Chybione wyobrażenia profesury KUL o naturze multikulturalizmu i jego propagatorach

Pour plus de diversite! Anti-SVP campaign.

Wydźwięk tego plakatu wymierzonego w przeciwników multi-kulti w Szwajcarii jest chyba inny, niż multikulturaliści chcieli…

Ostatnio został opublikowany w Naszym Dzienniku tekst pt. Bankructwo utopii multi-kulti, autorstwa Prof. Mieczysława Ryby (kierownika Katedry Historii Systemów Politycznych XIX i XX wieku KUL). Tekst ten zawierał wiele całkowicie błędnych twierdzeń. Pozwalam sobie zamieścić polemikę z tym tekstem, bo problem multi-kulti będzie w Polsce narastał, a Polacy nie mają w ogóle wiedzy niezbędnej do skutecznej oceny zjawiska, co gorsza – są dezorientowani przez osoby, które z racji posiadanych kierunkowych tytułów naukowych powinny rozumieć problem – a zupełnie sobie nie radzą z jego ogarnięciem. Brak zrozumienia problemu, jego podłoża – oraz środowisk go propagujących i ich intencji jest niezwykle niebezpieczny, ponieważ gwarantuje, że nie da się powziąć odpowiednich środków zaradczych – czyli zażegnać niebezpieczeństwa, póki jeszcze nie jest za późno.

Bankructwo utopii multi-kulti to bardzo kiepski tekst. Multikulturalizm / „multi-kulti” to nie określenie na współistnienie kultur, tylko eufemizm maskujący wymuszone uwieloetnicznianie społeczności zamieszkujących państwa zachodnie. Wielokulturowość w Polsce to mogłaby być na przykład- nie grożąca niczym koegzystencja prawosławia, katolicyzmu i protestantyzmu, koegzystencja górali i kurpiów- a nawet polskich Tatarów, do dziś wyznających islam. Nie to jest istotą problemu.
Multi-kulti to ściąganie/przyzwalanie na przyjazd i osiedlenie grup etnicznych obcych w danym miejscu. Afrykańscy Murzyni w Szwecji, Turcy w Niemczech, Arabowie w Norwegii. To nie są problemy „kulturowe”. To jest wstrzelenie obcych mniejszości etnicznych i spacyfikowanie protestów społecznych kastetem „nazizmu” i „ksenofobii”. Cel tych działań jest jasny- stworzenie maksymalnie skłóconych wewnętrznie społeczeństw zamieszkujących niegdyś narodowe państwa. Takie zatomizowanie interesów społeczności zamieszkujących państwa to etap wstępny demontażu państw.
Kilka uwag do tekstu pana profesora:

Multikulturalizm jako idea rozwinął się na Zachodzie na skutek rewolucji kulturowej lat 70. i 80. Rozpowszechniana ona była przede wszystkim przez Partię Zielonych i inne grupy lewackie funkcjonujące na Zachodzie. Zjawisku temu towarzyszyła wszechobowiązująca wręcz teza o równości kultur i cywilizacji.

Multikulturalizm to idea, którą forsują syjoniści rękoma otumanionego przez nich lewactwa we wszystkich państwach, w których mogą to robić (poza Izraelem). Obwinianie „lewactwa” to ignorowanie prawdziwego źródła problemu i perfidii manipulatorów wmuszających całemu światu multikulti. Problem został dobrze zdiagnozowany przez D. Duke’a w filmie „How Zionist divide and conquer” (pierwszy film w tekście Multikulti metodą destrukcji państwa narodowego).
Gwoli wyjaśnienia kwestii panu profesorowi dodam, że wszystkie „kultury” są sobie równe … póki siedzą u siebie w domu i nie składają nieproszonych wizyt tym, którzy o wizyty nie proszą. W tym sensie „kultura łacińska” nie jest w niczym lepsza ani gorsza od pozostałych (abstrahujemy od liczby nieproszonych wizyt, które złożyła na całym świecie- niejednokrotnie eksterminując populacje, z którymi się zetknęła).

Od strony merytorycznej twierdzenie to nie wytrzymuje krytyki, gdyż specyficzne systemy kulturowe zostały też wytworzone przez totalitarne ideologie, a nikt wszak nie twierdzi, że komunizm czy narodowy socjalizm to tak samo dobre systemy kulturowe jak kultura łacińska.

