W rocznicę wprowadzenia stanu wojennego – ‚Generale, dziękujemy’?

Generał Wojciech Jaruzelski, stan wojenny 13.XII.1981

Ile polskiej krwi polałoby się, gdyby gen. Jaruzelski nie wprowadził 13.XII.1981 stanu wojennego?

Rok temu napisałem króciutką notatkę nt. stanu wojennego („13 grudnia – refleksja nad pewną prowokacją multimedialną”, tekst został ukryty przed czytelnikami przez administrację niepoprawni.pl, wkrótce potem zablokowano tam moje konto i usunięto mój blog).

W tym roku planujemy nieco większe opracowanie (niestety już po tegorocznych ‚obchodach’, czyli ‚Idzie-antykomunach’ itp. zabawach ludowych dla naiwnego tłumu), ale sądzę, że zeszłoroczne refleksje, nie zdezaktualizowały się. Troszkę je rozbudowałem, prawdopodobnie dodam jeszcze kilka uwag w kolejnych dniach.

Narodowokomunistyczny zespół Sztorm 68 swego czasu dokonał prowokacji muzycznej (lub wyraził swoje poglądy) na temat stanu wojennego w utworze “Dziękujemy”.

Dziękujemy
(Stan Wojenny 13 Grudnia Sztorm 68 Dziękujemy)

Ciemna noc 13 grudnia
Plaga anarchii osiągnęła szczyt
Nad krajem chmury były coraz większe
Dojrzewał spisek – oto żydowski duch

W tę mroźną noc wszystko się urwało
Przecięta została wszelka buntu nić
Aresztowano wszystkich wichrzycieli
Cała semicka klika wpadła w sieć

Dziękujemy za wasze oddanie
Dziękujemy że broniliście nas
Dziękujemy wam za postawę
Wielki zryw w pamięci żeby trwał

Dziś dziękujemy za to naszym chłopcom
Że wtedy stanęli by bronić naszych chat
Że przed zalewem anarchii i żydowstwa
Bronili dzielnie nasz schorowany kraj

Dziś dziękujemy za ład i porządek
Za wielką ofiarność w czasie tamtych dni
To stan wojenny przekreślił plagę fałszu
Odkrył przed światem syjonistyczną grę!

W związku z tym utworem chciałbym się pokusić o małą rocznicową refleksję. Otóż jest w tym tekście powyżej niestety taka luka, że Merkava przez nią przejedzie … Lukę tą można scharakteryzować następująco: dlaczego ci niby patriotyczni, komunistyczni – ale niby narodowi, niby pro-państwowi aparatczycy (cywile plus wojsko) w 1989, dogadali się nie z “postmoczarowcami”, ale z trockistowskim, post-puławskim odłamem “opozycji” solidarnościowej? Jaka jarmułka wystaje tu spod rogatywki? Jakie mycki czają się w chałatach za rogiem okrągłego mebla? Stan wojenny wymagał akceptacji narodowej, walczono o nią. Stąd retoryka, stąd “mądrość etapu”. Szybko okazało się, że Polacy do odrodzenia narodowego nie dojrzeli, wolą, wzorem roku 1863, msze za ojczyznę od myślenia w kategoriach interesu narodowego, które próbowały szczepić rozproszone organizacje nacjonalistyczne – działający jawnie „Grunwald” – i kilka działających nielegalnie stronnictw o charakterze wczesnoendeckim (np. PWN Tejkowskiego). W 1989 rozpoczęto cyrk wielkiego rabunku (Jak zniszczono polski przemysł, pozbawiono Polaków pracy i wygnano ich z Polski), a dla totalnej dezorientacji społeczeństwa i zajęcia go czymkolwiek wymyślono pseudodemokrację i bezrobocie. I jedno i drugie świetnie się sprawdza do dziś. Naród obrabowano ze wszystkiego. Naród, który kiedyś strajkował w obronie kotleta w kantynie, dziś nie piśnie, gdy likwidowane są całe gałęzie przemysłu a tysiące idą na bruk. Oto, jak buduje się zamordyzm i ucisk społeczny. Kudy czołgom Jaruzelskiego do maestrii dzisiejszych zarządców kurczącej się w zastraszającym tempie masy upadłościowej po PRL …

Dziś w mediach prężą muskuły rozmaici bojownicy (już wtedy, oczywiście z całym ZSRR, oczywiście gołymi rękoma polskich robotników) o „niepodległość”. Ci bojownicy dziś twierdzą, że od początku walczyli o „niepodległość”, a nie „socjalizm z ludzką twarzą”. Oczywiście walczyli najbardziej kuriozalnymi metodami, jak dowodzi np. casus pana Antoniego Macierewicza: Niedoszły sojusz Macierewicz – Jaruzelski.

O tych bojownikach można przeczytać dość pikantne ciekawostki, które zgromadził pan Bob Kordecki: POLSCY POLITYCY O MENTALNOSCI SAJANOW (tu trzeba przewinąć do śródtytułu „POLSCY POLITYCY O MENTALNOSCI SAJANOW”, bo wpis zaczęto od komentarzy )
Linkowane wyżej umizgi Antoniego Macierewicza są elementem gry środowisk KORowskich zorientowanej na odsunięcie od stołu środowisk postmoczarowskich i całej „endokomuny”. Bo oto okazało się, że po stronie „lojalistycznej” zrobiło się zbyt polsko. Wprawdzie inicjatywa pana Antoniego pozostała bez odzewu, ale jak się okazało w Magdalence i przy Okrągłym Stole autentycznie narodowych sił polskich już nie było – całą „pulę” zgarnęły KORniki. Ot – „mądrość etapu”. Retoryka narodowa była potrzebna w 1981, ale w 1989 Polacy mogli już tylko zawadzać przy podziale tortu pomiędzy KORem, nieopozycyjnymi „puławianami” i międzynarodówką finansową.

Polecam również lekturę artykułów:
Stan Wojenny 13.XII.1981 – kulisy polityczne, ekonomiczne i stanowisko Stronnictwa Narodowego,
Sekrety Watykanu: Jak papież-Polak Jan Paweł II zaprzągł polskich księży do współpracy z CIA przeciw PRL i
“Kolorowe rewolucje” i ich organizatorzy a suwerenność i niepodległość państw i narodów. Co łączy polską “Solidarność” z ukraińskim “Majdanem”? .

Reklamy

Przepraszam Żydów za Polaków, którzy ich ratowali – czyli: „Unsere Mütter, unsere Väter” i kolejna odsłona walki z „polskim antysemityzmem”

Odwieczna przyjaźń niemiecko-żydowska: znowu razem ... przeciw Polakom. Przepraszam Żydów za Polaków, którzy ich ratowali – czyli: “Unsere Mütter, unsere Väter” i kolejna odsłona walki z “polskim antysemityzmem

Odwieczna przyjaźń niemiecko-żydowska: znowu razem … przeciw Polakom

Antypolska hucpa1

W istocie nie o walkę z „polskim antysemityzmem”5 tu chodzi. Zacznijmy jednak od początku. Serial Unsere Mütter, unsere Väter został wyemitowany w trybie „uderzeniowym” przez TVP1, w ciągu kilku kolejnych dni, aby zmaksymalizować widownię. Następnie zaoferowano polskiemu motłochowi dyskusję, w której „polskich” racji bronił … Szewach Weiss. Dlaczego akurat panu Weissowi wyznaczono rolę „sprawiedliwego wśród Żydów świata”? Po to, by polski motłoch zobaczył, że oto Żyd jest po jego stronie w konflikcie z Niemcami fałszującymi historię. Ale jak się za chwilę okaże nawet to niemieckie fałszowanie historii jest … żydowskie.

Przed jakiego rodzaju atakiem „broni” polskiego honoru pan Weiss? Serial ZDF ma być w przekonaniu prowadzącego „debatę” pana Kraśki (nota bene – rodaka pana Weissa) z TVP „kontrowersyjny” dla Polaków, ponieważ portretuje on ich jako „krwiożerczych antysemitów”, zaś Niemców, jako rozdartych pomiędzy antysemityzmem a humanizmem. Dla tych, którzy nie widzieli serialu, oraz dla porządku przypomnę, czego o Polakach możemy się dowiedzieć z produkcji ZDF:

  • Polacy z AK rozpoznawali Żydów po smrodzie,
  • chcieli ich „topić jak koty”,
  • polscy chłopi pytali dowódców oddziałów AK, czy przypadkiem nie ma wśród podwładnych jakichś Żydów, uzależniając sprzedaż żywności od nieobecności Żydów,
  • kiedy polski oddział zobaczył, że w zatrzymanym pociągu do Auschwitz są transportowani Żydzi, natychmiast z odrazą zamykał drzwi wagonów,
  • jeśli okazało się, że przyjęty do oddziału AK to Żyd, a nie Niemiec (sic!), to Żyda mordowano (bo puszczenie wolno Żyda przez dowódcę oddziału AK miało być wg autorów Unsere Mütter, unsere Väter nadzwyczajnym humanitarnym gestem).

Taki obraz Polaków w filmie mógłby się wydać przypadkowym lapsusem, gdyby nie to, że film ZDF był konsultowany naukowo z „jednym z najbardziej szanowanych” w Niemczech historyków, profesorem Juliusem H. Schoepsem. Mamy więc plugawe i zamierzone oszczerstwo, wypichcone przez Niemców? Bynajmniej. Pan profesor Schoeps w wywiadzie udzielonym TVP1, a emitowanym podczas „poserialowej” dyskusji 19.VI.2013 kilkakrotnie podkreślił, że jest … Żydem (19m 20s debaty, chętny może obejrzeć debatę w tym miejscu, wywiad od 15-tej do 20-tej minuty). Jednocześnie podtrzymał swoje tezy odnośnie polskiego antysemityzmu, który jego zdaniem został zaprezentowany w filmie w sposób zgodny z rzeczywistością. Gdyby w filmie zaprezentowano oddział NSZ-ZJ (niescalona z AK część NSZ), można by uznać, że takie postawy w oddziale mogły występować. Mielibyśmy do czynienia z manipulacją polegającą na przypisaniu siłom zbrojnym polskiego państwa podziemnego czynów i postaw marginalnych ugrupowań. Niemieckojęzyczny Żyd Schoeps zdecydował się jednak nie na w miarę subtelną manipulację, lecz na skrajnie bezczelne (hutzpach) kłamstwo. AK narażając (wbrew polskiemu interesowi narodowemu, który w czasie wojny polegał na oszczędzaniu polskiej krwi) życie wielu tysięcy Polaków zajmowała się ratowaniem Żydów poprzez działania „Żegoty”. Dodatkowo AK musiała walczyć żydowskimi renegatami – szmalcownikami i agenturą gestapo (Leszno 13 i „Żagiew” – Żydzi jako zdrajcy, mordercy i szmalcownicy (→), patrz również Żydzi na usługach Hitlera: żydowscy agenci Gestapo (→) i Jak Żydzi zdradzili Żydów: “Niewiniątka” z Judenratów (→)). Dlatego zaprezentowanie AK jako bandy antysemitów jest ze strony Żydów konsultujących „naukowo” niemiecki serial czynem wyjątkowo podłym i bezczelnym. Nie wziął się jednak ten czyn profesora Juliusa H. Schoepsa znikąd. Polacy zwykle niewiele wiedzą o żydowskim antypolonizmie. Jego korzenie sięgają wiele bardzo głęboko w przeszłość, ale najbardziej kuriozalne mogą się wydawać tuż po II Wojnie Światowej. Tymczasem w liście do Jerzego Borejszy z października 1947 r. Żyd Ludwik Hirszfeld pisał: „nacjonaliści żydowscy nienawidzą Polaków więcej niż Niemców, i że świadomie idą w kierunku proniemieckim, tak jak zresztą to przewidziałem w mojej książce (…) nie podkreślam tych spraw publicznie (…) by Żydom nie szkodzić i nie pogłębiać przepaści, którą kopie nacjonalizm żydowski pomiędzy Żydami i Polakami” (Źródło: B. Fijałkowska: “Borejsza i Różański. Przyczynek do dziejów stalinizmu w Polsce”, Olsztyn 1995, s. 139). Można się tylko zastanawiać, na ile żydowski antypolonizm wpłynął na działalność żydowskich „oddziałów partyzanckich”, rabujących i wyrzynających polskie wsie podczas II Wojny Światowej (odsyłam do tekstu Zbrodnie żydowskich “partyzantów” na polskiej ludności – Koniuchy i Naliboki (→)). Żydowscy bandyci i mordercy, grasujący po wsiach i lasach obok żydowskiej agentury na usługach Gestapo mogli być przyczyną, dla której postawa polskiej ludności wiejskiej w wielu rejonach Polski mogła być dalece nieprzychylna wobec Żydów. Tyle, że w niemieckim serialu nie dowiadujemy się ani o Judenratach, „Żagwi” ani o wyczynach braci Bielskich i Zorina .

Fałszywi przyjaciele, czyli tresowanie polskich gojów

Dyskusja, która odbyła się w TVP1 19.VI.2013 po zakończeniu emisji dostarczyła polskiemu motłochowi dość ciekawych informacji. Oto polski motłoch mógł się dowiedzieć od pana Weissa (bez reakcji ze strony innych uczestników dyskusji, w szczególności – prof. Tomasza Szaroty z Instytutu Historii Polskiej Polskiej Akademii Nauk), że antysemicki to on był, wprawdzie nie aż tak, jak Niemcy, ale przecież mordował w Jedwabnem (jeśli ktoś nie wie , kto mordował w Jedwabnem, odsyłam do wywiadu z Jerzym Laudańskim, jednym z Polaków skazanych za rzekome mordowanie Żydów w Jedwabnem (→) oraz tekstów “Pogrom” w Jedwabnem – niech Niemcy przepraszają Żydów za swoją zbrodnię! (→), „Prawda o „pogromie” w Jedwabnem: Mordowali Niemcy, a nie – Polacy” (→) oraz „Jedwabne oszczerstwo i haniebne przeprosiny” (→)). Pan Szewach Weiss przypomniał również Polakom o rzekomym pogromie w Kielcach (→) (patrz też „Dwa pogromy – jedno kłamstwo” (→)), w rzeczywistości prowokacji Żydów z UB i NKWD, mającej na celu zwiększenie strumienia emigracji żydowskiej do powstającego państwa Izrael) i marcu’68 (czyli operacji przeprowadzonej przez polskojęzyczną bezpiekę, a mającej kilka celów – m. in. wysyłkę do Izraela oficerów LWP – Żydów, w związku z „wojną na wyniszczenie” prowadzoną z państwami arabskimi, dodatkowo – był to swoisty „drenaż mózgów”).

Kłamliwy niemiecki serial wykorzystano sprytnie do szczepienia Polakom poczucia winy za niepopełnione zbrodnie. Wyimaginowany pogrom w Jedwabnem stał się w polskojęzycznych mediach bezdyskusyjnym faktem (powielanym nawet przez takich „judeosceptyków” jak prof. K. Jasiewicz2). Pozorna obrona polskich interesów i polskiego dobrego imienia stała się kolejną odsłoną prania Polakom mózgów, w ostatnich latach coraz bardziej natarczywego i bezczelnego. „Praczki”, z pełną pogardą dla faktów, korzystają z technik tak „wyrafinowanych” jak np. „Pokłosie” (omówione odrębnie w tekście „“Pokłosie” Pasikowskiego jako narzędzie prania mózgów w polskich szkołach” (→)). W kwestii powracającego jak bumerang Jedwabnego mamy do czynienia z permanentnym, skoordynowanym programem pacyfikowania Polaków przy użyciu psychotechniki i socjotechniki wypracowanej przez „przemysł Holocaustu”3– „pedagogiki winy”/ „pedagogiki wstydu”. Ten program jest silnie wspierany w internecie działaniami hasbary (→) – ogólnoświatowej scentralizowanej organizacji żydowskich aktywistów propagandowych . Ogólnie – każda forma hasbarskich bajek (także tych rozpowszechnianych przez prof. Jasiewicza2) zawiera element agresji Polaków. Aby ułatwić przyznanie się przez Polaków do tej niemieckiej zbrodni raz wykorzystywana jest metoda „na szumowiny” (czyli daje się Polakom furtkę pozwalającą na zdystansowanie się od sprawców, a jednocześnie ułatwia akceptację tej zmyślonej wersji – to wariant dla „wykształciuchów” – zaspokaja się ich potrzebę „etycznej wyższości” nad „polskim marginesem z Jedwabnego”), raz – na „słuszny odwet” (to wariant dla Polaków znających (także za sprawą publikacji prof. Jasiewicza4) wyczyny Żydów po 17.IX.1939, Polaków niechętnych Żydom, ale nie znających prawdy o Jedwabnem (→) – ten wariant hasbary bazuje na uzasadnionej niechęci do Żydów, by Polacy kierowani tymi emocjami sami chętnie podpisali się pod niemiecką zbrodnią!). Polacy łatwo dają się nabrać, bo nie wiedzą, co się faktycznie wydarzyło w Jedwabnem 10.VII.1941 (→).

Jakie było główne przesłanie dyskusji, to które polski motłoch miał sobie przyswoić? Takie, że „antysemityzm (→)5 jest paskudny i należy się go wstydzić. Nawet wtedy, kiedy przypisywane Polakom przejawy „antysemityzmu” są groteskowymi wymysłami bądź bezczelnymi kłamstwami, włączając te, które w usta (i filmy) Niemców wkładają sami Żydzi. Polski motłoch, w ramach obowiązujących wzorców, ma licytować się między sobą na anty-antysemityzm, ma kajać się za jakikolwiek przejaw braku miłości do „narodu wybranego” i niedostateczny entuzjazm w zakresie ratowania Żydów i kładzenia głowy pod niemiecki topór za to ratowanie (a że polskie głowy toczyły się często i hurtowo można zobaczyć choćby w filmie Krzysztofa Wojciechowskiego „Spalone wsie za Żydów” (→) [cz. 1/2]). Bydło goim ma być posłuszne rasie panów i ma obowiązek poświęcać swoje nic nie warte życie kiedy tylko zajdzie konieczność ratowania Żydów. O tym, że rabini przez tysiące lat nauczali Żydów (i nauczają do dziś), że nie wolno im ratować gojów, polski motłoch nie dowie się z TVP. Odsyłam do książki Izraela Szahaka „Żydowskie dzieje i religia”, na zachętę przytoczę fragment rozdziału „Ratowanie życia”: Sam Talmud (15) wyraża to w maksymie „gojów nie należy wyciągać [ze studni] ani [do niej] wrzucać”. Majmonides tak to objaśnia(16):
„Jeśli chodzi o gojów, z którymi nie jesteśmy w stanie wojny… nie wolno powodować ich śmierci, lecz równocześnie zabronione jest ich ratowanie wówczas, gdy w jakiś sposób zagrożone jest ich życie.(…)
6

Strategia Polaków wobec żydowskich praktyk propagandowych

Opisany powyżej incydent wraz z jego reżyserowaną medialną otoczką są tylko przejawami pewnego procesu. Procesu nie tyle niszczenia polskiej świadomości historycznej bądź opluwania polskiego narodu, co raczej profilaktycznego dyskredytowania pewnych kierunków myślenia politycznego. „Antysemityzmem”5 jest wszystko, co niedogodne politycznie (historycznie / ekonomicznie) dla Żydów. W szczególności – jakikolwiek przejaw odróżniania Polaków od Żydów – i uznawania, że w Polsce Polacy mają mieć większe prawa niż Żydzi, ze względu na to, że Żydzi są w państwie polskim mniejszością, na dodatek – posiadającą własne państwo, o interesach częstokroć skonfliktowanych z interesami narodu polskiego (choćby w zakresie suwerenności politycznej narodu polskiego w jego własnym kraju, przejawiającej się ograniczeniem reprezentacji niepolaków we władzach stosownie do struktury etnicznej państwa polskiego). Mniejszością, która setki razy dowiodła swojej nielojalności wobec narodu polskiego i jego państwa (wiele przykładów opisał dr L. Szcześniak w książce „Judeopolonia – żydowskie państwo w państwie polskim” (→) ). Pedagogika wstydu, której elementem jest transmisja „Unsere Mütter, unsere Väter” w TVP1 w najlepszym czasie antenowym jest tu tylko ilustracją perfidii. Oto mamy się oburzać na oszczerstwa pod adresem AK, mamy oburzać się na dość obelżywe (szczególnie w kontekście dokumentu „Spalone wsie za Żydów” (→)) sportretowanie polskiej wsi – i jednocześnie mamy się odżegnywać od jakiejkolwiek niechęci wobec Żydów. Dajemy z siebie robić durniów, bo akurat w przypadku Polaków niechęć wobec Żydów jest doskonale uzasadniona – nie tylko ich dywersją polityczną, gospodarczą i demograficzną, prowadzoną od 1989r, nie tylko żydostalinizmem (→), ale i stuleciami żydowskich intryg wymierzonych w naród polski. Żydzi od stuleci chcieli doprowadzić do przekształcenia ziem polskich w państwo polsko-żydowskie, którego elitą intelektualną i polityczną będzie „naród wybrany”7. Niebywała ekspansja demograficzna Żydów na ziemiach polskich (→) łączyła się z akumulowaniem przez Żydów majątku – bądź za pomocą lichwy, bądź za pomocą intryg politycznych. Pora Polakom zacząć przypominać o żydowskich prowokacjach, które doprowadziły do wybuchu antypolskich politycznie i ekonomicznie powstań – Powstania Listopadowego (→) (patrz również S. Didier, Powstanie Listopadowe a Żydzi (→)) i Powstania Styczniowego (→) (patrz również „Zagadka L. Kronnenberga” (→) i „Żydzi a Powstanie Styczniowe …” (→)). Pora przypomnieć Polakom, że Żydzi bardzo intensywnie kolaborowali z każdym wrogiem Polski – od Prus, Rosji i Austrii zaczynając, a na Związku Radzieckim (nie zapominajmy i o … Trzeciej Rzeszy) kończąc. Pora przypomnieć Polakom, że Żydzi byli przeciwni odrodzeniu państwa polskiego w 1918 roku (→). Ktoś, kto domaga się od Polaków wyrzeczenia się przez nich idei samostanowienia i prymatu politycznego w Polsce, ktoś, kto chce tworzyć w Polsce społeczeństwo „obywateli” równych w prawach politycznych bez względu na pochodzenie etniczne (oraz wynikające stąd zobowiązania wobec obcych Polakom państw i narodów) każe Polakom złożyć bezwarunkowo ostatnią broń przed obcą supremacją w Polsce – „ksenofobię” (→). Każe Polakom zapomnieć o wiekach doświadczeń nabytych wskutek goszczenia podstępnego i zawziętego wroga na własnych ziemiach. Każe Polakom przestać marzyć o byciu narodem i gospodarzem. Każe Polakom stać się – z właścicieli państwa i suwerenów na własnej ziemi – szybko wynaradawiającą się ciemną masą, której ziemie są planowo kolonizowane przez różne mniejszości etniczne w ramach przebudowy ich kraju z państwa narodowego w tygiel etniczny wzorowany na Stanach Zjednoczonych (→) (patrz też Chybione wyobrażenia profesury KUL o naturze multikulturalizmu i jego propagatorach (→)).

Aby z takim przeciwnikiem walczyć należy przestać pozwalać mu na narzucanie reguł gry. Gra według jego reguł kończy się nieodmiennie skamleniem, że „nie jesteśmy antysemitami” i „ratowaliśmy Żydów lepiej niż inni goje, byliśmy dobrymi niewolnikami, za cóż więc Raso Panów nas tak opluwasz?”. Aby wyzwolić się spod dyktatu należy zacząć być świadomym i asertywnym Polakiem (stąd „niepoprawny politycznie” tytuł niniejszego tekstu). Należy odpowiadać Żydom, że polski „antysemityzm” był od zawsze wyłącznie obroną narodu zaatakowanego demograficznie (→), ekonomicznie i politycznie na ziemiach praojców przez podstępnych, zdradzieckich i agresywnych przybłędów. Należy odpowiadać Żydom, że ze strony Polaków spotkało ich zupełnie niezasłużenie o wiele za dużo dobrego – i że każdy, kto odczuwa dziś do Żydów niechęć, ma po temu bardzo solidne podstawy, wynikające z wielowiekowej historii stosunków polsko-żydowskich. Żydzi swoją „anty-antysemicką” kampanią propagandową usiłują prewencyjnie dyskredytować najbardziej wartościowych Polaków, Polaków posiadających niezafałszowaną wiedzę historyczną – i świadomych roli Żydów w polskich dziejach. Wrogowie narodu polskiego bazują przy tym na ignorancji mas, którą zagwarantowali sobie, od wielu dziesięcioleci kontrolując zarówno programy nauczania historii w polskich szkołach, jak i – kontrolując większość mediów i rynku wydawniczego w Polsce. Przebudzenie narodowe Polaków w końcu musi nastąpić (w przeciwnym razie znikniemy z powierzchni Ziemi jako naród – zarówno demograficznie, jak i politycznie – co bardzo wyraźnie zarysowuje się, jeśli spojrzeć na trendy demograficzne w Polsce (→) i skutki członkostwa w Unii Europejskiej dla polskiej suwerenności politycznej oraz gospodarczej (→)). Zwycięstwo w tej wojnie propagandowej, uświadomienie i przebudzenie polskich mas wymaga tytanicznej pracy garstki przebudzonych i świadomych Polaków. Pora przestać zadowalać się przeczytaniem ważnego tekstu. Należy zacząć ten tekst propagować wśród znajomych – i wśród nieznajomych, jak Internet długi i szeroki.

___________________________

1 Hucpa (chutzpah) – skrajna bezczelność, zwykle bezczelne kłamstwo / pomówienie.

2 Z haniebnej wypowiedzi prof. K. Jasiewicza dla pisma „Focus”:

Bo ja głęboko jestem przekonany, ze za zbrodnią w Jedwabnem i innymi pogromami nie stoi chęć zdobycia pierzyn i nocników żydowskich, nawet mniej jest tam odwetu za różne podłości żydowskie (a było ich sporo w latach 1939 -1941 na terenie łomżyńskiego i we wszystkich innych miejscach, gdzie Żydzi mieszkali) – stoi tam wielki strach przed nimi. I ci zdesperowani mordercy być może w duchu mówili sobie: robimy rzecz straszną ale może wnuki nasze będą nam wdzięczne. Myślę, ze jest możliwa taka interpretacja, choć ona ze zbrodni nie rozgrzesza.

Źródło: Wywiad z prof K. Jasiewiczem, „Żydzi byli sami sobie winni?”, Focus Historia Ekstra 2/2013, s. 34 .
Profesor po wywiadzie dla „Focus-a” stracił pracę w PAN, ale nie ze względu na podłe oszczerstwo, które rzucił pod adresem ofiar żydoubecji, wrobionych w niemiecki mord na jedwabneńskich Żydach. Ponownie odsyłam do tekstu „Prawda o „pogromie” w Jedwabnem: Mordowali Niemcy, a nie – Polacy” (→) i wywiadu z Jerzym Laudańskim, jednym z rzekomych sprawców fikcyjnego pogromu Żydów w Jedwabnem (→), skazanym na 15 lat więzienia na podstawie wymuszonych torturami UB zeznań.

3 patrz Norman Finkelstein, The holocaust industry” (→)

4 patrz Krzysztof Jasiewicz, Rzeczywistość sowiecka 1939-1941 w świadectwach polskich Żydów, wyd. Rytm, 2009

5 „antysemityzm” – czytaj: niedostatecznie żywiołowa miłość do Żydów połączona ze zbyt niedaleko posuniętym podeptaniem interesów politycznych i gospodarczych własnego narodu (zobacz również Z jakim “antysemityzmem” i dlaczego wojuje Jarosław Kaczyński razem z PiSem i “kwiatem” “prawicowych” publicystów? (→))

6Izrael Szahak, „Żydowskie dzieje i religia”, Fijorr Publishing Warszawa-Chicago 1997

7Leszek Szcześniak, „Judeopolonia – żydowskie państwo w państwie polskim”, Polwen, 2001

Jak zniszczono polski przemysł, pozbawiono Polaków pracy i wygnano ich z Polski

Deindustrializacja Polski: Jak zniszczono polski przemysł, pozbawiono Polaków pracy i wygnano ich z Polski. Anna Walentynowicz w ruinach Stoczni Gdańskiej: czy sądzić tą walkę po ideałach, czy skutkach?

Anna Walentynowicz w ruinach Stoczni Gdańskiej: czy sądzić tą walkę po ideałach, czy po skutkach?

Jako motto zamieszczam cytat ze znakomitego tekstu Konrada Rękasa. Cytat nieco przydługi jak na motto, ale nie każdą myśl da się ująć krótko, zachowując jednocześnie jej siłę rażenia.

(…) Na parę słów prawdy zasługują też sami uczestnicy wydarzeń sprzed lat trzydziestu. 13. grudnia niemal na każdej z imprez można było zobaczyć takich samych ludzi o zmęczonych twarzach, w szarych paletkach. W ’81 strajkowali na mrozie, a dziś nie mają emerytur, bo ZUS nie uznaje im pracy w zlikwidowanych już za „Solidarności” zakładach. Nie zostali ministrami, prezesami ani dyrektorami. Dziś łażą po tych manifestacjach, konferencjach i rekonstrukcjach, patrzą młodym w oczy i proszą samymi spojrzeniami: „powiedzcie, że było warto…”, „prawda, że mieliśmy rację?”

Jarosław Kaczyński, ale niestety na swój sposób także Artur Zawisza, czy Robert Winnicki oszukują tych ludzi. Mówią im: „tak, wszystko ok, dobrze chcieliście, tylko wykonanie nie wyszło, jeszcze trochę wysiłku, jeszcze raz się sprężcie i wyjdzie”. Oszustwo, oszustwo, oszustwo.

Trzeba tym ludziom powiedzieć prawdę:
NIE, NIE MIELIŚCIE RACJI. NIE, NIE STALIŚCIE PO WŁAŚCIWEJ STRONIE. WSZYSTKO, CO SIĘ ZDARZYŁO POTEM – Z POLSKĄ, Z WAMI, Z WASZYMI ZAKŁADAMI PRACY – TO TAKŻE WASZA WINA. DALIŚCIE SIĘ WYKORZYSTAĆ, WYKONALIŚCIE ZADANIE, JAK TO SZABESGOJE. A JAK BĘDZIECIE POPIERAĆ KOLEJNYCH OSZUSTÓW, OD PONAD 30 LAT OPOWIADAJĄCYCH TE SAME GŁODNE KAWAŁKI – TO WY W KOŃCU ZDECHNIECIE Z GŁODU, WASZE WNUKI NIE BĘDĄ MIAŁY ŻADNEJ PRZYSZŁOŚCI, A URATOWAĆ POLSKĘ BĘDZIE CORAZ TRUDNIEJ. I to akurat były bardzo dobre dni, żebyście to sobie uzmysłowili. (…)

Źródło: Konrad Rękas, „Siabadaba …”, prawica.net, 19.XII.2012, hiperłącza wstawione w tekście: Palmer.Eldritch.1984
Anna Walentynowicz w ruinach Stoczni Gdańskiej: czy sądzić tą walkę po ideach, czy skutkach?

Ruiny Stoczni Gdańskiej, ruiny Polski
Anna Walentynowicz w ruinach Stoczni Gdańskiej: czy sądzić tą walkę po ideach, czy skutkach?

Ruiny Stoczni Gdańskiej, ruiny Polski

Przejście od PRL do III RP wiązało się z przekazaniem władzy ośrodkom pozbawionym więzi z interesem narodu polskiego, marzącym, by, na potrzeby realizowanej polityki, zrzucić ze swoich barków odpowiedzialność za każdą sferę życia narodu – gospodarczą, polityczną, demograficzną, kulturalną czy obyczajową. Po wstępnym zniszczeniu polskiego przemysłu i rolnictwa za pomocą zniesienia barier celnych, nadwartościowego złotego i pułapki zadłużeniowej (tzw. „plan Balcerowicza”, w rzeczywistości – plan Sachsa) włodarze masy upadłościowej po PRL i nieświadomych niczego mas polskich zdecydowali się zagonić Polaków do Unii Europejskiej, czyli niemiecko-francuskiego superpaństwa, dla polskich neokolonialnych rubieży znacznie bardziej niemieckiego niż francuskiego.
Unia Europejska uniemożliwiła, na mocy swoich „praw” i „przepisów”, niezbyt zresztą chętnym ekipom zarządzającym Polską, prowadzenie jakiejkolwiek polityki gospodarczej. W szczególności – dała pretekst do umycia rąk, gdy można było uratować przemysły motoryzacyjny, lotniczy, stoczniowy i dziesiątki innych. Doszło do niespotykanej w dziejach deindustrializacji Polski – zamknięcia tysięcy zakładów pracy i eliminacji milionów miejsc pracy. Zniszczono tysiące przedsiębiorstw wraz z ich zapleczem technologicznym, badawczo-rozwojowym i podwykonawcami, w taki sposób, że odtworzenie ich jest praktycznie niemożliwe. Przykład Eltry wykupionej przez Siemensa wyłącznie w celu zgruzowania i rozpędzenia załogi na cztery wiatry może być uznany za wzorcowy dla polskiej „transformacji” (patrz też np. sprawa „Zapel”-u (→)). Dramatów tysięcy społeczności małych miasteczek nikt nie opisze.
Nowoczesny przemysł stoczniowy, z którego Polska słynęła (i który był solą w oku stoczniowców niemieckich) padł niekoniecznie sam z siebie – był niszczony konsekwentnie przez całe lata. Polski rząd nie zrobił nic, bo ponoć „Unia zakazała”. Rząd niemiecki kpił sobie z „unijnych” zakazów, gdy mu to było na rękę. W polityce gospodarczej to nie leseferyzm i otwartość są najważniejsze – tylko zdolność do stosowania rozwiązań protekcjonistycznych i interwencjonistycznych tam, gdzie to jest potrzebne. Interwencjonizm i protekcjonizm stworzyły potęgę Azji Południowowschodniej, dwóch generacji „tygrysów”. Polska jest miażdżącym dowodem na totalną klęskę neoliberalnej myśli ekonomicznej (→). Mimo to wciąż trzeba Polakom wyjaśniać najprostsze sprawy. Dlaczego Polsce nie wolno przyjąć Euro? Dlaczego przystąpienie do Unii Europejskiej zaszkodziło Polsce? (→) Kto potrafi sensownie odpowiedzieć? Proponuję zapisać przemyślenia na kartce A5. A potem przeczytać linkowane tu teksty.

Dziś już nikt nie może mieć wątpliwości, że wejście do Unii Europejskiej było dla narodu polskiego katastrofą (→). Za garść paciorków, poklepywanie po plecach i puste słowa oddaliśmy (my, głupi przed szkodą i po szkodzie, póki jeszcze tylko komornik do domu nie puka [ile do tego jeszcze zostało?] naród polski) przemysł, który nabywcy w znacznej części zamknęli, generując kolosalne bezrobocie (→), a w znacznej części przerobili na plantacje bawełny zorientowane na transfer zysku i wyzysk polskich Murzynów. Trzeźwa dyskusja nad tym „skokiem cywilizacyjnym”, jakim mają być „transformacja ustrojowa” i „akcesja do UE” w Polsce jest jednak niemożliwa. Na argument, że wyprzedano za bezcen tysiące zakładów pracy (→) wraz z całym zapleczem dostawców i podwykonawców, odpowiedzą nam wychowankowie Gazety Wyborczej, Balcerowicza i Mikkego: „ale za to w sklepach nie ma kolejek, a zamiast octu i kolejek – są banany, a każdy w nowej rzeczywistości ma to, na co sam zasłużył” (o tym, że te kolejki to efekt masowych strajków i absurdalnych żądań płacowych nie pamięta nikt, nikt nie odpowie, czym zawinili górnicy z zamkniętych [niekiedy – ledwo parę lat po uruchomieniu!] kopalń). Na argument, że Polska została pozbawiona przemysłu, odpowiedzą nam, że ten przemysł brudził i niszczył przyrodę więc tylko należy się cieszyć. Jednocześnie ze strachu przed „Ruskimi” (tym Polaka można od paru stuleci zmusić, by strzelił sobie w stopę) będą forsować najbrudniejszy i najbardziej szkodliwy dla środowiska przemysł wydobywczy – eksploatację gazu łupkowego (z eksploatacji złóż skorzysta polska populacja mniej więcej tak, jak korzystała wenezuelska zanim rządy objął Chavez – ale dodatkowo „otrzymamy” zatrucie wód gruntowych i podziemnych zbiorników wodnych – na terenach z deficytem wody już dziś – plus zanieczyszczenie gleby na terenach, które są głównymi areałami uprawnymi Polski! [patrz też „Gaz łupkowy – szokujące fakty i mity” (→)]). Ale oczywiście trzeba przyjąć, że Polska uczyniła skok cywilizacyjny. Jaki? Mniej więcej taki sam, jak ludy afrykańskie przy spotkaniu z kolonizatorami, gdy za garść potłuczonego szkła oddawały do niewolniczej pracy swoich współziomków, tudzież jakieś zabrudzone kawałki skały, które były bryłkami złota, diamentami bądź szmaragdami.

Efekty wstąpienia do Unii Europejskiej to zniszczenie suwerenności Polski, utrata możliwości prowadzenia samodzielnej pronarodowej polityki gospodarczej, depopulacja Polski: katastrofa demograficzna (→) i masowa emigracja Polaków (→).

Obecnie w ramach ostatniego etapu niszczenia polskiej suwerenności forsowane jest EURO (→), tymczasowo jako ERM-2. Innym elementem niszczenia polskiej suwerenności jest forsowany „pakt fiskalny”.
W istocie te kroki to przymiarki do ostatecznego zniszczenia, już tylko formalnych, resztek suwerenności polskiej polityki gospodarczej.

Równolegle do destrukcji polskiego przemysłu i suwerenności polskiej polityki ekonomicznej rozgrywają się małe dramaty milionów Polaków. Efektem tych dramatów, wywołanych brakiem pracy i szans na mieszkanie jest katastrofa demograficzna (→). „Genialni” „ekonomiści” prześcigają się na łamach gazet i w sieci w wymyślaniu księżycowych projektów ratunkowych. A to ulgi podatkowe (dla firm!), a to stypendia demograficzne. To istotnie pomysł arcyidiotyczny w kraju, w którym kilka(naście) milionów osób nie ma od 23 lat żadnej pracy, a liczba corocznie oddawanych do użytku mieszkań stanowi 50% tego, co rok w rok budował Jaruzelski (i 1/3 tego, co w szczytowym punkcie oddawał do użytku Gierek). O tych sprawach można poczytać tu:
Wojna demograficzna: warunki bytowe, katastrofa demograficzna i emigracja Polaków z ziem polskich (→)
Dla tych, którzy nie chcą się przebijać przez rys historyczny daję link bezpośredni do paru ciekawych wykresów:
Co wygania Polaków z III RP? (→).
Czy jałmużny i ulgi podatkowe mogą w Polsce w czymkolwiek pomóc? Proszę mnie nie rozśmieszać. To jest przekładanie z niemal pustej kieszeni do dziurawej. W III RP problemem jest brak jakiejkolwiek pracy dla milionów Polaków. Brak perspektyw na pracę – i brak szans zakupu mieszkania przez miliony nędznie opłacanych (jeszcze) pracujących. Problemem w III RP jest to, że taki stan rzeczy wymusza wielomilionową emigrację (→). Przekłada się to na zapaść ZUS (→) i jeszcze bardziej napędza katastrofę demograficzną (→). Masowo uciekający z Polski i wymierający Polacy robią w Polsce miejsce swoim następcom. Przyroda nie znosi próżni. Kto więc przybędzie, by „czynić tą ziemię sobie poddaną”?

Przeczytaj również

Z dyskusji na 3obieg.pl

  1. Tomasz Parol Tomasz Parol pisze:

    3obieg.pl/jak-zniszczono-polski-przemysl-pozbawiono-polakow-pracy-wygnano-ich-z-polski#comment-129133

    Interesujące spostrzeżenia, no może za wyjatkiem tych “kolejek z powodu strajków”. Widać autor nie pamięta kolejek w latach 1982-85 gdy strajków nie było. Ani tym bardziej tych w latach 79-80 jeszcze przed strajkami. Ta akurat teza jest bzdurą piramidalną. Ale reszta warta czytania i dyskusji.

    • p.e.1984 pisze:

      3obieg.pl/jak-zniszczono-polski-przemysl-pozbawiono-polakow-pracy-wygnano-ich-z-polski#comment-129258
      (p.e.1984: formę i słownictwo odpowiedzi, po uwagach czytelnika koryguję tak, by forma nie szkodziła treści)

      Oczywiście, że za puste półki odpowiadały strajki i to na kilka sposobów

      1. zamiast produkować – sabotowano produkcję (w 1980 i 1981 co parę tygodni stawał cały przemysł, od zakładów produkcji komponentów po zakłady wytwarzające dobra konsumpcyjne) – efekt oczywisty – brak produktów
      2. żądano wynagrodzeń za czas, kiedy nie produkowano – co zwiększało rozziew między masą pieniądza na rynku a ilością towarów
      3. koszty kredytów – odsetki trzeba było spłacać niezależnie od tego, czy podburzony przez agenturę CIA i Watykanu zdezorientowany lud strajkował, niszcząc własne państwo (przejściowo tylko zarządzane przez niepolako-komunistów) czy nie – a ponieważ Bożyk zaciągnął kredyty o oprocentowaniu zmiennym, to raty były lichwiarskie, dzięki manewrom FED pod kierownictwem P. Volckera („międzynarodowca”):
      http://chartingtheeconomy.com/wp-content/uploads/2009/03/book9_24036_image001.gif
      To się ciągnęło i za Jaruzelskim oczywiście, bo niespłacone (z powodu strajków wyreżyserowanych przez “wiadome siły”) odsetki były kapitalizowane – dług rósł do absurdalnych poziomów mimo zarzynania państwa spłatami.
      4. festiwal strajków zakończył się usprawiedliwioną reakcją W. Jaruzelskiego, czyli stanem wojennym (szkoda tylko, że nie rozstrzelano polskojęzycznej opozycji, ale ponieważ po stronie Jaruzelskiego też rządzili niepolacy, więc trudno się dziwić, że zamiast plutonu i dołu z piachem „opozycjoniści” – zdrajcy narodu polskiego – mieli Arłamowa i inne ośrodki wczasowe) – niestety stan wojenny został wykorzystany przez kukiełki „międzynarodowego” kapitału w osobach Reagana i Tatcher, do wprowadzenia sankcji gospodarczych – padł import pasz, koniecznych do produkcji żywca wieprzowego, zablokowano import masy komponentów potrzebnych polskiemu przemysłowi (np. wiązki do Odry), jednocześnie żądając spłat odsetek – i blokując polski eksport węgla (korporacje z USA przejęły wtedy polskie rynki zbytu)!!!
      Jak więc widać pisząc o tym, że za brak towarów w polskich sklepach odpowiadali omamieni i zdezorientowani strajkujący Polacy mam 100% racji. Polski lud podbechtany przez polskojęzyczną agenturę rozłożył trwale rynek wewnętrzny, który po “festiwalu Solidurności” musiał być stale drenowany w celu obsługi zadłużenia, mimo, że Polacy wrócił do maszyn, oberwawszy pałą po grzbiecie czy dobrowolnie – obojętne.

      Co do braków towarowych jeszcze przed strajkami – proszę sobie popatrzeć na koszty odsetek … http://chartingtheeconomy.com/wp-content/uploads/2009/03/book9_24036_image001.gif to będzie wiadomo, w czym rzecz.
      Jest jeszcze kilka innych niuansów. Otóż w 1976 doszło do olbrzymich podwyżek płac, które były najprawdopodobniej sabotażem gospodarczym ekipy planistów (niepolaków), chcących poprzez niepokoje społeczne wysadzić Gierka z siodła – pamiętamy Radom, Ursus i powstanie KOR? Otóż to właśnie wtedy, wskutek podwyżek płac nie mających pokrycia w produkcji, przestał się bilansować rynek towarowy w PRL. Niepokoje społeczne były reżyserowane, ale stworzono dla nich podłoże ekonomiczne. W 1979 była zima stulecia, wcześniej przez kilka lat z rzędu wystąpiły nieurodzaje. Cóż, nieszczęścia chodzą parami, a nawet stadami. Mądry naród potrafi przez cięższy czas przejść nie rozwalając swojego państwa i swojej gospodarki, durni Polacy, podbechtani przez polskojęzycznych wrogów narodu polskiego, CIA i Watykan nie dali rady.

      prof. Wacław Wilczyński, list otwarty do doradców i ekspertów „Solidarności”, tygodnik „Polityka”, z 11 lipca 1981 roku:
      „Na bydgoskim spotkaniu z nowo powołanym przewodniczącym Państwowej Komisji Cen profesorem doktorem habilitowanym Zygmuntem Krasińskim w dniu 23 czerwca 1981 roku jeden z Was oświadczył przy aplauzie sali, że »Solidarność« nie odda ani złotówki z podwyżek płac uzyskanych po sierpniu 1980 roku. Oznacza to, że nie ma z Waszej strony zgody na jakiekolwiek podwyżki cen żywności bez pełnej ich rekompensaty w skali globalnej. Teoretycznie możliwe są różne interpretacje Waszego stanowiska.
      Jedna z alternatyw, którą w praktyce wypada natychmiast odrzucić, wynikałaby z ewentualnego negowania przez Was – jako nieprawdziwych – informacji o rozmiarach niedoboru, z jakim ma do czynienia gospodarka narodowa. Niedobór ten w skali rocznej szacowany jest łącznie na około 800 do 1000 miliardów złotych. Oznacza to, że dzienny deficyt gospodarki narodowej sięga 3 miliardów złotych. Dla każdego chyba jest oczywiste, że na to, by niedobór ten pokryć, trzeba nam dodatkowej produkcji o takiej właśnie wartości, lub też zabiegów łączących wzrost produkcji z pewnym obniżeniem siły nabywczej zasobów pieniężnych. Jeden z tych sposobów – przykry wprawdzie na krótką metę, ale niezwykle istotny, jako czynnik racjonalizacji gospodarki w powiązaniu z reformą – a mianowicie podwyżkę cen dla zrównoważenia bilansu pieniężnych dochodów i wydatków ludności – odrzucacie. Innym środkom niezbędnym do uzyskania dodatkowej produkcji dla kraju i na eksport przeciwstawiacie się pośrednio, nie dopuszczając myśli o powrocie do pracy w soboty, a także obwarowując poparcie dla reformy gospodarczej szeregiem niemożliwych do spełnienia żądań.
      Jak pogodzić to stanowisko z Waszą wiedzą, inteligencją i wykształceniem, z poczuciem odpowiedzialności za naszą reputację w świecie? Sądzicie, być może, że koszty stabilizacji gospodarczej (uzyskanie dodatkowych środków na zrównoważenie rynku i pokrycie zobowiązań wobec zagranicy) powinien pokryć ktoś inny aniżeli nasze społeczeństwo, aniżeli nasz naród. Jeśli tak miałoby być istotnie – to prosiłbym o wskazanie sponsora. Dla mnie przynajmniej jest oczywiste, że bolejąc nad błędami, a nawet przestępstwami wobec gospodarki narodowej, popełnionymi zwłaszcza przez ostatnią ekipę kierowniczą sprzed Sierpnia – nie ma co poszukiwać kogoś, kto za nas cokolwiek zrobi czy zapłaci.
      Nie widać Was w pierwszych szeregach walki o reformę systemu gospodarczego, stwarzającą szansę reintegracji ludzi pracy dokoła problemów racjonalnego gospodarowania. Wolicie natomiast pertraktować na najwyższym szczeblu, stawiając żądania ekonomiczne trudne do przyjęcia, usiłując przerzucać na państwo całą odpowiedzialność za wszystko, co dzieje się dziś w kraju. Jednak czas najwyższy odkryć karty. Nie dla was bowiem »taryfa ulgowa« z tytułu zagubienia, dezorientacji czy niedokształcenia. Słowa te kieruje do Was człowiek wielokrotnie krytykowany za rewizjonizm, za propagowanie mechanizmu rynkowego, człowiek, którego nikt nie może posądzić o dogmatyzm”.

      Proszę więc ostrożniej z “bzdurami piramidalnymi” – warto uzupełnić wiedzę o “nieznanej historii PRL”, zamiast polegać na propagandzie serwowanej od 1989 przez polskojęzycznych okupantów.

Kto usiłuje eksploatować politycznie tragedię „wyklętych” – i dlaczego pytania o to nie podobają się Stanisławowi Michalkiewiczowi

Ten tekst został pierwotnie opublikowany w celu wywołania dyskusji nad motywami przyświecającymi pewnym ośrodkom politycznym w Polsce, gdy te podejmują określone działania socjotechniczne wokół Żołnierzy Wyklętych i rozmaitych mitów powstańczych. Tekst opublikowałem pod prowokacyjnym tytułem Komu jest dziś potrzebna histeria wokół „wyklętych”? Wkrótce stałem się celem ataku ze strony Stanisława Michalkiewicza – ataku nie merytorycznego, ale za to będącego majstersztykiem psychomanipulacji.

Czym ten mit ma być dla świadomości historycznej i narodowej współczesnego Polaka? Jakie skutki w myśleniu politycznym i na scenie politycznej mają z tego mitu wynikać?

Nie piszę tym razem artykułu. Chcę zadać wszystkim użytkownikom pytanie, które od pewnego czasu mnie dręczy. Pytanie to brzmi – komu i do czego jest potrzebne kreowanie dziś mitu „wyklętych”? Czym ten mit ma być dla świadomości historycznej i narodowej współczesnego Polaka? Jakie skutki w myśleniu politycznym i na scenie politycznej mają z tego mitu wynikać?

Chcę poznać Państwa opinie w kwestiach:

  1. Co naród polski zyskał na walce „wyklętych” – konkretnie, wymiernie, a nie mitologicznie. Czyli – co trwale osiągnęli żołnierze „wyklęci”?
  2. Co walka „wyklętych” w tamtych realiach mogła dla narodu polskiego wygrać?
  3. Czy podział
    – „bohaterowie”- „wyklęci”,
    – „zdrajcy-kolaboranci” – osoby zabite przez „wyklętych”
    jest Państwa zdaniem usprawiedliwiony?

Jakie myślenie polityczne o Polsce, Polakach jest kształtowane przez forsowany obecnie kult? W jakim celu został on zainicjowany przez Lecha Kaczyńskiego i J. Kurtykę (znanych skądinąd z ukręcenia łba śledztwu i ekshumacji w Jedwabnem i słabych związków z narodem polskim)? Dlaczego stał się jednym z filarów zbiorowej świadomości ruchu „narodowego”, będąc jednocześnie filarem „polityki historycznej” PiS?

Jak Państwo myślicie, z czego wynika przedterminowe, wyprzedzające rozpoczęcie „ostrzału propagandowego” hagiografią „wyklętych” przez liczne około-PiS-owe „platformy blogerskie”, na których myślenie Polaków jest formowane przez zawodowo jednomyślnych w sprawach polskich publicystów jawnych i anonimowych? Rozmach działań świadczy o zaangażowaniu w tą sprawę bardzo znaczących środków.

To tylko garść pytań – Czekam na Państwa opinie. I proszę o trzymanie się tematu, mimo usiłowań odbiegania od niego przez różne osoby (ciekawe, co je tu przywiało …).
_______________________
Aktualizacja:
Kilka trzeźwych pytań i oto mamy reakcję Stanisława Michalkiewicza: Sowieccy kolaboranci się denerwują

Hasbarską metodą pan Michalkiewicz, po zagajeniu o draniach, którzy zdewastowali pomnik Inki (wzburza czytelników, by przenieść ich oburzenie na mnie – a jak wiadomo, człowiek wzburzony nie myśli racjonalnie i łatwiej nim manipulować) usiłuje mnie postawić w jednym rządku z nimi. Zniekształca powyższą wypowiedź następująco:

Oto na jednym z prawicowych portali internetowych ukazała się właśnie gadzinowa publikacja autora ukrywającego się pod pseudonimem „p.e. 1984”, przedstawiającego się również jako „administrator i współredaktor witryny „Polska Myśl Narodowa””, zatytułowana „Komu jest dziś potrzebna histeria wokół „wyklętych”” – w której ten przedstawiciel „myśli na(sm)rodowej” stawia pytanie, co trwale osiągnęli „żołnierze wyklęci”. Ano nic – poza torturami, śmiercią lub więzieniem, a potem – prześladowaniami, szykanami i marginalizacją.

Za to PPR-owcy, UB-owcy i ich konfidenci osiągnęli wszystko – również bezkarność ich zbrodni – bo trudno te anemiczne, wybiórcze próby wymierzania kar uznać za jakiś akt dziejowej sprawiedliwości.

Doprawdy o to jedynie tu chodzi panie Stanisławie? Czy może o coś więcej – o świadomość narodową określonego, nieromantycznego, nieinsurekcyjnego typu – która jako racjonalna jest dla was śmiertelnie groźna, bo nie ma jak nią manipulować, bo pyta – co za tą ofiarę ma naród polski, pyta – kto winien daremnego rozlewu krwi, pyta, jak mamy myśleć, by w przyszłości nie popełniać błędów? O to, kto formuje tą świadomość tak a nie inaczej od ładnych paru lat – i po co mu to jest? Dlaczego po stronie narodowo-patriotycznej ma być nieracjonalnie, a po stronie rządowej, antynarodowo-lewackiej albo antynarodowo-libertariańskiej – racjonalnie? Komu tak bardzo zależy na tym, żeby trzeźwy Polak uciekał na dźwięk słowa patriotyzm, kojarząc go z nonsensownym rozlewem krwi i głupotą polityczną?

Atak pana Michalkiewicza uważam za dowód na to, że układanie w głowach ruchowi narodowemu przeze mnie i parę innych osób zostało uznane „gdzieś tam na górze” za groźne.na tyle groźne, że już nie przy użyciu pionków pokroju Marka Stefana Szmidta, czy zaczepek Korwina Mikke się ze mną walczy, ale za pomocą otwartego ostrzału ze strony samego Stanisława Michalkiewicza. Hasbara wyje z wściekłości.

Panu Michalkiewiczowi mogę odpowiedzieć, że jego działalność dezinformująco-ogłupiająca jest dobrze znana i rozszyfrowana. Michalkiewicz bierze rewanż za to, że został zdemaskowany – i za to, że od dawna rozpowszechniam prawdę o nim:

S. Michalkiewicz: obrzydzanie realizmu politycznego
Stanisław Michalkiewicz – zatrute pióro do ogłupiania Polaków

Jak dyżurni pseudopatrioci szczują na narodowców. Ślepa uliczka hagiografii Powstania Warszawskiego.
Stanisław Michalkiewicz- niebezpieczny kłamca, manipulator i oszczerca

Nieliczne rozsądne komentarze z prawica.net

Dubitacjusz napisał:

Wojciech Maltan napisał: (Problematyczne przede wszystkim jest takie ujęcie tematu. Wynikałoby z niego, że) ci żołnierze mieli jakiś istotny wybór

Akurat PAX był tym innym wyborem.
Zasadniczo zgoda, że komuniści więzili, torturowali i mordowali członków podziemia po amnestiach, ale nie jest tak, że wszystkich.
Przy oddawaniu czci „Żołnierzom Wyklętym” należy też podkreślać, że ich tragedia nie mogła być wyborem reszty narodu, którego zadaniem było przetrwać okres stalinowski, a nie ginąć.

Wreszcie, ich działania nie miały żadnego politycznego znaczenia. I tu trzeba coś wyjaśnić. Żołnierze Wyklęci z NSZ to wyjątkowy przykład działań narodowców, które nie miały nic wspólnego z realizmem politycznym. Dlatego jest jest on promowany przez IPN i ludzi w rodzaju Jana Żaryna, chodzi o to, aby narzucić współczesnym narodowcom wzór romantyczny i antyrosyjski.
Z czysto pragmatycznego punktu widzenia histeria wokół wyklętych służy sprowadzeniu Ruchu Narodowego do tradycji romantyczno-insurekcyjnej.

http://prawica.net/33347#comment-564613

I doprecyzowanie:

Wojciech Maltan napisał: Nie mam problemów z tym, że stało się to za sprawą środowiska braci Kaczyńskich.

Ja mam problem z tym, czemu to ma służyć.
1) Narodowcy (podobnie jak konserwatyści) stawiali na realizm polityczny.
2) To się nie podoba zwolennikom tradycji insurekcyjnej, chcącym zawłaszczyć pojęcie patriotyzmu.
3) Dlatego wykorzystują ŻW, by pokazać że narodowcy też należą do tej tradycji romantycznej.
To jest robota Żaryna i jemu podobnych, których irytuje, że narodowcy doceniali pozytywne strony PRLu i nie byli rusofobami.

http://prawica.net/33347#comment-564690

Przypominam, że powyżej pytałem W JAKIM CELU TO JEST ROBIONE?. I to są jedyne wypowiedzi, które zawadzają o temat, oprócz tej:

Niklot napisał:
Ale po mojemu (uzupełnienie p.e.1984: w sprawie propagandy wokół „wyklętych” chodzi) bardziej o zgnojenie osiągnięć Polaków w PRL. Rozdano i rozkradziono wszystko. Teraz trzeba obrzydzić żeby nikt się nie upomniał. Szczególnie młodzi którym tu już nikt nic nie ma do zaoferowania i będą musieli zanegować to co jest. Sztuka cała – jak zrobić żeby negując niczego nie zmienili. Na to potrzeba budować odpowiedni obraz świata. I to jest robione.

http://prawica.net/33329#comment-564271

Przykładowe ofiary „wyklętych”


Nawiązując do pytania powyżej: „Czy podział – „bohaterowie”- „wyklęci”, „zdrajcy-kolaboranci” – osoby zabite przez „wyklętych” jest Państwa zdaniem usprawiedliwiony?” przedstawiam jedną z większych zbrodni „wyklętych”, może do kogoś dotrze, co się wtedy na ziemiach polskich działo:

Partyzanci NSZ ( Mieczysława Pazderskiego „Szarego” ) przybyli do wsi konno, pieszo i na furmankach. „Nadjechał oddział wojska w mundurach polskich, przybranych kwiatami czerwonymi, między innymi różami. […] Przypuszczałem […], że mam do czynienia z Wojskiem Polskim, powracającym z frontu” – zeznał 15 czerwca 1945 r. Jan Wilk87. Jak twierdzi anonimowy naoczny świadek, który 6 czerwca przebywał w szkole położonej w centrum miejscowości, w porze przedobiadowej przybyło „wojsko”. Wkrótce do szkoły przyszedł jeden z oficerów i kazał wszystkim dzieciom rozejść się do domów. Następnie zabrano nauczyciela – Polaka88 i razem z nim udano się do dworu. W tym czasie „wojsko” otoczyło całą wieś. Nauczyciela prawdopodobnie zmuszono do tego, aby wskazywał we wsi zabudowania prawosławnych; „wojskowi” chodzili z nim od domu do domu, a on mówił, kto jest Ukraińcem, a kto Polakiem, przy tym mieszkańcom dodatkowo sprawdzano dokumenty. Rozpoznanych w ten sposób Ukraińców zazwyczaj rozstrzeliwano89. Po ponad roku od opisywanych wydarzeń jeden z uczestników, partyzant NSZ Eugeniusz Dudek „Sikorka” z oddziału AS „Zemsty”, zeznał przed oficerem śledczym PUBP w Chełmie: „Nie wiem ilu nasz oddział zabił ludzi, ale widziałem, [że tam] gdzie był »Kostek« [Wacław Rybak], to na jednym podwórzu
leżało 20 parę trupów przeważnie ludzi dorosłych, a »Biały« [prawdopodobnie Wacław Lis – M.Z.] oprawiał się przeważnie z dziećmi. »Kostek« strzelał tylko z Visa, a »Biały« z p[e]p[e]sz[y]”90. W jakiś czas później zeznania Dudka potwierdził inny z partyzantów „Zemsty”, Marian Lipczak „Doniec”: „przeważnie strzelano bez wyboru, od najmniejszych dzieci do starców, taki był rozkaz »Szarego«. […] Byłem przy taborze w momencie, gdy jakiś mężczyzna w średnim wieku uciekł żytem; strzeliłem do niego z karabinu i zabiłem go, poza tym nikogo więcej nie zabiłem. Na naszym odcinku zostało zabitych do 80 ludzi, najwięcej ludzi zlikwidował oddział »Szarego«”91. Na podstawie dostępnych źródeł można sądzić, że mordowano również w bardziej wyrafinowany sposób. „W oddziale […] »Szarego« było 2 chłopców po jakieś lat najwyżej 15, jeden z nich nazywał się Kajtek, a drugi nie wiem, ale myśmy ich obu nazywali Kajtkami, i […] Kajtkowie brali udział w akcji w Wierzchowinach. Jeden z nich, który wrócił razem z tymi rozbitkami [po wyjściu z okrążenia pod Hutą – M.Z.] […] przyszedł do [mojej – M.Z.] żony i prosi, żeby mu dała co zjeść, bo jest głodny. Ale wpierw chciał się pochwalić przed żoną jakiego to on bohatera odegrał w Wierzchowinach. Powiada tak do żony: »mówi ę pani, dwoje staruszków tak się prosili, żeby ich nie zabić, ale ja ich szpadlem pozabijałem«, a żona się zdenerwowała i mówi do niego: »Ach ty zbóju! Zabieraj się stąd! Nie dostaniesz jeść«. Zawstydził się i poszedł”92 – czytamy w cytowanych już wspomnieniach Stanisława Nieworaja, mieszkańca Majdanu Zahorodyńskiego. W trakcie przeprowadzonej 15 czerwca cząstkowej ekshumacji jednej z mogił93 (wydobyto tylko dwa ciała) znaleziono zwłoki pozbawione głowy, która prawdopodobnie została odrąbana. Przed zastrzeleniem niektóre osoby także torturowano, m.in. w celu wydobycia informacji o posiadanej broni. „Najpierw zaczęto bić ludność, ażeby się przyznała czy posiada broń i zaczęto szukać i nasz oddział zabrał jeden »dichtirow« [Diegtiariew] i kilka automatów ppsz”94 – potwierdzał w zeznaniach Eugeniusz Dudek „Sikorka”. Ofiary bito, posługując się różnymi narzędziami znajdującymi się w danym obejściu, np. szpadlem, łopatą, „haczykiem” (prawdopodobnie chodzi o pogrzebacz)95. W protokole sporządzonym przez komisję wspomina się także o przypadkach gwałtów na kobietach96. (…)
Bezpośrednio po dokonaniu mordu nastąpił doszczętny rabunek mienia – zabierano niemal wszystko, począwszy od zapasów żywności, poprzez odzież, obuwie, na sprzętach gospodarstwa domowego skończywszy. Zrabowane rzeczy ładowano na furmanki. Zwierzęta hodowlane partyzanci zabierali z sobą lub zabijali na miejscu. Wnętrza budynków mieszkalnych niejednokrotnie demolowano. „Po wylegitymowaniu ojca, kazali mu ubrać się i zakładać konie. Na furmankę zaczęli nakładać maszynę do szycia, ubrania, buty, zapasy żywności oraz zabitą przez siebie świnię; wzięli też pościel. Po tym poprzewracali szafy i stół mówiąc, że nam to już niepotrzebne” – czytamy w zeznaniu Anny Wilczyńskiej złożonym 15 czerwca 1945 r.100

Źródło: Publikacja IPN, Mariusz Zajączkowski, Spór o Wierzchowiny Działalność oddziałów Akcji Specjalnej (Pogotowia Akcji Specjalnej) NSZ w powiatach Chełm, Hrubieszów, Krasnystaw i Lubartów na tle konfliktu polsko-ukraińskiego (sierpień 1944 r. – czerwiec 1945 r.), „Pamięć i Sprawiedliwość”, nr 9 / 2006, str 286, 287, 288

Janusowe oblicze Davida Duke’a

Publikuję gościnnie tekst autorstwa grzanka. Tekst zawiera omówienie świadomych bądź nieświadomych przekłamań, jakich dopuszcza się dr David Duke odnośnie stosunków polsko-niemieckich, charakteru agresji hitlerowskich Niemiec na Polskę i charakteru drugiej wojny światowej. Tekst ten powinien uczulić czytelnika na to, że mogą istnieć powiązania dr D. Duke’a z rewizjonistycznymi ośrodkami niemieckimi. W żadnym razie nie powinien poniższy tekst posłużyć za pretekst do całościowego zanegowania pracy dr D. Duke’a, szczególnie – w kwestii demaskowania przez dr D. Duke’a roli żydowskich szowinistów (także przedsyjonistycznych) w zniewalaniu, eksploatowaniu i niszczeniu narodów na całym świecie oraz wzniecaniu konfliktów na tle etnicznym poprzez planowe forsowanie multikulturalizmu i imigracji.

Janusowe oblicze Davida Duke’a

Słowo wstępne.

Osoba dra Davida Duke’a, amerykańskiego historyka i polityka, jest odbiorcom z kręgów narodowo-patriotycznych zapewne dobrze znana.
Autor takich
worldwide bestsellers – jak sam je określa – jak My Awakening czy Jewish Supremacism, stanowiących swojego rodzaju biblię dla osób zgłębiających tematykę wpływu syjonizmu i żydowskiego szowinizmu (rabinicznego judaizmu?) na bieg światowej polityki, doczekał się wszak polskojęzycznego (już raz usuniętego) kanału na youtube. Jest to osoba bezwzględnie potępiana i „ostracyzmowana” w mediach głównego nurtu, wielce zaś ceniona w środowiskach określanych fałszywie i z pogardą jako „antysemickie”, nad którą słów zachwytu nie szczędzą takie tuzy „ruchu ” jak np. dr Kevin MacDonald, profesor psychologii z California State University, twórca trylogii The Culture of Critique analizującej judaizm i mentalność żydowską z punktu widzenia psychologii ewolucyjnej. Oprócz MacDonalda, w jego codziennych audycjach w Rense Radio Network goszczą też m.in. tacy anty-syjoniści ze stopniami naukowymi, jak prof. Pattrick Slattery, dr James Thring czy dr Bob Twain, poza tym znani działacze, jak Adrian Salbuchi czy Ken O’Keefe. Mówi się o nim, że dla rozpowszechniania wiedzy o potędze żydowskiego lobby w USA oraz na całym świecie – i zgubnych dla gojów skutkach tejże – zrobił więcej niż ktokolwiek inny. Jak (jego własnym głosem) mówi jeden z przerywników w jego audycji – jego materiały wideo na portalu youtube obejrzało już kilka milionów osób (dokładnie 6.599.192 – stan na 10 stycznia 2013, godz. 00:30), a za godne polecenia (przycisk podoba mi się) uważa je przeciętnie ponad 90% oglądających. Jego prezentacje są chętnie linkowane także w polskim Internecie, na stronach o zabarwieniu patriotycznym. Na jego materiały powołuje się wielu internautów, o czym – wg niego samego – świadczy liczba tłumaczeń i przeróbek jego nagrań i wystąpień publicznych z jego udziałem (ok. 74.000 wyników dla zapytania „david duke” na youtube). Na początku niemal każdej swojej audycji podkreśla, iż głęboko wierzy w prawo każdego narodu (ludu) do niepodległości, zachowania swojej unikalnej charakterystyki, pielęgnowania swoich wartości, dziedzictwa, tradycji, w to, że żaden naród nie powinien być wykorzystywany i krzywdzony przez inne. Rozstrzygnięcie tego, jak mają się owe patetyczne w tonie deklaracje do rzeczywistości, czy dr Duke jest w istocie autentycznym (acz albo – bardzo naiwnym, albo – przejawiającym skrajną ignorancję w sprawach europejskich) bojownikiem o wolność, czy też może cynicznym kłamcą i hipokrytą – tytułowym Janusem o dwu twarzach, autor pozostawia czytelnikowi.

Czytaj więcej

Cenzura google.pl usuwa tekst Żydzi a Powstanie Styczniowe

Cenzura w Google usuwa z polskich wyników wyszukiwania tekst Żydzi a Powstanie Styczniowe i jego planowo antypolski wymiar

Google.pl usunęło z wyników wyszukiwania dla hasła „powstanie styczniowe” tekst demaskujący antypolskie działania Żydów wobec Polaków. Tekst przedstawia jak Żydzi współdziałali z Prusami w sprowokowaniu powstania. Incydent jest istotny, ponieważ okazuje się, e polska wersja google zwraca znacząco mniej wyników od zagranicznych edycji (ok 30%), ponadto ilustruje interesującą metodę ograniczania dostępu do informacji (sterowania dystrybucją informacji) i Internecie.

Tekst pierwotnie opublikowany jako fragment szerszego omówienia praktyk cenzorskich na google.pl: „Cenzura: Google ukrywa, Polakom nie wolno znaleźć w Internecie”, którego lekturę zalecam wszystkim czytelnikom.

Cenzura w Google usuwa z polskich wyników wyszukiwania tekst Żydzi a Powstanie Styczniowe i jego planowo antypolski wymiar

Cenzurowanie wyników wyszukiwania jest obecnie jednym głównych kierunków rowoju blokady informcyjnej. Proceder manipulowania wynikami przez google (przez właścicieli i „rozmaite” grupy nacisku) jest niezwykle niebezpieczny, ponieważ jest dla społeczeństwa poddanego cenzurze nieuchwytny. Internetowe „bydło” jest „wypasane” na „pastwisku informacyjnym” bez świadomości istnienia „ogrodzenia” i „pastuchów”. Prawdopodobnie każdy naród, który posiada własną domenę google równocześnie podlega odpowiedniej obróbce informacyjnej. Również Polacy – co osobom czytającym ten tekst może się wydawać oczywiste, tyle, że takie „oczywistości” niekiedy trudno jest wyłapać – i trudno ich dowieść. Dlatego szczególnie cenne są sytuacje, kiedy bezspornie możemy wykazać ingerencję google w wyniki.
Do niedawna na drugiej stronie wyników wyszukiwania przeglądarki google.pl występował wymieniony w tytule tekst „Żydzi a Powstanie Styczniowe i jego planowo antypolski wymiar”. W dniu 17.01.2013 w wynikach wyszukiwania dla hasła powstanie styczniowe artykułu juz nie było – ani na stronie 1, ani na kolejnych (do 14, czytelnik może sprawdzić dalsze we własnym zakresie). Co najciekawsze – wyniki wyszukiwania dla google.de, google.fr, google.ru i google.com (przekierowanie z google.us) zawierają ww. artykuł na drugiej stronie wyników! Wygląda na to, że władze (bądź „inne ośrodki”) zajmujące się kontrolą obiegu informacji w III RP zareagowały prewencyjnie na wzrost wyszukiwań terminu powstanie stycznioweprzygotowując wyniki wyszukiwania tak, by nie zawierały niespodzianek i tekstów, które mogłyby zwrócić uwagę przypadkowych osób na pewne „aspekty” polskiej historii. Nalezy podkreślić, że strona nie niknęła całkowicie z bazy danych google, tylko została usunięta z wyników wyszukiwania dla konkretnego hasła – można ją odnaleźć poszukując innych fraz.
Sam incydent jest dość interesujcy – świadczy, że artykuł „Żydzi a Powstanie Styczniowe i jego planowo antypolski wymiar” zawierał dane na tyle istotne i niewygodne (fragmenty książki S. Didier’a „Rola neofitów w dziejach Polski” – konkretnie rozdziały traktujące o działaniach Żydów w okresie poprzedzającym Powstanie Styczniowe i w trakcie tego zrywu) , że uznano jego usunięcie za konieczne.

Oto zrzuty ekranowe na dzień 17.01.2013, robione między 18.00 a 19.00 (pierwsza kolumna – pierwsze cztery strony wyników z google.pl, w kolejnych kolumnach wyniki dla google.de, google.fr, google.ru i google.com (google.us); wszystkie wyszukiwania przeprowadzone przy domyślnych ustawieniach wyszukiwarki, po wyczyszczeniu cookies; po kliknięciu na obraz poniżej otworzy się jego pełnowymiarowa wersja [2993×6964 pikseli]):
Żydzi cenzurują wyniki wyszukiwania Google dla hasła "powstanie styczniowe"
Jeśli imageshack nie działa – tu jest kopia bezpieczeństwa tej kompilacji zrzutów ekranowych (gif, 862 KB).

WNIOSKI:
Rzut oka na liczbę wyników zwróconą dla poszczególnych wersji google wiele mówi – google.pl zawiera do 1/3 stron skatalogowanych przez google.de, google.fr, google.ru czy google.com (google.us). Google.pl odcina więc polskiego użytkownika od znaczącej części katalogu! Reguły, według których dokonano selekcji stron do polskiej wersji google nie są szeroko rozgłaszane (o ile są w ogóle). Jakie wnioski należy wyciągnąć z zaistniałej sytuacji? Takie, że jeśli czegoś szukamy w sieci, nie należy używać polskiej wersji google. Pytanie tylko, jak długo jeszcze inne wersje google będą bardziej kompletne dla użytkowników z Polski (bo jeśli youtube.com uniemożliwia oglądanie pewnych filmów w pewnych państwach, to również google może już wkrótce dla żądań wychodzących z pewnych państw używać „specjalnych” zestawów wyników).

Komu służy ten cały „powstańczy front”? – Uwagi do tekstu J. Engelgarda „Prof. Andrzej Nowak na pierwszej linii powstańczego frontu”

Artur Grottger, Wojna: Ludzie czy szakale?, Ryciny inspirowane Powstaniem Styczniowym 22.I.1863

Artur Grottger, Wojna: Ludzie czy szakale?, Ryciny inspirowane Powstaniem Styczniowym 22.I.1863

Uwagi do tekstu J. Engelgarda „Prof. Andrzej Nowak na pierwszej linii powstańczego frontu”, prawica.net, 16.01.2013 .

Tekst jest niestety wielce niepełny. J. Engelgard polemizuje wypowiedziami różnych bogoojczyźninych na modłę PiSowsko-pseudopatriotyczną historyków, wskazuje że z ich enuncjacji wynika iż „mamy pierwszą naukę dla ludu – klęski, tragedie i przegrana za przegraną, to jest „istota polskości””, trafnie pisze, że tego typu koncepcja to szaleńczy absurd, teza z gruntu antynarodowa i w dodatku nieprawdziwa.
To jednocześnie i dużo (kubeł zimnej wody na głowy „patryjotów insurekcyjnych”) i o wiele za mało. Bo J. Engelgard nie wspomina o tym, jak ten antypolski i antynarodowy pseudopatriotyzm „niepodległościowy” przekłada się na wybory polityczne współczesnych Polaków. O dochodzeniu do władzy jakich partii i jakich osób przesądza – i jakie postawy i osoby od udziału we władzy i „wielkiej polityce” odsuwa. J.Engelgard pomija to, na co jest poprzez szczepienie pseudopatriotyzmu, przeorientowywana aktywność, która powinna być skierowana na troskę o sprawy narodowe. Nie wolno tych kwestii pomijać, bo to jest istota tego, co się dzieje – to planowe szczepienie dysfunkcjonalnych politycznie postaw udających narodowo-patriotyczne – przez pozorną propolskość te postawy są bardzo trudne do wyperswadowania nabranym na nie masom Polaków. Te kwestie zostały poruszone w tekstach Powstanie Listopadowe – kult błędów politycznych, fałszywych bohaterów i jego skutki (tu mamy analizę skutków pseudopatriotyzmu dla świadomości narodowej) Powstanie Styczniowe – chybiony patriotyzm i spustoszenia w świadomości narodowej współczesnych Polaków (tu mamy zilustrowanie poprzedniego wywodu myślami Balickiego, Dmowskiego i cytatami pracy A. Wrotnowskiego „Porozbiorowe aspiracye polityczne narodu polskiego” oraz nieco przykładowych współczesnych agitacji pseudopatriotycznych ).

Andrzej Nowak za punkt wyjścia swoich, wyjątkowo, nawet jak na niego, emocjonalnych wynurzeń, czyni rozprawę z „realistami”. Pisze o nich pogardliwie jako nie rozumiejących ducha polskiego zaprzańców. Krótko mówiąc – odmawia im czystych intencji. Widać jednocześnie, że opinie tych „realistów” szalenie go irytują, bo są jednak obecne i przyjmowane. Burzą błogi stan hurrapatriotów, odbierają im poczucie, że tylko oni mają słuszność. Styl, z jakim rozprawia się Nowak z „realistami” nie jest jednak najwyższej próby.

Ofensywa przeciw politycznemu racjonalizmowi trwa od dawna i nigdy wysokiej próby nie była – bo odbiorcy nie są zbyt wymagający. Zajmuje się nią między innymi Stanisław Michalkiewicz (patrz S. Michalkiewicz: obrzydzanie realizmu politycznego) – który swoim zwyczajem załatwia sprawę przy użyciu manipulacji i trików socjotechnicznych (niezbyt lotne umysły niestety przyjmują za dobrą monetę to ewidentne michalkiewiczowskie kuglarstwo).

Powstanie musiało wybuchnąć przeciwko Rosji – przekonuje Nowak – bo to Rosja miała 82 proc. terytorium I Rzeczypospolitej, a Prusy tylko 7 a Austria 11 proc. Musieliśmy więc walczyć przeciwko największemu zaborcy. Problem w tym, że ludność rdzennie polska, katolicka – zamieszkiwała w 90 proc. na zachód od Bugu, a w zaborze pruskim i austriackim to Polacy stanowili prawie całą ich ludność. Argument jest więc wyjątkowo demagogiczny.

Może warto się zastanowić – po co w ogóle to powstanie miało wybuchać? Potrzebowały go niewątpliwie Prusy. Ale jak to możliwe, że na oczywiste szaleństwo porwali się Polacy? A. Wrotnowski przytacza swoją rozmowę z Bobrowskim, jednym z organizatorów powstania, by to wyjaśnić. Okazuje się, że chodziło o wylanie rzeki polskiej krwi i zniszczenie kraju, po to, by Polacy znienawidzili Rosję. To, że w ten sposób zostanie podkopana instytucjonalna baza do odtworzenia polskiej niepodległości, do krzewienia polskiej świadomości narodowej i budowy siły ekonomicznej społeczeństwa polskiego organizatorów spisku nie obchodziło. Dodatkowo nie przyszło im do głowy, jak ich wojna wpisuje się w dążenia narodu polskiego, jakiej polityki polskiej jest przedłużeniem. Bo przedłużeniem jakiej antypolskiej polityki ich działania były wiadomo od dawna. Za plecami tych ewidentnych awanturników stał Otto von Bismarck – choć i udział Żydów jako pruskiej agentury, zbadany przez S. Didiera, był w sprowokowaniu Polaków do samobójczego wystąpienia niebagatelny. Pisanie więc o obszarze i części populacji pod kontrolą Rosji, jako podstawowej bądź nawet istotnej przyczynie aktywności insurekcyjnej w zaborze rosyjskim zakrawa na kpinę i nie wyjaśnia ani pruskiej inspiracji, ani obłędnego celu powstania – doprowadzenia do klęski i utopienia kraju we krwi, byle wzbudzić nienawiść do Rosji.

Nowak, chcąc przerazić czytelnika i przekonać go do swoich tez – maluje straszliwy obraz losu Polaków branych do rosyjskiego wojska. Pisze, że w latach 1832-1873 wcielono do armii rosyjskiej 200 tys. młodych ludzi, z których wróciło do domów tylko 20-25 tys. O ile liczba wcielonych się zgadza (choć jest zawyżona), to nie wiem skąd wzięła się liczba tych, którzy nie wrócili? Stan badań na temat Polaków w armii rosyjskiej postępuje powoli do przodu, ale dotyczy raczej oficerów a nie szeregowych żołnierzy. Zresztą, wywód autora jest nielogiczny – robimy powstanie jako protest przeciwko braniu rekruta, po to, żeby po klęsce wzięto go jeszcze więcej?

No tak, zniszczyć kraj i posłać pokolenie na rzeź, po to by ustrzec się przed poborem do armii rosyjskiej. Ciekawe tylko, czy jakikolwiek pobór mógł tak nadszarpnąć demografię narodu polskiego, jak uczynili to ci dzielni spiskowcy wszczynając z pełną premedytacją samobójczą insurekcję. Warto jednak przypomnieć manipulowanym przez prof. Nowaka Polakom, że osławiona „branka” była reakcją na przygotowania insurekcyjne „czerwonych” spiskowców, miała uniemożliwić powstanie styczniowe. W efekcie – mogła ona co najwyżej zmienić moment wybuchu powstania, a nie – być jego przyczyną.

Podsumowując – J. Engelgard, próbuje wojować na argumenty z przeciwnikiem, który zwalcza linię racjonalistów przy użyciu manipulowania emocjami czytelników. Przeciwnik ten postępuje planowo, z pełnym cynizmem wykorzystując słabość intelektualną czytelników „bogoojczyźnianych”. Oczywiście nawet wśród elit akademickich znajdą się słabsi intelektualnie i łatwi do sterowania przy użyciu emocji profesorowie, którzy będą (w najlepszej wierze!) swoimi nazwiskami firmować antypolskie teksty. Walka z tym zjawiskiem wyłącznie na argumenty historyczne jest jałowa i nonsensowna – bo ta walka toczy się o świadomość narodową Polaków tu i teraz, świadomość wypaczaną i kierowaną przeciw interesom narodowym. Jedyny sposób efektywnego kontrowania antypolskiego przekazu „bogoojczyźnianych” środowisk PiSowskich i im podobnych (głupota udziela się nawet środowiskom głoszącym się narodowymi) to demaskowanie skutków dla życia politycznego narodu polskiego, jakie przynosi forsowanie historycznej głupoty jako istoty polskości i „patriotyzmu”.

Czy stanu wojennego można było uniknąć?

Poniższy film przybliża gospodarcze kulisy wprowadzenia stanu wojennego. Wypowiadają się ekonomiści i pracownicy polskiej dyplomacji z tamtego okresu. Film analizuje naciski ekonomiczne, jakim podlegały polskie władze w okresie poprzedzającym wprowadzenie stanu wojennego. Obowiązkowa pozycja dla każdego, kto chce obiektywnie ocenić sytuację panującą w kraju i spektrum dostępnych wówczas decyzji.

Film „Za kulisami PRL – 20 – Podwójna pętla”.

Tekst powiązany

Stan Wojenny 13.XII.1981 – kulisy polityczne, ekonomiczne i stanowisko Stronnictwa narodowego

NARÓD OGŁUPIONY ANTYKOMUNIZMEM czyli: Dokąd maszeruje PiS ramię w ramię z młodymi „narodowcami” i prawicowcami wyhodowanymi przez żydoprawicę

Prezentowany poniżej tekst nie w pełni odzwierciedla moje poglądy, prezentuję go z dwóch powodów – pasuje jak znalazł jako komentarz do tego, co będzie się działo jutro w ramach „obchodów” rocznicy wprowadzenia stanu wojennego (13.XII.1981) – i znajduje się na moim ocenzurowanym przez Salon24 blogu, który tu (w części tego wartej) przenoszę na raty.

równi i RÓWNIEJSI

Obywatele Polski pragnący odzyskania niepodległości państwowej i gospodarczej na ulicach powinni przede wszystkim protestować przeciwko czynnikom, które nasz kraj uzależniają od ośrodków zewnętrznych oraz ich wewnętrznych sługusów. Należy wyrażać sprzeciw wobec władzy Unii Europejskiej, wobec nadużywania członkostwa w NATO do obracania naszej armii w zgraję najemników, wobec poddaństwa organom globalistycznym jak ONZ, Bank Światowy, międzynarodowe trybunały. Trzeba domagać się ukrócenia przywilejów dla bogatszych warstw społecznych, prawdziwej pomocy dla najbiedniejszych, odpowiedzialnej wolności dla polskiej przedsiębiorczości i wspierania jej w konkurencji z zagraniczną, zwłaszcza na rynku rodzimym.
Zrywać da się rzeczywiste więzy odbierające Polsce i Polakom wolność w obecnym czasie. Ale niektórzy proponują obywatelom zabawę w protesty przeciw komunizmowi, którego nie było i który wracać ani pojawić się nie zamierza.
To, co nazywano “komunizmem”, było dyktaturą partii głoszących równość i jednocześnie wprowadzających ostry podział na wszechwładną grupę trzymającą władzę oraz jej poddanych, nazywanych odczłowieczająco “masami”. Komunizmu nie było ani w CCCP, ani w państwach od niego uzależnionych, ani w Chinach, ani nawet w Kambodży. Wszędzie tam były okrutne totalitaryzmy dla niepoznaki nazywane ludowymi demokracjami i komunizmami. A na prawdę było w nich tyle komunizmu, co i demokracji. Majątek państwowy niby należał do wszystkich, ale władzę nad nim mieli nieliczni i nadużywali jej dla wzbogacenia osobistego, swoich rodzin i przyjaciół. W krajach nibykomunistycznych panował partyjny kapitalizm.
Rewolucyjne lub wojenne niszczenie starych warstw bogatszych nie wprowadzało równości, a tylko robiło miejsce dla nowych warstw bogatszych. Nie wprowadzano demokracji i demokratycznej władzy nad majątkiem, nie było powrotu do plemiennej wspólnej własności i korzystania z niej na równych zasadach. Pozbawiano wpływów, majątku, wolności, a nawet życia tradycyjne uprzywilejowane klasy wyższe: arystokrację, szlachtę, kapitalistów, kupców, przedsiębiorców, polityków, duchownych. Często podobny los spotykał niektóre warstwy średnie: rzemieślników, rolników, handlarzy. Inne warstwy średnie, zwłaszcza te niezbędne w państwie – urzędników, wojsko, służby porządkowe, korporacje zawodowe (głównie prawników, lekarzy, naukowców, nauczycieli i artystów) – czyszczono z przeciwników. Pustkę po usuniętych warstwach wyższych zajmowała nowa arystokracja partyjna zorganizowana hierarchicznie zupełnie jak w feudalizmie. Pojawiały się nawet całe rody rządzące.
Wtedy masom i aparatowi państwa pilnującemu mas kazano wierzyć albo przynajmniej udawać, że nastała równość, demokracja i gospodarczy komunizm. Gdy po latach kapitalizm i feudalizm partyjny przemieniał się w kapitalizm tradycyjny, kazano wierzyć masom, że zostały wyzwolone od komunizmu, który był i upadł. Teraz po ćwierćwieczu od takiej przemiany w Polsce, straszy się obywateli możliwością powrotu komunizmu i namawia do antykomunistycznych protestów. Oszustwo to byłoby nawet śmieszne, gdyby nie ten szczegół, że ludzie dają się na nie nabierać.
Proszę zauważyć: Udający komunistów uprzywilejowani zarządcy państw mieli kapitalistyczną i zarazem feudalną władzę nad majątkiem państwowym. Jednak była to bardziej władza używania niż posiadania. Zmieniając partyjny kapitalizm i feudalizm na tradycyjny, zamienili władzę nad majątkiem państwowym na zupełnie prywatną własność tegoż, po uprzednim podzieleniu go między rody rządzące. To była tak zwana reprywatyzacja albo uwłaszczenie nomenklaturowe. Proszę pomyśleć: Czy te rody nowobogackie zechcą teraz wracać do nibykomunizmu i oddać swoje majętności pod zarząd partyjny? Czy raz zasmakowawszy zupełnie jawnego uprzywilejowania i otwartego bogactwa zaryzykują nową rewolucję i nowe walki o uprzywilejowane stanowisko w zmienionym ustroju?
Przecież to bajanie. Nie ma rzeczywistego zagrożenia kapitalizmu ze strony dawnych nibykomunistów, bo to oni są nowymi kapitalistami.
Zagrożeniem kapitalizmu jest natomiast prawdziwa demokracja i prawdziwy komunizm, a zwłszcza ich połączenie, czyli zaprowadzenie demokracji i ustanowienie przez nią komunizmu. Zagrożeniem kapitalizmu jest każda prawdziwa demokracja, bo rządy większości nie będą tolerować przywilejów bogatej mniejszości. Oczywiście kapitalistom obecnie udającym demokratów nie wypada zwalczać demokracji otwarcie, tworzyć ruchów czy organizować marszy antydemokratycznych, głosić hasła “demokracja nie przejdzie”. Dziesięciolecia nibykomunistycznych “demokracji ludowych” udawanych dla zakrycia totalitarnych ustrojów skompromitowały pojęcie komunizmu, ale nie zdołały skompromitować pojęcia demokracji. Dlatego kapitaliści i ich służalcy nie mogąc jawnie głosić haseł antydemokratycznych, demokratów usiłują przedstawiać jako komunistów, a walkę z nimi jako obronę przed rzekomym powrotem komunizmu.
Są na tyle przewrotni, że starają się wszelkie ruchy antykapitalistyczne skierować do takich działań, które w rezultacie będą bronić kapitalizmu. Niepodległościowców, narodowców, patriotów, prawicowców, tradycjonalistów i im podobnych popycha się do teatralnej walki z rzekomym komunizmem. Antyglobalistów, anarchistów, liberałów, socjalistów, komunistów, oraz innych lewicowców kieruje się do widowiskowego zwalczania rzekomego faszyzmu. Zasada dziel i rządź stosowana jest podręcznikowo. Tworzy się też inne konflikty zastępcze, zwłaszcza w obszarze religii i obyczajowości. Obywatele różnych zapatrywań biją się na prawdę lub na słowa, na ulicach i w internecie, a kapitaliści przyglądają się temu, pijąc szampana i podjadając trufle, spokojni o swój los.

Co za różnica, jaki kolor mają świnie przy uprzywilejowanych korytach?

Jak długo jeszcze Polacy będą pozwalali napuszczać się jedni na drugich opowiadaczom bajek o złym komunizmie i dobrym kapitalizmie, o wolnym rynku dla wybranych, o wyższości euro nad złotówką, o niepodległości bez niepodległości, o demokracji bez referendów, o terrorystycznej wojnie z terroryzmem, o naprawie świata przez światowy rząd?
Już teraz szykowana jest na maj kolejna odsłona wojny “polsko-polskiej”: rewanż za blokadę marszu niepodległości pod hasłem “Komunizm nie przejdzie”. Scenariusz napisany, reżyser zapewne gotów, aktorzy już zaczynają grać, pozostaje zwołać statystów do marszów, kontrdemonstracji, pałowania i rzucania kamieniami… Będą zamieszki w stolicy, pobici, straty materialne, partie parlamentarne zapewne wyprą się jakiejkolwiek odpowiedzialności, a wszystko zrzuci się na “skrajne”, “nieodpowiedzialne” ugrupowania z prawicy i lewicy. “Krzyżaków” tym razem chyba nikt nie sprowadzi, chociaż do końca nie wiadomo…

MORAŁ:

Polacy! Nie pozwólmy dzielić się tym, którzy nas wszystkich niewolą. Zjednoczmy się w walce o niepodległe państwo, demokratycznie rządzone przez drobnych posiadaczy. Zjednoczmy się w walce przeciw równiejszym, którzy dla swojej przewagi prawo zamieniają w bezprawie, obywateli w poddanych, gospodarowanie oplatają biurokracją i układami, odwracając naszą uwagę nieustannymi reformami wedle przysłowia, że wiele musi się zmienić, by wszystko zostało po staremu.

Źródło: nieistniejący już blog mocniejszy.wordpress.com/2012/02/29/antykomunistyczna-pulapka/

13 grudnia – refleksja nad pewną prowokacją multimedialną

(Tekst został ukryty przed czytelnikami przez administrację niepoprawni.pl)

Narodowokomunistyczny zespół Sztorm 68 swego czasu dokonał prowokacji muzycznej (lub wyraził swoje poglądy) na temat stanu wojennego w utworze „Dziękujemy”.

Dziękujemy
(Stan Wojenny 13 Grudnia Sztorm 68 Dziękujemy)
(tekst jest ocenzurowany – nie przeze mnie, czytelnik w materiale audiowizualnym znajdzie brakujące słowa)

Ciemna noc 13 grudnia
Plaga anarchii osiągnęła szczyt
Nad krajem chmury były coraz większe
Dojrzewał spisek – oto obcy duch

W tę mroźną noc wszystko się urwało
Przecięta została wszelka buntu nić
Aresztowano wszystkich wichrzycieli
Cała klika wpadła w sieć

Dziękujemy za wasze oddanie
Dziękujemy że broniliście nas
Dziękujemy wam za postawę
Wielki zryw w pamięci żeby trwał

Dziś dziękujemy za to naszym chłopcom
Że wtedy stanęli by bronić naszych chat
Że przed zalewem anarchii
Bronili dzielnie nasz schorowany kraj

Dziś dziękujemy za ład i porządek
Za wielką ofiarność w czasie tamtych dni
To stan wojenny przekreślił plagę fałszu
Odkrył przed światem syjonistyczną grę!

W związku z tym utworem chciałbym się pokusić o małą rocznicową refleksję. Otóż jest w tym tekście powyżej niestety taka luka, że Merkava przez nią przejedzie … Lukę tą można scharakteryzować następująco: dlaczego ci niby patriotyczni, komunistyczni – ale niby narodowi, niby pro-państwowi aparatczycy (cywile plus wojsko) w 1989, dogadali się nie z „postmoczarowcami”, ale z trockistowskim, post-puławskim odłamem „opozycji” solidarnościowej? Jaka jarmułka wystaje tu spod rogatywki? Jakie mycki czają się w chałatach za rogiem okrągłego mebla? Stan wojenny wymagał akceptacji narodowej, walczono o nią. Stąd retoryka, stąd „mądrość etapu”. W 1989 rozpoczęto cyrk wielkiego rabunku, a dla totalnej dezorientacji społeczeństwa i zajęcia go czymkolwiek wymyślono pseudodemokrację i bezrobocie. I jedno i drugie świetnie się sprawdza do dziś. Naród obrabowano ze wszystkiego. Naród, który kiedyś strajkował w obronie kotleta w kantynie, dziś nie piśnie, gdy likwidowane są całe gałęzie przemysłu a tysiące idą na bruk. Oto, jak buduje się zamordyzm i ucisk społeczny. Kudy czołgom Jaruzelskiego do maestrii dzisiejszych zarządców kurczącej się w zastraszającym tempie masy upadłościowej po PRL …

Polsko-żydowskie „braterstwo” broni

Judeopolonia według "katolika" i "konserwatysty"

Judeopolonia według „katolika” i „konserwatysty”

Marek Szmidt, piszący jako Stefan Detko zabrał na naszeblogi.pl głos w kwestii polskiego udziału w wojnach Izraela i USA na Bliskim Wschodzie: Polskie gwarancje dla Izraela (?). Przyznam, że tekst ten mnie poraził na tyle, że pozwalam sobie skomentować go obszernie, aby pokazać kompleksowo błędy w myśleniu zapewne dużej grupy Polaków zwiedzionych najwyraźniej propagandą judeokonserwatywną i judeokatolicką, jako że do tych dwóch filarów Stefan Detko odwołuje się w swoim tekście.
UWAGA: Publikacja niniejszego tekstu zaowocowała kampanią oszczerstw prowadzoną przez Szmidta za pomocą portali, których właściciele zablokowali moje konta: niepoprawni.pl i nowyekran.pl (aktualizacja: moje konto na nowyekran.pl zostało odblokowane po kilku miesiącach przez administratora ds. informatycznych, widać doszło tam do przesileń, natomiast na naszeblogi.pl Szmidt wymusił zablokowanie mojego konta). Czytelników odsyłam do tekstu, w którym kłamstwa Szmidta na mój temat i redakcji Polskiej Myśli Narodowej zostały zdemaskowane – oraz wskazane zostały antypolskie, już otwarcie syjonistyczne tezy Szmidta: Marek Stefan Szmit: niebezpieczny oszczerca nabierający Polaków „katolicyzmem” na filosemityzm i Judeopolonię.

M.S. Szmidt vel Stefan Detko napisał:
Co do Izraela. Polska, konserwatywna i katolicka opinia publiczna, jest skłonna (…) także i co więcej udzielić Izraelowi gwarancji przyjęcia ewentualnych uchodźców cywilnych, zagrożonych ostrzałem broni konwencjonalnych i – nie daj B*że – jądrowych.

Szanowny Panie Szmidt, cieszę się, że wie Pan, co myśli „polska” konserwatywna i katolicka opinia publiczna, niemniej polska opinia publiczna powinna zdawać sobie sprawę, że przyjmowanie Żydów do Polski skończyło się kiedyś tak: Judeopolonia – żydowskie państwo w państwie polskim. Czy tak bardzo to dziś Polakom i Polkom potrzebne – pozwolę sobie wątpić. Jeśli na Bliskim Wschodzie dojdzie do wojny, będzie to wojna sprowokowana i wywołana przez Izrael, a nie Iran – i Polacy nie mają powodu do jakiegokolwiek solidaryzmu z nacją agresora. Dziwi mnie, że nie nawołuje Pan do przyjęcia ewentualnych uchodźców cywilnych z Iranu, zagrożonych, jak Pan to trafnie ujął „ostrzałem broni konwencjonalnych i – nie daj B*że – jądrowych”. Polski gest byłby tym bardziej usprawiedliwiony, że Irańczycy przyjęli polskich uchodźców z ZSRR (wraz z masą syjonistów i żydowskich oficerów, którzy potem urządzili jatki Palestyńczykom na dzisiejszych terenach Izraela).

M.S. Szmidt vel Stefan Detko napisał:
Powyższa opinia jest natury politycznej i wynika z wielowiekowej tradycji historycznej, udzielania przez Rzeczypospolitą schronienia Izraelowi, na Jej ziemiach.

Ponownie zapytam, czy chodzi o tą „wielowiekową tradycję historyczną”, o której pisze L. Szcześniak: Judeopolonia – żydowskie państwo w państwie polskim?

M.S. Szmidt vel Stefan Detko napisał:
Tak więc, mając w pamięci, iż w pokoleniach poprzednich Izrael wywiązywał się ze swych obowiązków ochranianego i pod wspólny dach przyjętego, zraszając krwią swoją ziemie Rzeczypospolitej w Jej obronie oraz przyczynił się bezsprzecznie do wspólnego rozwoju materialnego i kulturowego, dając z siebie wielu wybitnych Polaków, tak w pokoleniach ostatnich, aktywnych od roku 1939-go do dnia dzisiejszego, dał wiele przykładów niewdzięczności (…)

Szanowny Autorze, pozwolę sobie zapytać, czy Autorowi nieznane są zdarzenia, które miały miejsce przed rokiem 1939, a opisane tu: Żydzi a Powstanie Styczniowe i jego planowo antypolski wymiar i tu: Powstanie Listopadowe a Żydzi, jak również tu: Tadeusz Gluziński (pseud. Henryk Rolicki), Zmierzch Izraela: Frankiści i mniejszość żydowska a geneza powstania listopadowego?
Czytaj więcej

Ślepy zaułek polskiej polityki – Piasecki i Nil a „wyklęci”

Fragmenty polemiki pod tekstem „Księża patrioci: http://niepoprawni.pl/blog/3081/ksieza-patrioci-1#comment-312691

Na tle „złego” duchowieństwa współpracującego z podziemiem, jaśniała w prasie coraz mocniej grupa „księży patriotów”, budowana na wzór czeski, a obecna coraz częściej w prasie komunistycznej od lata 1949 roku. Grupa ta wywodziła się przede wszystkim ze środowiska duszpasterstwa wojskowego, będącego w konflikcie z hierarchami a także spośród byłych więźniów obozów hitlerowskich oraz złamanych psychicznie duchownych, głównie ze Śląska.

Jasne, popieranie samobójstwa narodowego, sankcjonowanie rozlewu krwi patriotów w beznadziejnej walce to był szczyt patriotyzmu, a sprzeciwianie się jej przez księdza to była zdrada narodowa. Brawo. Nie dziwne, że duszpasterze wojskowi sprzeciwiali się partyzantce i „podziemiu”. Oni wiedzieli dobrze, jaki musi być finał walki zbrojnej.

A gen. Fieldorf patrzył na porywanie się z motyką na słońce (kiedy wrócił z zesłania) zupełnie inaczej:
Gen. Fieldorf „Nil” nie był „żołnierzem wyklętym”

Podczas obchodów Dnia Żołnierzy Wyklętych bardzo często posługiwano się nazwiskiem legendarnego gen. Augusta Emila Fieldorfa „Nila” (1895-1953), szefa Kedywu KG AK i organizacji „Nie”. Stawiano go w jednym szeregu np. z Józefem Kurasiem „Ogniem” czy innymi kontrowersyjnymi dowódcami oddziałów zbrojnych po 1945 roku.

Jest to jawne nadużycie i fałszowanie historii. Tak jak praktycznie wszyscy wysocy rangą oficerowie AK, „Nil” zdecydowanym przeciwnikiem kontynuowania walki w lesie przez byłych członków konspiracji. Uważał to za karygodne i bezcelowe, przynoszące umęczonemu narodowi dodatkowe ofiary.

„Nil” nie był obecny w Polsce w okresie największego nasilenia walki podziemnej w latach 1945-1947. Po powrocie z zsyłki, i zapoznaniu się z sytuacją – zajął jednoznaczne stanowisko. Jak wynika z dokumentów znajdujących się obecnie w IPN i wykorzystanych w pracy Marii Fieldorf i Leszka Zachuty pt. „Generał Fieldorf „Nil” – fakty, dokumenty, relacje” (Warszawa, 2006), „Nil” miał pretensję do swoich kolegów z Komendy Głównej AK. W raporcie agenturalnym niejakiego „Żukowskiego”, czytamy:

„Za winę Radosława [płk. Jana Mazurkiewicza] i [płk Jana] Rzepeckiego uważa utrzymywanie oddziałów leśnych po wyzwoleniu, co określa jako zbrodnicze i niezgodne z projektami. Akcję ujawniania powinien był podjąć Rzepecki. Władze Bezpieczeństwa były w tym czasie skłonne pójść na dalekie ustępstwa. Radosław nie umiał tego momentu wykorzystać i wyrządził tym szkodę. Rzepeckiego wina w tym, że powinien był sam sprawę rozwiązania AK i ujawnienia omawiać z władzami Bezpieczeństwa”.

Ponadto autorzy książki dodają: „Negatywny stosunek „Nila” do kontynuowania działalności konspiracyjnej znajduje potwierdzenie i w innych źródłach. Stanisława Wierzbicka „Chinka” przekazała GZI WP informację, że Fieldorf w czasie rozmowy na temat dawnej konspiracji „wyraził się, że potępia każdą obecną działalność podziemia i uważa, że najwyższy czas pozytywnie pracować dla kraju” (IPN w Warszawie, sygn. 0259/586, K. 51)”.

Taką ocenę sformułował mimo znanych mu faktów nie przestrzegania (choć nie zawsze) przez UB układów z dowódcami AK. Dlaczego „Nil” zajął takie stanowisko? Wyjaśnia to dalszy ciąg donosu „Żukowskiego”:

„Co myśli o sprawie podziemia i jego działania. N[il] uważa, że istnieje konflikt między ZSRR i Ameryką i że my Polacy nie mamy tu nic do powiedzenia. Raczej powinno się myśleć o pozostawaniu na uboczu. Mówi, że gdyby na przykład istniała teoretyczna możliwość powstania zbrojnego całego narodu, to rezultatem tego byłoby tylko zmniejszenie ludności o 25%. Związek Radziecki jest w stanie każdy ruch zbrojny zlikwidować”.

Na jakiej więc podstawie gen. „Nil” uznany jest przez organizatorów obchodów za niemal patrona i symbol Dnia Żołnierzy Wyklętych? Może dlatego, że potrzebne jest jakieś znane i szanowane nazwisko? Może chodzi o postawienie znaku równości między AK a „żołnierzami wyklętymi”? Tak czy inaczej, jest to manipulacja faktami i zakłamywanie prawdy historycznej. Oficerowie Komendy Głównej AK, jeszcze w 1945 roku, jasno stwierdzili, że takiego związku nie ma i powoływanie się przez odziały leśne na AK lub używanie jej nazwy jest bezprawne.

Przy tej okazji prezentowane są opinie, że dalsze losy gen. „Nila” (skazanie na śmierć w 1953 roku) są dowodem na to, że walka podziemna „wyklętych” była słuszna. Jest to opinia nie do przyjęcia. „Nil” postępował wedle zasady, że nadrzędny jest los całego narodu, a nie los jednostek. Nawet gdyby przewidział co go może czekać, nie zmieniłby zdania, bo jego troską była przyszłość umęczonego wojną narodu. Być może wtedy zdecydowałby się na emigrację, ale na pewno nie rzuciłby hasła: „walczymy dalej do upadłego, do końca”.

„Nil” był ofiarą terroru stalinowskiego, a nie „żołnierzem wyklętym”. Łączenie jego nazwiska z ideologią i historiozofią, która towarzyszy obchodom Dnia Żołnierzy Wyklętych – jest nie do przyjęcia. Ale to nie znaczy, żeby tego dnia nie oddawać Mu hołdu, co niniejszym czynię. Jemu, ideowemu piłsudczykowi, który wykazał się w tym dramatycznym momencie polskiej historii wielkim poczuciem odpowiedzialności, dając przykład prawdziwej postawy patriotycznej i heroicznej niejednemu powołującemu się, tak wtedy jaki i dziś, na spuściznę polityczną Romana Dmowskiego.

Jan Engelgard
http://sol.myslpolska.pl/

Czyżby „Nilowi” brakło patriotyzmu i odwagi – czy może miał za dużo rozumu?

Jak patrzył na sprawę „podziemia” jeden z najwybitniejszych polityków narodowych w tamtym okresie, Bolesłw Piasecki?

Dziwny to kompromis, w którym jedna ze stron rzucona jest na kolana. Jaki kompromis może zawrzeć ofiara z katem? Faktem jest, że Piasecki zrozumiał w porę, że jedyną szansą przeżycia jest zwrócić na siebie uwagę. Nie ukrywał więc w śledztwie, że był Komendantem Głównym Konfederacji Narodu.

Piasecki rozumował: Nie będzie żadnej trzeciej wojny. Nie należy liczyć na Anglosasów, którym tak bardzo ufali żołnierze AK i NSZ. Kraj jest na granicy biologicznego wyniszczenia, a zatem trzeba skończyć z walką partyzancką. Partyzantka może stać się pretekstem do gigantycznych represji. Jeśli Polacy nie zaadaptują się do nowej rzeczywistości, dla Rosjan nie będzie problemem wywieźć następne dwa, trzy, pięć milionów. Świat nie kiwnie palcem.

– Zbrojnej walce z komunizmem Piasecki jako pierwszy powiedział „nie”. Dopiero w PIĘĆ lat potem „nie” powiedział Episkopat i w OSIEM lat później – po aferze Bergu – emigracja. [Afera Bergu: emigracyjna Rada Polityczna porozumiała się z wywiadem amerykańskim w sprawie szkolenia kurierów i przerzucania ich do Polski w zamian za finansową pomoc dla emigracji; tymczasem okazało się, że kanały kontaktowe z krajem kontrolowane były przez UB, co spowodowało kompromitację tego typu działalności].
Źródło: Jarosław KURSKI, Bolesław Piasecki: portret Wodza, „MAGAZYN” nr 28, dodatek do Gazety Wyborczej nr 163, wydanie z dnia 15/07/1994, str. 6

(…)

Użytkownik napisał:Tak jest. Bolesław Piasecki, jeden z najwybitniejszych polityków narodowych w tamtym okresie. Po „dagaworze” z Sierowem. Na gruncie narodowym. Oczywiście.

Rozgrywka z NKWD toczyła się nie tylko o życie. Piasecki próbował wcisnąć się pomiędzy żydokomunistyczną ekipę PKWNowską a Stalina – i gdyby odniósł sukces historia PRL potoczyłaby się zupełnie inaczej. Sukcesu nie odniósł, bo Polacy – zarówno klasa polityczna (londyńska i krajowa) jaki i dowództwo AK i postakowskich “zaplutych karłów reakcji” – byli zbyt tępi, by zorientować się, jak należy postępować wobec zagrożenia żydokomunistycznego. Piasecki poprzez postawę lojalistyczną wobec Moskwy dawał Polakom szansę na odzyskanie władzy w (formalnie) polskim państwie.

Dziennik Gajowego Maruchy, czyli: „patriotyzm Kalego” kłamstwem i chamstwem podszyty

Struktura narodowościowa II RP w 1937 r.
Struktura narodowościowa II RP w 1931 r.

Wśród Polaków pokutuje przeświadczenie, że wielce patriotyczną postawą jest zgłaszanie roszczeń terytorialnych pod adresem swoich sąsiadów ze wschodu, uznawanie ich za narody mniej zasługujące na miano narodów oraz głoszenie przekonań, jakoby najlepsze, co te narody mogło w ich historii spotkać to jak najszybsze zrezygnowanie z własnej tożsamości i polonizacja. Niewątpliwie kolonizowanie nowych terytoriów i przerabianie innych nacji na swoich obywateli zdaje się atrakcyjna opcją, niekiedy jednak kończy się powstaniami narodowymi, buntami i oporem biernym, które Polacy pamiętać powinni z własnego okresu przebywania pod zaborami. Właśnie polska historia powinna wpajać w Polaków większą empatię wobec narodów pozbawionych państwowości, których terytoria są kolonizowane (por. Komisja Kolonizacyjna) a ludność wynaradawiana (Kulturkampf, germanizacja, rusyfikacja). Niestety u niektórych Polaków z empatią krucho, gdy idzie o majaczone polskie nabytki terytorialne na wschodzie, mimo, że wycierają sobie usta „słowiańszczyzną”, „panslawizmem” i „antyimperializmem” oraz potępiają osadnictwo żydowskie na ziemiach palestyńskich na każdym kroku. Jeśli ktoś chce się mienić polskim patriotą i narodowcem nie może opierać swojej postawy na kłamstwie i hipokryzji w takich kwestiach, jak prawo innych narodów do samostanowienia na ich etnicznych terytoriach. Szczególnie – prawo bratnich narodów słowiańskich.
Oświadczenie autora:
Ponieważ ten tekst mógłby zostać wykorzystany do oszukiwania naiwnych, jakobym chciał relatywizować bądź usprawiedliwiać zbrodnie, jakich dopuściły się oddziały OUN-UPA na ludności polskiej na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej informuję w tym miejscu (mimo, że to oczywiste i nie związane z tekstem), że te zbrodnie z całą stanowczością potępiam, wraz z ich dzisiejszymi apologetami, którzy ze zbrodniarzy usiłują robić ukraińskich bohaterów narodowych. Polskim obowiązkiem patriotycznym jest jednak formowanie takich postaw Polaków, które będą pozbawiały szowinistów ukraińskich zwolenników, a nie – napędzały im ich i zaogniały niechęć Ukraińców do Polaków. Z tego powodu kreowanie rewizjonizmu kresowego na polski patriotyzm i ostentacyjne ignorowanie krzywd wyrządzonych przez Polaków Ukraińcom jest wyjątkowo szkodliwe dla polskiego interesu narodowego. W polskim interesie leży przeformułowanie ukraińskiego nacjonalizmu z prymitywnego szowinizmu, który wykreowali w Ukraińcach Niemcy z Austrowęgier, Prus i III Rzeszy w nacjonalizm zbudowany wokół idei słowiańskiej. Droga do odebrania postbanderowcom zwolenników nie wiedzie jednak przez zgłaszanie roszczeń terytorialnych pod adresem Ukrainy, głoszenie Ukraińcom jakoby byli „sztucznym tworem masonerii” i zakłamywanie polskich przewin wobec Ukraińców (nie umywających się do wołyńskiej rzezi, ale faktycznych).
Czytaj więcej

Pakt Ribbentrop-Beck Zychowicza raz jeszcze

Polemika z tekstem Piotra Zychowicza Spierajmy się używając argumentów.

Piotr Zychowicz napisał:
„Moje poglądy i stawiane w książce tezy są w karykaturalny sposób wykrzywiane”

Tezy są same w sobie karykaturalne. Założenie ceteris paribus i zwykłe chciejstwo. Stalin i Churchill czekają na swoją kolej, aż Pan ich pokona w wyobraźni, robiąc to, co im Pan każe. Nie ma Pan wiedzy z historii wojskowości, która pozwalałaby Panu snuć wizje kampanii niemiecko-francuskiej bądź niemiecko-rosyjskiej przy warunkach początkowych, które Pan zadał.

Piotr Zychowicz napisał:
pisząc książkę „Pakt Ribbentrop-Beck” miałem nadzieję, że wywoła ona poważną, merytoryczną debatę o tragicznej sytuacji, w jakiej znalazła się nasza ojczyzna w przededniu II wojny światowej. Debatę na temat błędów, jakie w obliczu śmiertelnego zagrożenia Polski i Polaków, popełniła ostatnia ekipa rządząca II RP. Niestety część polemistów zareagowała w sposób histeryczny i egzaltowany.

Trzeba było napisać książkę o wcześniejszym i autentycznym błędzie Becka i spółki – współszabrowaniu Czechosłowacji z Hitlerem. W ten sposób II RP pozbawiła się jedynego potencjalnego sojusznika, który miał jakieś praktyczne znaczenie dla losów potencjalnej kampanii w sytuacji, kiedy Anglia i Francja by się ociągały z udzieleniem pomocy.
Beck stawiając na sojusz w Anglią i Francją po tym, jak swoją głupią polityką doprowadził do tego, że został sam na sam z Hitlerem – w półokrążeniu, postąpił nie najgłupiej. Miał do wyboru sojusz ze słabym Hitlerem – słabszym nawet od lądowych sił samej Francji, nie mówiąc o sojuszu polsko-angielsko-francuskim, albo z ww. mocarstwami. Sojusz z Hitlerem Beck rozumiał jako pożeranie Polski przez Niemcy plasterek po plasterku, do momentu, kiedy nie da się połknąć Polski w całości bądź zwasalizować. To, co Hitler mówił w danym momencie nie miało żadnej wartości, bo w kolejnym momencie robił coś zupełnie innego, vide Monachium i zajęcie całych Czech plus wasalizacja Słowacji (mimo, że chciał ponoć wyłącznie Sudetów). A Pan, Panie Zychowicz się wybierasz z Hitlerem na ZSRR, boś Pan Mein Kampf nie doczytał – ani historii germanizacji polskich ziem.
Czytaj więcej

Pakt Michalkiewicz-Zychowicz. Fałszywa obrona książki „Pakt Ribbentrop-Beck”

Polemika z tekstem Stanisława Michalkiewicza Masturbacja geopolityczna. Tekst pierwotnie opublikowany pod tytułem Pakt Michalkiewicz-Zychowicz. Fałszywa obrona książki “Pakt Ribbentrop-Beck” na blogu palmereldritch1984.wordpress.com

Trudno dyskutować z czymś, co nie zawiera konkretów. Pan Stanisław Michalkiewicz doskonale zdaje sobie z tego sprawę. Za kiepskimi podśmiechujkami, które zadowolą może wiernych acz niezbyt spostrzegawczych wielbicieli nie kryje się niestety wiedza pana Michalkiewicza. Raczej – ignorancja. Po cóż więc się wypowiadać, gdy kompetencji brak? Wierszówka?

Aby przebić się przez pustą formę do czegoś co można uznać za treść trzeba pewnego wysiłku – ze względu na bełkotliwy sposób formułowania myśli. Odcedźmy więc tezy od ozdobników:

Stanisław Michalkiewicz stawia tezę jakoby przeciwnicy tez pana Zychowicza bronili „prawd na zawsze ustalonych” – czyli dogmatów („Ładnie byśmy wyglądali, gdyby tak każdy dyskutował o „wszystkim” – jakby nie było prawd raz na zawsze ustalonych i podanych do wierzenia.”). Oczywiście przeciwnicy pana Zychowicza nie mogą się opierać na rzetelnej wiedzy. Przynajmniej należy to tępemu czytelnikowi zasugerować.

Pan Michalkiewicz stawia tezę, że pojednanie polsko-rosyjskie jest dokładnie tym samym co „przyjaźń polsko-radziecka” – i stara się przypiąć tą „przyjaźń” już nawet nie głosicielom pojednania, tylko … krytykom Zychowicza. Byłoby to może i żałosne, gdyby nie rzesze głupców, które bardzo chcą się na ten trik dać nabrać. Na czym pan Stanisław Michalkiewicz nie od dziś żeruje.

Stanisław Michalkiewicz stawia tezę jakoby sprzeciw wobec historical fiction pana Zychowicza był umotywowany polityką pojednania z Rosjanami, zarządzoną z resztą „wiadomo gdzie i przez kogo” ((…) I właśnie teraz, kiedy za sprawą wiekopomnego „Przesłania” do narodów polskiego i rosyjskiego, żeby się „pojednały”, odwieczna przyjaźń (…) polsko-rosyjska zyskuje pozór sankcji nadprzyrodzonej – że to niby, kto jest przeciwko przyjaźni (…) polsko-rosyjskiej, ten jest przeciwko Chrystusowi (…) – redaktor Piotr Zychowicz wyskakuje z prowokacyjną książką o pakcie Ribbentrop-Beck, rozwijając jakieś fantasmagorie, że gdyby tak, zamiast wojować z „nazistami”, Polska przyjęła ich warunki i 40 polskich dywizji wzięło udział w operacji „Barbarossa”, to być może losy wojny potoczyłyby się odmiennie. (…) No i po co pisać takie książki, po co rozwijać takie perwersyjne myśli akurat teraz, kiedy przecież jest rozkaz że odwrotnie – że pod przewodnictwem Rosji będziemy bronić już nie tylko naszego nieszczęśliwego kraju przed zgnilizną, jaka z Zachodu płynęła i płynie, ale całego wolnego świata? ).
A ten sprzeciw niekoniecznie wynika z momentu historycznego, bo stosunki polsko-rosyjskie do najcieplejszych nie należą, ale za to Polska jest nieubłaganie wchłaniana politycznie i gospodarczo (a nawet demograficznie -emigracja!) przez Niemcy. Pan Michalkiewicz wygodnie ignoruje to, że publikacja pana Zychowicza może służyć popularyzacji akceptacji dla polskiej roli satelity niemieckiego.

W dalszej części felietonu pan Michalkiewicz, po porcji pustej błazenady („Kozacy na Polach Elizejskich” itp.) stara się przedstawić krytyków jako piewców tezy o niezwyciężoności Rosji/Związku Radzieckiego (mały drobiazg – w którym momencie i przez kogo panu Michalkiewiczowi wygodnie umyka) ((…) dywagacje red. Zychowicza zasługują na wieczne potępienie (…) przede wszystkim dlatego, że są bałamutne. A są bałamutne dlatego, że przecież wiadomo, iż Związek Radziec… to znaczy oczywiście Rosja – jest niezwyciężona. ).
Pan Michalkiewicz ignoruje zarówno różnice liczebności, wyposażenia Armii Czerwonej i Wermachtu w scenariuszu Zychowicza, jak również dwa „drobiazgi” – po pierwsze – przebywanie RKKA na pozycjach opartych o Linię Stalina – i w stanie bliższym alarmowi bojowemu niż paraliżowi wywołanemu osławionym rozkazem o „nieuleganiu niemieckim prowokacjom”. Po drugie – interesy geostrategiczne USA i Wielkiej Brytanii, polegające na … podtrzymaniu niezwyciężoności ZSRR w razie, gdyby się ta niezwyciężoność zaczęła chwiać. Prawdopodobnie gdyby front polsko-niemiecki zaczął się za szybko chwiać w konfrontacji z Armią Czerwoną – III Rzesza otrzymałaby pewne wsparcie od Anglii i USA (o ile Hitler przed inwazją na ZSRR nie pokonałby Francji i Anglii). Tak więc jeśli prawidłowo rozumieć sytuację militarną i geopolityczną, ta niezwyciężoność ZSRR zaczyna bardziej wiarygodnie wyglądać, niż się panom Michalkiewiczowi i Zychowiczowi zdaje.

Podobnie jak Zychowicz ignoruje Michalkiewicz taki drobiazg jak zniszczenie Czechosłowacji i rolę II RP (i Becka) w tym katastrofalnym dla Polski zdarzeniu. Więc obok podpisywania volkslist ((…) „bronić” ministra Becka. Wprawdzie sprośne sanacyjne przesądy nie pozwoliły mu podjąć jedynie słusznej decyzji podpisania Volkslisty rosyjskiej, ale niemieckiej Volkslisty też nie podpisał.(…) Po co walczyć z kimkolwiek, skoro wszystko sprowadza się do tego, jaką w razie czego podpisać Volkslistę?) była jeszcze opcja uratowania własnej i czechosłowackiej skóry. Dodatkowo historia pokazała, że Czechom i Słowakom podpisanie „rosyjskiej” „volkslisty” (co ciekawe – w pewnym sensie równolegle z niemiecką) wyszło raczej na zdrowie. Ale widać Stanisławowi Michalkiewiczowi jakoś nigdy nie w smak to, co Polakom może wyjść na zdrowie.

Jak Churchill nie nauczył Polaków realpolitik

Powstanie Warszawskie Jan M. Ciechanowski

Poniżej przytaczam fragment wypowiedzi z forum dws.org.pl, której autor („kmieciu”) przytacza relacje z rozmów Churchilla z Mikołajczykiem i Berezowskim (sekretarzem generalnym Stronnictwa Narodowego, przerzuconym z terenów okupowanych do Londynu). Przytoczona wypowiedź w części cytatów to nie spekulacje czy domysły, lecz fragmenty pracy doktorskiej prof. Ciechanowskiego – rzetelnego i dociekliwego badacza kulis tragedii, jaką było Powstanie Warszawskie.

16 lutego 1944 roku odbyło się jeszcze jedno polsko-brytyjskie spotkanie na szczycie, w czasie którego Churchill użył całej swej elokwencji, aby skłonić Mikołajczyka do przyjęcia linii Curzona za sine qua non szerszego polsko-rosyjskiego porozumienia. Wysiłki Churchilla były jednak znowu bezowocne, chociaż przedstawił on powody przemawiające za polskimi ustępstwami w sposób jak najbardziej przekonywający, a nawet drastyczny.
Wywody Churchilla mogły posłużyć Mikołajczykowi jako lekcja Realpolitik.
Brytyjski premier pytał Mikołajczyka, czy ma oświadczyć Stalinowi, iż porozumienie było niemożliwe; dla Wielkiej Brytanii mogło to być najłatwiejszym wyjściem. Rosjanie szybko parli naprzód i wkrótce mogli utworzyć marionetkowy, niemniej szeroko popierany, rząd w Polsce, a następnie przeprowadzić sfingowany plebiscyt. Polska może nawet zostać przyłączona do Związku Radzieckiego. Tymczasem Rząd Polski będzie nadal w Londynie, a Polacy w kraju będą myśleli, iż było mu tam całkiem wygodnie. Nie będzie on miał jednak żadnego wpływu na toczące się wypadki. (prorok? – przyp. mój, k.) [1.]"My nie możemy i wcale nie chcemy – mówił Churchill – powstrzymać marszu Rosjan przez Polskę przeciwko Niemcom, którzy będą wszystko niszczyli w czasie swego odwrotu. My pozostaniemy w jak najściślejszych stosunkach z Rosjanami, a [2.]Polska nie będzie niczym innym jak powodem do skargi i okrzykiem bólu rozlegającym się wielkim echem." Niczego się tym nie osiągnie. Polacy nie będą mieli swej ojcowizny, nie otrzymają żadnych odszkodowań od złamanych Niemiec, nie będzie mowy o porozumieniu z Rosją. Przez sto pięćdziesiąt lat Polski nie było, a jej "synowie byli zmuszeni bić się przeciwko sobie" w czasie sporów pomiędzy trzema cesarstwami. Obecnie nadarzała się sposobność zapewnienia im schronienia, po ich udrękach, w zwartym kraju, o co był gotów jak najusilniej zabiegać. Churchill przyznawał, iż jeśli polskie obawy, że Rosjanie byli przewrotni, były uzasadnione, to źle to wróżyło światu, ale najgorzej Polakom. Wielka Brytania zawsze walczyła przeciwko wszelkim tyraniom, ale możliwości jej były ograniczone i nie mogła sama uratować Polski.
Churchill mówił, iż dochodziły go słuchy, że Polacy wspominali o "drugim Monachium", ale im nie wolno było o tym mówić, gdyż "brali udział w rozgrabieniu Czechosłowacji". [3.]Podkreślał też, iż on inaczej niż Polacy podchodził do Rosji, bez której udziału w tej wojnie nie byłoby nie tylko środków do "odbudowy państwa polskiego", ale sama Polska "uległaby stopniowej likwidacji".. Jego zdaniem musiało dojść do jakiegoś porozumienia z Rosją.
(…)
Mikołajczyk stwierdził w odpowiedzi, iż [4.]żywił nadzieję, że Wielka Brytania pozostanie wierna swym tradycjom i weźmie słabszego w obronę. Uskarżał się przy tym, iż właściwie Rządowi Polskiemu nie udzielono żadnych konkretnych gwarancji w zamian za żądane ustępstwa. Ponownie też odrzucił linię Curzona oraz [5.]wyraził gotowość wszczęcia rokowań na podstawie linii demarkacyjnej przebiegającej na wschód od Wilna i Lwowa.
[6.]W czasie swych rozmów z Polakami Churchill ustawicznie upominał ich, aby nie spodziewali się od Anglii więcej, niż mogła dla nich uczynić. Starał się im wytłumaczyć, iż muszą się pogodzić z nieodmiennymi faktami historii, strategii i geografii i pójść na przyjazne współżycie z Rosją, choć była ona trudnym i surowym sąsiadem, gdyż [7.]był to jedyny sposób zapobieżenia powstania w Polsce prokomunistycznego rządu.

Źródło: Ciechanowski W., Powstanie Warszawskie, Rdz II Wielka Trójka i Polska /5. Mikołajczyk i Churchill. ‚Sprawozdanie z rozmowy pomiędzy premierem Mikołajczy iem i premierem Churchillem, 16 II 1944, IGS – PRM, L 47/60 .

1. Trzeba było natychmiast przesłać ten stenogram do kraju …
2. Komuś w Warszawie bardzo było do takiej sytuacji tęskno …
3. To już ostrzeżenie
4. O naiwności … chyba, że Mikołajczyk posłużył się perfidnym persyflażem.
5. Która była popierana przez …???
6. Jak by tu wytłumaczyć chłopu z zapadłej wsi, że cesarz nad cesarze i mocarz nad mocarze czegoś nie może … może, tylko nie chce, prosić bardziej trza! Dalej dać nie chce? Zdrajca musi!
7. Czy taki scenariusz (niepowstania w Polsce prokomunistycznego) nie był przypadkiem wątpliwy nawet w II 1944?

Horror a’la polacca
Tego nie skomentuję. Współczuję Churchillowi, ten człowiek rozumiał sytuację – i z kim on musiał ‚pracować’ …

(…) ustalono, iż 25 kwietnia Churchill spotka się z nowo przybyłymi do Londynu przedstawicielami kraju: Z. Berezowskim, sekretarzem generalnym SN , oraz gen. S. Tatarem ("Taborem"), zastępcą szefa Sztabu AK.
W czasie tego spotkania Berezowski mówił o nieustającym oporze, jaki naród polski stawiał Niemcom pomimo okrutnych represji i niesłabnącego ucisku. Równocześnie podkreślał, że kraj ufał, że Wielka Brytania i Churchill zapewni Polsce niejpodległość i integralność jej granic. Churchill obiecywał zabiegać o niepodległość Polski, ale nie o integralność jej granic, znowu opowiadając się za linią Curzona – oddaniem Wilna i Lwowa Rosji oraz kompensatami kosztem Niemiec na zachodzie. Berezowski odpowiedział , iż naród polski twardo stał na gruncie nietykalności granic oraz gotów był walczyć o Wilno i Lwów. Churchill nie wdając się w dyskusję powiedział w poważny, a nawet ponury sposób:
"Zapewne. Decyzja oporu, bez względu na konsekwencje, jest przywilejem każdego narodu i nie można go odmówić nawet najsłabszemu."

Źródło: Ciechanowski W., Powstanie Warszawskie, Rdz II Wielka Trójka i Polska /5. Mikołajczyk i Churchill, Sprawozdanie z rozmowy między premierem Churchillem a premierem Mikołajczykiem i przedstawicielami Polski Podziemnej, 25 IV 1944, IGS PRM, L 48/132 .

Źródło: http://dws.org.pl/viewtopic.php?f=20&t=127923&start=150#p1516375

Więcej o Powstaniu Warszawskim:

Jak Churchill nie nauczył Polaków realpolitikJak “Ruskie” “zdradzili” Powstanie WarszawskiePW’44 bez broni – meldunki kontrwywiadu AK i przebieg walkPowstanie Warszawskie oczami narodowcaPierwotne plany operacyjne AKJaką pomoc dowództwo Powstania Warszawskiego zagwarantowało swoim podkomendnym i ludności cywilnej Warszawy?Jak narodowcy-uczestnicy powstania oceniali je w dniu kapitulacji?Czy można było wcześniej przerwać powstanie? Propozycje kapitulacji składane przez von dem Bacha Borowi.Jak dyżurni pseudopatrioci szczują na narodowców. Ślepa uliczka hagiografii Powstania Warszawskiego.

Piotr Zychowicz: Pakt Ribbentrop-Beck. Ofensywa propagandowa agentury niemieckiej czy niewinne fantazjowanie?

Publikacja Piotra Zychowicza „Pakt Ribbentrop-Beck, czyli jak Polacy mogli u boku III Rzeszy pokonać Związek Sowiecki” wywołała ożywioną dyskusję w kręgach prawicowo-patriotycznych. Niejeden „niepodległościowy” „ułan” i najpatriotyczniejszy z patriotycznych antybolszewików już oczyma duszy zobaczył dzielnych polskich orłów defilujących obok bohaterskich SS-manów na Placu Czerwonym przy akompaniamencie „Heidi, heido, heida”. Gdzieś hen na zapleczu frontu Sonderkomanda Himmlera hurtowo mordują podludzi staroniemieckimi metodami paląc ich żywcem w zabudowaniach lub nowoniemieckimi – rozstrzeliwując na krawędzi uprzednio wykopanych dołów lub obrzucając zapędzonych do dołów granatami (wszak ktoś ten Lebensraum dla rasy panów musi utworzyć swym zniknięciem). Oczywiście o Śląsku, Pomorzu i innych „pragermańskich” ziemiach już Hitler nigdy Polakom nie przypomni. Wizje z Mein Kampf i Generalplan Ost pozostaną tylko wstydliwie usuwanymi w niepamięć grzeszkami dobrotliwego zwycięzcy Adolfa. Będzie nam Polakom dobrze razem z hitlerowską III Rzeszą jak nie przemierzając w Unii Europejskiej Narodu Niemieckiego. Prawda, że to wizja porywająca niczym zwycięstwo pod Kłuszynem?

Takich publikacji, jak ta Piotra Zychowicza będzie coraz więcej. Czy przypadkiem? Czy to takie całkiem niewinne wizje alternatywne, czy raczej – zwykła agitka niemieckiej agentury? Do czego się sprowadza przekaz Zychowicza, co ma zostawić czytelnikom w głowie? Czy przypadkiem nie następującą myśl: „Polacy lepiej by wyszli grając z Niemcami w jednej drużynie”? Pan Zychowicz ignoruje takie niewygodne drobiazgi, jak Hakata, Komisja Kolonizacyjna, Kulturkampf, stulecia niszczenia przez Niemców polskości wszelkimi metodami, prowokacje wywiadu pruskiego (i jego żydowskiej agentury – 1830, 1863).

Wielkie Niemcy (Großdeutschland). Lebensraum – Pomorze, Śląsk, Kujawy i Wielkopolska, czy ziemie ZSRR?

Zapomina o Mein Kampf (Lebensraum na wschodzie – po trupach podludzi-Słowian), Generalnym Planie Wschodnim (Generalplan Ost), wizji Wielkich Niemiec (Grossdeutschland). Ignoruje również, że Hitlera mogła Polska powstrzymać wchodząc w sojusz z Czechosłowacją – zdrada w Monachium była (obok polityki kredytowej) jasną wskazówką, co warte jest poleganie na Anglii i Francji jako gwarantach granic w Europie Środkowowschodniej – i należało wesprzeć Czechosłowację we własnym interesie – odrzucając monachijski dyktat (niestety jest to jasne dopiero współcześnie). Potem – znając wiarołomność Hitlera – i bardzo silną wrogość Niemców wobec Polaków – po sojuszu z III Rzeszą nie wolno było się spodziewać niczego dobrego. Polskie społeczeństwo zdawało sobie z tego sprawę w 1939 lepiej niż Piotr Zychowicz – i wielu innych współcześnie kolaborujących lokajów niemieckich.

Agentura niemiecka stara się tumanić młodzież za pomocą pseudonarodowych i pseudopatriotycznych partyjek i organizacji, dla których takie gadzinowe publikacje, jak ta Piotra Zychowicza, są zaplanowanym paliwem ideologicznym. A z drugiej strony działają separatyści w stylu RAŚ, którzy mają identyczne poglądy na współpracę polsko-niemiecką, jak pan Zychowicz.
Nie wolno więc ignorować szkodliwości społecznej książki Zychowicza. To nie jest ot takie sobie political fiction, tylko książka mająca (wraz z wachlarzem innych akcji i publikacji) zmienić świadomość zbiorową narodu polskiego, uformować germanofilskie postawy Polaków (wyimaginowane „braterstwo broni” przeciw demonizowanym przez różne „patriotyczne” środowiska „Ruskim”, „jakże nam by było dobrze walczyć z „‚komunizmem’ u boku Hitlera, jak to źle, że w porę na ‚Ruskich’ nie poszliśmy z Niemcami”) w konkretnej sytuacji geopolitycznej (Polska jest stopniowo pożerana ekonomicznie i politycznie przez Niemcy za parawanem Unii Europejskiej). To nie jest jakiś drobiazg. Książka trafia w antyniemiecki (antyhitlerowski) sentyment Rosjan – i stawia Polaków przeciw Rosjanom obok Niemców (to istotne novum polityczne, ale widać potrzebne na tym etapie scalania Polski z Niemcami w „Neu Grossdeutschland” (patrz mapka)), prowokuje Rosjan przeciw Polakom – i Polaków przeciw Rosjanom. Gdyby w Rosji wyszła książka, w której pisano by, że Stalin powinien Polaków wysiedlić na Syberię i zrobić na byłym terenie II RP enklawę rosyjską – plus nadzielić Białoruś i Ukrainę terenami po Wisłę – ciekaw jestem jaki krzyk świętego oburzenia by się rozległ wśród różnych „patriotów” i „prawicowców”. Książka Zychowicza to dla współczesnych Rosjan dokładnie taka sama prowokacja.

Jeśli mamy ignorować najlepsze rozwiązanie, czyli sojusz polsko-czechosłowacki (pal diabli Węgrów – sojusznik z którym nie mamy wspólnej granicy i wspólnych problemów jest nic nie wart w chwili próby – bo ani nie może pomóc – ani nie ma tego samego noża na gardle) – pozostały jeszcze takie opcje jak:

  • taktycznie ustąpić Hitlerowi nie wchodząc z nim w sojusz – i czekać, aż rozpocznie się wojna z Francją (a wtedy zdecydować co dalej)
  • albo zrealizować wariant wrześniowy, ale skapitulować na rozsądnych warunkach 12-13.IX (Abbeville) – kiedy tylko okaże się, że Francja i Anglia nie wywiązują się z obowiązków sojuszniczych.
  • zawrzeć sojusz obronny z ZSRR – i pozwolić na przemarsz Armii Czerwonej do Niemiec (np. za nadzielenie ziemiami po Odrę i Nysę Łużycką … albo nawet bez tego).

„Polska mogła wygrać II wojnę światową, gdyby został spełniony bardzo specyficzny układ międzynarodowy – gdyby III Rzesza i Związek Sowiecki przegrały wojnę i przestały istnieć. A jedynym sposobem na realizację tego scenariusza było najpierw bicie Sowietów z Niemcami, a potem dokonanie zwrotu antyniemieckiego.”
P. Zychowicz, spotkanie promocyjne „Paktu ..” w Klubie Ronina, 6.IX 2012

Gdyby Polska przyłączyła się do paktu Antykominternowskiego, doszłoby do szybszego zawarcia porozumienia Anglia-Francja-ZSRR. Alianci staraliby się mieć sojusznika za plecami III Rzeszy. Oczywiście Hitler starałby się powstanie takiego przymierza opóźnić/utrudnić, kupić czas na wschodzie. Jak? Wskazówką może być los Rumunii – która została podzielona między ZSRR a satelitów III Rzeszy w 1940 roku. Mimo sojuszu. Nieosłabiona Polska jako sojusznik III Rzeszy była niepewna. Inwazja na Francję mogłaby zakończyć się polskim ciosem w plecy. A jeśli nie polskim – to (w przypadku przedłużenia się wojny) na pewno radzieckim. Hitler rozumiał, że musi jakoś dogadać się ze Stalinem i nie miałby wobec Polski skrupułów płacąc Stalinowi jej ziemiami.
Powyższe rozumowanie przeprowadził Beck w 1939 roku i zrozumiał, że z punktu widzenia Niemiec, Polska nie ma znaczenia strategicznego – jedynie taktyczne. To że Niemcy nie uważali Polski za jakąś szczególnie istotną w walce z ZSRR potwierdził zresztą Hitler, który powiedział w marcu 1939 roku do swoich generałów, że Polska jest iluzoryczną zaporą przed ZSRR, bo nie ma porównywalnego potencjału.
Pan Zychowicz zapomina, że sojusz polsko-niemiecki oznaczałby, że w chwili potencjalnego ataku na ZSRR Armia Czerwona byłaby rozlokowana defensywnie, a nie ofensywnie, przygotowałaby w oparciu o (nie opuszczoną i nie rozbrojoną, jak w 1941) Linię Stalina solidne i głęboko urzutowane umocnienia – których Wermacht nawet z polską pomocą nie przełamałby tak łatwo (22 czerwca 1941 Armia Czerwona była rozlokowana do ofensywy (a w dużej części – jeszcze w transporcie – czołgiści bez czołgów, artylerzyści bez artylerii, lotnicy bez samolotów, baterie bez obsługi), bez pozycji obronnych, z płytkim urzutowaniem jednostek w pasie przygranicznym – dzięki czemu udało się dokonać oskrzydleń i okrążeń armii, która miała przewagę w czołgach 7(RKKA) do 1(Wermacht i satelici), o przewadze liczebnej nie wspominając). Paradoksalnie – w świetle powyższego -sojusz polsko-niemiecki najprawdopodobniej doprowadziłby do szybszego zwycięstwa ZSRR w konfrontacji z III Rzeszą.
Przyjmijmy jednak, że III Rzesza zaczyna zwyciężać. Jaka będzie reakcja USA? Celem każdego mocarstwa jest nie – ułatwianie zwycięstwa potencjalnemu konkurentowi- lecz – maksymalne wykrwawienie go w wojnie. Taką politykę prowadziła Anglia wobec III Rzeszy i ZSRR – chciała te reżimy rzucić przeciw sobie nawzajem. USA nie przyglądałoby się biernie ekspansji III Rzeszy.

Książka opisuje więc absurdalny, a nie – logiczny (militarnie, politycznie, geostrategicznie) wariant – politycy USA i Anglii wiedzieli, że po klęsce ZSRR wojna byłaby skończona. W efekcie (militarnie niemożliwego tak na prawdę – a przez sojusz II RP z III Rzeszą – paradoksalnie – jeszcze bardziej niemożliwego) zwycięstwa Hitler miałby wolne ręce – i mógł zacząć eksterminację Słowian po Ural. Oczywiście Anglia i USA najprawdopodobniej zainwestowałyby w zwycięstwo ZSRR tak, jak zrobiły to w rzeczywistości – i najprawdopodobnij z analogicznym skutkiem. Polska skończyłaby więc w strefie wpływów ZSRR, albo jak Rumunia – zmieniając front, albo walcząc do końca po stronie Niemiec, jak Węgrzy (co jest bardziej prawdopodobne, ze względu na roszczenia terytorialne ZSRR wobec II RP). Wobec powyższego teza o utrzymaniu „niepodległości” (patrz wywiad poniżej) przez Polskę jest totalną mrzonką dla idiotów. Mamy tylko trzy warianty do wyboru – klęska ZSRR i eksterminacja Polaków albo – klęska III Rzeszy i albo walka do końca przeciw ZSRR albo zmiana strony (kończąca się tak czy owak strefą wpływów ZSRR).

Zachęcam do lektury Abbeville’1939 a wojna obronna II RP – zdrada, czy realizm?.

Fragmenty wywiadu P. Zychowicza udzielonego pch24.pl: Wrzesień ‘39 szkołą politycznego realizmu

Wywiad (opublikowany tu) przytaczam wyłącznie we fragmentach pokazujących poziom świadomości historyczno-politycznej pana Zychowicza.
Ł. Karpiel: Jak się Pan czuje jako autor książki uznanej już za kontrowersyjną?
P. Zychowicz: Ta książka to moja odpowiedź na pytania, które musi zadawać sobie każdy Polak. Czy II wojna światowa musiała się skończyć dla nas taką katastrofą? Czy musieliśmy utracić połowę terytorium z Wilnem i Lwowem na czele? Stracić niepodległość na pół wieku? Stracić kilka milionów obywateli, w tym naszą elitę wyrżniętą przez obu totalitarnych okupantów? Czy Warszawa musiała być zburzona? Rzetelna próba odpowiedzi na te pytania prowadzi ku wnioskom dla naszej wrażliwości historycznej niezwykle przykrym. Jedyną szansą na uniknięcie tej katastrofy było zawarcie przejściowego sojuszu z Niemcami.
p.e.1984 Doprawdy panie Zychowicz była to jedyna szansa? Co z sojuszem z ZSRR przeciw III Rzeszy? Co z najlepszym dla Polski rozwiązaniem w drugiej połowie lat ’30 XX wieku – sojuszem polsko-czechosłowackim? Co ze sprawami, o których mowa w tekście powyżej?

Ł. K.: Polska mogła w sobie widzieć partnera dla III Rzeszy? Czy po wojnie z Sowietami z naszym udziałem, Polska nie stałaby się jedynie narzędziem niemieckiej polityki?
P. Z.: Polska oczywiście nie mogła być równorzędnym partnerem Niemiec. W ofercie, która została nam złożona 24 października 1938 przez Joachima Ribbentropa, było jasne stwierdzone, że jeśli Niemcy i Polska zawrą sojusz to będą konsultowały swoją politykę zagraniczną. Jest oczywiste, że jako słabszy partner to Polska by konsultowała swoją politykę z Niemcami, a nie odwrotnie. Utracilibyśmy więc w ten sposób część naszej suwerenności. Moim zdaniem utrata części suwerenności jest jednak lepsza od utraty niepodległości na rzecz dwóch najstraszniejszych totalitarnych państw istniejących w ówczesnym świecie. Jest lepsza niż dostanie się pod ludobójczą okupację, która sprowadziła na nasz naród olbrzymie cierpienia.
p.e.1984 Pan Zychowicz sprytnie pomija taki drobiazg, jak to, że Beck nie wiedział, że Anglia i Francja, mogąc niskim kosztem pokonać w 1939 Niemcy – nie zrobią nic. Dlaczego zatem miał się godzić na cesje suwerenności i terytorialne na rzecz III Rzeszy – o wiele słabszej militarnie od sojuszu polsko-francusko-angielskiego? Współcześnie można dostrzegać, że cele polityki angielskiej były inne, że chodziło wyłącznie o dozbrojenie III Rzeszy i skierowanie jej przeciw ZSRR. Beck korzystał z innego zasobu wiadomości – i prawdopodobnie liczył na to, że „alianci” będą, zgodnie z zapewnieniami dyplomacji obu „mocarstw”, dążyli do powstrzymania ekspansji Hitlera.
(…)

Ł. K.: Jak potoczyłaby się taka wojna?
P. Z.: Poważne kampanie toczy się na wiosnę. Gdybyśmy w połowie roku 1939 zawarli sojusz z Niemcami, kampania francuska wybuchłaby więc wiosną 1940, a kampania sowiecka wiosną 1941. Wszelkie analizy militarne przemawiają za tym, że udział 40 polskich bitnych dywizji w walkach na froncie wschodnim przypieczętowałby los imperium Stalina, władza sowiecka by się załamała. Po upadku Związku Sowieckiego II wojna światowa wcale by się jednak nie skończyła.
p.e.1984 Pan Zychowicz abstrahuje od tego, że Wermacht nie natrafiłby na Armię Czerwoną w transporcie i dyslokacji do natarcia na III Rzeszę, na terenach pozbawionych poważniejszych umocnień, tylko – rozlokowaną defensywnie. Armię Czerwoną dysponującą przewagą w siłach lotniczych (liczebną), pancernych (ilościową i jakościową) i sile żywej (zmobilizowanej i w rezerwach) – na umocnieniach Linii Stalina – i fortyfikacjach, którymi by tą linię uzupełniono. O sukcesie Barbarossy zadecydował szczęśliwy zbieg okoliczności.
P. Z.: Dopiero wówczas zaczęłaby się toczyć na wysokich obrotach.
p.e.1984 Przejęcie zasobów surowcowych i przemysłu ZSRR przez III Rzeszę kończyło wojnę – ustanawiało III Rzeszę światowym supermocarstwem. Anglia, gdyby cały potencjał terenów opanowanych przez III Rzeszę został skierowany przeciw niej po klęsce ZSRR musiałaby w ciągu kilku miesiecy skapitulować.
P. Z.: Wiemy, że Hitler planował po pobiciu bolszewików wkroczyć przez Kaukaz na Bliski Wschód i wywołać antybrytyjskie powstanie Arabów. Następnie zamierzał ruszyć na perłę imperium brytyjskiego — Indie. Taka wojna z Anglosasami pochłaniałaby coraz więcej niemieckich sił.
p.e.1984 Ta wojna bardzo szybko by się skończyła – kapitulacją lub całkowitym podbojem wysp brytyjskich. Operacja Seelöwe – tyle, że z innymi zasobami i siłami niemieckimi. Bitwa o Anglię bez limitu czasowego nałożonego na Hitlera przez stalinowskie przygotowania do podboju Europy.

P. Z.: Znając zbrodniczość Hitlera i narodowego-socjalizmu, Niemcy realizowaliby jednocześnie na sowieckich terenach okupowanych swoje obłędne plany kolonizacyjne. Skutkowałoby to powstaniem potężnego ruchu partyzanckiego.
p.e.1984 Ruch partyzancki skończyłby się po pokonaniu Anglii wysłaniem sił regularnych. Takim rezultatem jak partyzantka Hubala. Eliminację partyzantów połączonoby z wybijaniem osad.
P. Z.: Ostatnią rzeczą, którą Hitler w tym wypadku chciałby robić to atakowanie swojego najsilniejszego sojusznika, czyli Polski. Miałby dość kłopotów na głowie.
p.e.1984 Hitler zaatakował ZSRR zanim rozprawił się z Anglią. ZSRR był wówczas jeszcze dość silnym sojusznikiem III Rzeszy …

Ł. K.: Co dalej?
P. Z.: W chwili, w której Niemcy zaczęliby już robić bokami, nastąpiłoby (jak to miało miejsce w rzeczywistości w przypadku większości sojuszników Hitlera) odwrócenie sojuszy. Polska powinna była zadać Niemcom cios w plecy. Nie mam więc do Becka pretensji o to, że bił się z Niemcami. Mam pretensję, że bił się z nimi za wcześnie. Wojnę z Rzeszą należało prowadzić nie w roku 1939, gdy była najsilniejsza. Ale w roku 1945 roku gdy była najsłabsza.
p.e.1984 Mam takie pytanie – skoro zdaniem pana Zychowicza polskie dywizje przesądziły o pokonaniu ZSRR, to właściwie z kim miałaby III Rzesza przegrać w 1945 – skoro Anglia byłaby dawno pokonana? Nie wiem, czy pan Zychowicz zdaje sobie sprawę z tego, kto podczas ofensywy w Ardenach (kiedy III Rzesza „robiła bokami”) błagał Stalina o przyspieszenie ofensywy na kierunku berlińskim? Niech pan Zychowicz zastanowi się, co by się stało, gdyby Hitler mógł przerzucić na front zachodni wszystkie siły, które wiązała Armia Czerwona? Albo – jak przebiegałaby operacja zdobywania Festung Europa, gdyby Wehrmacht i SS nie były związane walką z ZSRR? Ile krwi pozwoliłoby utoczyć z siebie społeczeństwo amerykańskie, zanim zażądałoby zakończenia wojny? Hitler rządził państwem totalitarnym, które mogło utrzymać stabilność polityczną mimo śmierci milionów. Większej liczby milionów niż akceptowalne maksimum dla społeczeństwa USA. No i jeszcze taki drobiazg – w takiej sytuacji Polska jest w samym środku posiadłości III Rzeszy, dużo potężniejszej niż we wrześniu 1939. A wielu Niemcom bardzo się podobają wizje z Mein Kampf, przećwiczone już na terytorium ZSRR …

P. Z.: Beck powinien był po prostu powtórzyć politykę Piłsudskiego z czasów pierwszej wojny światowej. Polska mogłaby bowiem z II wojny światowej wyjść niepodległa tylko i wyłącznie wtedy gdyby przed pokonaniem Trzeciej Rzeszy pokonany został Związek Sowiecki.
p.e.1984 To kto pokonałby wtedy III Rzeszę? I to w zasadzie zamyka dyskusję z panem Zychowiczem i jego „realpolitik”.

Jeszcze raz o antypolskim pseudopatriotyzmie i jego piewcach

Pseudopatrioci i pseudonarodowcy, czy agentura i zdrajcy?

Poniżej krótka polemika z tekstem na prawica.net. „Jeszcze raz”, bo problem omawiałem w tekście „Jak dyżurni pseudopatrioci szczują na narodowców. Ślepa uliczka hagiografii Powstania Warszawskiego”.

Polemiki z ludźmi pokroju autora tego wpisu („Jeszcze o Powstaniu Warszawskim”) to strata czasu. Niestety ich szkodliwa działalność nie może pozostawać bez reakcji, ponieważ ich pisanina jest ogłupiająca dla osób o niepełnej wiedzy historycznej, nieukształtowanych poglądach – bądź – silnych skłonnościach do konformizmu. Z tego powodu niebezpieczna jest także powszechność wytyczającej standardy antypolskiej głupoty.

Alej napisał:
Afirmacja Powstania nie jest żadną „mitologią klęski”. Ktoś kto tak mówi albo nie wie co mówi albo mówi w złej wierze: po to by obrażać. Przecież nikt z afirmujących Powstanie nie robi tego z powodu jego klęski. Robi to dlatego bo w 1944 Polacy pokazali, że nie chcą żyć na kolanach – „choćby za to miał spaść bezcenny kapitel ciała głowa”.

W 1944 jeśli już Polacy coś pokazali (a nie – niekompetentni i zbrodniczo głupi dowódcy oraz żyjący w świecie iluzji rząd londyński [zalecam lekturę książki J. Ciechanowskiego, Powstanie Warszawskie]), to że są głupcami, nie mającymi pojęcia ani o polityce, ani o wojskowości. Rzucili się (zostali rzuceni przez zdradzieckich dowódców-zbrodniarzy) na niemiecki ufortyfikowany garnizon – bez broni, w biały dzień („PW’44 bez broni – meldunki kontrwywiadu AK i przebieg walk”). Cenę wystąpień antyniemieckich znano. Wawer był odwetem za śmierć dwóch Niemców. Za akcję pod Arsenałem rozstrzelano 140 więźniów Pawiaka. Za działalność Hubala Niemcy wymordowali wszystkich mężczyzn w Skłobach i Hucisku. Ten, kto wydawał rozkaz o rozpoczęciu powstania w Warszawie cenę znał. Wiedział również, że pomocy brytyjskiej nie będzie (od Nowaka-Jeziorańskiego, którego specjalnie z tą informacją wysłano!), wiedział, że nie ma jeszcze mowy o rozpoczęciu oskrzydlenia Warszawy przez Armię Czerwoną. I wiedział, jak skończyły się dotychczasowe próby występowania wobec RKKA w roli gospodarza.
Tylko wyjątkowo antypolska gnida może Polakom sprzedawać samobójstwo jako wzorzec patriotyzmu, może wmawiać, że Polacy, jako jedyny naród świata mają obowiązek popełniania narodowego samobójstwa, rzucania się na wroga z pustymi rękoma i bez nadziei na zwycięstwo – i że zaniechanie takiego samobójstwa to „życie na kolanach”. Narodowiec patrzy na ten problem z punktu widzenia szacunku dla polskiej krwi – i tego, co tą krwią jest dla narodu kupowane – oraz – za ile tej krwi. Polityka i wojna to rachunek zysków i strat, a nie – „demonstrowanie” „racji”. Wróg narodu polskiego (często udający Polaka) wmawia Polakom, że wylewanie morza polskiej krwi w imię nie – realnych szans – lecz „okazywania” i „demonstrowania” to polski patriotyzm. Cała akcja mącenia Polakom w głowach jest szeroko zakrojona, prowadzona w antypolskich mediach i przez antypolskie partie polityczne (paradoksalnie SLD, PO i „palikociarze” – czyli środowiska, które o kierowanie się ideami narodowymi trudno posądzać – mają w kwestii powstania poglądy bliższe tym, jakie powinni mieć polscy narodowcy – niż ma cała pseudonarodowa i pseudopatriotyczna strona sceny politycznej). O tych zagadnieniach szerzej traktuje tekst Jak dyżurni pseudopatrioci szczują na narodowców. Ślepa uliczka hagiografii Powstania Warszawskiego.

Pisze więc antypolski propagandysta dalej:

Alej napisał:
Jasne że to jest też „mitologia” ale mitologia „narodotwórcza”, podbudowująca naszą narodową tożsamość, nasz „brend”: umiłowanie wolności. Bez podobnych „brendów”, „narodotwórczych” mitów narody istnieć nie potrafią. Asymilują się do innych, dysponujących lepszymi, bardziej porywającymi mitami. Gdyby Polacy nie mieli swojego „narodotwórczego” mitu nie przetrwaliby w tak dobrej kondycji 120 lat rozbiorów.

Polacy wskutek prowokowanych przez wrogów narodu polskiego (Austria, Prusy i ich agentura) powstań tracili jako naród – przywileje ekonomiczne, elitę intelektualną, możliwości rozwoju polskiej oświaty. I oczywiście – tracili tych, którzy zostali w nieodpowiednim momencie wmanewrowani w walkę zbrojną – i polegli. Gdyby nie nonsensowne rzezie, gotowane narodowi polskiemu przez zdrajców i wrogów – Polacy byliby dziś narodem liczniejszym, zamożniejszym i bardziej dumnym z siebie, z racji tego, że bardziej by się z takim narodem liczono na świecie. Bo świat szanuje rozsądek, siłę i bogactwo, a nie – groteskowy etos narodowego samobójstwa w imię „okazywania” „wyższości moralnej” i „umiłowania wolności”.
Pora wreszcie zacząć pisać, że obowiązki Polak ma wobec narodu polskiego, a nie – wyabstrahowanej przez wrogów narodu polskiego „ojczyzny”. Bo dla narodu polskiego – narodu polskiego wygubić w beznadziejnych bojach Polakowi nie wolno. A dla „ojczyzny”, „wolności” itp. itd., które są „bezcenne” można posłać cały naród polski do rzeźni – i jeszcze szantażować moralnie tych, którzy potępiają naganiaczy-morderców narodu polskiego. W ten sposób (zgodnie z planem?) „ojczyzna” zostanie dla tych, którym naród polski zawadza od wieków. Ale przecież nie o – mało prawdopodobne obecnie – „posłanie narodu do rzeźni” chodzi. W istocie chodzi o wypaczenie wzorców postaw patriotycznych i narodowych tak, by odrzucały Polaków swoim irracjonalizmem – i swoją absurdalnością. By słowo patriota było synonimem słowa idiota. Bo idea narodowa/patriotyzm nośne i mądre są wrogom narodu polskiego niemiłe. Grożą wybraniem mądrych i oddanych narodowi polskiemu polityków – a nie durniów lub zdrajców opiewających polakobójczy „patriotyzm” oraz jasełkową i pustą „bogoojczyznę”.

Powstanie Styczniowe – teksty i refleksje

Powstanie Styczniowe, pocztówka

O polskiej tradycji powstańczej można pisać tomy, ale w tych tomach pojawiają się niekiedy ciekawe perełki, świadczące o mentalności przywódców i dowódców. Na przykład o Powstaniu Styczniowym można przeczytać:

Miało ono (powst. styczniowe, przyp. p.e.1984) według jego przywódców mieć taki skutek:
(Jesień 1862 roku )”Wywołując powstanie, do którego czynimy przygotowania, spełniamy ten obowiązek w przekonaniu , iż dla stłumienia naszego ruchu Rosja nie tylko kraj zniszczy, ale nawet będzie zmuszona wylać rzekę krwi polskiej; ta zaś rzeka stanie się na długie lata przeszkodą do wszelkiego kompromisu z najeźdźcami naszego kraju , nie przypuszczam bowiem, aby nawet za pół wieku naród polski puścił tę krew w niepamięć i aby wyciągnął rękę do nieprzyjaciela, który tę rzekę wypełnił krwią polską”
Cytat z książki Lecha Mażewskiego „Powstańczy szantaż”

Ciekawym nawiązaniem do tej wypowiedzi jest inna wypowiedź, o innym powstaniu:

gen. T. Pełczyński (jeden ze sprawców PW’44): Cytat:

Tomasz Łubieński.: Czy Pełczyński podjął później jakąś próbę rewizji swych wojennych decyzji i poglądów, czy wciąż trzymał się swojego?
Jan Ciechanowski: Bronił tej decyzji. Powiedział, że powstanie wykopało tak głęboki rów krwi między Polską a Rosją, że Polska nigdy nie ulegnie sowietyzacji. Kiedyś walnął pięścią w stół i zagrzmiał: Jak atomówka trzepnie, ludzie zapomną o Warszawie!

Źródło: http://www.powstanie.pl/index.php?ktory=17&class=text

Dmowski w Myślach nowoczesnego Polaka rozprawiał się ze szkodliwym mitem powstania styczniowego, sanacja wychowała na tym micie pokolenie, które wmanewrowano w nonsensowne i z góry skazane na katastrofę powstanie. A potem – w partyzantkę antykomunistyczną, równie beznadziejną i skazaną na klęskę jak powstanie.
Poniżej zamieszczam teksty, które rzucają nieco światła na kulisy polityczne i skutki Powstania Sytczniowego. Czytaj więcej

Powstanie Listopadowe – zbiór tekstów i polemik

Powstanie listopadowe 1830, geneza, skutki, kult błędów politycznych, fałszywych bohaterów i jego skutki, Finis Poloniae, 1831 Dietrich Monet

Finis Poloniae, 1831, obraz Dietricha Montena, przedstawiający przekroczenie granicy z Prusami przez rozbite oddziały powstańcze

W tym wpisie będę zamieszczał różne teksty, ujawniające niektóre kulisy powstania listopadowego.

Powstanie Listopadowe – kult błędów politycznych, fałszywych bohaterów i jego skutki

Powstanie Listopadowe to jeden z najohydniejszych antypolskich spisków. Czynienie z jego sprawców bohaterów to kpina z Polaków. Oczywiście żeby dotrzeć do prawdy w sprawie Powstania Listopadowego trzeba tylko elementarnej wiedzy historycznej i chwili zastanowienia. Jak się więc ma sprawa z Powstaniem Listopadowym w rzeczywistości – i gdzie można o tym przeczytać? Obszerny zbiór udokumentowanych tekstów o Powstaniu Listopadowym można znaleźć tu:
Powstanie Listopadowe – kult błędów politycznych, fałszywych bohaterów i jego skutki

(…)
sprawa polska miała w Europie wyłącznie wrogów. Wrogość Austrii i Prus była oczywista – odtworzone państwo polskie było potencjalnym zarzewiem buntów na polskich terenach zagrabionych przez te państwa. Dodatkowo – poprzez unię personalną z Rosją, łączyło polski “rewizjonizm” z polityką rosyjską. Odtąd każda wojna rosyjsko-pruska bądź rosyjsko-austriacka miała się odbywać przy wsparciu polskich sił zbrojnych – i wiązać z potencjalną rewizją granic (o “Świętym Przymierzu”, odsuwającym takie scenariusze w czasie – za chwilę; konflikt interesów na linii Królestwo Polskie [więc i Rosja] – Austria i Prusy to konflikt trwały, traktat międzynarodowy – to rzecz ulotna). Co należało robić?
(…)
Czytaj dalej >>> Powstanie Listopadowe – kult błędów politycznych, fałszywych bohaterów i jego skutki

Frankiści i mniejszość żydowska a geneza powstania listopadowego

Fragment książki Henryka Rolickiego (pseudonim Tadeusza Gluzińskiego, jednego z głównych ideologów ONR) pt. „Zmierzch Izraela”[*] (W-wa 1932) Cytat:

W okresie Królestwa Kongresowego przed wybuchem powstania listopadowego wrzała w Polsce zajadła polemika o żydów. Przeciw nim występował anonimowy autor broszury „Sposób na żydów”, w obronie żydów wystąpił znany konspirator, któremu Szymon Askenazy poświęcił swe dzieło, Walerian Łukasiński, i ogłosił w r. 1818 książkę pod tytułem „Uwagi pewnego oficera nad uznaną potrzebą urządzenia żydów w naszym kraju”, w której domagał się nadania żydom pełni praw politycznych.
Wiadomo, że do wybuchu powstania i wygnania wielkiego księcia Konstantego doprowadził bojowy odłam wolnomularstwa (węglarstwo). W szeregach węglarskich roi sie od frankistów.
Rewolucja na zachodzie Europy domagała się pomocy. Trzeba było unieruchomić carat, który gotów był interweniować zbrojnie po stronie Świętego Przymierza. Węglarstwo zaszachowało Mikołaja wybuchem zbrojnym w Warszawie i uniemożliwiło wszelkie poczynania tych, którzy pragnęli wyzyskać powstanie dla wytargowania koncesji od Konstantego i Mikołaja I. W machinacjach przeciw Chłopickiemu i umiarkowanym decydującą rolę odegrali żydzi.
Z chwilą wybuchu powstania „entuzjazm, jaki ogarnął warszawian, udzielił się także ludności żydowskiej. Pierwsza rzuciła się do powstania młodzież akademicka, wśród której znaleźli się także uczniowie Szkoły Rabinów. Jedenastu młodych żydów weszło w skład akademickiej gwardii narodowej”.
Upadek ostateczny dyktatury Chłopickiego i zerwanie układów z Rosją spowodował żyd. „Chłopicki obstawał przy układach z Moskwą i żądał od sejmu pozostawienia jemu samemu obmyślenia środków, kraj ratować mogących”. Kwestię dyktatury „ostatecznie rozstrzygnął” lekarz żydowski dr Wolf. Zwracając się do deputacji sejmowej, która pertraktowała z dyktatorem w pałacu namiestnikowskim, prosił ja dr Wolf, jako lekarz i przyjaciel Chłopickiego, „aby mu (tj. Chłopickiemu) już żadnej ważnej nie powierzała czynności, gdyż wyznać musi, że Chłopicki dostaje rodzaju pomieszania zmysłów”.
Natomiast po ostatecznym zerwaniu z Rosją żydzi „zachowali się względem spraw powstaniowycyh biernie, co rozżaloną ludność polską usposabiało do nich wrogo. Żydów zaczęto podejrzewać o szpiegostwo, co wywołało okropne skutki. Niekiedy dowódcy udawało się zażegnać burzę, a nawet za pomocą kilku słów serdecznych zachęcić żydów do udziału w powstaniu. Taki rezultat osiągnął np. w Lublinie Jan Czyński, syn przechrzty, późniejszy gorliwy obrońca żydów.
Ci przechrzci odgrywali w akcji powstańczej role kierownicze. „Wspomnieć też należy o dwóch ochrzczonych żydach, którzy, mimo chrztu, bliski utrzymywali stosunek z dawnymi współbraćmi, a nawet gorliwymi się okazali ich obrońcami, a mianowicie o generale Jakubie Lewińskim, który pod koniec powstania był nominalnym szefem sztabu głównego i o frankiście Janie Czyńskim, który w Lubelszczyźnie organizował ochotnicze formacje żydowskie i który wówczas, podczas pamiętnych wypadków warszawskich w połowie sierpnia 1831 r. piastował godność prezesa Towarzystwa Demokratycznego”.
Ów to Czyński, którego ojciec wymieniony został wśród frankistów przez Kraushara, występuje w r. 1832 w Niemczech w Kaestenburg pod Hambach na konferencji z wolnościowymi spiskami niemieckimi imieniem polskiego Komitetu Narodowego, podczas gdy równocześnie frankista Tadeusz Krępowiecki reprezentuje polskie Towarzystwo Demokratyczne. Na emigracji potem znowu obaj należą do dygnitarzy, paryskiej loży skrajnej „Trinite Indivisible” (Trójcy Nierozdzielnej).
W r. 1833 Czyński wydał w Paryżu broszurę „Question des Juifs Polonais”, w której pisał: „Dowiedziemy, że jeżeli oni (tj. żydzi) pozostali tylko biernymi świadkami walki, to zawinili w tym ludzie, którzy zagarnęli władzę podczas rewolucji”.
A więc żydzi byli porwani entuzjazmem, gdy chodziło o wywołanie „rewolucji”, frankiści przewodzili związkom skrajnym, a później…żydzi zachowali się biernie, a Polacy podejrzewali ich o szpiegostwo. Takie ustosunkowanie się ma swoją nazwę w organizacjach spiskowych; zwie się to prowokacją.

Gluziński/Rolicki w przypisach do tego fragmentu książki umieścił źródła żydowskie (z nich pochodzą fragmenty zaznaczone cudzysłowami):
-Samuel Hirszhorn, „Historia żydów w Polsce od Sejmu Czteroletniego”, W-wa 1921.
-2 artykuły z „Naszego Przeglądu”: Ignacy Schipper, Józef Wolf, sylwetka lekarza dyktatora Chłopickiego oraz tegoż autora Żydzi w powstaniu listopadowym; oba w „Naszym Przeglądzie” z 30.11.1930.
-Adam Lewak, „Od związków węglarskich do Młodej Polski”, W-wa 1921.
______________________
Cyt. za: Tadeusz Gluziński (pseud. Henryk Rolicki), “Zmierzch Izraela”, str. 326, zagadnienia: Frankiści, Żydzi i masoneria a Powstanie Listopadowe

Powstanie Listopadowe a masoneria i obce wywiady

W nocy z 29 na 30 listopada 1830 wybuchło w Polsce powstanie, tzw. Powstanie Listopadowe.
Nie ujmując w niczym bohaterstwu jego szeregowych uczestników, trzeba stwierdzić dobitnie, iż było to jedno z najgłupszych i najbardziej szkodliwych dla Polski powstań w jej całych dziejach.
Admin.

W dniu 29 lipca 1830 roku wybucha w Paryżu rewolucja (lipcowa) która obaliła we Francji starszą linię Burbonów, a 25 sierpnia wybucha w Brukseli rewolucja, która doprowadziła do oderwania się Belgii od Holandii. W rewolucjach tych rolę przewodnią odegrała masoneria.

Powodzeniem tych rewolucji była zainteresowana również polityka pruska. Bismark w swoich pamiętnikach pisał, cytuję: „Przyjazne Polsce (polenfreundlich), rosyjsko-francuskie przymierze, jakie wisiało w powietrzu przed rewolucją lipcową, byłoby ówczesne Prusy postawiło w trudne położenie”. Chodzi tutaj o to że Prusom z zachodu militarnie zagrażała by Francja, a ze wschodu Rosja. Układ ten byłby bardzo sprzyjający dla Polski.

Rewolucji lipcowej we Francji zagrażał jednak cesarz rosyjski Mikołaj I, który zamierzał we Francji zbrojnie interweniować, aby rewolucję tą obalić. Do stłumienia rewolucji francuskiej zamierzał Mikołaj użyć wojska polskiego z Królestwa Kongresowego, co dawało mu sposobność do mocniejszego ujęcia władzy w Królestwie Polskim. Temu należało się przeciwstawić.

Trzeba zaznaczyć, że Królestwo Kongresowe było faktycznym państwem polskim. Było to silne państwo. Miało ono doskonałe wojsko, dobrze wyposażone i wyćwiczone, ożywione duchem polskim (pamiętajmy jednak o liczebności tego wojska – p.e.1984). Państwo to miało skarb, systematycznie powiększany. Miało własny rząd, skupiający w swoim ręku niemal pełnię władzy. Miało rozumną politykę wewnętrzną, która doprowadziła do tego, że Królestwo znajdowało się w stanie kwitnącym, itd. Prawdą jest też, że Królestwo Kongresowe było związane politycznie i prawnie z Rosją, że w Warszawie rezydował namiestnik, carewicz Konstanty, który mocno dał się we znaki Polakom, oraz że wreszcie, stacjonowało w Polsce kilka pułków rosyjskich. [Królestwo Polskie było o całe niebo bardziej polskie i niezależne, niż współczesny pseudopaństwowy twór, zwany dla żartu III RP – admin]

W tym czasie w Polsce wybucha powstanie. Rdzeniem powstania była młodzież ze Szkoły Podchorążych a sprawcą i organizatorem – podporucznik Wysoki. Organizatorzy powstania – z Wysokim na czele – myśleli tylko o tym, by powstanie zacząć. Nad tym, co będzie dalej, w ogóle się nie zastanawiali.

Podburzony tłum mordował więźniów wyciąganych z cel więziennych, rozbijał szynki. Zaznaczyć należy, że rozruchy te miały za początek wiec podburzający, któremu przewodniczył neofita Czyński. Mickiewicz pisał o nim: Pół jest żydem, pół Polakiem, pół cywilem, pół żołdakiem, pół jakobinem, pół żakiem, ale za to całym łajdakiem.

Nikt z generałów nie chciał stanąć na czele awantury, bezmyślnej burdy nazwanej powstaniem listopadowym. Generał Chłopicki stanął na czele powstania, gdy wojna z Rosją była już faktem nie dającym się odwrócić.

Organizatorzy powstania, chcąc służyć interesom Polski, powinni sobie byli przed wybuchem powstania zadać pytanie: co chcą tym powstaniem dla dobra Polski osiągnąć, czy nie są manipulowani przez masonerię w interesie wrogich Prus?

Na usprawiedliwienie ówczesnego obozu umiarkowanego powiedzieć należy, że prawdopodobnie organizowana była wówczas przez masonerię wielka zbiorowa sugestia, wielki nacisk psychiczny w duchu powstańczym – a takiemu zbiorowemu naciskowi nie jest łatwo się przeciwstawić. Prawdopodobnie, masoneria organizowała również umiejętną dywersję w samym obozie umiarkowanym przy pomocy masonów lub ludzi wpływom masońskim uległych, a tkwiących w tym obozie. Powstanie listopadowe uratowało rewolucję francuską przed interwencją cara Mikołaja – oraz doprowadziło do likwidacji państwowości polskiej czyli Królestwa Kongresowego a więc było bardzo korzystne dla masonerii i Prus. Powstanie listopadowe było wojną wypowiedzianą Rosji przez niewielkie terytorialnie państwo polskie. Wojna ta nie mogła – absolutnie nie mogła – skończyć się inaczej, jak klęską.

Należy wreszcie wziąć pod uwagę to, że nasze organizacje spiskowe w sposób ciągły były pod wpływem masonerii. Powstania kończyły się klęskami, ale spiski powstańcze trwały nieprzerwanie. Jeżeli w jednym okresie wiemy, że nasze organizacje spiskowe były pod wpływem masonerii albo powiązane z takimi ruchami jak francuski jakobinizm itp., to możemy być pewni, że i w innych okresach było dokładnie tak samo. Spiski w latach 1815 – 1863 z pewnością miały ścisły związek ze spiskami epoki Sejmu Czteroletniego, powstania Kościuszki, powstania listopadowego czy powstania styczniowego. W spiskach tych działali ci sami ludzie i w tym samym celu.

Powstanie listopadowe zniszczyło ciągłość bytu państwowego ponieważ zniszczone zostało Królestwo Kongresowe. Po roku 1831 państwo polskie zostało wymazane z mapy Europy na blisko 90 lat. Na kresach wschodnich Polska utraciła jakiekolwiek znaczenie i wpływy. Na tych terenach zakazane zostało posługiwanie się językiem polskim. Szkoły polskie zamknięto, prawosławni Polacy stali się Rosjanami i polszczyzna ograniczyła się tylko do szlachty. Uwłaszczenie zniszczyło później szlachtę czynszową. Car Mikołaj wydał rozkaz aby wydalić z guberni litewsko-ruskich 45 tys. rodzin szlachty polskiej w stepy czarnomorskie, itd.

Co należało robić, jaką prowadzić politykę aby uniknąć tego nieszczęścia?

1. Można było utrudnić Mikołajowi doprowadzenie wyprawy francuskiej do skutku. Mikołaj także miał swoje trudności i swoje kłopoty i wcale nie było pewnym że zamiar swój wprowadzi w czyn.
2. Można było też wywołać, rzekomo samorzutnie i przez Warszawę nie sprowokowane, powstanie w Wielkopolsce, a następnie za pomocą zręcznej gry, zaangażować Królestwo, a tym samym Mikołaja, w wojnę z Prusami. Udaremniło by to wyprawę przeciwko Francji, a w razie powodzenia mogło nam dać Poznań, Gdańsk i ewentualnie Królewiec.
3. Gdyby i ten sposób zawiódł, należało wybrać mniejsze zło – i zamiast wszczynać bezmyślne powstanie przeciwrosyjskie, podporządkować się lojalnie woli Mikołaja i pogodziwszy się z myślą nieuniknionej wyprawy na Francję, wywalczyć złagodzenie ujemnych dla Polski skutków i planów cara Mikołaja.

Autor tego artykułu korzystał z książki prof. Michała Bobrzyńskiego pt. „Dzieje Narodu Polskiego”.

Marek Chwalewski
http://chwalewski.pl/

Admin, wśród wielu dostępnych na sieci informacji, poleca:
Powstanie Listopadowe prof. MichałBobrzyński
Cyt. za: Powstanie Listopadowe, marucha.wordpress.com