PW’44 bez broni – meldunki kontrwywiadu AK i przebieg walk

Stan uzbrojenia oddziałów AK stał się znany zaprzysiężonym w momencie ogłoszenia pogotowia przez A. Chruściela („Montera”) (27 lipca 1944 płk Chruściel około godziny 19 samowolnie, bez pozwolenia swego dowódcy gen Bora, i bez porozumienia z Komendą Główna AK wydał rozkaz mobilizacji zakonspirowanych żołnierzy AK w Warszawie, co według ustalonego regulaminu wojskowego oznaczało powstanie, patrz Jan Kurdwanowski – Dekonspiracja warszawskich oddziałów AK przed Powstaniem). Ogółem na 36500 żołnierzy AK przypadało do 7000 egzemplarzy jakiejkolwiek broni palnej. Znaczna cześć tej broni pozostawała w magazynach, których zasobów jeszcze nie rozdzielono, więc to, z czym zetknęła się większość oddziałów musiało zrobić znacznie gorsze wrażenie, niż jeden egzemplarz broni palnej na pięć osób (w oddziałach, którym przydzielono zadania zaczepne!). W tej sytuacji można postawić dwa pytania: – jak to, co zobaczyli żołnierze wpłynęło na ich morale, na gotowość do wystąpienia oddziałów przeciw Niemcom samorzutnie, bez rozkazów (pod wpływem sławetnej i co roku podnoszonej agitacji przez PKWN-owką rozgłośnię im T. Kościuszki)?
– jak stan uzbrojenia wpłynął na zdolność realizacji działań i straty osobowe wśród oddziałów szturmowych?
Oczywiście odpowiedź na te pytania znajduje się w obszernej literaturze przedmiotu. Poniżej przedstawiam dwie relacje – pierwsza – naocznego świadka, druga – relacja wnuka naocznego świadka. Obie pozwolą czytelnikowi wyrobić sobie opinię o tym, jak sytuację postrzegali (niektórzy) uczestnicy Powstania.

Stan uzbrojenia a morale oddziałów AK w oczach szefa kontrwywiadu KG AK por/ppłk Bernarda Zakrzewskiego („Oskar” ,”Hipolit”)
Jednym z najczęściej spotykanych w dyskusjach o PW’44 argumentów jest stwierdzenie że gdyby nie rozkaz KG AK to powstanie warszawskie rozpoczęliby oddolnie/samorzutnie szeregowi AK-owcy albo sama ludność cywilna .
A jak sytuację i nastroje w konspiracyjnych szeregach oceniał wówczas kontrwywiad AK na podstawie danych dostarczonych przez swoich oficerów i informatorów tkwiących w pododdziałach AK ?

1 sierpnia o godzinie 9 rano szef kontrwywiadu KG AK por/ppłk Bernard Zakrzewski „Oskar” ,”Hipolit” skierował do KG AK swój ostatni przedpowstaniowy meldunek:

„Na podstawie obserwacji i zebranych wiadomości ,dotyczących obecnej sytuacji,poczuwam się w obowiązku zameldować,że wewnętrzna nasza sytuacja jest niepomyślna.Komenda Okręgu AK zarządziła stan czujności.Pewna nerwowość ludzi objętych tą akcją daje się zrozumieć,niemniej jednak stale zmieniane rozkazy,niekiedy zupełnie ze sobą sprzeczne,wywołują wśród wojska AK zrozumiałe zdziwienie ,a nawet niepewność co do celowości rozkazów i planów KG.Entuzjazm i zapał ludzi słabnie.Wojsko widzi bezcelowość koncentracji i czynnego wystąpienia wobec braku dostatecznej ilości broni i amunicji co jest wiadomością powszechnie znaną.Broń dla żołnierza stanowi o jego sile,jest jedynym oparciem gwarantującym powodzenie jego wystąpienia.Trudno się wobec tego dziwić żołnierzowi,ofiarnemu do najwyższych poświęceń,który ma możność sam stwierdzić siłę uzbrojenia przeciwnika.Słyszało się o dużych magazynach broni,uparcie wmawiano że będzie ona w dostatecznej ilości zrzucona.Nadzieja pomocy z tej strony zgasła.Wiara w zbiorowe desanty naszych kadr z londyńskich z powietrza ,konieczna z punktu widzenia wojskowego,choćby w opanowaniu lotniska ,gdzie osłonę stanowi około 5000 ludzi,uzbrojonych w działka na stanowiskach broń ciężką i lekką maszynową-wydaje się być mrzonką.Złośliwi porównują obecną sytuację do 1939 r. w którym wszyscy wierzyli w pomoc. Również zaobserwować można podział poglądów co do wystąpienia.Niektórzy twierdzą,że będzie ono pomocą tym bolszewikom,którzy w Wilnie,Łukowie i innych miejscowościach rozbroili AK i gdzieś wysłali.Z drugiej strony stwierdzono przypadki,gdzie przedwczesne wystąpienie AK spowodowało całkowite rozbicie tych oddziałów przez siłę niemiecką.Położenie jest bardzo ciężkie.O tym wszystkim zbyt głośno się mówi,zbyt szeroko te sprawy są analizowane.Niemniej jednak zważywszy na powyższe stwierdzić należy,że o ile nie nastąpią zmiany ,to nastrój o takim podłożu,ze względu na morale jest dla walki niekorzystny.Precyzuję powody następujące:
a)brak broni
b)niepewność co do celowości wystąpienia
c)nieskoordynowanie rozkazów „.

Z dokumentu tego wynika, że o tym iż godzinę „W” zarządzono na 17 tego dnia o 9 nie wiedział jeszcze szef Kontrwywiadu KG AK. To prawdopodobnie skutek skrócenia mobilizacji i roznoszenia rozkazu o godzinie „W” dopiero po godzinie 7 rano 1 sierpnia.
Źródło: 1 VIII 44 nastroje żołnierzy AK wedle kontrwywiadu KG AK

POWSTANIE WARSZAWSKIE BEZ NIEDOMÓWIEŃ

Znam tylko Powstanie Warszawskie z opowieści mojego śp dziadka, który jako żołnierz AK w stopniu kaprala walczył na Ochocie. Nie zdążył z drużyną na koncentrację swojego oddziału – zgrupowanie „Garłuch” mającego zdobyć lotnisko Okęcie być może dzięki temu przeżył, bo większość jego kolegów ten zryw przypłaciła życiem. 1-go sierpnia drużyna w której się znajdował(dlatego, że mieli własną broń) została dołączona do kompanii WSOP-u dzięki czemu około 60 ludzi zostało uzbrojonych w 1 karabin z 10 pociskami, 1 pistolet z 1 magazynkiem i trzy granaty. Porucznik „Gustaw” wydał rozkaz zdobycia koszar na Placu Narutowicza i cała ta masa ludzi w ogromnej większości nieuzbrojona ruszyła na rzeż. Nigdy nie dotarli nawet do połowy odległości jaka dzieliła ich od budynku koszar. Zostali zmasakrowani w taki sposób, że w przeciągu 2-3 minut Pl. Narutowicza wraz z ulicami do niego dochodzących pokrył się ciałami ponad 300 osób, żołnierzy, ochotników z WSOP-u i ludności cywilnej jaka się tam znalazła. Niemcy wystrzelali wszystkich którzy się tam znajdowali, nie oszczędzając nawet swoich żołnierzy.
W nocy udało się im zdobyć (choć tak naprawdę to zająć) kilka samochodów z zaopatrzeniem jakie wjechały i stanęły przy ulicy Barskiej (była tam stołówka i kasyno dla żołnierzy a nie jak głosi tablica umieszczona na głazie – koszary) a kierowcy uciekli do budynku koszar po drugiej stronie Pl. Narutowicza. Samochody te zresztą zostały przez Niemców spalone wraz całą zawartością jaka na nich pozostała tejże nocy. Z oddziału liczącego 60 osób – szumnie nazywanej kompanią zostało 4 osoby. Reszta w ogromnej większości zginęła. Ciała jakie usiłowali ściągnąć nie przypominały nawet sit. To były krwawe kawałki mięsa przemieszane z odzieżą bez rąk, nóg, głów niepodobne do tego, że były kiedyś istotami ludzkimi.
Przez następne dwa dni siedzieli w budynku przy ul.Kaliskiej i czekali na dalsze rozkazy i amunicję, tylko że już żaden rozkaz do nich nie dotarł. Docierali tylko ludzie, którzy mieli zapał do walki i wielką nienawiść do Niemców. Do momentu natarcia w dniach 4-5 sierpnia przez ukraińców czekano z niecierpliwością na oddziały powstańcze ze Śródmieścia, i przede wszystkim na broń i amunicję której brakowało. Nikt nie znał i nie wiedział w jakim są położeniu. W nocy kiedy do natarcia ruszyli Niemcy (dziadek uważał ich za Ukraińców i Kozaków) wszystko się rozsypało. Powstańcy uciekli – zresztą jak można się bronić przed czołgiem czy armatą która zamienia domy w gruzy i której nikt nie dosięgnie bo nie ma czym. Można też czekać na śmierć ale wtedy najbardziej chce się żyć i niewielu pragnie umrzeć w walce w której jest się bezsilnym i czeka na swoją kolejkę umierania.
Ukraińcy i kozacy podpalali dom po domu, (Niemcy zazwyczaj wcześniej wynosili z niego najbardziej wartościowe rzeczy) zabijali wszystkich którzy się tam znajdowali Barska – Kaliska – Grójecka – Wawelska pokryte były stosami trupów. Żandarmi niemieccy zabijali Ukraińców i kozaków za to że byli zbyt pijani by zabijać lub za to, że zbyt szybko podpalili dom, który można było jeszcze ograbić.
Poznałem te 11 dni życia mojego dziadka (dla jednych tylko jedenaście), niemal każdą minutę i miejsce wyrwane z tego koszmaru. Po jedenastu dniach wyszedł wraz z pozostałą ludnością Ochoty (po prostu nie sposób jest zabić wszytskich naraz, Niemcy też się kiedyś męczą zabijaniem i potrzebują odpoczynku) i do końca wojny „odpoczywał” w Dachau. Po wojnie spotkał tylko kilka osób, które walczyły na Kaliskiej i Barskiej (z oddziału liczącego około 120 ludzi).