Pan profesor (mimo specjalizacji – jest kierownikiem Katedry Historii Systemów Politycznych XIX i XX wieku KUL) raczy nie dostrzegać, że ani „komunizm” ani „narodowy socjalizm” nie są kulturami ani „specyficznymi systemami kulturowymi” na tyle, by porównywanie ich z „kulturą łacińską” było uprawnione.

Uważano, że tożsamość europejską można budować na wzór amerykańskiej, przy jednoznacznym osłabieniu przywiązania do dziedzictwa narodowego. Stąd pojawił się pomysł sprowadzenia ogromnej liczby emigrantów z krajów nieraz odległych Europie kulturowo. Uważano, że owych emigrantów da się bardzo szybko zasymilować na bazie postmodernistycznego konsumpcjonizmu.

Odmienność „kulturowa” to mało. W Polsce Rosjanin (kultura bizantyńska) zasymiluje się w ciągu jednego pokolenia. Czarnoskóry imigrant z Afryki- nie zasymiluje się, jego dzieci również nie. Człowiek rasy żółtej, Arab- także nie. Bo od populacji państwa, w którym się osiedlają oddziela ich nie tylko „kultura”, ale i etniczność/antropologia- widoczna przez wiele pokoleń na pierwszy rzut oka. I istota „multikulti” nie polega na tym, że ignorujemy różnice wynikające z tego, że nasz kolega ze szkolnej ławki jest muzułmaninem, nie jada wieprzowiny, uznaje „seksistowski” (tylko w naszym wyobrażeniu!) model relacji rodzinnych. My mamy udawać, że nie widzimy, że nasz kolega ma czarną/śniadą skórę. Rozumie pan, panie profesorze? Nie o „łacinę” czy „bizancjum” się tu rozchodzi.

Najbardziej jaskrawym przejawem kryzysu stały się zamachy terrorystyczne, od zamachu na World Trade Center poczynając, poprzez zamachy na londyńskie i madryckie metro, a kończąc na zamieszkach narodowościowych w Paryżu czy Londynie. Świat zachodni nagle zdiagnozował bankructwo idei multi-kulti i zaczął się bronić przed napływem emigrantów, w szczególności z krajów islamskich.

Pan profesor raczy ignorować, że zamachy na WTC to była operacja pod fałszywą flagą (false flag operation), pretekst do ataku na Irak i Afganistan, a nie żaden „zamach” „dowodzący bankructwa” multikulturalizmu. W Londynie do zamachu doszło również w wielce podejrzanych okolicznościach (w dniu przeprowadzania sprawdzianu gotowości do obrony przed takim atakiem). W Madrycie celem ataku nie było metro, tylko kolej podmiejska. Ten jeden zamach godził w interesy NATO, bo doprowadził do wyprowadzenia kontyngentu hiszpańskiego z Iraku- więc w tym jednym przypadku istotnie mogli zaatakować autentyczni terroryści (pod warunkiem, że to nie nieprzewidziane skutki operacji pod fałszywą flagą!).

Ta plejada różnorakich wypowiedzi polityków, dziennikarzy, ludzi znanych z życia naukowego czy społecznego obrazuje ogromny kryzys społeczny, jaki pojawił się na zachodzie Europy po długotrwałym realizowaniu projektu pt. multi-kulti. Oczywiście sama diagnoza kryzysu nie skutkuje znalezieniem prostego lekarstwa. Wydawać by się mogło, że najbardziej logiczną drogą byłby dla Europejczyków powrót do korzeni narodowych i chrześcijańskich Starego Kontynentu.

Jest recepta prostsza. Uniemożliwić dalszą kolonizację- i łagodnymi metodami zachęcić już przybyłych gości do powrotu do ich rodzinnych krajów. Do korzeni niech natomiast wracają zainteresowani (profesorowie z KUL i nie tylko) na własny rachunek, bo niewątpliwie jest to lekarstwo, ale nie na omawianą chorobę.

Otóż tak naprawdę problem polega na kompletnym niezrozumieniu istoty rzeczy. Zasadniczą kwestią nie jest to, że ludzie różnych kultur żyją obok siebie (zobacz: I Rzeczpospolita). Tak było od wieków. Problem polega na tym, że nie da się żyć wszystkimi kulturami naraz, po prostu człowiek “multikulturalny” nie istnieje lub jest on totalnym relatywistą wyzutym z konkretnych treści. Dochodzi do czegoś, co Feliks Koneczny określił mianem mieszanki cywilizacyjnej.

To nie multikulturalizm rozsadzał I i II Rzeczpospolitą, tylko wieloetniczność (vide Judeopolonia – żydowskie państwo w państwie polskim). Żydzi byli obcy zarówno etnicznie jak i kulturowo. Pielęgnowali swoją odrębność etniczną do tego stopnia, że współcześnie występują wśród nich specyficzne choroby wynikające z krzyżowania krewniaczego. Ukraińcy nie chcieli własnego państwa ze względu na swoją odrębność kulturową od Polaków- tylko ze względu na odrębność etniczną. Również niechęć Litwinów do Polaków nie brała się z różnic kulturowych (czego ukoronowaniem byli strzelcy ponarscy).

Widzimy zatem, że idea multikulturalizmu upada dziś na naszych oczach, gdyż u jej źródła stoi postmodernistyczna ideologia skrajnie niechętna tradycji chrześcijańskiej i narodowej, dodajmy stanowiących podstawę tożsamości europejskiej. W imię utopii skutecznie niszczono wielowiekową tradycję.

Pan profesor ustawicznie myli kwestie etniczne (narodowe) z religijnymi i kulturowymi. W omawianym przypadku zastosowanie ma jedynie kryterium etniczne. Bankrutuje wizja kolonizacji narodowych państw europejskich przez kolorowe mniejszości, a nie „kultury łacińskiej” przez cywilizację indyjską, „murzyńską” czy „arabską”. Tożsamość europejska nie istnieje jako taka. Nie ma języka europejskiego ani narodu europejskiego. Prędzej już istnieje tożsamość słowiańska, przebiegająca w poprzek kultur i „europejskości”. Ta tożsamość wynika z pokrewieństwa języków i przynależności do określonej grupy ludów.

Z naiwnością dziecka wydano u nas walkę z klasyczną, chrześcijańską kulturą narodową, czego przejawem są różnorakie inicjatywy partii Palikota czy wypychanie lekcji historii z programów szkolnych. O tragicznych skutkach zepchnięcia chrześcijaństwa z przestrzeni publicznej wielokrotnie pisaliśmy. Wielce tragiczne jest również niszczenie tradycji narodowej w imię dawno przebrzmiałej utopii. Walka z tysiącletnią tradycją wielkiego Narodu musi wszak skończyć się katastrofą. Równie niezrozumiała jest zażarta walka z ideą państwa narodowego jako rzekomo tworu ksenofobicznego, generującego różne wojny i konflikty.

Nie ma czegoś takiego jak „chrześcijańska kultura narodowa”. To, co robi Palikot jest zwykłą propagacją deprawacji i dewiacji, która godzi w moralny porządek życia narodu (każdego), niezależnie od jego „kultury” i religii. Wypychanie lekcji (zakłamanej) historii ze szkół pozbawia Polaków świadomości i tożsamości narodowej, opartej o wspólnotę dziejów i świadomość roli narodu w życiu jednostki oraz obowiązków jednostki wobec narodu. Zwiększenie liczby godzin religii nie zwiększy świadomości narodowej Polaków ani na jotę. Rozumie Pan, panie profesorze, że nie tu pies pogrzebany? Nie „tradycja” jest niszczona, lecz świadomość i więź- oparta nie na religii- lecz na poczuciu wspólnoty narodowej, etnicznej. W kwestiach ksenofobii warto poczytać „Ksenofobia jako objaw świadomości narodowej”

Podsumowując, trzeba stwierdzić, że ideologia multi-kulti zbudowana na postmodernistycznym nihilizmie doprowadziła do ogromnego kryzysu cywilizacyjnego w Europie, z którego wyjście jest możliwe tylko poprzez powrót do kulturowych korzeni chrześcijańskich i narodowych naszego kontynentu. Można nawet zaryzykować tezę, że albo elity europejskie ten problem zobaczą, albo stara Europa podzieli los wielu znaczących, historycznych cywilizacji, czego najlepszym przykładem jest upadek starożytnego Rzymu, który się dokonał przed wiekami.

Sicherheit schaffen. Anti-immigrant SVP campaign.

Ideologia multi-kulti jest zbudowana na syjonistycznym szowinizmie, a nie- postmodernistycznym nihilizmie. Jest narzędziem destrukcji narodów – nie poprzez niszczenie ich kulturowo, tylko poprzez czynienie z państw narodowych etnicznych tygli, prowokowanie konfliktów na tle rasowym i etnicznym tam, gdzie ich nigdy (z racji homogeniczności populacji) nie było. Rozwiązaniem problemu jest, jak już wspomniałem „Uniemożliwić dalszą kolonizację- i łagodnymi metodami zachęcić już przybyłych gości do powrotu do ich rodzinnych krajów.” Narodowe odrodzenie w Europie jest dziś faktem, ale odbędzie się ono na innej drodze niż rechrystianizacja, głównie z tej przyczyny, że, jak zauważył dawno temu Dmowski, w chrześcijaństwie nie ma niczego narodowego- jest ono w swojej istocie kosmopolityczne. Wojna o rechrystianizację jest wojną Watykanu, kościołów w poszczególnych państwach- i zaangażowanych wiernych, którym prozelityzmu na płaszczyźnie prywatnej nikt nie ma prawa zabronić. Wojna o odrodzenie narodów, odbudowę tożsamości i więzi narodowej oraz powstrzymanie najazdu to wojna narodowców- i w tej wojnie Watykan ani żaden kościół narodowcom nie pomoże. Te dwie wojny toczą się na różnych płaszczyznach, które w wymiarze teologiczno-polityczno-gospodarczym nie mają punktów wspólnych. Na poziomie jednostek mogą mieć w tym sensie, że będący prywatnie katolikiem Polak może być narodowcem. Albo- antynarodowcem.

Inne teksty o podobnej tematyce:
Multikulti metodą destrukcji państwa narodowego
Ksenofobia jako objaw świadomości narodowej
Judeopolonia – żydowskie państwo w państwie polskim – jak multikulturalizm omal nie skończył się zagładą narodu polskiego

Advertisements

7 Responses to Chybione wyobrażenia profesury KUL o naturze multikulturalizmu i jego propagatorach

  1. opolczykpl says:

    Z katolikami marzącymi o globaliźmie chrześcijańskim – naturalnie pod wodzą Watykanu – jakakolwiek dyskusja jest zwykłą stratą czasu (co widać po większości komentarzy „tradycyjnych katolików” u Maruchy).
    http://opoka.giertych.pl/owk79.htm
    Oni tępo dążą do własnego celu – panowania kosmopolitycznego i odmóżdżającego katolicyzmu w Europie i na świecie.
    Ja jestem zwolennikiem naturalnej multi-kulti Europy z epoki przedchrześcijańskiej. A więc Europy pełnej różnorodnych kultur Słowian, Bałtów, Celtów, Wikingów, Achajów, Jonów, Latynów i in. Kultur, które przywleczony znad Jordanu katolicyzm wyniszczył.

    Profesor katolik bredzi o powrocie do „narodowych i chrześcijańskich korzeni Europy”.
    Europa ma korzenie pogańskie. Nawet nazwa kontynentu pochodzi z pogańskiej mitologii greckiej. Chrześcijaństwo to udrapowana w religię ideologia „nowego narodu wybranego”, powstała w Azji, na Jordanem. Europie narzucono ją w ogromnej większości siłą.

    Obecne multi-kulti to świadoma polityka koczowników, którzy chcą z nas zrobić amorficzne jewropejskie bydło robocze.
    Jest to zadziwiająco podobna polityka do tego, co Watykan i katolickie cesarstwa Karolingów i Bizancjum robili 1000 lat temu w Europie. Z tą tylko różnicą, że wtedy chodziło o rozbicie wspólnot rodowych i plemiennych i utworzenie z nich oderwanego od własnych korzeni bezmyślnego stada posłusznych „owieczek”. Obecnie celem jest rozbicie wspólnot narodowych i uczynienie z nas pozbawionych korzeni (prawdziwych a nie tych „chrześcijańskich”) jewropejczyków.
    _____________________
    Palmer.Eldritch.1984: Proszę o miarkowanie się w określeniach używanych na tym blogu pod adresem katolików i innych religii. Niezależnie od stosunku do przedstawicieli określonej religii nie mamy prawa określania ich i ich wiary w sposób pejoratywny (hasbarska technika namecaling) w dyskusji (przynajmniej w dyskusji na tym blogu). Pana określenia zastępuję prawidłowymi nazwami pojęć, do których się Pan odnosi. Proszę w dyskusji posługiwać się językiem akademickim, bo Pana na to stać.

    • opolczykpl says:

      Przyjmuję do wiadomości. Choć określenie „jahwiści” przez analogię do „darwiniści”, „marksiści”, „buddyści”uważam za jak najbardziej prawomocne. Wciąż się dziwię, że oni denerwują się, gdy nazywani są od imienia ich biblijnego Jahwe.
      _____________________
      Palmer.Eldritch.1984: Po prostu uznajmy, że chcę dyskusji, w których jest zachowany styl akademicki (nawet jeśli moje teksty fragmentami się w nim nie mieszczą). Od poszanowania czyichś przekonań religijnych na tym blogu nikomu nie stanie się krzywda.

  2. Wojwit says:

    Ten „opolczyk” *********** (usuwam ad personam)
    _____________________
    Palmer.Eldritch.1984: Komentarze znajdują się pod tekstem nieprzypadkowo – mają nawiązywać do problemów opisanych w artykule, nie zaś do zadawnionych animozji i porachunków osób komentujących.

  3. LA says:

    „Odmienność “kulturowa” to mało. W Polsce Rosjanin (kultura bizantyńska) zasymiluje się w ciągu jednego pokolenia. Czarnoskóry imigrant z Afryki- nie zasymiluje się, jego dzieci również nie. Człowiek rasy żółtej, Arab- także nie. Bo od populacji państwa, w którym się osiedlają oddziela ich nie tylko “kultura”, ale i etniczność/antropologia- widoczna przez wiele pokoleń na pierwszy rzut oka. I istota “multikulti” nie polega na tym, że ignorujemy różnice wynikające z tego, że nasz kolega ze szkolnej ławki jest muzułmaninem, nie jada wieprzowiny, uznaje “seksistowski” (tylko w naszym wyobrażeniu!) model relacji rodzinnych. My mamy udawać, że nie widzimy, że nasz kolega ma czarną/śniadą skórę.”

    A wiec rzeczywiscie jest to kwestia koloru skory? Nie moge zodzic sie z powyzszym twierdzeniem. Murzyni, Chinczycy, Arabowie, Hindusi, czy przedstawiciele innych nacji o odmiennym kolorze skory moga sie zintegrowac, a tym bardziej ich dzieci, poprzez malzenstwa mieszane. W wyniku takich malzenstw, cechy fizyczne odmienne od reprezentowanych przez wiekszosc Polakow czy Europejczykow zanikaja w drugim a tym bardziej trzecim czy czwartym pokoleniu. Problem polega na tym, ze trzeba im na to pozwolic a nie odsuwac ich i ich dzieci na margines spoleczenstwa, bo takie dzialanie sprzyja separacji a nie odwrotnie.
    _____________________
    Palmer.Eldritch.1984: Pani nie rozumie problemu. Multikulti to koegzystencja różnych celowo sprowadzonych głupią polityką imigracyjną mniejszości etnicznych na terenie państwa danego narodu. Narodu, który zakneblowano i któremu związano ręce straszakami „ksenofobii”, szowinizmu”, „rasizmu”. Naturalne i zdrowe odruchy narodu świadomego siebie i swoich praw do własnej ziemi uczyniono złem – i powodem do wstydu! Pani nie rozumie, że w „multi-kulti” nie chodzi o asymilację – tylko o stworzenie gett. Te muszą powstawać, bo mniejszości etniczne w naturalny sposób trzymają się razem – są wspólnotami kolonizatorów w obcym, nieznanym środowisku. Wietnamczycy, Chińczycy, Koreańczycy – ogólnie ludzie rasy żółtej tworzą diasporę, getta sami z siebie. W Niemczech – Turcy, we Francji – Arabowie i Murzyni. Bo to im ułatwia przetrwanie. Solidarności nacji najeźdźców demograficznych naród kolonizowany nie ma prawa przeciwstawić własnej solidarności wewnętrznej – bo to „rasizm” i „ksenofobia” – rozumie Pani absurd sytuacji? My nie mamy nikogo na naszą ziemię zapraszać. My jako naród mamy obowiązek dbać o to, by Polakom żyło się w kraju dostatnio – a nie „kolorowo”. Murzyn, Arab, Turek, Chińczyk czy Wietnamczyk Polakami nie są i nie będą – pora to sobie uświadomić. Multikulti jest martwe. Umarło w Niemczech, we Francji, w Szwecji, Norwegii – w każdym państwie dostatecznie głupim, by dać się na lep propagandy multikulturalizmu nabrać.

    Powiedziec dzieciom z mieszanych malzenstw, aby wrocily skad przyszly jest aktem wyjatkowo okrutnym, bo one wlasnie z nikad nie przyjechaly. Mozna wiec je zaakceptowac wychowujac w kulturze polskiej czy europejskiej lub odrzucic zmuszajac do odwrotu do kultury rodzica, ktory nie urodzil sie w Europie.
    _____________________
    Palmer.Eldritch.1984: Znów nie rozumie Pani problemu. Dziecko z mieszanego małżeństwa ma kryzys tożsamości. Kim się czuje – Polakiem, czy – dajmy na to – Eskimosem? A jeśli dojdzie do konfliktu interesu między Polakami a Eskimosami – to po której stronie stanie? Te kwestie są rozważane w tekście Ksenofobia jako objaw świadomości narodowej, który gorąco Pani polecam. A potem – niech Pani zapozna się z filmem Davida Duke’a „How Zionists divide and conquer”, który linkuję w tekście Multikulti metodą destrukcji państwa narodowego. Nikt nie mówi o zmuszaniu dzieci z mieszanych małżeństw do wyjazdu. Niemniej – w interesie narodu polskiego jest ograniczanie liczby takich małżeństw do minimum – właśnie ze względu na potencjalne konflikty lojalności i kryzysy tożsamości.

    Polacy sa narodem ludzi nadzwyczaj urodziwych, wlasnie dzieki ciaglym domieszkom krwi, ktore mialy miejsce dzieki wojnom i zaborom. W Polsce mozna spotkac najbardziej oryginale typy urody z calego niemal swiata, tyle, ze Polacy maja jasna skore w porownaniu do typow urody, ktore reprezentuja.
    Oczywiscie, istnieje kwestia liczebnosci emigracji – chodzi o domieszke innych narodowosci a nie ich dominacje.
    _____________________
    Palmer.Eldritch.1984: Zapewnijmy najpierw ostatniemu Polakowi godziwe warunki życia i pracę – zanim zaczniemy się zastanawiać nad „domieszkami”. A jak już zbudujemy Polakom dobrobyt, to zastanówmy się, czy przypadkiem te „domieszki” to nie będą takie pasożyty, jakimi okazały się „domieszki” we wszystkich państwach, które sobie „domieszki” zaimportowały. Niech naród wypowie się w referendum, czy „domieszki” mu są potrzebne lub miłe.

    Niemniej jednak, jesli wychowanie, jezyk, kultura, tradycje, zwyczaje , religia nie sa wykladnikami czyjejs polskosci, a o ich nie-polskosci swiadczy wylacznie odmienna karnacja, to chyba jest tu jakis blad w rozumowaniu?
    _____________________
    Palmer.Eldritch.1984: Pani nie zrozumiała toku rozumowania. Nigdzie nie piszę, że o niepolskości świadczy wyłącznie karnacja. Ja Pani powyżej wyłożyłem, że idea multi-kulti to idea krzewienia ślepoty na różnice etniczne. Są Polacy-muzułmanie i Polacy-prawosławni. Są Polacy mówiący różnymi gwarami. Nie jest to problemem. Problemem jest wmawianie, że Polakiem jest n.p. Murzyn (nawet – Murzyn śpiewający kolędy i Mazurka Dąbrowskiego)- i zmuszanie Polaków do udziału w tej farsie.

  4. grzanek says:

    Trafna polemika. Palmer, przyjacielu, czy próbowałeś kiedykolwiek skontaktować się via e-mail z drem Duke’m? Skurczybyk nie chce mi odpisać. W ogóle ostatnio mi podpadł nie tyle może antypolskimi, co filogermańskimi wypowiedziami w swoich (codziennych od pon. do pt.) audycjach w Rense Radio Network. Właśnie w tej sprawie do niego pisałem – chciałem go nieco naprostować. Zaczyna mi to śmierdzieć. Ja wiem, że nie defekuje się „w swoje gniazdo”, ale wygląda mi to na celowe działanie. Nie chcę niczego przesądzać, ale sądząc po tym, co przeczytałem w jego książce „Jewish Supremacism” oraz zasłyszałem w rzeczonej audycji, może się okazać, że facet jest tyleż pożyteczny w walce z syjonistami i żydowskimi „supremacystami”, co szkodliwy, jeśli chodzi o robienie czarnego PR Polsce i białego Niemcom (zwł. III Rzeszy).

    Z serdecznym pozdrowieniem,
    Twój oddany czyletnik grzanek.
    _____________________
    Palmer.Eldritch.1984: Nie znam filogermańskich wypowiedzi D. Duke’a. Komentuję, polecam i wykorzystuję jedynie bardzo nieznaczną część materiałów opublikowanych przez D. Duke’a, wśród których nie znalazłem niczego filogermańskiego bądź antypolskiego. Proszę podać konkretne przykłady wypowiedzi o takiej wymowie.

    • grzanek says:

      Służę przykładem:
      „The British Prime Minister, Neville Chamberlain, put it succinctly
      when he said the German-Polish [border dispute]* wasn’t worth the
      blood of one English grenadier”1.

      „Seeking to end [the 20-year Polish subjugation of eastern
      German territory], Germany had invaded Poland. At that point, it was
      a border war, [with minimal loss of life] and [little bombing of cities or
      civilians]”2.

      „There were
      Germans looking to the east for Lebensraum; Poles, who would rather
      have war than give back their [Versailles-expropriated German territory]”3.

      Są to naturalnie jawne kłamstwa, stojące w ewidentnej sprzeczności z ustaleniami większości historyków. Dodam, że o ile pamięć mi dobrze służy, Duke jest bądź był żonaty z Niemką, oraz miał na koncie podobno (angielska wikipedia) jakieś ekscesy z salutem rzymskim, mundurem SS, itp. Więcej podobnych kwiatków w podrozdziale zatytułowanym „A mother of all Holocausts” (rozdział XII) oraz innych miejscach książki.
      —————————————————————————-
      * – nawiasy moje, grzanek (z braku możliwości edycji tekstu, podkreślenia, wytłuszczenia czcionki, czy użycia italiki).
      1) D. Duke, Jewish Supremacism. My awakening to the Jewish question, Free Speech Press, Covington, LA, 2002, s.313.
      2)Ibid.
      3)Ibid.

      P.S. Ponawiam pytanie o to, czy udało Ci się z Duke’m skontaktować, o ile oczywiście kiedykolwiek próbowałeś. Mnie nie odpisuje, a żadnego konkretnego zastrzeżenia w mailach nie podałem. Chciałem mu przesłać plik *.mp3 z „zażaleniami”.

      Pozdrawiam serdecznie
      _____________________
      Palmer.Eldritch.1984: Nie próbowałem się z D. Duke kontaktować. Przytoczone cytaty wskazują na to, że do wypowiedzi D. Duke’a należy podchodzić z większym dystansem. W materiałach, które wykorzystywałem w moich tekstach nie ma jednak treści, które by nie były zgodne z rzeczywistością. Sugeruję napisanie artykułu, zbierającego te antypolskie i niezgodne z prawdą stwierdzenia. Jako komentarz pod tekstem o innej tematyce raczej nie dotrą do szerszego grona zainteresowanych. Co do przesyłania „zażaleń” w formie pliku mp3 – forma tekstowa wydaje się bardziej stosowna w tej kwestii.

      • grzanek says:

        Myślę, że masz rację z tym osobnym artykułem, aczkolwiek ciężko by mi było odsłuchiwać teraz wszystkie audycje (każda trwa ok. 54 minuty) w poszukiwaniu podobnych komentarzy. W samej książce podobnych wypowiedzi nie ma DUŻO więcej. Mogą się pojawić jakieś niejasne sformułowania typu „death camps in Poland”, natomiast sam wydźwięk przytoczonych cytatów mówi sam za siebie.
        Co do „zażaleń” – miałem nadzieję, że dr Duke puściłby, jako obiektywny historyk kierujący się zasadą „audiatur et altera pars”, to moje nagranie na antenie – w ten sposób mój przekaz mógłby dotrzeć do większej liczy odbiorców – w tym Amerykanów, którzy słyną z, eufemistycznie mówiąc, braku rozeznania w sprawach europejskich tudzież poza-amerykańskich.

        Pozdrawiam

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: