraju przed zgnilizną, jaka z Zachodu płynęła i płynie, ale całego wolnego świata? ).
A ten sprzeciw niekoniecznie wynika z momentu historycznego, bo stosunki polsko-rosyjskie do najcieplejszych nie należą, ale za to Polska jest nieubłaganie wchłaniana politycznie i gospodarczo (a nawet demograficznie -emigracja!) przez Niemcy. Pan Michalkiewicz wygodnie ignoruje to, że publikacja pana Zychowicza może służyć popularyzacji akceptacji dla polskiej roli satelity niemieckiego.

W dalszej części felietonu pan Michalkiewicz, po porcji pustej błazenady („Kozacy na Polach Elizejskich” itp.) stara się przedstawić krytyków jako piewców tezy o niezwyciężoności Rosji/Związku Radzieckiego (mały drobiazg – w którym momencie i przez kogo panu Michalkiewiczowi wygodnie umyka) ((…) dywagacje red. Zychowicza zasługują na wieczne potępienie (…) przede wszystkim dlatego, że są bałamutne. A są bałamutne dlatego, że przecież wiadomo, iż Związek Radziec… to znaczy oczywiście Rosja – jest niezwyciężona. ).
Pan Michalkiewicz ignoruje zarówno różnice liczebności, wyposażenia Armii Czerwonej i Wermachtu w scenariuszu Zychowicza, jak również dwa „drobiazgi” – po pierwsze – przebywanie RKKA na pozycjach opartych o Linię Stalina – i w stanie bliższym alarmowi bojowemu niż paraliżowi wywołanemu osławionym rozkazem o „nieuleganiu niemieckim prowokacjom”. Po drugie – interesy geostrategiczne USA i Wielkiej Brytanii, polegające na … podtrzymaniu niezwyciężoności ZSRR w razie, gdyby się ta niezwyciężoność zaczęła chwiać. Prawdopodobnie gdyby front polsko-niemiecki zaczął się za szybko chwiać w konfrontacji z Armią Czerwoną – III Rzesza otrzymałaby pewne wsparcie od Anglii i USA (o ile Hitler przed inwazją na ZSRR nie pokonałby Francji i Anglii). Tak więc jeśli prawidłowo rozumieć sytuację militarną i geopolityczną, ta niezwyciężoność ZSRR zaczyna bardziej wiarygodnie wyglądać, niż się panom Michalkiewiczowi i Zychowiczowi zdaje.

Podobnie jak Zychowicz ignoruje Michalkiewicz taki drobiazg jak zniszczenie Czechosłowacji i rolę II RP (i Becka) w tym katastrofalnym dla Polski zdarzeniu. Więc obok podpisywania volkslist ((…) „bronić” ministra Becka. Wprawdzie sprośne sanacyjne przesądy nie pozwoliły mu podjąć jedynie słusznej decyzji podpisania Volkslisty rosyjskiej, ale niemieckiej Volkslisty też nie podpisał.(…) Po co walczyć z kimkolwiek, skoro wszystko sprowadza się do tego, jaką w razie czego podpisać Volkslistę?) była jeszcze opcja uratowania własnej i czechosłowackiej skóry. Dodatkowo historia pokazała, że Czechom i Słowakom podpisanie „rosyjskiej” „volkslisty” (co ciekawe – w pewnym sensie równolegle z niemiecką) wyszło raczej na zdrowie. Ale widać Stanisławowi Michalkiewiczowi jakoś nigdy nie w smak to, co Polakom może wyjść na zdrowie.

Jak Churchill nie nauczył Polaków realpolitik

Powstanie Warszawskie Jan M. Ciechanowski

Poniżej przytaczam fragment wypowiedzi z forum dws.org.pl, której autor („kmieciu”) przytacza relacje z rozmów Churchilla z Mikołajczykiem i Berezowskim (sekretarzem generalnym Stronnictwa Narodowego, przerzuconym z terenów okupowanych do Londynu). Przytoczona wypowiedź w części cytatów to nie spekulacje czy domysły, lecz fragmenty pracy doktorskiej prof. Ciechanowskiego – rzetelnego i dociekliwego badacza kulis tragedii, jaką było Powstanie Warszawskie.

16 lutego 1944 roku odbyło się jeszcze jedno polsko-brytyjskie spotkanie na szczycie, w czasie którego Churchill użył całej swej elokwencji, aby skłonić Mikołajczyka do przyjęcia linii Curzona za sine qua non szerszego polsko-rosyjskiego porozumienia. Wysiłki Churchilla były jednak znowu bezowocne, chociaż przedstawił on powody przemawiające za polskimi ustępstwami w sposób jak najbardziej przekonywający, a nawet drastyczny.
Wywody Churchilla mogły posłużyć Mikołajczykowi jako lekcja Realpolitik.
Brytyjski premier pytał Mikołajczyka, czy ma oświadczyć Stalinowi, iż porozumienie było niemożliwe; dla Wielkiej Brytanii mogło to być najłatwiejszym wyjściem. Rosjanie szybko parli naprzód i wkrótce mogli utworzyć marionetkowy, niemniej szeroko popierany, rząd w Polsce, a następnie przeprowadzić sfingowany plebiscyt. Polska może nawet zostać przyłączona do Związku Radzieckiego. Tymczasem Rząd Polski będzie nadal w Londynie, a Polacy w kraju będą myśleli, iż było mu tam całkiem wygodnie. Nie będzie on miał jednak żadnego wpływu na toczące się wypadki. (prorok? – przyp. mój, k.) [1.]"My nie możemy i wcale nie chcemy – mówił Churchill – powstrzymać marszu Rosjan przez Polskę przeciwko Niemcom, którzy będą wszystko niszczyli w czasie swego odwrotu. My pozostaniemy w jak najściślejszych stosunkach z Rosjanami, a [2.]Polska nie będzie niczym innym jak powodem do skargi i okrzykiem bólu rozlegającym się wielkim echem." Niczego się tym nie osiągnie. Polacy nie będą mieli swej ojcowizny, nie otrzymają żadnych odszkodowań od złamanych Niemiec, nie będzie mowy o porozumieniu z Rosją. Przez sto pięćdziesiąt lat Polski nie było, a jej "synowie byli zmuszeni bić się przeciwko sobie" w czasie sporów pomiędzy trzema cesarstwami. Obecnie nadarzała się sposobność zapewnienia im schronienia, po ich udrękach, w zwartym kraju, o co był gotów jak najusilniej zabiegać. Churchill przyznawał, iż jeśli polskie obawy, że Rosjanie byli przewrotni, były uzasadnione, to źle to wróżyło światu, ale najgorzej Polakom. Wielka Brytania zawsze walczyła przeciwko wszelkim tyraniom, ale możliwości jej były ograniczone i nie mogła sama uratować Polski.
Churchill mówił, iż dochodziły go słuchy, że Polacy wspominali o "drugim Monachium", ale im nie wolno było o tym mówić, gdyż "brali udział w rozgrabieniu Czechosłowacji". [3.]Podkreślał też, iż on inaczej niż Polacy podchodził do Rosji, bez której udziału w tej wojnie nie byłoby nie tylko środków do "odbudowy państwa polskiego", ale sama Polska "uległaby stopniowej likwidacji".. Jego zdaniem musiało dojść do jakiegoś porozumienia z Rosją.
(…)
Mikołajczyk stwierdził w odpowiedzi, iż [4.]żywił nadzieję, że Wielka Brytania pozostanie wierna swym tradycjom i weźmie słabszego w obronę. Uskarżał się przy tym, iż właściwie Rządowi Polskiemu nie udzielono żadnych konkretnych gwarancji w zamian za żądane ustępstwa. Ponownie też odrzucił linię Curzona oraz [5.]wyraził gotowość wszczęcia rokowań na podstawie linii demarkacyjnej przebiegającej na wschód od Wilna i Lwowa.
[6.]W czasie swych rozmów z Polakami Churchill ustawicznie upominał ich, aby nie spodziewali się od Anglii więcej, niż mogła dla nich uczynić. Starał się im wytłumaczyć, iż muszą się pogodzić z nieodmiennymi faktami historii, strategii i geografii i pójść na przyjazne współżycie z Rosją, choć była ona trudnym i surowym sąsiadem, gdyż [7.]był to jedyny sposób zapobieżenia powstania w Polsce prokomunistycznego rządu.

Źródło: Ciechanowski W., Powstanie Warszawskie, Rdz II Wielka Trójka i Polska /5. Mikołajczyk i Churchill. ‚Sprawozdanie z rozmowy pomiędzy premierem Mikołajczy iem i premierem Churchillem, 16 II 1944, IGS – PRM, L 47/60 .

1. Trzeba było natychmiast przesłać ten stenogram do kraju …
2. Komuś w Warszawie bardzo było do takiej sytuacji tęskno …
3. To już ostrzeżenie
4. O naiwności … chyba, że Mikołajczyk posłużył się perfidnym persyflażem.
5. Która była popierana przez …???
6. Jak by tu wytłumaczyć chłopu z zapadłej wsi, że cesarz nad cesarze i mocarz nad mocarze czegoś nie może … może, tylko nie chce, prosić bardziej trza! Dalej dać nie chce? Zdrajca musi!
7. Czy taki scenariusz (niepowstania w Polsce prokomunistycznego) nie był przypadkiem wątpliwy nawet w II 1944?

Horror a’la polacca
Tego nie skomentuję. Współczuję Churchillowi, ten człowiek rozumiał sytuację – i z kim on musiał ‚pracować’ …

(…) ustalono, iż 25 kwietnia Churchill spotka się z nowo przybyłymi do Londynu przedstawicielami kraju: Z. Berezowskim, sekretarzem generalnym SN , oraz gen. S. Tatarem ("Taborem"), zastępcą szefa Sztabu AK.
W czasie tego spotkania Berezowski mówił o nieustającym oporze, jaki naród polski stawiał Niemcom pomimo okrutnych represji i niesłabnącego ucisku. Równocześnie podkreślał, że kraj ufał, że Wielka Brytania i Churchill zapewni Polsce niejpodległość i integralność jej granic. Churchill obiecywał zabiegać o niepodległość Polski, ale nie o integralność jej granic, znowu opowiadając się za linią Curzona – oddaniem Wilna i Lwowa Rosji oraz kompensatami kosztem Niemiec na zachodzie. Berezowski odpowiedział , iż naród polski twardo stał na gruncie nietykalności granic oraz gotów był walczyć o Wilno i Lwów. Churchill nie wdając się w dyskusję powiedział w poważny, a nawet ponury sposób:
"Zapewne. Decyzja oporu, bez względu na konsekwencje, jest przywilejem każdego narodu i nie można go odmówić nawet najsłabszemu."

Źródło: Ciechanowski W., Powstanie Warszawskie, Rdz II Wielka Trójka i Polska /5. Mikołajczyk i Churchill, Sprawozdanie z rozmowy między premierem Churchillem a premierem Mikołajczykiem i przedstawicielami Polski Podziemnej, 25 IV 1944, IGS PRM, L 48/132 .

Źródło: http://dws.org.pl/viewtopic.php?f=20&t=127923&start=150#p1516375

Więcej o Powstaniu Warszawskim:

Jak Churchill nie nauczył Polaków realpolitikJak “Ruskie” “zdradzili” Powstanie WarszawskiePW’44 bez broni – meldunki kontrwywiadu AK i przebieg walkPowstanie Warszawskie oczami narodowcaPierwotne plany operacyjne AKJaką pomoc dowództwo Powstania Warszawskiego zagwarantowało swoim podkomendnym i ludności cywilnej Warszawy?Jak narodowcy-uczestnicy powstania oceniali je w dniu kapitulacji?Czy można było wcześniej przerwać powstanie? Propozycje kapitulacji składane przez von dem Bacha Borowi.Jak dyżurni pseudopatrioci szczują na narodowców. Ślepa uliczka hagiografii Powstania Warszawskiego.

Rosja obrońcą wolnego świata, czy krajem trzeciego świata? Modele geopolityczne dla Polski.

Współczesne państwa słowiańskie z zaznaczonym podziałem na trzy grupy:

Polemika z tekstem A. Wielomskiego „Rosja obrońcą wolnego świata? Modele geopolityczne dla Polski”

Pan prof. Wielomski napisał dość groteskową obronę Rosji Putina. Przede wszystkim – jeśli na świecie istniałyby tylko dwa reżimy – hitlerowska III Rzesza, z Gestapo, obozami koncentracyjnymi, Einsatzkomandami i Sonderkomandami SS z jednej strony, a z drugiej stalinowski ZSSR, z NKWDo-żydowskimi specjalistami od mordowania i katowania, tysiącami łagrów i Łubianek – to czy przez prostą opozycję wobec III Rzeszy ZSRR stawałby się „obrońcą wolnego świata”? To pokazuje mniej więcej, jaki błąd popełnił prof. Wielomski formułując samą tezę artykułu (streszczoną w metaforze powyżej). Nie znaczy to bynajmniej, że porównuję Rosję z ZSRR lub III Rzeszą. Po prostu inny rodzaj totalitaryzmu mamy w USA, inny w Unii Europejskiej a inny w Rosji, co nie czyni z Rosji oazy wolności tylko ze względu na konflikt z USA.

Co do praktyki polityki zagranicznej Rosji – pan Wielomski raczył zignorować akceptację Rosji dla bandyckiej wojny przeciw Irakowi i sprzedanie rzeźnikom Libii – kraju, który był wg ONZ wzorem przestrzegania praw człowieka. Bardzo powątpiewam, czy czyni to z Rosji putinowskiej „obrońcę wolnego świata”. Bardzo bym chciał, żeby móc o Rosji tak mówić, ale nie widzę żadnych powodów po temu. Jeśli Rosja twardo broni dziś Assada z racji bycia „obrończynią wolności”, dlaczego nie broniła twardo Saddama (którego Irak był najbardziej europejskim państwem regionu!; pamiętajmy – Putin był prezydentem, kiedy niszczono Irak) ani Kadafiego?

Jeszcze w kwestii „wolnego świata” – państwo o gospodarce przejętej przez obcy kapitał (wiadomo jakiej narodowości), w szczególności – w obszarze sektora bankowego, państwo rokrocznie grabione z bogactw naturalnych i owoców pracy swojego narodu przez kastę neomagnaterii i międzynarodowe pijawki pochodzące ze „zniewolonego świata” nie może być uznawane za „wolny świat”. W tym państwie naród został poddany ekonomicznemu holokaustowi znacznie ostrzejszemu niż III RP – a w III RP mówi się o katastrofie demograficznej. Rosja, z racji beznadziei ekonomicznej została dotknięta plagą samobójstw i narkomanii o jakiej Polakom się nie śniło. Rosja to nie jest wolny świat. To jest przykład skondensowania wszelkich patologii, niesprawiedliwości i tyranii, które składają się na to ohydztwo, które nazywamy „wolnym światem”. Nie wiem, na ile Putin chce i może walczyć z tym, co dotknęło jego państwo i jego naród. Wiem, że nie położył kresu systemowi oligarchicznemu, lecz utemperował niewygodnych bandytów-„biznesmenów” – a wygodnych nie mniejszych bandytów pozostawił. Wie Pan, panie profesorze Wielomski, kiedy Rosja będzie wolnym światem? Wtedy, kiedy zrenacjonalizuje swój rozgrabiony majątek narodowy i po wprowadzeniu narodowej gospodarki centralnie planowanej (z NEPowską drobną inicjatywą indywidualną) dopuści cały naród rosyjski do korzystania z bogactw Rosji – każdego wedle wkładu pracy w ogólnonarodowy dobrobyt. Bo gospodarka kapitalistyczna jak dotąd uczyniła z Rosji kraj trzeciego świata – z tą różnicą, że kraje trzeciego świata zwykle nie wymierają, a Rosja w części słowiańskiej – tak.

Czyż mojego sposobu rozumowania nie podzielili ostatnio polscy biskupi, podpisując umowę z patriarchą Cyrylem I? Cel był prosty: oderwać się od „unilateralnego” zachodniego zsekularyzowanego liberalizmu i stworzyć chrześcijański Grossraum z prawosławiem. Czy biskupi też są „agentami wpływu”?

Panie profesorze, co myślą „polscy” biskupi – trudno orzec, natomiast jest pewne, że tych panów nie obchodzi interes Polski i narodu polskiego – a co najwyżej – pewnej rzymskiej frakcji chrześcijaństwa (a może najbardziej JUDEOchrześcijaństwa) – ewentualnie korzyść chrześcijaństwa w ogóle, ostatecznie (z wielkim bólem) także nierzymskiego. Idea tworzenia bloków politycznych w oparciu o religię jest absurdem – religia to czysty irracjonalizm, polityka to racjonalizm w najbrutalniejszej formie – makiaweliczny pragmatyzm. Jedyne idee, które w polityce zwyciężają to idee organizacji interesów wokół grup narodowych. Jedynym racjonalnym przedłużeniem takiej organizacji w obszar ponadnarodowy jest oparcie się o koncepcję superetnosu. Ta koncepcja – panslawizm (na polskiej scenie politycznej głoszony ostatnio jedynie przez Bolesława Tejkowskiego z Polskiej Wspólnoty Narodowej i realizowany przez jego Polski Komitet Słowiański) jest od początku po dziś dzień zwalczana przez Żydów – także tych udających polskich patriotów-„prawicowców” a nawet „narodowców”. Dlaczego? Bo realizacja tej idei grozi stworzeniem bloku zdolnego do przeciwstawienia się Żydom rządzącym tzw. „wolnym światem” za pomocą przemysłu lichwiarskiego, własności środków produkcji i mediów – oraz skorumpowanych kukiełek zwących się politykami.

Z samą mechaniką „lawirowania” państw relatywnie wolnych pomiędzy rywalizującymi o wpływy tyraniami, opisaną w tekście zgadzam się – realizuje ją prawdziwy mistrz realpolitik i prawdziwy mąż stanu – Łukaszenko. Dowód na to że Łukaszenko to mąż stanu? Gdyby Białorusią rządziły prostytutki porównywalne do polskich, nie byłoby już w rękach białoruskich przemysłu, a o polityce wewnętrznej i międzynarodowej decydowano by w Brukseli, Waszyngtonie lub Moskwie. Oczywiście Białoruś także podlega stopniowej pacyfikacji i grabieży, ale proces ten jest powolny – i wymuszany szantażem finansowym – to nie jest ochocze wypinanie zadka praktykowane przez słabo udających Polaków „polityków” znad Wisły.

Piotr Zychowicz: Pakt Ribbentrop-Beck. Ofensywa propagandowa agentury niemieckiej czy niewinne fantazjowanie?

Publikacja Piotra Zychowicza „Pakt Ribbentrop-Beck, czyli jak Polacy mogli u boku III Rzeszy pokonać Związek Sowiecki” wywołała ożywioną dyskusję w kręgach prawicowo-patriotycznych. Niejeden „niepodległościowy” „ułan” i najpatriotyczniejszy z patriotycznych antybolszewików już oczyma duszy zobaczył dzielnych polskich orłów defilujących obok bohaterskich SS-manów na Placu Czerwonym przy akompaniamencie „Heidi, heido, heida”. Gdzieś hen na zapleczu frontu Sonderkomanda Himmlera hurtowo mordują podludzi staroniemieckimi metodami paląc ich żywcem w zabudowaniach lub nowoniemieckimi – rozstrzeliwując na krawędzi uprzednio wykopanych dołów lub obrzucając zapędzonych do dołów granatami (wszak ktoś ten Lebensraum dla rasy panów musi utworzyć swym zniknięciem). Oczywiście o Śląsku, Pomorzu i innych „pragermańskich” ziemiach już Hitler nigdy Polakom nie przypomni. Wizje z Mein Kampf i Generalplan Ost pozostaną tylko wstydliwie usuwanymi w niepamięć grzeszkami dobrotliwego zwycięzcy Adolfa. Będzie nam Polakom dobrze razem z hitlerowską III Rzeszą jak nie przemierzając w Unii Europejskiej Narodu Niemieckiego. Prawda, że to wizja porywająca niczym zwycięstwo pod Kłuszynem?

Takich publikacji, jak ta Piotra Zychowicza będzie coraz więcej. Czy przypadkiem? Czy to takie całkiem niewinne wizje alternatywne, czy raczej – zwykła agitka niemieckiej agentury? Do czego się sprowadza przekaz Zychowicza, co ma zostawić czytelnikom w głowie? Czy przypadkiem nie następującą myśl: „Polacy lepiej by wyszli grając z Niemcami w jednej drużynie”? Pan Zychowicz ignoruje takie niewygodne drobiazgi, jak Hakata, Komisja Kolonizacyjna, Kulturkampf, stulecia niszczenia przez Niemców polskości wszelkimi metodami, prowokacje wywiadu pruskiego (i jego żydowskiej agentury – 1830, 1863).

Wielkie Niemcy (Großdeutschland). Lebensraum – Pomorze, Śląsk, Kujawy i Wielkopolska, czy ziemie ZSRR?

Zapomina o Mein Kampf (Lebensraum na wschodzie – po trupach podludzi-Słowian), Generalnym Planie Wschodnim (Generalplan Ost), wizji Wielkich Niemiec (Grossdeutschland). Ignoruje również, że Hitlera mogła Polska powstrzymać wchodząc w sojusz z Czechosłowacją – zdrada w Monachium była (obok polityki kredytowej) jasną wskazówką, co warte jest poleganie na Anglii i Francji jako gwarantach granic w Europie Środkowowschodniej – i należało wesprzeć Czechosłowację we własnym interesie – odrzucając monachijski dyktat (niestety jest to jasne dopiero współcześnie). Potem – znając wiarołomność Hitlera – i bardzo silną wrogość Niemców wobec Polaków – po sojuszu z III Rzeszą nie wolno było się spodziewać niczego dobrego. Polskie społeczeństwo zdawało sobie z tego sprawę w 1939 lepiej niż Piotr Zychowicz – i wielu innych współcześnie kolaborujących lokajów niemieckich.

Agentura niemiecka stara się tumanić młodzież za pomocą pseudonarodowych i pseudopatriotycznych partyjek i organizacji, dla których takie gadzinowe publikacje, jak ta Piotra Zychowicza, są zaplanowanym paliwem ideologicznym. A z drugiej strony działają separatyści w stylu RAŚ, którzy mają identyczne poglądy na współpracę polsko-niemiecką, jak pan Zychowicz.
Nie wolno więc ignorować szkodliwości społecznej książki Zychowicza. To nie jest ot takie sobie political fiction, tylko książka mająca (wraz z wachlarzem innych akcji i publikacji) zmienić świadomość zbiorową narodu polskiego, uformować germanofilskie postawy Polaków (wyimaginowane „braterstwo broni” przeciw demonizowanym przez różne „patriotyczne” środowiska „Ruskim”, „jakże nam by było dobrze walczyć z „‚komunizmem’ u boku Hitlera, jak to źle, że w porę na ‚Ruskich’ nie poszliśmy z Niemcami”) w konkretnej sytuacji geopolitycznej (Polska jest stopniowo pożerana ekonomicznie i politycznie przez Niemcy za parawanem Unii Europejskiej). To nie jest jakiś drobiazg. Książka trafia w antyniemiecki (antyhitlerowski) sentyment Rosjan – i stawia Polaków przeciw Rosjanom obok Niemców (to istotne novum polityczne, ale widać potrzebne na tym etapie scalania Polski z Niemcami w „Neu Grossdeutschland” (patrz mapka)), prowokuje Rosjan przeciw Polakom – i Polaków przeciw Rosjanom. Gdyby w Rosji wyszła książka, w której pisano by, że Stalin powinien Polaków wysiedlić na Syberię i zrobić na byłym terenie II RP enklawę rosyjską – plus nadzielić Białoruś i Ukrainę terenami po Wisłę – ciekaw jestem jaki krzyk świętego oburzenia by się rozległ wśród różnych „patriotów” i „prawicowców”. Książka Zychowicza to dla współczesnych Rosjan dokładnie taka sama prowokacja.

Jeśli mamy ignorować najlepsze rozwiązanie, czyli sojusz polsko-czechosłowacki (pal diabli Węgrów – sojusznik z którym nie mamy wspólnej granicy i wspólnych problemów jest nic nie wart w chwili próby – bo ani nie może pomóc – ani nie ma tego samego noża na gardle) – pozostały jeszcze takie opcje jak:

  • taktycznie ustąpić Hitlerowi nie wchodząc z nim w sojusz – i czekać, aż rozpocznie się wojna z Francją (a wtedy zdecydować co dalej)
  • albo zrealizować wariant wrześniowy, ale skapitulować na rozsądnych warunkach 12-13.IX (Abbeville) – kiedy tylko okaże się, że Francja i Anglia nie wywiązują się z obowiązków sojuszniczych.
  • zawrzeć sojusz obronny z ZSRR – i pozwolić na przemarsz Armii Czerwonej do Niemiec (np. za nadzielenie ziemiami po Odrę i Nysę Łużycką … albo nawet bez tego).

„Polska mogła wygrać II wojnę światową, gdyby został spełniony bardzo specyficzny układ międzynarodowy – gdyby III Rzesza i Związek Sowiecki przegrały wojnę i przestały istnieć. A jedynym sposobem na realizację tego scenariusza było najpierw bicie Sowietów z Niemcami, a potem dokonanie zwrotu antyniemieckiego.”
P. Zychowicz, spotkanie promocyjne „Paktu ..” w Klubie Ronina, 6.IX 2012

Gdyby Polska przyłączyła się do paktu Antykominternowskiego, doszłoby do szybszego zawarcia porozumienia Anglia-Francja-ZSRR. Alianci staraliby się mieć sojusznika za plecami III Rzeszy. Oczywiście Hitler starałby się powstanie takiego przymierza opóźnić/utrudnić, kupić czas na wschodzie. Jak? Wskazówką może być los Rumunii – która została podzielona między ZSRR a satelitów III Rzeszy w 1940 roku. Mimo sojuszu. Nieosłabiona Polska jako sojusznik III Rzeszy była niepewna. Inwazja na Francję mogłaby zakończyć się polskim ciosem w plecy. A jeśli nie polskim – to (w przypadku przedłużenia się wojny) na pewno radzieckim. Hitler rozumiał, że musi jakoś dogadać się ze Stalinem i nie miałby wobec Polski skrupułów płacąc Stalinowi jej ziemiami.
Powyższe rozumowanie przeprowadził Beck w 1939 roku i zrozumiał, że z punktu widzenia Niemiec, Polska nie ma znaczenia strategicznego – jedynie taktyczne. To że Niemcy nie uważali Polski za jakąś szczególnie istotną w walce z ZSRR potwierdził zresztą Hitler, który powiedział w marcu 1939 roku do swoich generałów, że Polska jest iluzoryczną zaporą przed ZSRR, bo nie ma porównywalnego potencjału.
Pan Zychowicz zapomina, że sojusz polsko-niemiecki oznaczałby, że w chwili potencjalnego ataku na ZSRR Armia Czerwona byłaby rozlokowana defensywnie, a nie ofensywnie, przygotowałaby w oparciu o (nie opuszczoną i nie rozbrojoną, jak w 1941) Linię Stalina solidne i głęboko urzutowane umocnienia – których Wermacht nawet z polską pomocą nie przełamałby tak łatwo (22 czerwca 1941 Armia Czerwona była rozlokowana do ofensywy (a w dużej części – jeszcze w transporcie – czołgiści bez czołgów, artylerzyści bez artylerii, lotnicy bez samolotów, baterie bez obsługi), bez pozycji obronnych, z płytkim urzutowaniem jednostek w pasie przygranicznym – dzięki czemu udało się dokonać oskrzydleń i okrążeń armii, która miała przewagę w czołgach 7(RKKA) do 1(Wermacht i satelici), o przewadze liczebnej nie wspominając). Paradoksalnie – w świetle powyższego -sojusz polsko-niemiecki najprawdopodobniej doprowadziłby do szybszego zwycięstwa ZSRR w konfrontacji z III Rzeszą.
Przyjmijmy jednak, że III Rzesza zaczyna zwyciężać. Jaka będzie reakcja USA? Celem każdego mocarstwa jest nie – ułatwianie zwycięstwa potencjalnemu konkurentowi- lecz – maksymalne wykrwawienie go w wojnie. Taką politykę prowadziła Anglia wobec III Rzeszy i ZSRR – chciała te reżimy rzucić przeciw sobie nawzajem. USA nie przyglądałoby się biernie ekspansji III Rzeszy.

Książka opisuje więc absurdalny, a nie – logiczny (militarnie, politycznie, geostrategicznie) wariant – politycy USA i Anglii wiedzieli, że po klęsce ZSRR wojna byłaby skończona. W efekcie (militarnie niemożliwego tak na prawdę – a przez sojusz II RP z III Rzeszą – paradoksalnie – jeszcze bardziej niemożliwego) zwycięstwa Hitler miałby wolne ręce – i mógł zacząć eksterminację Słowian po Ural. Oczywiście Anglia i USA najprawdopodobniej zainwestowałyby w zwycięstwo ZSRR tak, jak zrobiły to w rzeczywistości – i najprawdopodobnij z analogicznym skutkiem. Polska skończyłaby więc w strefie wpływów ZSRR, albo jak Rumunia – zmieniając front, albo walcząc do końca po stronie Niemiec, jak Węgrzy (co jest bardziej prawdopodobne, ze względu na roszczenia terytorialne ZSRR wobec II RP). Wobec powyższego teza o utrzymaniu „niepodległości” (patrz wywiad poniżej) przez Polskę jest totalną mrzonką dla idiotów. Mamy tylko trzy warianty do wyboru – klęska ZSRR i eksterminacja Polaków albo – klęska III Rzeszy i albo walka do końca przeciw ZSRR albo zmiana strony (kończąca się tak czy owak strefą wpływów ZSRR).

Zachęcam do lektury Abbeville’1939 a wojna obronna II RP – zdrada, czy realizm?.

Fragmenty wywiadu P. Zychowicza udzielonego pch24.pl: Wrzesień ‘39 szkołą politycznego realizmu

Wywiad (opublikowany tu) przytaczam wyłącznie we fragmentach pokazujących poziom świadomości historyczno-politycznej pana Zychowicza.
Ł. Karpiel: Jak się Pan czuje jako autor książki uznanej już za kontrowersyjną?
P. Zychowicz: Ta książka to moja odpowiedź na pytania, które musi zadawać sobie każdy Polak. Czy II wojna światowa musiała się skończyć dla nas taką katastrofą? Czy musieliśmy utracić połowę terytorium z Wilnem i Lwowem na czele? Stracić niepodległość na pół wieku? Stracić kilka milionów obywateli, w tym naszą elitę wyrżniętą przez obu totalitarnych okupantów? Czy Warszawa musiała być zburzona? Rzetelna próba odpowiedzi na te pytania prowadzi ku wnioskom dla naszej wrażliwości historycznej niezwykle przykrym. Jedyną szansą na uniknięcie tej katastrofy było zawarcie przejściowego sojuszu z Niemcami.
p.e.1984 Doprawdy panie Zychowicz była to jedyna szansa? Co z sojuszem z ZSRR przeciw III Rzeszy? Co z najlepszym dla Polski rozwiązaniem w drugiej połowie lat ’30 XX wieku – sojuszem polsko-czechosłowackim? Co ze sprawami, o których mowa w tekście powyżej?

Ł. K.: Polska mogła w sobie widzieć partnera dla III Rzeszy? Czy po wojnie z Sowietami z naszym udziałem, Polska nie stałaby się jedynie narzędziem niemieckiej polityki?
P. Z.: Polska oczywiście nie mogła być równorzędnym partnerem Niemiec. W ofercie, która została nam złożona 24 października 1938 przez Joachima Ribbentropa, było jasne stwierdzone, że jeśli Niemcy i Polska zawrą sojusz to będą konsultowały swoją politykę zagraniczną. Jest oczywiste, że jako słabszy partner to Polska by konsultowała swoją politykę z Niemcami, a nie odwrotnie. Utracilibyśmy więc w ten sposób część naszej suwerenności. Moim zdaniem utrata części suwerenności jest jednak lepsza od utraty niepodległości na rzecz dwóch najstraszniejszych totalitarnych państw istniejących w ówczesnym świecie. Jest lepsza niż dostanie się pod ludobójczą okupację, która sprowadziła na nasz naród olbrzymie cierpienia.
p.e.1984 Pan Zychowicz sprytnie pomija taki drobiazg, jak to, że Beck nie wiedział, że Anglia i Francja, mogąc niskim kosztem pokonać w 1939 Niemcy – nie zrobią nic. Dlaczego zatem miał się godzić na cesje suwerenności i terytorialne na rzecz III Rzeszy – o wiele słabszej militarnie od sojuszu polsko-francusko-angielskiego? Współcześnie można dostrzegać, że cele polityki angielskiej były inne, że chodziło wyłącznie o dozbrojenie III Rzeszy i skierowanie jej przeciw ZSRR. Beck korzystał z innego zasobu wiadomości – i prawdopodobnie liczył na to, że „alianci” będą, zgodnie z zapewnieniami dyplomacji obu „mocarstw”, dążyli do powstrzymania ekspansji Hitlera.
(…)

Ł. K.: Jak potoczyłaby się taka wojna?
P. Z.: Poważne kampanie toczy się na wiosnę. Gdybyśmy w połowie roku 1939 zawarli sojusz z Niemcami, kampania francuska wybuchłaby więc wiosną 1940, a kampania sowiecka wiosną 1941. Wszelkie analizy militarne przemawiają za tym, że udział 40 polskich bitnych dywizji w walkach na froncie wschodnim przypieczętowałby los imperium Stalina, władza sowiecka by się załamała. Po upadku Związku Sowieckiego II wojna światowa wcale by się jednak nie skończyła.
p.e.1984 Pan Zychowicz abstrahuje od tego, że Wermacht nie natrafiłby na Armię Czerwoną w transporcie i dyslokacji do natarcia na III Rzeszę, na terenach pozbawionych poważniejszych umocnień, tylko – rozlokowaną defensywnie. Armię Czerwoną dysponującą przewagą w siłach lotniczych (liczebną), pancernych (ilościową i jakościową) i sile żywej (zmobilizowanej i w rezerwach) – na umocnieniach Linii Stalina – i fortyfikacjach, którymi by tą linię uzupełniono. O sukcesie Barbarossy zadecydował szczęśliwy zbieg okoliczności.
P. Z.: Dopiero wówczas zaczęłaby się toczyć na wysokich obrotach.
p.e.1984 Przejęcie zasobów surowcowych i przemysłu ZSRR przez III Rzeszę kończyło wojnę – ustanawiało III Rzeszę światowym supermocarstwem. Anglia, gdyby cały potencjał terenów opanowanych przez III Rzeszę został skierowany przeciw niej po klęsce ZSRR musiałaby w ciągu kilku miesiecy skapitulować.
P. Z.: Wiemy, że Hitler planował po pobiciu bolszewików wkroczyć przez Kaukaz na Bliski Wschód i wywołać antybrytyjskie powstanie Arabów. Następnie zamierzał ruszyć na perłę imperium brytyjskiego — Indie. Taka wojna z Anglosasami pochłaniałaby coraz więcej niemieckich sił.
p.e.1984 Ta wojna bardzo szybko by się skończyła – kapitulacją lub całkowitym podbojem wysp brytyjskich. Operacja Seelöwe – tyle, że z innymi zasobami i siłami niemieckimi. Bitwa o Anglię bez limitu czasowego nałożonego na Hitlera przez stalinowskie przygotowania do podboju Europy.

P. Z.: Znając zbrodniczość Hitlera i narodowego-socjalizmu, Niemcy realizowaliby jednocześnie na sowieckich terenach okupowanych swoje obłędne plany kolonizacyjne. Skutkowałoby to powstaniem potężnego ruchu partyzanckiego.
p.e.1984 Ruch partyzancki skończyłby się po pokonaniu Anglii wysłaniem sił regularnych. Takim rezultatem jak partyzantka Hubala. Eliminację partyzantów połączonoby z wybijaniem osad.
P. Z.: Ostatnią rzeczą, którą Hitler w tym wypadku chciałby robić to atakowanie swojego najsilniejszego sojusznika, czyli Polski. Miałby dość kłopotów na głowie.
p.e.1984 Hitler zaatakował ZSRR zanim rozprawił się z Anglią. ZSRR był wówczas jeszcze dość silnym sojusznikiem III Rzeszy …

Ł. K.: Co dalej?
P. Z.: W chwili, w której Niemcy zaczęliby już robić bokami, nastąpiłoby (jak to miało miejsce w rzeczywistości w przypadku większości sojuszników Hitlera) odwrócenie sojuszy. Polska powinna była zadać Niemcom cios w plecy. Nie mam więc do Becka pretensji o to, że bił się z Niemcami. Mam pretensję, że bił się z nimi za wcześnie. Wojnę z Rzeszą należało prowadzić nie w roku 1939, gdy była najsilniejsza. Ale w roku 1945 roku gdy była najsłabsza.
p.e.1984 Mam takie pytanie – skoro zdaniem pana Zychowicza polskie dywizje przesądziły o pokonaniu ZSRR, to właściwie z kim miałaby III Rzesza przegrać w 1945 – skoro Anglia byłaby dawno pokonana? Nie wiem, czy pan Zychowicz zdaje sobie sprawę z tego, kto podczas ofensywy w Ardenach (kiedy III Rzesza „robiła bokami”) błagał Stalina o przyspieszenie ofensywy na kierunku berlińskim? Niech pan Zychowicz zastanowi się, co by się stało, gdyby Hitler mógł przerzucić na front zachodni wszystkie siły, które wiązała Armia Czerwona? Albo – jak przebiegałaby operacja zdobywania Festung Europa, gdyby Wehrmacht i SS nie były związane walką z ZSRR? Ile krwi pozwoliłoby utoczyć z siebie społeczeństwo amerykańskie, zanim zażądałoby zakończenia wojny? Hitler rządził państwem totalitarnym, które mogło utrzymać stabilność polityczną mimo śmierci milionów. Większej liczby milionów niż akceptowalne maksimum dla społeczeństwa USA. No i jeszcze taki drobiazg – w takiej sytuacji Polska jest w samym środku posiadłości III Rzeszy, dużo potężniejszej niż we wrześniu 1939. A wielu Niemcom bardzo się podobają wizje z Mein Kampf, przećwiczone już na terytorium ZSRR …

P. Z.: Beck powinien był po prostu powtórzyć politykę Piłsudskiego z czasów pierwszej wojny światowej. Polska mogłaby bowiem z II wojny światowej wyjść niepodległa tylko i wyłącznie wtedy gdyby przed pokonaniem Trzeciej Rzeszy pokonany został Związek Sowiecki.
p.e.1984 To kto pokonałby wtedy III Rzeszę? I to w zasadzie zamyka dyskusję z panem Zychowiczem i jego „realpolitik”.

Jeszcze raz o antypolskim pseudopatriotyzmie i jego piewcach

Pseudopatrioci i pseudonarodowcy, czy agentura i zdrajcy?

Poniżej krótka polemika z tekstem na prawica.net. „Jeszcze raz”, bo problem omawiałem w tekście „Jak dyżurni pseudopatrioci szczują na narodowców. Ślepa uliczka hagiografii Powstania Warszawskiego”.

Polemiki z ludźmi pokroju autora tego wpisu („Jeszcze o Powstaniu Warszawskim”) to strata czasu. Niestety ich szkodliwa działalność nie może pozostawać bez reakcji, ponieważ ich pisanina jest ogłupiająca dla osób o niepełnej wiedzy historycznej, nieukształtowanych poglądach – bądź – silnych skłonnościach do konformizmu. Z tego powodu niebezpieczna jest także powszechność wytyczającej standardy antypolskiej głupoty.

Alej napisał:
Afirmacja Powstania nie jest żadną „mitologią klęski”. Ktoś kto tak mówi albo nie wie co mówi albo mówi w złej wierze: po to by obrażać. Przecież nikt z afirmujących Powstanie nie robi tego z powodu jego klęski. Robi to dlatego bo w 1944 Polacy pokazali, że nie chcą żyć na kolanach – „choćby za to miał spaść bezcenny kapitel ciała głowa”.

W 1944 jeśli już Polacy coś pokazali (a nie – niekompetentni i zbrodniczo głupi dowódcy oraz żyjący w świecie iluzji rząd londyński [zalecam lekturę książki J. Ciechanowskiego, Powstanie Warszawskie]), to że są głupcami, nie mającymi pojęcia ani o polityce, ani o wojskowości. Rzucili się (zostali rzuceni przez zdradzieckich dowódców-zbrodniarzy) na niemiecki ufortyfikowany garnizon – bez broni, w biały dzień („PW’44 bez broni – meldunki kontrwywiadu AK i przebieg walk”). Cenę wystąpień antyniemieckich znano. Wawer był odwetem za śmierć dwóch Niemców. Za akcję pod Arsenałem rozstrzelano 140 więźniów Pawiaka. Za działalność Hubala Niemcy wymordowali wszystkich mężczyzn w Skłobach i Hucisku. Ten, kto wydawał rozkaz o rozpoczęciu powstania w Warszawie cenę znał. Wiedział również, że pomocy brytyjskiej nie będzie (od Nowaka-Jeziorańskiego, którego specjalnie z tą informacją wysłano!), wiedział, że nie ma jeszcze mowy o rozpoczęciu oskrzydlenia Warszawy przez Armię Czerwoną. I wiedział, jak skończyły się dotychczasowe próby występowania wobec RKKA w roli gospodarza.
Tylko wyjątkowo antypolska gnida może Polakom sprzedawać samobójstwo jako wzorzec patriotyzmu, może wmawiać, że Polacy, jako jedyny naród świata mają obowiązek popełniania narodowego samobójstwa, rzucania się na wroga z pustymi rękoma i bez nadziei na zwycięstwo – i że zaniechanie takiego samobójstwa to „życie na kolanach”. Narodowiec patrzy na ten problem z punktu widzenia szacunku dla polskiej krwi – i tego, co tą krwią jest dla narodu kupowane – oraz – za ile tej krwi. Polityka i wojna to rachunek zysków i strat, a nie – „demonstrowanie” „racji”. Wróg narodu polskiego (często udający Polaka) wmawia Polakom, że wylewanie morza polskiej krwi w imię nie – realnych szans – lecz „okazywania” i „demonstrowania” to polski patriotyzm. Cała akcja mącenia Polakom w głowach jest szeroko zakrojona, prowadzona w antypolskich mediach i przez antypolskie partie polityczne (paradoksalnie SLD, PO i „palikociarze” – czyli środowiska, które o kierowanie się ideami narodowymi trudno posądzać – mają w kwestii powstania poglądy bliższe tym, jakie powinni mieć polscy narodowcy – niż ma cała pseudonarodowa i pseudopatriotyczna strona sceny politycznej). O tych zagadnieniach szerzej traktuje tekst Jak dyżurni pseudopatrioci szczują na narodowców. Ślepa uliczka hagiografii Powstania Warszawskiego.

Pisze więc antypolski propagandysta dalej:

Alej napisał:
Jasne że to jest też „mitologia” ale mitologia „narodotwórcza”, podbudowująca naszą narodową tożsamość, nasz „brend”: umiłowanie wolności. Bez podobnych „brendów”, „narodotwórczych” mitów narody istnieć nie potrafią. Asymilują się do innych, dysponujących lepszymi, bardziej porywającymi mitami. Gdyby Polacy nie mieli swojego „narodotwórczego” mitu nie przetrwaliby w tak dobrej kondycji 120 lat rozbiorów.

Polacy wskutek prowokowanych przez wrogów narodu polskiego (Austria, Prusy i ich agentura) powstań tracili jako naród – przywileje ekonomiczne, elitę intelektualną, możliwości rozwoju polskiej oświaty. I oczywiście – tracili tych, którzy zostali w nieodpowiednim momencie wmanewrowani w walkę zbrojną – i polegli. Gdyby nie nonsensowne rzezie, gotowane narodowi polskiemu przez zdrajców i wrogów – Polacy byliby dziś narodem liczniejszym, zamożniejszym i bardziej dumnym z siebie, z racji tego, że bardziej by się z takim narodem liczono na świecie. Bo świat szanuje rozsądek, siłę i bogactwo, a nie – groteskowy etos narodowego samobójstwa w imię „okazywania” „wyższości moralnej” i „umiłowania wolności”.
Pora wreszcie zacząć pisać, że obowiązki Polak ma wobec narodu polskiego, a nie – wyabstrahowanej przez wrogów narodu polskiego „ojczyzny”. Bo dla narodu polskiego – narodu polskiego wygubić w beznadziejnych bojach Polakowi nie wolno. A dla „ojczyzny”, „wolności” itp. itd., które są „bezcenne” można posłać cały naród polski do rzeźni – i jeszcze szantażować moralnie tych, którzy potępiają naganiaczy-morderców narodu polskiego. W ten sposób (zgodnie z planem?) „ojczyzna” zostanie dla tych, którym naród polski zawadza od wieków. Ale przecież nie o – mało prawdopodobne obecnie – „posłanie narodu do rzeźni” chodzi. W istocie chodzi o wypaczenie wzorców postaw patriotycznych i narodowych tak, by odrzucały Polaków swoim irracjonalizmem – i swoją absurdalnością. By słowo patriota było synonimem słowa idiota. Bo idea narodowa/patriotyzm nośne i mądre są wrogom narodu polskiego niemiłe. Grożą wybraniem mądrych i oddanych narodowi polskiemu polityków – a nie durniów lub zdrajców opiewających polakobójczy „patriotyzm” oraz jasełkową i pustą „bogoojczyznę”.

Powstanie Styczniowe – teksty i refleksje

Powstanie Styczniowe, pocztówka

O polskiej tradycji powstańczej można pisać tomy, ale w tych tomach pojawiają się niekiedy ciekawe perełki, świadczące o mentalności przywódców i dowódców. Na przykład o Powstaniu Styczniowym można przeczytać:

Miało ono (powst. styczniowe, przyp. p.e.1984) według jego przywódców mieć taki skutek:
(Jesień 1862 roku )”Wywołując powstanie, do którego czynimy przygotowania, spełniamy ten obowiązek w przekonaniu , iż dla stłumienia naszego ruchu Rosja nie tylko kraj zniszczy, ale nawet będzie zmuszona wylać rzekę krwi polskiej; ta zaś rzeka stanie się na długie lata przeszkodą do wszelkiego kompromisu z najeźdźcami naszego kraju , nie przypuszczam bowiem, aby nawet za pół wieku naród polski puścił tę krew w niepamięć i aby wyciągnął rękę do nieprzyjaciela, który tę rzekę wypełnił krwią polską”
Cytat z książki Lecha Mażewskiego „Powstańczy szantaż”

Ciekawym nawiązaniem do tej wypowiedzi jest inna wypowiedź, o innym powstaniu:

gen. T. Pełczyński (jeden ze sprawców PW’44): Cytat:

Tomasz Łubieński.: Czy Pełczyński podjął później jakąś próbę rewizji swych wojennych decyzji i poglądów, czy wciąż trzymał się swojego?
Jan Ciechanowski: Bronił tej decyzji. Powiedział, że powstanie wykopało tak głęboki rów krwi między Polską a Rosją, że Polska nigdy nie ulegnie sowietyzacji. Kiedyś walnął pięścią w stół i zagrzmiał: Jak atomówka trzepnie, ludzie zapomną o Warszawie!

Źródło: http://www.powstanie.pl/index.php?ktory=17&class=text

Dmowski w Myślach nowoczesnego Polaka rozprawiał się ze szkodliwym mitem powstania styczniowego, sanacja wychowała na tym micie pokolenie, które wmanewrowano w nonsensowne i z góry skazane na katastrofę powstanie. A potem – w partyzantkę antykomunistyczną, równie beznadziejną i skazaną na klęskę jak powstanie.
Poniżej zamieszczam teksty, które rzucają nieco światła na kulisy polityczne i skutki Powstania Sytczniowego. Czytaj więcej

Powstanie Listopadowe – zbiór tekstów i polemik

Powstanie listopadowe 1830, geneza, skutki, kult błędów politycznych, fałszywych bohaterów i jego skutki, Finis Poloniae, 1831 Dietrich Monet

Finis Poloniae, 1831, obraz Dietricha Montena, przedstawiający przekroczenie granicy z Prusami przez rozbite oddziały powstańcze

W tym wpisie będę zamieszczał różne teksty, ujawniające niektóre kulisy powstania listopadowego.

Powstanie Listopadowe – kult błędów politycznych, fałszywych bohaterów i jego skutki

Powstanie Listopadowe to jeden z najohydniejszych antypolskich spisków. Czynienie z jego sprawców bohaterów to kpina z Polaków. Oczywiście żeby dotrzeć do prawdy w sprawie Powstania Listopadowego trzeba tylko elementarnej wiedzy historycznej i chwili zastanowienia. Jak się więc ma sprawa z Powstaniem Listopadowym w rzeczywistości – i gdzie można o tym przeczytać? Obszerny zbiór udokumentowanych tekstów o Powstaniu Listopadowym można znaleźć tu:
Powstanie Listopadowe – kult błędów politycznych, fałszywych bohaterów i jego skutki

(…)
sprawa polska miała w Europie wyłącznie wrogów. Wrogość Austrii i Prus była oczywista – odtworzone państwo polskie było potencjalnym zarzewiem buntów na polskich terenach zagrabionych przez te państwa. Dodatkowo – poprzez unię personalną z Rosją, łączyło polski “rewizjonizm” z polityką rosyjską. Odtąd każda wojna rosyjsko-pruska bądź rosyjsko-austriacka miała się odbywać przy wsparciu polskich sił zbrojnych – i wiązać z potencjalną rewizją granic (o “Świętym Przymierzu”, odsuwającym takie scenariusze w czasie – za chwilę; konflikt interesów na linii Królestwo Polskie [więc i Rosja] – Austria i Prusy to konflikt trwały, traktat międzynarodowy – to rzecz ulotna). Co należało robić?
(…)
Czytaj dalej >>> Powstanie Listopadowe – kult błędów politycznych, fałszywych bohaterów i jego skutki

Frankiści i mniejszość żydowska a geneza powstania listopadowego

Fragment książki Henryka Rolickiego (pseudonim Tadeusza Gluzińskiego, jednego z głównych ideologów ONR) pt. „Zmierzch Izraela”[*] (W-wa 1932) Cytat:

W okresie Królestwa Kongresowego przed wybuchem powstania listopadowego wrzała w Polsce zajadła polemika o żydów. Przeciw nim występował anonimowy autor broszury „Sposób na żydów”, w obronie żydów wystąpił znany konspirator, któremu Szymon Askenazy poświęcił swe dzieło, Walerian Łukasiński, i ogłosił w r. 1818 książkę pod tytułem „Uwagi pewnego oficera nad uznaną potrzebą urządzenia żydów w naszym kraju”, w której domagał się nadania żydom pełni praw politycznych.
Wiadomo, że do wybuchu powstania i wygnania wielkiego księcia Konstantego doprowadził bojowy odłam wolnomularstwa (węglarstwo). W szeregach węglarskich roi sie od frankistów.
Rewolucja na zachodzie Europy domagała się pomocy. Trzeba było unieruchomić carat, który gotów był interweniować zbrojnie po stronie Świętego Przymierza. Węglarstwo zaszachowało Mikołaja wybuchem zbrojnym w Warszawie i uniemożliwiło wszelkie poczynania tych, którzy pragnęli wyzyskać powstanie dla wytargowania koncesji od Konstantego i Mikołaja I. W machinacjach przeciw Chłopickiemu i umiarkowanym decydującą rolę odegrali żydzi.
Z chwilą wybuchu powstania „entuzjazm, jaki ogarnął warszawian, udzielił się także ludności żydowskiej. Pierwsza rzuciła się do powstania młodzież akademicka, wśród której znaleźli się także uczniowie Szkoły Rabinów. Jedenastu młodych żydów weszło w skład akademickiej gwardii narodowej”.
Upadek ostateczny dyktatury Chłopickiego i zerwanie układów z Rosją spowodował żyd. „Chłopicki obstawał przy układach z Moskwą i żądał od sejmu pozostawienia jemu samemu obmyślenia środków, kraj ratować mogących”. Kwestię dyktatury „ostatecznie rozstrzygnął” lekarz żydowski dr Wolf. Zwracając się do deputacji sejmowej, która pertraktowała z dyktatorem w pałacu namiestnikowskim, prosił ja dr Wolf, jako lekarz i przyjaciel Chłopickiego, „aby mu (tj. Chłopickiemu) już żadnej ważnej nie powierzała czynności, gdyż wyznać musi, że Chłopicki dostaje rodzaju pomieszania zmysłów”.
Natomiast po ostatecznym zerwaniu z Rosją żydzi „zachowali się względem spraw powstaniowycyh biernie, co rozżaloną ludność polską usposabiało do nich wrogo. Żydów zaczęto podejrzewać o szpiegostwo, co wywołało okropne skutki. Niekiedy dowódcy udawało się zażegnać burzę, a nawet za pomocą kilku słów serdecznych zachęcić żydów do udziału w powstaniu. Taki rezultat osiągnął np. w Lublinie Jan Czyński, syn przechrzty, późniejszy gorliwy obrońca żydów.
Ci przechrzci odgrywali w akcji powstańczej role kierownicze. „Wspomnieć też należy o dwóch ochrzczonych żydach, którzy, mimo chrztu, bliski utrzymywali stosunek z dawnymi współbraćmi, a nawet gorliwymi się okazali ich obrońcami, a mianowicie o generale Jakubie Lewińskim, który pod koniec powstania był nominalnym szefem sztabu głównego i o frankiście Janie Czyńskim, który w Lubelszczyźnie organizował ochotnicze formacje żydowskie i który wówczas, podczas pamiętnych wypadków warszawskich w połowie sierpnia 1831 r. piastował godność prezesa Towarzystwa Demokratycznego”.
Ów to Czyński, którego ojciec wymieniony został wśród frankistów przez Kraushara, występuje w r. 1832 w Niemczech w Kaestenburg pod Hambach na konferencji z wolnościowymi spiskami niemieckimi imieniem polskiego Komitetu Narodowego, podczas gdy równocześnie frankista Tadeusz Krępowiecki reprezentuje polskie Towarzystwo Demokratyczne. Na emigracji potem znowu obaj należą do dygnitarzy, paryskiej loży skrajnej „Trinite Indivisible” (Trójcy Nierozdzielnej).
W r. 1833 Czyński wydał w Paryżu broszurę „Question des Juifs Polonais”, w której pisał: „Dowiedziemy, że jeżeli oni (tj. żydzi) pozostali tylko biernymi świadkami walki, to zawinili w tym ludzie, którzy zagarnęli władzę podczas rewolucji”.
A więc żydzi byli porwani entuzjazmem, gdy chodziło o wywołanie „rewolucji”, frankiści przewodzili związkom skrajnym, a później…żydzi zachowali się biernie, a Polacy podejrzewali ich o szpiegostwo. Takie ustosunkowanie się ma swoją nazwę w organizacjach spiskowych; zwie się to prowokacją.

Gluziński/Rolicki w przypisach do tego fragmentu książki umieścił źródła żydowskie (z nich pochodzą fragmenty zaznaczone cudzysłowami):
-Samuel Hirszhorn, „Historia żydów w Polsce od Sejmu Czteroletniego”, W-wa 1921.
-2 artykuły z „Naszego Przeglądu”: Ignacy Schipper, Józef Wolf, sylwetka lekarza dyktatora Chłopickiego oraz tegoż autora Żydzi w powstaniu listopadowym; oba w „Naszym Przeglądzie” z 30.11.1930.
-Adam Lewak, „Od związków węglarskich do Młodej Polski”, W-wa 1921.
______________________
Cyt. za: Tadeusz Gluziński (pseud. Henryk Rolicki), “Zmierzch Izraela”, str. 326, zagadnienia: Frankiści, Żydzi i masoneria a Powstanie Listopadowe

Powstanie Listopadowe a masoneria i obce wywiady

W nocy z 29 na 30 listopada 1830 wybuchło w Polsce powstanie, tzw. Powstanie Listopadowe.
Nie ujmując w niczym bohaterstwu jego szeregowych uczestników, trzeba stwierdzić dobitnie, iż było to jedno z najgłupszych i najbardziej szkodliwych dla Polski powstań w jej całych dziejach.
Admin.

W dniu 29 lipca 1830 roku wybucha w Paryżu rewolucja (lipcowa) która obaliła we Francji starszą linię Burbonów, a 25 sierpnia wybucha w Brukseli rewolucja, która doprowadziła do oderwania się Belgii od Holandii. W rewolucjach tych rolę przewodnią odegrała masoneria.

Powodzeniem tych rewolucji była zainteresowana również polityka pruska. Bismark w swoich pamiętnikach pisał, cytuję: „Przyjazne Polsce (polenfreundlich), rosyjsko-francuskie przymierze, jakie wisiało w powietrzu przed rewolucją lipcową, byłoby ówczesne Prusy postawiło w trudne położenie”. Chodzi tutaj o to że Prusom z zachodu militarnie zagrażała by Francja, a ze wschodu Rosja. Układ ten byłby bardzo sprzyjający dla Polski.

Rewolucji lipcowej we Francji zagrażał jednak cesarz rosyjski Mikołaj I, który zamierzał we Francji zbrojnie interweniować, aby rewolucję tą obalić. Do stłumienia rewolucji francuskiej zamierzał Mikołaj użyć wojska polskiego z Królestwa Kongresowego, co dawało mu sposobność do mocniejszego ujęcia władzy w Królestwie Polskim. Temu należało się przeciwstawić.

Trzeba zaznaczyć, że Królestwo Kongresowe było faktycznym państwem polskim. Było to silne państwo. Miało ono doskonałe wojsko, dobrze wyposażone i wyćwiczone, ożywione duchem polskim (pamiętajmy jednak o liczebności tego wojska – p.e.1984). Państwo to miało skarb, systematycznie powiększany. Miało własny rząd, skupiający w swoim ręku niemal pełnię władzy. Miało rozumną politykę wewnętrzną, która doprowadziła do tego, że Królestwo znajdowało się w stanie kwitnącym, itd. Prawdą jest też, że Królestwo Kongresowe było związane politycznie i prawnie z Rosją, że w Warszawie rezydował namiestnik, carewicz Konstanty, który mocno dał się we znaki Polakom, oraz że wreszcie, stacjonowało w Polsce kilka pułków rosyjskich. [Królestwo Polskie było o całe niebo bardziej polskie i niezależne, niż współczesny pseudopaństwowy twór, zwany dla żartu III RP – admin]

W tym czasie w Polsce wybucha powstanie. Rdzeniem powstania była młodzież ze Szkoły Podchorążych a sprawcą i organizatorem – podporucznik Wysoki. Organizatorzy powstania – z Wysokim na czele – myśleli tylko o tym, by powstanie zacząć. Nad tym, co będzie dalej, w ogóle się nie zastanawiali.

Podburzony tłum mordował więźniów wyciąganych z cel więziennych, rozbijał szynki. Zaznaczyć należy, że rozruchy te miały za początek wiec podburzający, któremu przewodniczył neofita Czyński. Mickiewicz pisał o nim: Pół jest żydem, pół Polakiem, pół cywilem, pół żołdakiem, pół jakobinem, pół żakiem, ale za to całym łajdakiem.

Nikt z generałów nie chciał stanąć na czele awantury, bezmyślnej burdy nazwanej powstaniem listopadowym. Generał Chłopicki stanął na czele powstania, gdy wojna z Rosją była już faktem nie dającym się odwrócić.

Organizatorzy powstania, chcąc służyć interesom Polski, powinni sobie byli przed wybuchem powstania zadać pytanie: co chcą tym powstaniem dla dobra Polski osiągnąć, czy nie są manipulowani przez masonerię w interesie wrogich Prus?

Na usprawiedliwienie ówczesnego obozu umiarkowanego powiedzieć należy, że prawdopodobnie organizowana była wówczas przez masonerię wielka zbiorowa sugestia, wielki nacisk psychiczny w duchu powstańczym – a takiemu zbiorowemu naciskowi nie jest łatwo się przeciwstawić. Prawdopodobnie, masoneria organizowała również umiejętną dywersję w samym obozie umiarkowanym przy pomocy masonów lub ludzi wpływom masońskim uległych, a tkwiących w tym obozie. Powstanie listopadowe uratowało rewolucję francuską przed interwencją cara Mikołaja – oraz doprowadziło do likwidacji państwowości polskiej czyli Królestwa Kongresowego a więc było bardzo korzystne dla masonerii i Prus. Powstanie listopadowe było wojną wypowiedzianą Rosji przez niewielkie terytorialnie państwo polskie. Wojna ta nie mogła – absolutnie nie mogła – skończyć się inaczej, jak klęską.

Należy wreszcie wziąć pod uwagę to, że nasze organizacje spiskowe w sposób ciągły były pod wpływem masonerii. Powstania kończyły się klęskami, ale spiski powstańcze trwały nieprzerwanie. Jeżeli w jednym okresie wiemy, że nasze organizacje spiskowe były pod wpływem masonerii albo powiązane z takimi ruchami jak francuski jakobinizm itp., to możemy być pewni, że i w innych okresach było dokładnie tak samo. Spiski w latach 1815 – 1863 z pewnością miały ścisły związek ze spiskami epoki Sejmu Czteroletniego, powstania Kościuszki, powstania listopadowego czy powstania styczniowego. W spiskach tych działali ci sami ludzie i w tym samym celu.

Powstanie listopadowe zniszczyło ciągłość bytu państwowego ponieważ zniszczone zostało Królestwo Kongresowe. Po roku 1831 państwo polskie zostało wymazane z mapy Europy na blisko 90 lat. Na kresach wschodnich Polska utraciła jakiekolwiek znaczenie i wpływy. Na tych terenach zakazane zostało posługiwanie się językiem polskim. Szkoły polskie zamknięto, prawosławni Polacy stali się Rosjanami i polszczyzna ograniczyła się tylko do szlachty. Uwłaszczenie zniszczyło później szlachtę czynszową. Car Mikołaj wydał rozkaz aby wydalić z guberni litewsko-ruskich 45 tys. rodzin szlachty polskiej w stepy czarnomorskie, itd.

Co należało robić, jaką prowadzić politykę aby uniknąć tego nieszczęścia?

1. Można było utrudnić Mikołajowi doprowadzenie wyprawy francuskiej do skutku. Mikołaj także miał swoje trudności i swoje kłopoty i wcale nie było pewnym że zamiar swój wprowadzi w czyn.
2. Można było też wywołać, rzekomo samorzutnie i przez Warszawę nie sprowokowane, powstanie w Wielkopolsce, a następnie za pomocą zręcznej gry, zaangażować Królestwo, a tym samym Mikołaja, w wojnę z Prusami. Udaremniło by to wyprawę przeciwko Francji, a w razie powodzenia mogło nam dać Poznań, Gdańsk i ewentualnie Królewiec.
3. Gdyby i ten sposób zawiódł, należało wybrać mniejsze zło – i zamiast wszczynać bezmyślne powstanie przeciwrosyjskie, podporządkować się lojalnie woli Mikołaja i pogodziwszy się z myślą nieuniknionej wyprawy na Francję, wywalczyć złagodzenie ujemnych dla Polski skutków i planów cara Mikołaja.

Autor tego artykułu korzystał z książki prof. Michała Bobrzyńskiego pt. „Dzieje Narodu Polskiego”.

Marek Chwalewski
http://chwalewski.pl/

Admin, wśród wielu dostępnych na sieci informacji, poleca:
Powstanie Listopadowe prof. MichałBobrzyński
Cyt. za: Powstanie Listopadowe, marucha.wordpress.com

Istota zagrożenia dla narodu ze strony libertarian, neoliberałów oraz innych pseudonarodowych sympatyków Mikkego i Michalkiewicza

Stanisław Michalkiewicz, Stanislaw Michalkiewicz

Całe środowisko Mikko-kolibro-libertarian to inspirowani z zewnątrz dywersanci, mający za zadanie zniszczyć spójność atakowanego narodu, promować egoizm i nieliczenie się z interesem wspólnym – szczególnie – państwem narodowym. Państwo to chcą sprowadzić do roli policjanta pilnującego tylko jednego prawa – prawa bogaczy do własności wszystkiego, łącznie z niewolnikami, dla niepoznaki nazywanymi pracownikami. Wyzyskiwany robotnik nie będzie bronił państwa zawłaszczonego przez bandytów-”przedsiębiorców”, którzy go łupią. Tak osłabione państwo nie będzie w stanie bronić interesów narodu – a naród – nie będzie postrzegał własnego państwa inaczej jak pasożyta, broniącego przywilejów garstki posiadaczy.

Opisywane środowiska pseudowolnościowe to w rzeczywistości albo osoby, które dały się złapać na sprytnie wymyślone niby słuszne hasełka, albo – płatni propagandziści, albo zwykłe socjopatyczne, pozbawione empatii i poczucia więzi z narodem łotry. Ofiarą tej lipy łatwo paść, ponieważ zasada działania tych drani polega na tym, że dokonują w miarę trafnych diagnoz sytuacji (i zaczynamy się z nimi zgadzać – tak np. działa Mikke) – po czym – sprzedają swoje recepty – i tu niestety naiwny odbiorca ich “prawd” staje się nieświadomym bojownikiem o własne zniewolenie – i zniewolenie innych. W jaki sposób? Ponieważ te recepty sprowadzają się do takiego ukształtowania stosunków prawno-społeczno-ekonomicznych, by władza ekonomiczna kapitału nad człowiekiem nie była niczym ograniczona. W efekcie – zamożni bandyci staną się panami wyzutych z własności niewolników. Tych, którzy sponsorują popularyzację tej bandyckiej ideologii i wymyślają kolejne sofizmaty można nazywać różnie – NWO, syjonistami, banksterami, jak się chce. Ważne jest by pamiętać o jednym. Efektem realizacji tych szalonych wizji będzie destrukcja więzi społecznych, spójności społecznej (stratyfikacja), antagonizacja narodów – sprowadzonych do roli niewolników kapitału międzynarodowego (i lokalnych kacyków zwanych elitami kompradorskimi) – z ich państwami narodowymi. Państwa narodowe zostaną pozbawione silnego oparcia we własnych narodach. Obywatele-niewolnicy będą w tychże państwach widzieli już tylko narzędzie represji i bandycką organizację cementującą władzę kacyków i chroniącą wyzysk narodu przez obcy kapitał (niestety coraz więcej Polaków tak patrzy na współczesną Polskę – tylko nie rozumieją, dlaczego Polska trafiła tam, gdzie trafiła). Słabe państwa padną łatwo łupem tych drani – tak jak padły Chile, Argentyna, Boliwia i wiele wiele innych.
Gorąco zachęcam do obejrzenia filmów, które pokazują forpocztą jakiego zła jest libertariańsko-neoliberalne bredzenie o “wolności”:
Doktryna szoku,
Argentina’s economic collapse (Memoria del Saqueo) ,
The Take (La Toma),
Współczesne niewolnictwo- lektor (tu – minimum od 35-tej minuty do końca).

Zamiast żydo-komuny mamy żydo-prawicę?

Żydoprawica. Michnik zzielenieje z zazdrości. Kliknij aby zobaczyć obraz w pełnych rozmiarach.

W ostatnim felietonie pisanym na łamach „Przeglądu” prof. Bronisław Łagowski pisze:

„Pokolenie Żydów uformowanych umysłowo na przełomie PRL i III RP, gdy wszystkie pasje «zestrzeliły się w jedno ognisko» polityki, ma problem ze swoimi przodkami, którzy po wojnie odtwarzali polskie państwo, oczywiście, że na warunkach, jakie im podyktowano, a podyktowano obok złych także dobre, dzięki którym mamy blisko do Berlina. Rozlicza się z historią nie całkiem po swojemu, bo pod silnym, można się zastanawiać, czy nie zastraszającym wpływem «patriotów», ultrasów katolickiej, nacjonalistycznej i rusofobicznej prawicy. Mówi się, moim zdaniem słusznie, że po wojnie wielu Żydów garnęło się do obozu komunistycznego ze strachu przed antysemityzmem. Mieli oni dobre racje, aby postąpić tak, jak postąpili, ale co dziś «młodych Żydów» (tzn. urodzonych po wojnie) pcha w stronę antykomunizmu? Czy nie znowu obawa antysemityzmu? (…) Odnoszę wrażenie, że «młodzi Żydzi» rozliczający się dziś z żydokomuną żałują, że ich ojcowie czy dziadkowie nie przystąpili do żołnierzy wyklętych. I tu trzeba puknąć się w głowę” („Przegląd” nr 31/2012).

Kogo nie wymienia z nazwiska, ale o kim myśli nestor konserwatystów z Krakowa nie trudno się domyślić. Chodzi mu o neofitów tradycjonalistycznej prawicy, którzy kompleks swego pochodzenia chcą przykryć hunwejbińskim antykomunizmem. Głównym reprezentantem tego nurtu wydaje się być bez wątpienia ideowy młodszy brat Adama Michnika, Bronisław Wildstein oraz jego naśladowcy i wyznawcy. To oni z zapałem godnym lepszej sprawy odżegnują się od jakichkolwiek antysemickich konotacji, mówią o „wariackich endekach”, budują konsekwentnie ruch narodowy (p.e.1984: pani Braun raczy żartować, to co oni budują to atrapa ruchu narodowego, a nie żaden ruch narodowy czy patriotyczny – to po prostu kolejne narzędzie ogłupiania Polaków, jak hucpa na Dziadach Dejmka w 1968), odcinając się radykalnie od jego przeszłości. Głównym zagadnieniem, nad którym wytrwale pracują, jest to, jak zbudować prawicę, tak aby nie popadła ona w „endecką herezję”. Co więcej, oskarżenia o antysemityzm przekuwają bardzo często w bardzo skuteczny oręż walki. To oni przecież, nazwiska są dobrze znane, jako jeden z głównych zarzutów przeciwko gen. Jaruzelskiemu wysuwają fakt przeprowadzenia przez niego tzw. antysemickiej czystki w Wojsku Polskim w roku 1967, mimo ze traktowane to było wówczas jako polonizacja sił zbrojnych (p.e.1984: Ale była to jednocześnie wielce potrzebna w Tel Avivie wysyłka kadr oficerskich – na Bliskim Wschodzie trwała właśnie „wojna na wyniszczenie”! A Jaruzelski jest takim „antysemitą”, że obok kajania się za tą sprawę napisał w „Pod prąd”, że bardzo go niepokoiły (w 1981) nasilające się w niektórych kręgach związanych z Solidarnością i KPN „nastroje antysemickie” – cudownie się widać od 1967 nawrócił z „antysemityzmu”, bo w 1989 z Polakami przy okrągłym stole rozmawiać już nie chciał).

Czyżby pamięć o przodkach, wspomnienie o pogromach w Odessie i innych miastach przedrewolucyjnej Rosji każe im do dziś nienawidzić tego państwa? Strach przed powrotem antysemityzmu, rusofobia i antykomunizm splatają się u „młodych Żydów” w jedno? Chciałoby się powiedzieć: KOR wiecznie żywy, tak czy inaczej, prof. Łagowski ma znowu rację.

 Magda Braun   

mercurius.myslpolska.pl

Posłowie:
O co opisana gra się toczy, czyli “kuchnię” mieszania Polakom w głowach opisałem ostatnio w tekście, który spotkał się na niepoprawni.pl z żywiołowym przyjęciem (to tekst „Jak dyżurni pseudopatrioci szczują na narodowców. Ślepa uliczka hagiografii Powstania Warszawskiego.”).
Na marginesie – motywy rozliczania się przez Żydów i ich “prawicowo”-”narodowy” narybek z “komuną” są nieco inne niż, “znowu mający rację” prof. Łagowski sugeruje. To „ustawianie” debaty publicznej – i postaw Polaków. Prawie cała polska “patriotyczna” i “narodowa” strona sceny politycznej jest dziś oparta o antynarodowe i nonsensowne kanony wartości, młodzież czci nie tych bogów, których powinna (na ołtarze w ONR wyniesiono Misesa i libertarianizm [Piasecki, wspominając Zielony Program -przewraca się w grobie, ale nawet „burżuazyjni” ONR-ABC-owcy by tego nie zdzierżyli], KNP czyli “Nowa Prawica” powiela ten schemat) – i jest uczona plucia na “endokomunę” – w oparciu o dwie pielęgnowane fobie – stricte emocjonalną (irracjonalną) wrogość wobec Rosji (zamiast racjonalnej i uzasadnionej ostrożności) oraz jasełkowo-anachroniczny “antykomunizm”. Ci sami wielce “narodno-prawicowi” felieton-guru i para-politycy nawołują, że “antysemityzm” (którym jest także stawianie tez, że w Polsce są Żydzi, a już szczególnie – we władzach partii politycznych) jest passe, grzeszny, pozbawiony (z braku Żydów) racji bytu („antysemici won z prawicy” i multum mniej znanych wypowiedzi innych – a na to samo kopyto).

Czytaj więcej

Jak „Ruskie” „zdradzili” Powstanie Warszawskie

Co roku pewne środowiska pseudopatriotyczne starają się szczuć Polaków na Rosjan pod pretekstem nieudzielenia przez tych drugich pomocy Powstaniu Warszawskiemu. Przypomnijmy – o udzieleniu pomocy decydowali nie Rosjanie, tylko tow. Stalin. Mamy pretensje do ludojada, że jest ludojadem, a jednocześnie uzależniamy sukces naszej operacji od tego, że ludojad zachowa się jak nie-ludojad, mimo, że nasza operacja jest wymierzona w interesy ludojada – i nawet nie próbowaliśmy z ludojadem czegokolwiek uzgadniać? A „patrioci” jak zwykle wieszają Cygana za winy kowala. Te działania propagandowe służą nie tylko doraźnym celom politycznym (uwiarygadnianie się „patriotów” przed Polakami przy użyciu antyrusycyzmu, tak jak w 1968), ale i pozwalają zdjąć odium hańby z inicjatorów i decydentów powstania:

„W WARSZAWIE MURY BĘDĄ SIĘ WALIĆ I KREW POLEJE SIĘ STRUMIENIAMI, AŻ OPINIA ŚWIATOWA WYMUSI NA RZĄDACH TRZECH MOCARSTW ZMIANĘ DECYZJI Z TEHERANU”
Gen. Leopold Okulicki – wypowiedź na naradzie Komendy Głównej AK
w lipcu 1944 (według zachowanych stenogramów)

WSZYSCY KTÓRZY ROZPOCZĘLI WALKĘ WIEDZIELI, ŻE IDĄ NA PEWNĄ ŚMIERĆ, POZOSTALI ZAZDROŚCILI POLEGLYM. NADZIEMSKA SIŁA ROZPROMIENIAŁA SERCA.
Antoni Chruściel „Monter”
Londyn, dnia 20 sierpnia 1945

O wstydliwych kulisach podejmowania decyzji o rozpoczęciu powstania traktuje (niedokończony, opublikowany we fragmencie) tekst „Powstanie Warszawskie oczami narodowca”.
Zagadnieniem nieudzielana pomocy chciałem się zająć na poważnie w tym roku, lecz niestety nie zdążyłem przed rocznicą. Mój tekst w obszarze rosyjskiej bierności pod Warszawą chciałem oprzeć o artykuł Norberta Bączyka pt. „Zatrzymany front?” z Poligonu 4 (27) / 2011, str. 13. Tekst ten wygrzebał jeden z użytkowników portalu dws.org.pl (http://www.dws.org.pl/viewtopic.php?f=20&t=128879#p1542833) . W skrócie – do zatrzymania ofensywy przez Armię Czerwoną nie doszło.

Norbert Bączyk, „Zatrzymany Front?”, Poligon 4/2011

Polecam tekst z „Poligonu” (można go kupić przez internet tu: Poligon 4/2011) oraz dyskusję na dws.org.pl, bo wiedza historyczna i wojskowa niektórych uczestników tamtej dyskusji jest o kilka poziomów wyższa niż w większości „bijatyk” o zatrzymanie frontu – można się sporo nauczyć.

(…)(Czy) Powstanie Warszawskie miało wpływ na zatrzymanie się ofensywy 1. Frontu Białoruskiego? Analiza dokumentów obu stron, w tym map dziennych z ruchami wojsk oraz meldunków o położeniu dywizji, raporty strat czy zużycia amunicji – analiza kompletna a nie wyrwane z kontekstu pojedyncze meldunki – na nic takiego nie wskazują. W sierpniu 1944 roku na południe i północny-wschód od Warszawy Wehrmacht i Armia Czerwona zwarły się w śmiertelnym boju. Niemcy najwyższym wysiłkiem nie dali się odepchnąć od Wisły, zablokowując swą 9. Armią lewe skrzydło 1. FB na przyczółkach pod Warką i Puławami. Na skrzydle prawym Frontu, dzięki udanemu odwrotowi spod Brześcia, dysponowali zaś zwartymi wojskami 2. Armii, które choć krok po kroku spychane na zachód, nie dały się rozbić. Jeszcze przed decyzją z 29 sierpnia zdano sobie sprawę w SWGK (STAWKA, przyp. mój, kimeciu), że dalsza kontynuacja ofensywy na berlińskim kierunku strategicznym wymagać będzie zebrania tu znacznie potężniejszych sił, niż aktualnie posiadał Rokossowski. Przykładowo nakazano, że gdy tylko 2. i 3. Front Ukraiński uzyskają trwałe wtargnięcie do Rumunii mają natychmiast … oddać kilka armii – SWGK kierowała je do Polski (w pierwszej kolejności, jeszcze w sierpniu, zaczęto wycofywać z Rumunii 5. Armię Uderzeniową i 52. Armię).Tak właśnie działała logika postępujących po sobie serii uderzeń strategicznych. Tam gdzie Armia Czerwona właśnie dokonała przełamania i pobiła wroga, do pościgu mogła już iść skromniejszymi siłami. Reszta wojsk była potrzebna tam, gdzie przeciwnik nie był jeszcze pobity. To mogło się zemścić w drugiej fazie operacji, ale paradoksalnie nie miało już większego znaczenia. Celem strategicznych operacji wojsk radzieckich było bowiem krok po kroku niszczenie potencjału bojowego nieprzyjaciela oraz jego systematyczne spychanie na zachód. Nikt w Moskwie nie miał złudzeń, że walcząc z Wehrmachtem można było dłużej na jednym kierunku strategicznym prowadzić działania pościgowe. Niemcy mieli jeszcze na tyle sił, że odtwarzali potencjał. Dlatego kluczowe cele ofensywy w Polsce zostały zrealizowane, a dyrektywa z 29 sierpnia oznaczała czasową pauzę w działaniach. Należało zaplanować nowy cios i zebrać do niego stosowne wojska. Do grudnia 1944 roku siły 1. Frontu Białoruskiego podwojono.
Pod względem wojskowym Powstanie Warszawskie było dla SWGK zjawiskiem marginalnym i pozbawionym większego znaczenia. W szerszym wymiarze [1.]miasto i tak planowano zająć manewrem dwustronnych kleszczy (p.e.1984: por. Operacja oskrzydlenia Warszawy, ofensywa zimowa 1945), więc kluczowe było nie wtargnięcie do Warszawy, ale podważenie obrony Niemców na Wiśle i Narwi. [2.]Wprawdzie miasto próbowano zdobyć z marszu na przełomie lipca i sierpnia 1944 roku, ale niemieckie przeciwuderzenie powstrzymało ten zamiar. Potem wkroczyły uwarunkowania polityczne i Warszawa musiała zejść z listy najbliższych celów. Był to już pewien problem operacyjny, ale dotyczył on tylko Warszawy-Pragi. Natarcie 47. Armii, wspieranej brygadami wydzielonymi 2. APanc w kierunku ujścia Bugu, musiało się bowiem odbywać nie trzema, a dwoma korpusami strzeleckimi, przez co wraz z postępami jej lewa flanka nadmiernie się rozciągała. [3.]Gdyby na Warszawę-Pragę uderzono już 10 sierpnia, ułatwiłoby to wojskom centrum i lewego skrzydła Frontu marsz ku Modlinowi i Pułtuskowi, a zatem realizację wyznaczonych celów operacyjnych. Nie oznaczało to jednak, że zdobywcy Pragi znaleźliby się szybko na zachodnim brzegu Wisły. Utrata Pragi ściągnąć musiała do Warszawy regularne dywizje niemieckie (tak też się stało we wrześniu). [4.]Oznaczałoby to bitwę o kolejny przyczółek, tyle że w centrum wielkiego miasta. Skoro 1. Front Białoruski miał już przyczółki na Wiśle, na których rozgrywała się wówczas mordercza bitwa, a teraz dążył do zdobycia takich na Narwi, to angażowanie się w bitwę o kolejny przyczółek na Wiśle, w centrum docelowego ugrupowania własnych wojsk, byłoby szkodliwym rozproszeniem wysiłku. Warto o tym pamiętać – tak jak w sierpniu brak uderzenia na Warszawę-Pragę był decyzją polityczną, również wrześniowy desant wojsk polskich z Pragi przez Wisłę nosił takie znamiona.W wymiarze wojskowym nie był bowiem 1. Frontowi Białoruskiemu do niczego potrzebny. Miał jednak wielką wagę polityczną.
Nie jest też prawdą opinia, że Stalin zaniechał działań zaczepnych nad Wisłą, skupiając się na kierunku bałkańskim. W rzeczywistości taki osąd wynika z braku zrozumienia systemu planowania operacji zaczepnych SWGK. Ostateczną decyzję o wykonaniu strategicznego uderzenia na Bałkany podjęto w czasie narad SWGK w dniach 27-29 lipca, a zatwierdzono formalną dyrektywą z dnia 2 sierpnia 1944 roku. W tym czasie ofensywa na terenie Polski miała jeszcze charakter pościgu, a zatem zabierano z tego obszaru wojska. Wojska do uderzenia na Rumunię komasowano. Jednak jeszcze w sierpniu pościg w Polsce się załamał, a zaczął na Bałkanach. W tej sytuacji SWGK zaczęła zabierać wojska z południa i przerzucać na inne kierunki.
[5.]Gdyby Stalin nie nakazał odseparować Warszawy od działań Frontu, zapewne w połowie sierpnia 1944 roku 47. Armia zdobyłaby warszawską Pragę. [6.]Pomoc lotnicza wsparłaby stronę powstańczą w Warszawie. Niemcy nie mogliby zaś wycofać z tego obszaru dowództwa XXXIX KPanc, 4. DPanc oraz stanęli przed koniecznością ściągnięcia z Rzeszy dalszych posiłków. Walki o polską stolicę rozgorzałby ze znacznie większą siłą, na powstańców ruszyły zaś regularne oddziały Wehrmachtu. Zdobycie Warszawy-Pragi mogło pomóc Armii Czerwonej na prawym skrzydle Frontu, ale nad samą Wisłą zmieniało niewiele. 1. Armia Polska z przyczółka magnuszewskiego i tak nie mogła ruszyć na Warszawę, bo w drugiej połowie sierpnia nad Pilicę przybyła Grupa Korpuśna „E” ta sama, która pod koniec lipca jako ostatnia wychodziła z Brześcia. Ta improwizowana dywizja składała się w weteranów różnych związków taktycznych i przez Niemców uważana była za doborową, co zresztą pokazała we wcześniejszych walkach. Uporządkowana po odwrocie spod Brześcia, znów weszła do akcji, po raz kolejny pokazując, jak wielkim błędem 1. FB było pozwolenie na odejście 2. A z „kotła" nad Bugiem. To był przeciwnik, jakiego w obronie niedoświadczone polskie dywizje, dowodzone przez rosyjskich oficerów, nie byłyby w stanie pokonać W styczniu 1945 roku nie potrafiła tego zresztą cała radziecka 61. Armia. W sierpniu 1944 roku 1. Armia Polska nie zaatakowała na północ. 8. AGw nie mogła przedrzeć się na Radom, więc plan zwinięcia frontu niemieckiego na Wiśle opracowany przez Żukowa okazał się nierealny. Ataki przez Pilicę byłby w takich warunkach tylko wytracaniem życia żołnierzy polskich dywizji.
Stalin nie zatrzymał Frontu z powodu Powstania Warszawskiego. Front, związek dziewięciu armii, wyczerpał możliwość natarcia na przełomie lipca i sierpnia, potem podciągnął zaopatrzenie, przegrupował się i wkrótce mozolnie nacierał dalej. Głównodowodzący RKKA powstrzymał tylko skromną część sił od realizacji działań o charakterze operacyjnym, jeśli nie zaledwie taktycznym. To wystarczyło, by osamotnić Warszawę. Później, we wrześniu, nakazał podjąć równie ograniczone działania zaczepne, aby na arenie międzynarodowej przedstawić się w roli powstańczego sojusznika. W rzeczywistości klęska Powstania Warszawskiego była wielkim tryumfem Stalina. Z wojskowego punktu widzenia i tak siła uderzeniowa 1. Frontu Białoruskiego w aktualnie prowadzonej operacji wyczerpała się na Wiśle, ale co ważne, zdobyto przyczółki do dalszych działań. Dlatego Armia Czerwona nic nie straciła na powstaniu. Politycznie klęska AK przetrąciła kręgosłup patriotycznym organizacjom podziemnym i uświadomiła polskiemu społeczeństwu, że Polska leży w strefie interesów ZSRR, którą to strefę zachodnie mocarstwa będą respektować. W takich warunkach podporządkowanie sobie Polski było już znacznie łatwiejsze.
N. Bączyk, op.cit, str. 15

[1.] Tego oczekiwałem. Dojście do ujścia Bugonarwi, oczyszczenie prawej flanki do linii Narwi, opcjonalnie dodatkowy przyczółek na północ od Warszawy – i dopiero można rozpocząć operację warszawską silnym uderzeniem z przyczółka Warecko – Manguszewskiego.
[2.] Nie znalazłem w tekście niczego na poparcie tej tezy. "Miasto", czyli Pragę? Bo chyba nie lewobrzeżną Warszawę?!?
[3.] Czy na pewno zdobycie Pragi było możliwe 10 sierpnia? Czytałem artykuł i nie jestem przekonany – czy walki o Pragę mogły się przerodzić w dłuższą bitwę miejską, czy nie?
[4.] Po co komu taki przyczółek, z którego nie da się rozwinąć natarcia?!?
[5.] Czyli – od 10 VIII do 15 VIII miałaby zostać zdobyta Praga? Lublin zdobywano 2 dni, ale Lublin to były po stronie niemieckiej działania opóźniające.
[6.] Po co? Kto by się miał na to zgodzić? Stalin?
Źródło: http://www.dws.org.pl/viewtopic.php?f=20&t=128879&st=0&sk=t&sd=a#p1542833 , część wyróżnień rekstu oryginalna z dws.org.pl, część dodana przez p.e.1984

Więcej o Powstaniu Warszawskim:

Jak Churchill nie nauczył Polaków realpolitikJak “Ruskie” “zdradzili” Powstanie WarszawskiePW’44 bez broni – meldunki kontrwywiadu AK i przebieg walkPowstanie Warszawskie oczami narodowcaPierwotne plany operacyjne AKJaką pomoc dowództwo Powstania Warszawskiego zagwarantowało swoim podkomendnym i ludności cywilnej Warszawy?Jak narodowcy-uczestnicy powstania oceniali je w dniu kapitulacji?Czy można było wcześniej przerwać powstanie? Propozycje kapitulacji składane przez von dem Bacha Borowi.Jak dyżurni pseudopatrioci szczują na narodowców. Ślepa uliczka hagiografii Powstania Warszawskiego.

Poniżej zamieszczam inny tekst, który większość zagadnień związanych z tym nieudzieleniem pomocy przedstawia zgodnie z faktami.
Czytaj więcej

Chybione wyobrażenia profesury KUL o naturze multikulturalizmu i jego propagatorach

Pour plus de diversite! Anti-SVP campaign.

Wydźwięk tego plakatu wymierzonego w przeciwników multi-kulti w Szwajcarii jest chyba inny, niż multikulturaliści chcieli…

Ostatnio został opublikowany w Naszym Dzienniku tekst pt. Bankructwo utopii multi-kulti, autorstwa Prof. Mieczysława Ryby (kierownika Katedry Historii Systemów Politycznych XIX i XX wieku KUL). Tekst ten zawierał wiele całkowicie błędnych twierdzeń. Pozwalam sobie zamieścić polemikę z tym tekstem, bo problem multi-kulti będzie w Polsce narastał, a Polacy nie mają w ogóle wiedzy niezbędnej do skutecznej oceny zjawiska, co gorsza – są dezorientowani przez osoby, które z racji posiadanych kierunkowych tytułów naukowych powinny rozumieć problem – a zupełnie sobie nie radzą z jego ogarnięciem. Brak zrozumienia problemu, jego podłoża – oraz środowisk go propagujących i ich intencji jest niezwykle niebezpieczny, ponieważ gwarantuje, że nie da się powziąć odpowiednich środków zaradczych – czyli zażegnać niebezpieczeństwa, póki jeszcze nie jest za późno.

Bankructwo utopii multi-kulti to bardzo kiepski tekst. Multikulturalizm / „multi-kulti” to nie określenie na współistnienie kultur, tylko eufemizm maskujący wymuszone uwieloetnicznianie społeczności zamieszkujących państwa zachodnie. Wielokulturowość w Polsce to mogłaby być na przykład- nie grożąca niczym koegzystencja prawosławia, katolicyzmu i protestantyzmu, koegzystencja górali i kurpiów- a nawet polskich Tatarów, do dziś wyznających islam. Nie to jest istotą problemu.
Multi-kulti to ściąganie/przyzwalanie na przyjazd i osiedlenie grup etnicznych obcych w danym miejscu. Afrykańscy Murzyni w Szwecji, Turcy w Niemczech, Arabowie w Norwegii. To nie są problemy „kulturowe”. To jest wstrzelenie obcych mniejszości etnicznych i spacyfikowanie protestów społecznych kastetem „nazizmu” i „ksenofobii”. Cel tych działań jest jasny- stworzenie maksymalnie skłóconych wewnętrznie społeczeństw zamieszkujących niegdyś narodowe państwa. Takie zatomizowanie interesów społeczności zamieszkujących państwa to etap wstępny demontażu państw.
Kilka uwag do tekstu pana profesora:

Multikulturalizm jako idea rozwinął się na Zachodzie na skutek rewolucji kulturowej lat 70. i 80. Rozpowszechniana ona była przede wszystkim przez Partię Zielonych i inne grupy lewackie funkcjonujące na Zachodzie. Zjawisku temu towarzyszyła wszechobowiązująca wręcz teza o równości kultur i cywilizacji.

Multikulturalizm to idea, którą forsują syjoniści rękoma otumanionego przez nich lewactwa we wszystkich państwach, w których mogą to robić (poza Izraelem). Obwinianie „lewactwa” to ignorowanie prawdziwego źródła problemu i perfidii manipulatorów wmuszających całemu światu multikulti. Problem został dobrze zdiagnozowany przez D. Duke’a w filmie „How Zionist divide and conquer” (pierwszy film w tekście Multikulti metodą destrukcji państwa narodowego).
Gwoli wyjaśnienia kwestii panu profesorowi dodam, że wszystkie „kultury” są sobie równe … póki siedzą u siebie w domu i nie składają nieproszonych wizyt tym, którzy o wizyty nie proszą. W tym sensie „kultura łacińska” nie jest w niczym lepsza ani gorsza od pozostałych (abstrahujemy od liczby nieproszonych wizyt, które złożyła na całym świecie- niejednokrotnie eksterminując populacje, z którymi się zetknęła).

Od strony merytorycznej twierdzenie to nie wytrzymuje krytyki, gdyż specyficzne systemy kulturowe zostały też wytworzone przez totalitarne ideologie, a nikt wszak nie twierdzi, że komunizm czy narodowy socjalizm to tak samo dobre systemy kulturowe jak kultura łacińska.

Pan profesor (mimo specjalizacji – jest kierownikiem Katedry Historii Systemów Politycznych XIX i XX wieku KUL) raczy nie dostrzegać, że ani „komunizm” ani „narodowy socjalizm” nie są kulturami ani „specyficznymi systemami kulturowymi” na tyle, by porównywanie ich z „kulturą łacińską” było uprawnione.

Uważano, że tożsamość europejską można budować na wzór amerykańskiej, przy jednoznacznym osłabieniu przywiązania do dziedzictwa narodowego. Stąd pojawił się pomysł sprowadzenia ogromnej liczby emigrantów z krajów nieraz odległych Europie kulturowo. Uważano, że owych emigrantów da się bardzo szybko zasymilować na bazie postmodernistycznego konsumpcjonizmu.

Odmienność „kulturowa” to mało. W Polsce Rosjanin (kultura bizantyńska) zasymiluje się w ciągu jednego pokolenia. Czarnoskóry imigrant z Afryki- nie zasymiluje się, jego dzieci również nie. Człowiek rasy żółtej, Arab- także nie. Bo od populacji państwa, w którym się osiedlają oddziela ich nie tylko „kultura”, ale i etniczność/antropologia- widoczna przez wiele pokoleń na pierwszy rzut oka. I istota „multikulti” nie polega na tym, że ignorujemy różnice wynikające z tego, że nasz kolega ze szkolnej ławki jest muzułmaninem, nie jada wieprzowiny, uznaje „seksistowski” (tylko w naszym wyobrażeniu!) model relacji rodzinnych. My mamy udawać, że nie widzimy, że nasz kolega ma czarną/śniadą skórę. Rozumie pan, panie profesorze? Nie o „łacinę” czy „bizancjum” się tu rozchodzi.

Najbardziej jaskrawym przejawem kryzysu stały się zamachy terrorystyczne, od zamachu na World Trade Center poczynając, poprzez zamachy na londyńskie i madryckie metro, a kończąc na zamieszkach narodowościowych w Paryżu czy Londynie. Świat zachodni nagle zdiagnozował bankructwo idei multi-kulti i zaczął się bronić przed napływem emigrantów, w szczególności z krajów islamskich.

Pan profesor raczy ignorować, że zamachy na WTC to była operacja pod fałszywą flagą (false flag operation), pretekst do ataku na Irak i Afganistan, a nie żaden „zamach” „dowodzący bankructwa” multikulturalizmu. W Londynie do zamachu doszło również w wielce podejrzanych okolicznościach (w dniu przeprowadzania sprawdzianu gotowości do obrony przed takim atakiem). W Madrycie celem ataku nie było metro, tylko kolej podmiejska. Ten jeden zamach godził w interesy NATO, bo doprowadził do wyprowadzenia kontyngentu hiszpańskiego z Iraku- więc w tym jednym przypadku istotnie mogli zaatakować autentyczni terroryści (pod warunkiem, że to nie nieprzewidziane skutki operacji pod fałszywą flagą!).

Ta plejada różnorakich wypowiedzi polityków, dziennikarzy, ludzi znanych z życia naukowego czy społecznego obrazuje ogromny kryzys społeczny, jaki pojawił się na zachodzie Europy po długotrwałym realizowaniu projektu pt. multi-kulti. Oczywiście sama diagnoza kryzysu nie skutkuje znalezieniem prostego lekarstwa. Wydawać by się mogło, że najbardziej logiczną drogą byłby dla Europejczyków powrót do korzeni narodowych i chrześcijańskich Starego Kontynentu.

Jest recepta prostsza. Uniemożliwić dalszą kolonizację- i łagodnymi metodami zachęcić już przybyłych gości do powrotu do ich rodzinnych krajów. Do korzeni niech natomiast wracają zainteresowani (profesorowie z KUL i nie tylko) na własny rachunek, bo niewątpliwie jest to lekarstwo, ale nie na omawianą chorobę.

Otóż tak naprawdę problem polega na kompletnym niezrozumieniu istoty rzeczy. Zasadniczą kwestią nie jest to, że ludzie różnych kultur żyją obok siebie (zobacz: I Rzeczpospolita). Tak było od wieków. Problem polega na tym, że nie da się żyć wszystkimi kulturami naraz, po prostu człowiek “multikulturalny” nie istnieje lub jest on totalnym relatywistą wyzutym z konkretnych treści. Dochodzi do czegoś, co Feliks Koneczny określił mianem mieszanki cywilizacyjnej.

To nie multikulturalizm rozsadzał I i II Rzeczpospolitą, tylko wieloetniczność (vide Judeopolonia – żydowskie państwo w państwie polskim). Żydzi byli obcy zarówno etnicznie jak i kulturowo. Pielęgnowali swoją odrębność etniczną do tego stopnia, że współcześnie występują wśród nich specyficzne choroby wynikające z krzyżowania krewniaczego. Ukraińcy nie chcieli własnego państwa ze względu na swoją odrębność kulturową od Polaków- tylko ze względu na odrębność etniczną. Również niechęć Litwinów do Polaków nie brała się z różnic kulturowych (czego ukoronowaniem byli strzelcy ponarscy).

Widzimy zatem, że idea multikulturalizmu upada dziś na naszych oczach, gdyż u jej źródła stoi postmodernistyczna ideologia skrajnie niechętna tradycji chrześcijańskiej i narodowej, dodajmy stanowiących podstawę tożsamości europejskiej. W imię utopii skutecznie niszczono wielowiekową tradycję.

Pan profesor ustawicznie myli kwestie etniczne (narodowe) z religijnymi i kulturowymi. W omawianym przypadku zastosowanie ma jedynie kryterium etniczne. Bankrutuje wizja kolonizacji narodowych państw europejskich przez kolorowe mniejszości, a nie „kultury łacińskiej” przez cywilizację indyjską, „murzyńską” czy „arabską”. Tożsamość europejska nie istnieje jako taka. Nie ma języka europejskiego ani narodu europejskiego. Prędzej już istnieje tożsamość słowiańska, przebiegająca w poprzek kultur i „europejskości”. Ta tożsamość wynika z pokrewieństwa języków i przynależności do określonej grupy ludów.

Z naiwnością dziecka wydano u nas walkę z klasyczną, chrześcijańską kulturą narodową, czego przejawem są różnorakie inicjatywy partii Palikota czy wypychanie lekcji historii z programów szkolnych. O tragicznych skutkach zepchnięcia chrześcijaństwa z przestrzeni publicznej wielokrotnie pisaliśmy. Wielce tragiczne jest również niszczenie tradycji narodowej w imię dawno przebrzmiałej utopii. Walka z tysiącletnią tradycją wielkiego Narodu musi wszak skończyć się katastrofą. Równie niezrozumiała jest zażarta walka z ideą państwa narodowego jako rzekomo tworu ksenofobicznego, generującego różne wojny i konflikty.

Nie ma czegoś takiego jak „chrześcijańska kultura narodowa”. To, co robi Palikot jest zwykłą propagacją deprawacji i dewiacji, która godzi w moralny porządek życia narodu (każdego), niezależnie od jego „kultury” i religii. Wypychanie lekcji (zakłamanej) historii ze szkół pozbawia Polaków świadomości i tożsamości narodowej, opartej o wspólnotę dziejów i świadomość roli narodu w życiu jednostki oraz obowiązków jednostki wobec narodu. Zwiększenie liczby godzin religii nie zwiększy świadomości narodowej Polaków ani na jotę. Rozumie Pan, panie profesorze, że nie tu pies pogrzebany? Nie „tradycja” jest niszczona, lecz świadomość i więź- oparta nie na religii- lecz na poczuciu wspólnoty narodowej, etnicznej. W kwestiach ksenofobii warto poczytać „Ksenofobia jako objaw świadomości narodowej”

Podsumowując, trzeba stwierdzić, że ideologia multi-kulti zbudowana na postmodernistycznym nihilizmie doprowadziła do ogromnego kryzysu cywilizacyjnego w Europie, z którego wyjście jest możliwe tylko poprzez powrót do kulturowych korzeni chrześcijańskich i narodowych naszego kontynentu. Można nawet zaryzykować tezę, że albo elity europejskie ten problem zobaczą, albo stara Europa podzieli los wielu znaczących, historycznych cywilizacji, czego najlepszym przykładem jest upadek starożytnego Rzymu, który się dokonał przed wiekami.

Sicherheit schaffen. Anti-immigrant SVP campaign.

Ideologia multi-kulti jest zbudowana na syjonistycznym szowinizmie, a nie- postmodernistycznym nihilizmie. Jest narzędziem destrukcji narodów – nie poprzez niszczenie ich kulturowo, tylko poprzez czynienie z państw narodowych etnicznych tygli, prowokowanie konfliktów na tle rasowym i etnicznym tam, gdzie ich nigdy (z racji homogeniczności populacji) nie było. Rozwiązaniem problemu jest, jak już wspomniałem „Uniemożliwić dalszą kolonizację- i łagodnymi metodami zachęcić już przybyłych gości do powrotu do ich rodzinnych krajów.” Narodowe odrodzenie w Europie jest dziś faktem, ale odbędzie się ono na innej drodze niż rechrystianizacja, głównie z tej przyczyny, że, jak zauważył dawno temu Dmowski, w chrześcijaństwie nie ma niczego narodowego- jest ono w swojej istocie kosmopolityczne. Wojna o rechrystianizację jest wojną Watykanu, kościołów w poszczególnych państwach- i zaangażowanych wiernych, którym prozelityzmu na płaszczyźnie prywatnej nikt nie ma prawa zabronić. Wojna o odrodzenie narodów, odbudowę tożsamości i więzi narodowej oraz powstrzymanie najazdu to wojna narodowców- i w tej wojnie Watykan ani żaden kościół narodowcom nie pomoże. Te dwie wojny toczą się na różnych płaszczyznach, które w wymiarze teologiczno-polityczno-gospodarczym nie mają punktów wspólnych. Na poziomie jednostek mogą mieć w tym sensie, że będący prywatnie katolikiem Polak może być narodowcem. Albo- antynarodowcem.

Inne teksty o podobnej tematyce:
Multikulti metodą destrukcji państwa narodowego
Ksenofobia jako objaw świadomości narodowej
Judeopolonia – żydowskie państwo w państwie polskim – jak multikulturalizm omal nie skończył się zagładą narodu polskiego