I teraz rzecz najciekawsza, im więcej lat mijało, tym coraz więcej znajdowało się powstańców którzy walczyli na Ochocie a zwłaszcza na Kaliskiej. Jak pewnego dnia policzył mój dziadek to mu wyszło prawie 600 osób, jakie rościło sobie pretensje do tego by stać się Powstańcem. Przez te kilkadziesiąt lat ludzie, którzy sami nie brali udziału w tej rzezi – sami tworzyli legendę i dorabiali mity o Powstaniu które dla jednych było koszmarem, dla innych tylko grą o dusze pokoleń. Słuchano tylko tych osób które chciano słuchać, tych którzy starali się podejść w sposób obiektywny pomijano milczeniem lub wybiórczo przedstawiano relacje dorabiając do nich własne mity i legendy, jakie miały dotrzeć do ludzi. Dorobiono też Powstańców ( ludzi pozbawionych własnej godności, mitomanów, takich co mówili tak jak im kazano – którzy nigdy nie walczyli i nie mieli odwagi trzymać za karabin i umrzeć za Polskę ). Potrafili jedynie upiększać historię i tworzyć własne legendy, których miło się słucha.
Poznałem już Powstanie Warszawskie takie jakie było opisywane w książkach pełne glorii i chwały, pompatycznych haseł i takie jakie widział je mój dziadek oraz jego koledzy Powstańcy, pełne krwi, tragedii i nieszczęść. Przed swoją śmiercią powiedział, że żeby mógł to najpierw zdegradowałby, a później powiesił Bora-Komorowskiego i tą całą jego „bandę” (nie zasłużyli nawet na rozstrzelanie) za to, że skazali na śmierć całe pokolenie młodych ludzi i zniszczyli miasto oraz za to jak „wspaniale” dowodzili na Ochocie i Okęciu.
Źródło: http://www.powstanie.pl/

Więcej o Powstaniu Warszawskim:

Jak Churchill nie nauczył Polaków realpolitikJak “Ruskie” “zdradzili” Powstanie WarszawskiePW’44 bez broni – meldunki kontrwywiadu AK i przebieg walkPowstanie Warszawskie oczami narodowcaPierwotne plany operacyjne AKJaką pomoc dowództwo Powstania Warszawskiego zagwarantowało swoim podkomendnym i ludności cywilnej Warszawy?Jak narodowcy-uczestnicy powstania oceniali je w dniu kapitulacji?Czy można było wcześniej przerwać powstanie? Propozycje kapitulacji składane przez von dem Bacha Borowi.Jak dyżurni pseudopatrioci szczują na narodowców. Ślepa uliczka hagiografii Powstania Warszawskiego.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: