Komu służy ten cały „powstańczy front”? – Uwagi do tekstu J. Engelgarda „Prof. Andrzej Nowak na pierwszej linii powstańczego frontu”

Artur Grottger, Wojna: Ludzie czy szakale?, Ryciny inspirowane Powstaniem Styczniowym 22.I.1863

Artur Grottger, Wojna: Ludzie czy szakale?, Ryciny inspirowane Powstaniem Styczniowym 22.I.1863

Uwagi do tekstu J. Engelgarda „Prof. Andrzej Nowak na pierwszej linii powstańczego frontu”, prawica.net, 16.01.2013 .

Tekst jest niestety wielce niepełny. J. Engelgard polemizuje wypowiedziami różnych bogoojczyźninych na modłę PiSowsko-pseudopatriotyczną historyków, wskazuje że z ich enuncjacji wynika iż „mamy pierwszą naukę dla ludu – klęski, tragedie i przegrana za przegraną, to jest „istota polskości””, trafnie pisze, że tego typu koncepcja to szaleńczy absurd, teza z gruntu antynarodowa i w dodatku nieprawdziwa.
To jednocześnie i dużo (kubeł zimnej wody na głowy „patryjotów insurekcyjnych”) i o wiele za mało. Bo J. Engelgard nie wspomina o tym, jak ten antypolski i antynarodowy pseudopatriotyzm „niepodległościowy” przekłada się na wybory polityczne współczesnych Polaków. O dochodzeniu do władzy jakich partii i jakich osób przesądza – i jakie postawy i osoby od udziału we władzy i „wielkiej polityce” odsuwa. J.Engelgard pomija to, na co jest poprzez szczepienie pseudopatriotyzmu, przeorientowywana aktywność, która powinna być skierowana na troskę o sprawy narodowe. Nie wolno tych kwestii pomijać, bo to jest istota tego, co się dzieje – to planowe szczepienie dysfunkcjonalnych politycznie postaw udających narodowo-patriotyczne – przez pozorną propolskość te postawy są bardzo trudne do wyperswadowania nabranym na nie masom Polaków. Te kwestie zostały poruszone w tekstach Powstanie Listopadowe – kult błędów politycznych, fałszywych bohaterów i jego skutki (tu mamy analizę skutków pseudopatriotyzmu dla świadomości narodowej) Powstanie Styczniowe – chybiony patriotyzm i spustoszenia w świadomości narodowej współczesnych Polaków (tu mamy zilustrowanie poprzedniego wywodu myślami Balickiego, Dmowskiego i cytatami pracy A. Wrotnowskiego „Porozbiorowe aspiracye polityczne narodu polskiego” oraz nieco przykładowych współczesnych agitacji pseudopatriotycznych ).

Andrzej Nowak za punkt wyjścia swoich, wyjątkowo, nawet jak na niego, emocjonalnych wynurzeń, czyni rozprawę z „realistami”. Pisze o nich pogardliwie jako nie rozumiejących ducha polskiego zaprzańców. Krótko mówiąc – odmawia im czystych intencji. Widać jednocześnie, że opinie tych „realistów” szalenie go irytują, bo są jednak obecne i przyjmowane. Burzą błogi stan hurrapatriotów, odbierają im poczucie, że tylko oni mają słuszność. Styl, z jakim rozprawia się Nowak z „realistami” nie jest jednak najwyższej próby.

Ofensywa przeciw politycznemu racjonalizmowi trwa od dawna i nigdy wysokiej próby nie była – bo odbiorcy nie są zbyt wymagający. Zajmuje się nią między innymi Stanisław Michalkiewicz (patrz S. Michalkiewicz: obrzydzanie realizmu politycznego) – który swoim zwyczajem załatwia sprawę przy użyciu manipulacji i trików socjotechnicznych (niezbyt lotne umysły niestety przyjmują za dobrą monetę to ewidentne michalkiewiczowskie kuglarstwo).

Powstanie musiało wybuchnąć przeciwko Rosji – przekonuje Nowak – bo to Rosja miała 82 proc. terytorium I Rzeczypospolitej, a Prusy tylko 7 a Austria 11 proc. Musieliśmy więc walczyć przeciwko największemu zaborcy. Problem w tym, że ludność rdzennie polska, katolicka – zamieszkiwała w 90 proc. na zachód od Bugu, a w zaborze pruskim i austriackim to Polacy stanowili prawie całą ich ludność. Argument jest więc wyjątkowo demagogiczny.

Może warto się zastanowić – po co w ogóle to powstanie miało wybuchać? Potrzebowały go niewątpliwie Prusy. Ale jak to możliwe, że na oczywiste szaleństwo porwali się Polacy? A. Wrotnowski przytacza swoją rozmowę z Bobrowskim, jednym z organizatorów powstania, by to wyjaśnić. Okazuje się, że chodziło o wylanie rzeki polskiej krwi i zniszczenie kraju, po to, by Polacy znienawidzili Rosję. To, że w ten sposób zostanie podkopana instytucjonalna baza do odtworzenia polskiej niepodległości, do krzewienia polskiej świadomości narodowej i budowy siły ekonomicznej społeczeństwa polskiego organizatorów spisku nie obchodziło. Dodatkowo nie przyszło im do głowy, jak ich wojna wpisuje się w dążenia narodu polskiego, jakiej polityki polskiej jest przedłużeniem. Bo przedłużeniem jakiej antypolskiej polityki ich działania były wiadomo od dawna. Za plecami tych ewidentnych awanturników stał Otto von Bismarck – choć i udział Żydów jako pruskiej agentury, zbadany przez S. Didiera, był w sprowokowaniu Polaków do samobójczego wystąpienia niebagatelny. Pisanie więc o obszarze i części populacji pod kontrolą Rosji, jako podstawowej bądź nawet istotnej przyczynie aktywności insurekcyjnej w zaborze rosyjskim zakrawa na kpinę i nie wyjaśnia ani pruskiej inspiracji, ani obłędnego celu powstania – doprowadzenia do klęski i utopienia kraju we krwi, byle wzbudzić nienawiść do Rosji.

Nowak, chcąc przerazić czytelnika i przekonać go do swoich tez – maluje straszliwy obraz losu Polaków branych do rosyjskiego wojska. Pisze, że w latach 1832-1873 wcielono do armii rosyjskiej 200 tys. młodych ludzi, z których wróciło do domów tylko 20-25 tys. O ile liczba wcielonych się zgadza (choć jest zawyżona), to nie wiem skąd wzięła się liczba tych, którzy nie wrócili? Stan badań na temat Polaków w armii rosyjskiej postępuje powoli do przodu, ale dotyczy raczej oficerów a nie szeregowych żołnierzy. Zresztą, wywód autora jest nielogiczny – robimy powstanie jako protest przeciwko braniu rekruta, po to, żeby po klęsce wzięto go jeszcze więcej?

No tak, zniszczyć kraj i posłać pokolenie na rzeź, po to by ustrzec się przed poborem do armii rosyjskiej. Ciekawe tylko, czy jakikolwiek pobór mógł tak nadszarpnąć demografię narodu polskiego, jak uczynili to ci dzielni spiskowcy wszczynając z pełną premedytacją samobójczą insurekcję. Warto jednak przypomnieć manipulowanym przez prof. Nowaka Polakom, że osławiona „branka” była reakcją na przygotowania insurekcyjne „czerwonych” spiskowców, miała uniemożliwić powstanie styczniowe. W efekcie – mogła ona co najwyżej zmienić moment wybuchu powstania, a nie – być jego przyczyną.

Podsumowując – J. Engelgard, próbuje wojować na argumenty z przeciwnikiem, który zwalcza linię racjonalistów przy użyciu manipulowania emocjami czytelników. Przeciwnik ten postępuje planowo, z pełnym cynizmem wykorzystując słabość intelektualną czytelników „bogoojczyźnianych”. Oczywiście nawet wśród elit akademickich znajdą się słabsi intelektualnie i łatwi do sterowania przy użyciu emocji profesorowie, którzy będą (w najlepszej wierze!) swoimi nazwiskami firmować antypolskie teksty. Walka z tym zjawiskiem wyłącznie na argumenty historyczne jest jałowa i nonsensowna – bo ta walka toczy się o świadomość narodową Polaków tu i teraz, świadomość wypaczaną i kierowaną przeciw interesom narodowym. Jedyny sposób efektywnego kontrowania antypolskiego przekazu „bogoojczyźnianych” środowisk PiSowskich i im podobnych (głupota udziela się nawet środowiskom głoszącym się narodowymi) to demaskowanie skutków dla życia politycznego narodu polskiego, jakie przynosi forsowanie historycznej głupoty jako istoty polskości i „patriotyzmu”.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: